Społeczeństwo

Bogdan Cichocki: Obrzeża wyklęte


24 czerwca 2016 o 12:00   /   komentarzy (1)

Temat inspiracji stylistycznych i kulturowo-filozoficznych naszego klimatu to kolejna sprawa skomplikowana, ważka, głęboka i krótko mówiąc dziwna.

Po pierwsze, jest w jakimś sensie drugorzędna. Po drugie, na tym polu w pełnej krasie pokazują się wszystkie bolączki, a nawet można powiedzieć, że pewne cechy, których powinniśmy unikać –manipulacje, oburzanie się na niepokornych itd. Ale i fascynacja brudem mająca niejako zastępować, rekompensować  pewne braki, słaby styl.

W czasach dzikszych, gdy nie istnieliśmy na ulicach w obecnej, masowej formie, a organizacje NR robiły radykalne pokazówki w mundurach z koalicyjkami (i bardzo dobrze!) wybuchł temat przede wszystkim potrzeby, jak i całkiem naturalnie ostrego odniesienia stylistyczno-filozoficznego. Prawda jest taka,że nie bardzo chciano nieść w rękach encykliki. Zestaw kilku wersów z Jüngera i Evoli wydawał się wręcz idealny. Jeżeli byłyby to wersy odpowiednie to też nie było złe,bo katolicka myśl rzece: nieważne, kto mówi, ale co mówi.

Aż tu nagle od osób z dużym stażem słyszę,że Jünger to ćpun. Zjawisko jest oczywiście szersze, ale dość symptomatyczne. Tutaj skupić się należy właściwie na jakiejś podskórnej chęci robienia dobrego, grzecznego wrażenia.

Mocne odwrócenie trendu połowy lat dwutysięcznych, gdzie małe radykalne grupy (a wszystkie takie były) do przesady upajały się Evolą, Cioranem, Jüngerem. Dziś wpada się w kolejne skrajności obdzierania klimatu z jego niemiłej, stylowej, wywrotowej wobec systemu stylistyki. Jest to w pewnych środowiskach narodowych rekompensowane (mam nadzieję,że tylko w małych grupach) wieczną diablociekawością, co obrzydliwego, złego i niecnego robią Gmurczyk, Azow, NOP Division England, dlaczego Leon Degrelle to kanalia i cyniczny kolaborant. Głównym wątkiem, również publicystycznym, czy też paszkwilowym tej grupy, jest tego typu wywód.

Ideologiczna awersja do pewnych organicznych koncepcji Evoli, Guenona czy nawet Eliade (miłego pana, który przewinął się przez opary Żelaznej Gwardii, ale był 1000% poganinem) jest logiczna i zasadna.Ale już polowanie na Jüngera za to, tamto i jeszcze coś, to jakiś mętlik w klimacie, który z reguły nie za bardzo poluje na burdelową stylistykę niektórych patrio grup Oi!, tak zwanych tożsamościowców też-uuu zgrzyt.

Jakiż wielowymiarowy jest więc tytuł. Te wyklęte (niepotrzebnie!) obrzeża to nasza odniesieniowa orbita, nie warto roztrząsać czy słusznie taka była. To po prostu historia, komplementarny tok aspołecznego i nonkonformistycznego wiru prawej strony. Poczciwy pesymista Cioran,gigant literatury Jünger, kilka dobrych wstawek Evoli i Guenona-bo im też coś tam się udało. Całokształt w ogóle nie.

Kolejne sfery. które pod te obrzeża dziś się podciąga. to nie żadne obrzeża ale oś, rdzeń.Degrelle i belgijski Rex-zupełna podstawa. Przez jednostki. na które i tak nie znalazłoby się określenia, podstawa wyzywana od najgorszych.Tematy równie głębokie jakaustrofaszyzm, dr Dollfuss i jego narodowo –katolicka Austria, holenderski Zwart Front czy analizowanie nacjonalizmu integralnego Akcji Francuskiej również czekają na ponowne odkrycie. W sferze jakiś pozytywnych zainteresowań i inspiracji będzie oczywiście większość ruchów fasci–narodowo – radykalnych.

Ramiro Ledesma Ramos-wart uwagi. Zasadniczej. Jego koncepcje totalnego nacjonalizmu rewolucyjnego bolą wielu.Ale przypominam, w tym kraju legalny jest monarchizm,więc jak ktoś się lęka niesienia hardej puli poglądów jak Pierwsza Idealistyczna Falanga, to niech tam idzie,gdzie frankizm i karlizm.

A markiz de Estella-Jose Antonio Primo de Rivera-arystokrata,męczennik (tak jak iLedesma Ramos) i tak jak On legenda Falangi. Mimo koneksji i bogactwa-kontynuator antyreakcyjnej linii Ramosa.Ramos, Falanga, de Rivera. Przeciw prawicy, pokazowemu rozmodleniu, ckliwości.

No i są jeszcze te najsłodsze obrzeża, które powinny być …wyklęte-nie warto,-kopnięte. Pięćdziesiąte wcielenie endecji (nie ma nawet co brać w cudzysłów, bo zachowawcze, nawet słuszne idee nie są potrzebne dziś Krajowi). Dwa-publicyści,dziś celebryci w środowiskach narodowych, którzy w latach 90. szczekalina prawicowych skinów i radykalne formy nacjonalizmu.

Przy takich tematach, klasyczne już jest atakowanie mocnych form i nurtów,naszym NR-owskim,a szczególnie endeckim przedwojniem. Nieśmiertelne i niesławne gadki,że nasi antenaci by potępili u nas to i to i jeszcze to. Bez przejmowania się i głębszych analiz, należało by zadać wulgaryzujące pytanie:,,No i co?”.Tam się zawsze jeszcze pojawiają oburzenia na salut, zachodniego sąsiada i jakieś dziwne, zapobiegliwe w dyskusji przepraszanie za eugenikę, choć nie była przez nasz klimat wprowadzana.  Za tym, co zostało powiedziane w punkt w miesięczniku Szturm można i trzeba powtórzyć: Dziękujemy naszym poprzednikom za położenie fundamentów, ale własną drogę zbudujemy sami.

Jakąś wyrazistą, magnetyzującą stylistykę, otoczkę, ruch NR mieć musi. Teraz czas na tych, którzy to odpowiednio i mam nadzieję nie zbyt grzecznie ułożą.

Jakim by człowiek nie hołdował wartościom, jedynie powierzchowność mogła zakotwiczyć je w świadomości ludzi. – Ernst Jünger, Sturm

 

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 24 czerwca 2016 o 15:01 pl80

    Przyznam szczerze, muszę się za czytanie Degrellea natychmiast zabrać.

    Odpowiedź