Kultura

Małgorzata Jarosz: Przemyślenia na temat filmu „Milczenie”


16 marca 2017 o 12:00   /   komentarzy (1)

W niniejszym artykule pragnę podzielić się swoją własną refleksją nad popularnym w ostatnich dniach filmem „Milczenie” w reżyserii Martina Scorsese. Produkcja przenosi nas w realia XVII-wiecznej Japonii i w doskonały sposób przedstawia tragiczną sytuację ówczesnych chrześcijan. Głównymi bohaterami są dwaj portugalscy jezuici (ks. Sebastião Rodrigues oraz ks. Francisco Garupe), którzy decydują się na wyjazd na misję do Japonii. Jednym z głównych celów podróży ma być odnalezienie ich duchowego mistrza ks. Cristóvão  Ferreire, który według plotek miał porzucić chrześcijaństwo, ożenić się i zacząć żyć jak rodowity Japończyk. Ostatecznie jeden z misjonarzy, ks.Garupe, umiera śmiercią męczeńską. Losy ks. Rodrigues’a toczą się natomiast w zupełnie inny sposób. Cel podróży zostaje osiągnięty, jezuita odnajduje swojego duchowego mistrza, ks. Ferreire. Plotki na jego temat okazują się być jednak prawdziwe – ks. Ferreire podczas okrutnych tortur rzeczywiście wyparł się Boga. Mało tego, został nawet mnichem buddyjskim i napisał traktat wymierzony przeciwko religii chrześcijańskiej. Ks. Rodrigues początkowo wyraża oburzenie decyzją podjętą przez byłego mistrza, ostatecznie jednak kończy w dokładnie taki sam sposób. Zostaje postawiony przed trudnym wyborem: jeśli nie nadepnie na wizerunek Chrystusa, wówczas grupa chrześcijan skazana zostanie na karę śmierci w okrutnych męczarniach. Ponadto Japończycy nieustannie wmawiają mu, że odmowa znieważenia wizerunku będzie świadczyła o tym, iż jest złym kapłanem i będzie miał na sumieniu życie ludzkie. Młody jezuita nie wytrzymuje presji – depcze wizerunek, a ostatecznie porzuca kapłaństwo i żeni się z Japonką.

Nie ulega wątpliwości, iż zakończenie filmu napawa dobrego chrześcijanina pesymizmem. Historię ks.  Rodrigues’a uznać należy za tragiczną. Reżyser przez cały czas trwania ekranizacji ukazuje nam go bowiem jako gorliwego jezuitę. Owszem, młody kapłan przechodzi również przez pewne próby, ma wątpliwości, czy Bóg rzeczywiście słyszy jego modlitwę, czy rzeczywiście przejmuje się losem prześladowanych chrześcijan (do tego nawiązuje właśnie sam tytuł filmu). Mało tego, w pewnym momencie sugeruje nawet jednemu z chrześcijan, iż lepiej będzie jeśli nadepnie on na wizerunek Chrystusa, bo może uratować to od śmierci innych mieszkańców wioski. Mimo to jednak kapłan ten wydaje się być przede wszystkim doskonałym apologetą chrześcijaństwa, nie ma wątpliwości, że prawda zawsze jest uniwersalna i aktualna nie tylko w Hiszpanii czy Portugalii, ale również w Japonii. Niestety, młody jezuita nie jest wystarczająco silny, aby umrzeć za Chrystusa. Tu można zadać sobie pytanie, dlaczego reżyser na jednego z głównych bohaterów wybrał akurat ks. Rodrigues’a? Czy nie lepiej byłoby nakręcić film o męczenniku, który nie waha się oddać życia za wiarę? Oczywiście, chcąc dokładnie przedstawić ówczesne realia, należy również uwzględnić fakt, iż nie wszyscy chrześcijanie okazali się dostatecznie mocni w wierze. Dlaczego jednak reżyser zdaje się skupiać naszą uwagę tylko na księdzu – apostacie? To pytanie pozostać musi bez odpowiedzi. Osobiście nie podoba mi się fakt, iż reżyser w żaden sposób nie sugeruje nam, czy utożsamia się z decyzją podjętą przez misjonarza. Nie wiemy de facto czy jego celem jest tylko i wyłącznie przedstawienie pewnych faktów czy też sugeruje nam on, iż jezuita podjął słuszną decyzję.

