Gospodarka

Robert Smoliński: CETA, holizm ekonomiczny, gospodarka realna


20 marca 2017 o 16:13   /   komentarzy (0)

Spór o ten traktat opiera się głównie na przewidywaniach; na sądach wypowiadanych z pozycji ideologicznych i argumentach, które przekonują przekonanych. Już sama merytoryczna debata publiczna byłaby wartością samą w sobie, ale – mimo pewnego postępu – z niczym takim nie mamy do czynienia. Jakże mogłoby być inaczej, skoro nie przedstawiono podstawowych danych, do których można by się odnieść krytycznie. Sam dokument nie zawiera żadnych herezji, więc w czym problem? Może trzeba spojrzeć szerzej, może trzeba dokonać analizy historycznej praktyki stosowania prawa tej rangi? Najpierw jednak kilka suchych faktów, aktualności, które umknęły naszym mediom.

 

Realna możliwość kolizji kompetencyjnej i problematyczność legislacji w zakresie ochrony środowiska

Kanada od kilkunastu lat toczy spór prawny z Bilcon – amerykańską korporacją z branży wydobywczej. Władze, na podstawie prawa municypalnego i krajowego, zablokowały jedno z przedsięwzięć firmy, powołując się na m.in. negatywne skutki środowiskowe i społeczne. Powołano komisję, która wstrzymała inwestycję. Korporacja nie odwołała się od tej decyzji do sądu krajowego, ale przywołała przepisy „antydyskryminacyjne” ujęte w NAFTA. Arbitraż międzynarodowy przyznał rację Bilcon, jednak sprawa nadal się toczy. Sąd Najwyższy Kanady ma orzec, czy nie doszło do nieuprawnionego przeniesienia postepowania przed organ, który nie posiada kompetencji rzeczowej.

To ciekawy przykład, ponieważ pokazuje możliwość powstania sporu nawet w sferze formalnej, czyli określenia instytucji, która ma zbadać sprawę co do meritum.

Jest jeszcze druga kwestia, mianowicie zawężenie możliwości ustawodawcy w materii ochrony środowiska i innych dóbr chronionych prawem. Ze względu na to, że często wielkie przedsięwzięcia mają dość unikatowy charakter i duży wpływ na region, jest sprawą trudną, przewidzenie negatywnych konsekwencji zanim inwestor nie ujawni swoich intencji. Tu w grę wchodzi także błąd czy bierność ze strony biurokracji, która jest wielokrotnie mniej elastyczna niż przedsiębiorca.

Efektem będzie, w tym przypadku, realizacja projektu ze wszelkimi negatywnymi skutkami, o ile one rzeczywiście wystąpią lub wypłata olbrzymiego odszkodowania – z pieniędzy podatników.

Udajmy na chwilę, że o dyskursie gospodarczym w Polsce nie decyduje wojna fanatyków: religii liberalnej i socjalnej; że wolno nam mieć wątpliwości i choćby zadać pytania. Jak one by brzmiały?

– Czy można ściśle zakreślić ramy ustawodawstwa „ekologicznego”?;

– Czy inwestor może ponosić negatywne konsekwencje błędnej lub niedostatecznej regulacji?;

– Jaki jest zakres odpowiedzialności państwa, dlaczego to podatnik ostatecznie ponosi koszty?;

– Czy to sprawiedliwe, że obcy inwestor korzysta z podwójnej ochrony prawnej, na którą obywatel danego państwa nie może liczyć?

 

Krajowe bezpieczniki rynku finansowego i ubezpieczeniowego

Zwięźle, bo przykład mówi wszystko. Po wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku, pewna globalna instytucja finansowa, która ubezpieczała śmieciowe papiery wartościowe zabezpieczone hipoteką (w pakietach), mocno się na tym przejechała. Naturalnym – jak pokazuje praktyka – mechanizmem w takim przypadku, jest zwijanie aktywów ze spółek córek z prowincji (innych krajów), żeby uratować płynność centrali itd. Co zatem z klientami takiej ubezpieczalni w kraju, z którego środki zostały przetransferowane za granicę? Co z zobowiązaniami, których termin płatności zapadł lub zapadnie w przyszłości?

