Historia

Małgorzata Jarosz: Pastuszkowie z Fatimy – autorytety na trudne czasy


28 kwietnia 2017 o 18:56   /   komentarzy (0)

W niniejszym artykule pragnę przybliżyć postać pastuszków z Fatimy, bł. Franciszka i Hiacynty Marto, kanonizację których będziemy przeżywać już 13 maja. Osobiście czekam na ten dzień z niecierpliwością, ponieważ dzieci fatimskie już od dawna stanowiły dla mnie autorytet i wzór świętości. Teoretycznie żyli oni w czasach, w których łatwiej było osiągnąć świętość. Mieszkali w niewielkiej wiosce, nie mieli dostępu do tego, co dziś nawet najmłodszych odciąga od Boga, do marnotrawienia czasu przy telewizji czy komputerze, do bezwartościowej kultury, która zatruwa nawet dusze najmłodszych. Mimo to jednak ich życiorys do dziś dnia fascynuje tysiące wiernych.

Nie można w tym miejscu nie przypomnieć słów Chrystusa, Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3). Pastuszkowie z Fatimy nie studiowali nigdy teologii, mimo to jednak wspięli się na szczytu dojrzałości chrześcijańskiej – kochali Boga ponad wszystko, zdawali sobie sprawę, że w zmaterializowanym świecie zbawienie tak wielu dusz jest zagrożone, dlatego właśnie niczym najwięksi mistrzowie życia duchowego potrafili poddawać się niezwykle surowym praktykom ascetycznym. I wszystko to w tak młodym wieku.

Przypomnijmy najpierw historię objawień fatimskich. Tak naprawdę wszystko zaczęło się już w 1916 roku, kiedy to miały miejsce objawienia anioła. Łucja dos Santos, kuzynka bł. Franciszka i Hiacynta, wspominała, iż anioł ukazał się jako 14 lub 15-letni młodzieniec, jego postać była bielsza od śniegu, prześwietlona promieniami słonecznymi. Skierował on do dzieci następujące słowa: Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju, módlcie się razem ze mną. Następnie ukląkł i nakazał powtórzyć dzieciom trzy razy następującą modlitwę: O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Proszę, być przebaczył tym, którzy nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i nie kochają Ciebie. Po zakończeniu modlitwy posłaniec Boży podniósł się z klęczek i nakazał pastuszkom, aby często modlili się w ten sposób. Zapewniał jednocześnie, iż Serca Jezusa i Maryi słuchać będą uważnie ich słów i próśb.

Jakiś czas później anioł przyszedł do dzieci po raz drugi, kiedy te po obiedzie bawiły się przy studni. Usłyszały one wówczas następujące słowa: Co robicie, módlcie się, módlcie się wiele! Najświętsze Serce Jezusa i Maryi chcą przez was okazać światu wiele miłosierdzia. Ofiarujcie zawsze Bogu Najwyższemu wasze modlitwy i umartwienia. Na pytanie Łucji, w jaki sposób mają czynić ofiary, anioł pouczył ich, że powinni składać je ze wszystkiego, co mogą. Dodał przy tym, iż jest Aniołem Stróżem Portugalii, a ofiary pełnione przez dzieci ściągną pokój na ich ojczyznę.

Trzecie objawienie anioła miało natomiast miejsce w czasie, gdy pastuszkowie odmawiali modlitwę, której kiedyś nauczył je niebieski posłaniec. Tym razem trzymał on w rękach kielich, nad którym unosiła się Hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Nagle kielich ten wraz z Hostią zawisł w powietrzu, anioł natomiast ukląkł przy dzieciach i zaczął odmawiać następującą modlitwę: Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, ofiaruję Wam najdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana Naszego Jezusa Chrystusa, obecnego na wszystkich ołtarzach świata jako zadośćuczynienia za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest obrażany. Przez niezmierzone zasługi Przenajświętszego Serca i za przyczyną Niepokalanego Serca Maryi błagam o nawrócenie biednych grzeszników. Następnie anioł podniósł się z klęczek i udzielił dzieciom Komunii, kierując do nich jednocześnie następujące słowa: Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa, okropnie znieważanego przez niewdzięcznych ludzi. Wynagrodźcie ich i pocieszajcie Boga waszego.