W końcu wyparł się on wiary, ale jednak uratował od śmierci sporą grupę chrześcijan. Tu dla chrześcijanina odpowiedź jest jednak jasna – życie ludzkie nie jest najwyższą wartością, jest nią Bóg. Osobiście problematyka podjęta przez reżysera skojarzyła mi się w pewnym stopniu z zagadnieniem modernizmu w Kościele. Warto zwrócić uwagę na to,w jaki sposób ks. Ferreira motywował swoją decyzję. Kapłan wątpił, czy chrześcijaństwo w ogóle ma szansę zapuścić korzenie w państwie należącym do zupełnie innej cywilizacji, niż europejska. Uważał, że bardziej zasłuży się Japończykom, jeśli stanie się jednym z nich, wyznawana religia jest sprawą drugorzędną. Jakżeż bardzo przypomina to głosy dochodzące dziś nawet ze strony wielu kapłanów: nieważne jaką religię wyznajesz, ważne, abyś żył wobec jej zasad. Z pewnością nie taki był zamysł reżysera, ale w mojej opinii film w doskonały sposób obrazuje nam tragizm takiego typu sposobu myślenia. Najlepiej widać to w scenie, w której jezuita decyduje się na podeptanie i znieważenie wizerunku Boga…

Mimo wszystko film „Milczenie” jest ekranizacją, którą śmiało można polecić. Reżyser w doskonały sposób przenosi widza w realia XVII wieku. Pół żartem, pół serio powiedzieć można, iż spotkać można tam jezuitów z prawdziwego zdarzenia. Ksiądz Rodrigues co prawda ostatecznie wyrzeka się Chrystusa, jednakże jego współtowarzysz, ks.Garupe, umiera śmiercią męczeńską. Śmiercią męczeńską umiera również wielu mieszkańców japońskich wiosek. Co ciekawe, większość z nich nie czuje przed nią lęku. Jedna z kobiet mówi wprost, iż odczuwa radość z powodu bliskiego spotkania z Bogiem i przejścia do nowego, lepszego świata. Sceny takiego typu niewątpliwie umacniają naszą wiarę, a także zmuszają do zadawania pytań, jak my zachowalibyśmy się w takiej sytuacji, czy potrafilibyśmy umrzeć za wiarę w Chrystusa. Ponadto poznanie realiów XVII-wiecznej Japonii pozwala nam docenić to, co mamy. Chodzi tu rzecz jasna o fakt, iż wciąż żyjemy w kraju, który uznać można za chrześcijański. Nikt nie zabrania nam uczęszczać na Mszę Świętą, nikt nie zabrania nam nosić krzyżyka na szyi. Z drugiej strony jednak powinniśmy dbać o nieustanną odnowę moralną naszego narodu. Film „Milczenie” może być tu swego rodzaju przestrogą, gdyż bardzo dobrze ukazuje nam świat pogański, świat bez Chrystusa.

Ponadto uważam, iż film „Milczenie” jest również piękną opowieścią o relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Ks. Rodrigues przed wyparciem się wiary ukazuje się nam jako osoba nieustannie prowadząca dialog z Bogiem. Owszem, kapłan bardzo często czuje się opuszczony, wydaje się mu, iż Bóg milczy. W rzeczywistości jednak Bóg zawsze wysłuchuje modlitw jezuity – najpierw daje mu możliwość wyruszenia na misję do Japonii, wskazuje również drogę do byłego mistrza duchowego, ks. Ferreiry. Ostatecznie więc to nie Bóg porzucił ks. Rodrigues’a, to ksiądz porzucił Boga.

Poruszając wątek relacji człowieka z Bogiem warto zwrócić również uwagę na jeden z elementów filmu, który mnie osobiście bardzo rzucił się w oczy. Na ekranizacji widzimy wielokrotnie kapłanów celebrujących Mszę Świętą. Jest to rzecz jasna Msza, którą nazywamy dziś Mszą trydencką. Sceny z celebracją Najświętszej Ofiary w doskonały sposób obrazują nam uniwersalizm prawdy, uniwersalizm religii chrześcijańskiej. Nieważne, w jakim miejscu na ziemi aktualnie się znajdujemy, Msza Święta zawsze wygląda tak samo, zawsze celebrowana jest w języku łacińskim.

Chcąc podsumować krótko moje rozważania stwierdzić muszę, iż film „Milczenie” nie spełnił do końca moich oczekiwań. Spodziewałam się poznać historię pełnych wiary i męstwa męczenników, którzy potrafią wzbudzić szacunek nawet u pogańskich władców. Z drugiej strony takich postaci w filmie „Milczenie” nie brakuje, grają oni jednak role drugoplanowe. Mimo to jednak opisywana tu ekranizacja należy do tych, do których będę jeszcze wracać w przyszłości. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż jest to opowieść, która przestrzega nas przed światem bez Chrystusa. Tak jak w XVII-wiecznej Japonii, tak również i dziś zagrożeniem dla chrześcijaństwa jest pogaństwo, które na naszych oczach odradza się w Europie…

 


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.



Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 16 marca 2017 o 18:07 Nacjonalista

    Świat bez Boga jest na wskroś podły. Ja ten świat widzę, tutaj wokół nas, bo dorastałem w świecie żyjącym w zgodzie z Bogiem, nawet gdy na zewnątrz szalała komuna. Ja w Bogu znajduję pokój ducha. Dziś jest inaczej. Świat bez Boga. Ja też stałem się poniekąd jego częścią, ale wciąż widzę. Widzę naród, który wciąż ma szansę. Będę walczył.

    Odpowiedź