Otóż, co do zasady, państwa wymagają utrzymania rezerw (ograniczonej możliwości transferu aktywów) przez ubezpieczycieli, więc bankructwo ubezpieczyciela jest mniej dolegliwe dla ubezpieczonych; w każdym razie ryzyko jest mniejsze.

Pytania:

– Co się stanie, jeśli multilateralne traktaty handlowe ograniczą i w tej materii kompetencje państw narodowych? Czy tu może zadecydować praktyka i orzecznictwo prywatnych sądów, a nie litera prawa krajowego?

– Czy występuje symetria interesów, żeby ujednolicać prawo dla państw-odbiorców usług finansowych i państw, gdzie korporacje finansowe mają swoje siedziby?

– Czy „globalizacja” w sferze rynku kapitałowego nie będzie automatyczną deregulacją, a jeśli tak, czy rynek ten powinien być całkowicie poza kontrolą państw? Czy nie może się to stać rodzajem broni strategicznej mocarstw?

 

Wolny handel jest tani – czyli drogi

Teoretycznie, zniesienie barier celnych i innych powinno przyczynić się do rozkwitu wolności gospodarczej i większej rentowności, teoretycznie… Rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ co najmniej w okresie przejściowym, Kanada będzie subwencjonować niektóre sektory gospodarki – zwłaszcza rybołówstwo. Ten rok „polityczny” upłynie w Kanadzie na planowaniu takiej właśnie strategii interwencyjnej, która ma być odpowiedzią na wprowadzenie CETA. Podatnicy nie będą szczęśliwi, ale! – ktoś powie – przecież po jakimś czasie korzyści zrekompensują z nawiązką wydatki. To jest możliwe, ale możliwe jest też, że urzędnikom nadto się spodoba ingerowanie w gospodarkę i to, co miało być rozwiązaniem prowizorycznym i przejściowym, stanie się nowym modelem ekonomicznym.

Pytanie:

– Czy możliwy jest wolny rynek w państwach o tak rozbudowanej biurokracji?

 

Jeszcze więcej synekur

Komisja Europejska zastanawia się nad powołaniem specjalnej instytucji quasi-sądowej, która może w przyszłości zajmować się rozstrzyganiem sporów inwestor-państwo. Brakuje jeszcze konkretów, ale pojawiają się sugestie, że nie tylko będzie to rozwiązanie ściśle prawne, ale realne ciało i etaty.

Czyli, najpewniej, nie będzie to prywatny arbitraż, ale kolejna instytucja – kolejny sąd, gdzie sędziów będą desygnowały państwa. Prawo pozywania będą posiadali wyłącznie inwestorzy. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że jest to rozwiązanie bardziej ryzykowne niż to klasyczne. Istnieje niebezpieczeństwo wpływu innych państw na rozstrzygnięcie konfliktu między stronami.

Pytanie:

– Nie prościej będzie, jeśli korporacja pozwie Polskę przed niemieckim sądem? Po co powoływać kolejne instytucje, skoro efekt będzie ten sam?

– Czy istnieje ryzyko wymuszania orzecznictwem zmian w sferze kulturowej i obyczajowej – pod groźbą gigantycznych kar finansowych?

 

Realizm gospodarczy

Ten szalony pośpiech podczas forsowania CETA mówi bardzo wiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę zmianę, która dokonała się po ostatnich wyborach w USA. Już na wcześniejszych etapach, nie tyle łamano procedury, co dobre obyczaje – przede wszystkim w kwestii konsultacji społecznych.

Czy Donald Trump jest wrogiem globalizacji i potężnych korporacji z zasady? Nie ma sensu spekulować, wystarczy przeanalizować konsekwencje zmian, które na naszych oczach zachodzą w ekonomii światowej.

Sprawdźmy, czy możemy udzielić podobnych odpowiedzi na poniższe pytania  – i czy w ogóle te pytania są zasadne?

 

Pytanie: Czy TTIP wejdzie w życie?

Odpowiedź: Bardzo mało prawdopodobne.

P: Czy CETA może służyć amerykańskim korporacjom jako substytut TTIP?

O: Tak, 4 na 5 będzie mogło skorzystać z procedur ochrony inwestora w związku z CETA.

P: Czy zatem europejskie firmy będą mogły, na tej samej zasadzie, pozywać kraj pochodzenia tych korporacji?

O: Oczywiście, że nie – USA nie jest stroną.

P: Czy na podstawie NAFTA, firmy kanadyjskie konfrontowały się z USA przed sądem arbitrażowym; z jakim efektem?

O: Wielokrotnie – Ameryka nigdy nie przegrała.

P: Ropociąg Kingstone XL powstanie, ale wcześniej USA zablokowały jego budowę, a przecież Kanadyjczycy mieli prawo ten projekt przeprowadzić, dlaczego Amerykanie złamali umowę?

O: To było bezprawne działanie, imperia przestrzegają prawa tylko, kiedy mają w tym interes.

P: Czy istnieje alternatywa dla międzynarodowego arbitrażu?

O: Owszem, poważne państwa, które chcą się szybko rozwijać, zastrzegają w dwustronnych traktatach, że inwestor ma prawo dochodzić swoich praw przed sądem gospodarza. Przykładem są Indie, które właśnie przeprowadzają tę zmianę – wypowiadają dotychczasowe BIT.

P: Czy inwestorzy nie obawiają się ograniczenia ich ochrony?

O: Nie, ponieważ największą gwarancją jest przychylność państwa, które chce przyciągnąć zagranicznych inwestorów. Ważniejsze od ISDS są inne czynniki: jak poziom podatków i stopa zwrotu.

P: Czy Polska była pozywana w podobnym trybie arbitrażu na podstawie BIT?

O: Tak, płaciliśmy już spore kary za rzekome przewinienia – istnieje ponadpartyjny konsensus co do zachowania dyskrecji w tej sprawie.

P: Czy uregulowania ISDS w CETA mogą być korzystniejsze dla Polski od tych, które aktualnie nas wiążą?

O: Najprawdopodobniej tak, ponieważ cała Unia Europejska będzie stroną, więc będzie miała silniejszą pozycję negocjacyjną. Pewnie sytuację poprawiłoby, paradoksalnie, zastąpienie ISDS z naszych BIT z USA na ISDS z TTIP – i nie chodzi tu o ochronę polskich inwestorów w USA, tylko polskiego podatnika przed amerykańskimi korporacjami.

 

Realizm polityczny

Zwolennicy liberalizmu gospodarczego są zgodni, że dla kraju rozwijającego się, posiadanie zamożnych sąsiadów czy partnerów gospodarczych jest rzeczą pozytywną – z ekonomicznego punktu widzenia. Tak sam Adam Smith uważał, ale czynił pewne zastrzeżenie, mianowicie, że z politycznego i militarnego punktu widzenia jest to bardzo niekorzystne. My przywykliśmy do abstrakcji i teorii w dyskursie na tematy gospodarcze. Rzeczywistość jest zastąpiona przez system sądów analitycznych a priori, jeśli coś nie pasuje do systemu lub powoduje paradoks, to dopycha się to kolanem.

Z filozoficznego punktu widzenia, ekonomia to rozwinięcie etyki, jasno określić można jedynie kwestię teologiczną, wszystko inne jest korelacją antropologii i przewidywania. W tej nauce: stałe – okazują się czasami uroszczeniami zbudowanymi na entymematach; zaś zmienne – lekceważone.

Może trzeba czasami zacząć „od dołu”, zamiast kontemplować nad gospodarką, spoglądając na nią z góry, bo mam wrażenie, że studium przypadku potrafi zdemolować każdą genialną teorię. A historia gospodarki to największy wróg każdego holistycznego podejścia – każdego systemu.

 

Praktyka

Pewna korporacja międzynarodowa świadczy usługi informatyczne z Polski – tu ma jedno z centrów, pracownicy pochodzą z różnych krajów. Pensje są – jak na nasze warunki – wysokie. Jednak są tak wysokie także dlatego, że podatnicy do nich dopłacają. Tak, firma dostaje subwencje, za to lokalni politycy mogą się fotografować przed jej siedzibą przed wyborami. Korzyści dla Polski są żadne, ponieważ to jest tego typu przedsięwzięcie, które można przenieść do innego kraju w ciągu jednego dnia. To fetysz innowacyjności powoduje, że nikt nie kwestionuje sensowności pewnych „inwestycji”, międzynarodowe korporacje wykorzystują niskie kompetencje intelektualne polityków, żeby obniżać koszty swojej działalności w nieuczciwy sposób.

A co jeśli kreowanie i popularyzacja trendów i mód intelektualnych dotyczy także samych fundamentów myślenia ekonomicznego? Więcej państwa, mniej państwa. Prawie zawsze na opak i nieskutecznie. Tam, gdzie powinno być, to go nie ma. Tak, jak w przypadku zorganizowanej kradzieży oszczędności Polaków przy pomocy poliso-lokat. Państwo przyglądało się biernie, jak jego obywatele są eksploatowani przez potężne instytucje finansowe, które nigdy by nie śmiały takich praktyk stosować w normalnym kraju.

Kolejny przykład, dość nieskomplikowany: oto pierwszy akord przyszłości.

„Oferta została usunięta na zgłoszenie oficjalnego przedstawiciela firmy XYZ, z którego wynika, że narusza ona prawa tej firmy”

Narusza czy nie narusza, no i w jaki sposób? Nie ma znaczenia, jeśli jesteś „smaczny, sam i w lesie”.

Prawa autorskie, te realne i te, które są jedynie pretekstem do wyłudzenia, to będzie nowa forma kolonializmu w XXI wieku.

Jakiś czas temu miałem okazję zapoznać się z pismem, które otrzymała pewna mała polska firma od adwokata z Holandii, reprezentującego pewną znaną korporację. Dość pokaźnych rozmiarów bryk robił wrażenie. Generalnie była to groźba wszczęcia postępowania przed sądem o ochronę praw autorskich. No prawie. Okazało się bowiem, że nie było podstawy prawnej w tym przypadku, ale jestem święcie przekonany, że mało kto z adresatów zorientował się, że to był tylko blef. Ilu przedsiębiorców dało się nabrać i spełniło prośbę (jak się okazało) korporacji?

Polska nie posiada doktryny, więc realizuje obce – nawet nieświadomie. Wolny rynek istnieje, zawsze istniał, handluje się tam wszelkimi dobrami: ropą, elektroniką, dziełami sztuki, całymi narodami.

A socjalizm? Też jest realny, to strategia biznesowa silniejszych – doskonała. Państwo, które jest zainfekowane tą zarazą jest niewydolne, więc musi się zadłużać u obcych. Musi też pozyskiwać z zewnątrz technologię, więc środki na to zdobywa przez niewolniczą pracę swoich obywateli, którzy finansują ceny dumpingowe przy eksporcie – najczęściej artykułów rolnych lub surowców. Zarabia obcy bankier, zarabia obcy przemysł – a kiedy już dłużej nie da się kontynuować takiego stanu, to wprowadza się kapitalizm. Ten etap także przynosi zyski, bo można niektóre perspektywiczne i cenne składniki majątku narodowego kupić za ułamek wartości – niech żyje rewolucja.

Dziś złodzieje z całego świata udali się na żer na Ukrainę, możemy się przyjrzeć, tym razem jako świadek, a nie ofiara, co się dzieje z narodami, które wierzą w bajki. Wyjazd na Ukrainę naszego specjalisty od marksizmu-kapitalizmu, pana Balcerowicza, to „trolling” wszechczasów.

Kilka lat temu, przeczytałem w książce Patricka Buchanana, że ostatecznie nie ma alternatywy dla gospodarczego nacjonalizmu; Ameryka będzie prowadzić handel na swoich zasadach, a gwarancją będzie lotnictwo i flota. Wtedy nie byłem przekonany, ale oto pojawia się informacja, że USA może opuścić WTO, ponieważ nie ma zamiaru podlegać jakimkolwiek prawom, poza własnymi i… implicite: trochę za dużo się już wzbogaciły kraje rozwijające się.

Co to oznacza w praktyce? Ano to, że globalna wolność gospodarcza zostaje anulowana, kiedy zyski nie trafiają już wyłącznie tam, gdzie powinny.

 


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)