Objawienia anioła były rzecz jasna swego rodzaju przygotowaniem dzieci na objawienia Najświętszej Maryi Panny. Pierwsze objawienia miało miejsce 13 maja 1917 roku, w Cova da Iria (co można przetłumaczyć jako Dolina Pokoju). Pastuszkowie pilnowali wówczas stada owiec. Początkowo ujrzeli coś, co najpierw przypominało błyskawicę, po chwili jednak nad dębem dostrzegli postać Matki Bożej. Łucja miała wspominać później, iż Maryja była jakby utkana ze światła, światła intensywniejszego od promieni słonecznych, przechodzących przez kryształowe naczynie z wodą. To właśnie Łucja jako pierwsza zwróciła się do Matki Bożej: – Skąd Pani jest? Odpowiedź brzmiała: Jestem z Nieba. Podczas pierwszego objawienia Najświętsza Maryja Panna prosiła dzieci o codzienne odmawianie różańca (w taki sposób miały przyspieszyć koniec wojny), zapytała również, czy chcą ofiarować Bogu wszystkie cierpienia jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i w intencji nawrócenia grzeszników. Odpowiedź dzieci była jasna: Tak, chcemy. Ponadto Matka Boża prosiła małych wizjonerów, aby przychodzili tu przez 6 kolejnych miesięcy, 13 dnia każdego miesiąca, o tej samej godzinie. Rzeczywiście, 13 czerwca miało miejsce kolejne objawienie. Łucja skierowała wówczas do Maryi prośbę, aby Ta czym prędzej zabrała ich do Nieba. Matka Boża zapewniła, iż już wkrótce zabierze do Nieba Franciszka i Hiacyntę. Łucja jednak przez jakiś czas miała pozostać jeszcze na świecie, aby móc szerzyć kult Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Dziewczynka miała obawiać się jednak, że zostanie na świecie sama. Maryja skierowała do niej jednak słowa pociechy: Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nigdy Cię nie opuszczę, moje Niepokalane Serce będzie Twoją ucieczką i drogą, która Cię zaprowadzi do Boga.

Do jednych z najbardziej intrygujących objawień należy niewątpliwie objawienie z 13 lipca. Wtedy to Matka Boża miała pokazać dzieciom piekło. Łucja wspominała to w sposób następujący: Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zaburzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakiś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle. 13 lipca Matka Boża po raz kolejny podkreślała wagę nabożeństwa do Jej Niepokalanego Serca, które sprawić miało, że wiele dusz zostanie przed piekłem uratowanym, a na świecie zapanuje pokój. Obiecywała również, iż wojna niedługo się skończy, jednakże jeśli nie przestanie się obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI wybuchnie druga, gorsza. W objawieniach z sierpnia i września Matka Boża w dalszym ciągu ponawiała prośby o modlitwę, a także o ofiary. 13 października natomiast miał miejsce słynny cud słońca, niewyjaśnione zjawisko atmosferyczne. Sami pastuszkowie nie oglądali jednak cudu, otrzymali za to wizję św. Józefa, który błogosławił świat, Pana Jezusa z Matką Bolesną, na koniec zaś Matki Bożej Karmelitańskiej.

Jak widać spośród trójki pastuszków najbardziej uprzywilejowana była niewątpliwie Łucja, kuzynka Franciszka i Hiacynty. Tylko jej dane było rozmawiać z Matką Najświętszą, ona też pozostała na świecie dłużej, mając za zadanie szerzyć kult Niepokalanego Serca Matki Bożej. Hiacynta i Franciszek zmarli przedwcześnie, zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej. Przyczyną śmierci była grypa, zwana hiszpanką. Dzieci umierały w cierpieniach, których nie wahały się ofiarować za nawrócenie grzeszników.

Bł. Franciszek Marto na świat przyszedł 11 czerwca 1908 roku w Aljustrel, wiosce należącej do parafii Fatima. Bł. Hiacynta była natomiast dwa lata młodsza, na świat przyszła bowiem 11 marca 1910 roku. Oboje wykazali się głęboką, dojrzałą wiarą, obaj byli również bardzo pomysłowi w podejmowanych ofiarach i wyrzeczeniach. Łucja wspominała po latach, iż Hiacynta na widok dzieci z sąsiedniej wioski od razu postanowiła oddać biedakom za nawrócenie grzeszników swój własny posiłek. Zarówno Franciszek, jak i Hiacynta w straszliwym upale zdecydowali się również na rezygnację z przyjmowania wody. Gdy minęło południe, Łucja zaproponowała, aby udali się do sąsiedniej wioski i poprosili miejscową staruszkę o dzbanek wody i kawałek chleba. Odpowiedź dzieci była jednak jednoznaczna, chcieli cierpieć za nawrócenie grzeszników. Po jakimś czasie wycieńczoną Hiacyntę rozbolała jednak głowa, skierowała wówczas do Franciszka następujące słowa: Powiedz świerszczom i żabom, żeby się uspokoiły, tak mnie boli głowa. Brat zaczął robić jednak jej wyrzuty, że nie chce ofiarować bólu za grzeszników. Dziewczynka nie miała już wówczas wątpliwości: Niech śpiewają i rechoczą.

Warto zwrócić uwagę również na ogromną opiekuńczość Franciszka w stosunku do swojej młodszej siostry. Wkrótce po objawieniach z 13 lipca, kiedy to dzieciom objawiona została słynna tajemnica fatimska, dzieci uwięzione zostały przez wrogie Kościołowi władze gminy Vila Nova de Ourem. Dzieci szukały wówczas ratunku w modlitwie różańcowej, do której zapraszały również innych współwięźniów. Pobyt w więzieniu był szczególnie dotkliwy dla najmłodszej Hiacynty, która tęskniła za rodzicami. Brat modlił się wówczas o odwagę dla niej: Boże, proszę, aby Hiacynta się nie bała. Odmówię za nią Zdrowaś Maryjo.

Franciszek znany był również z niezwykle wrażliwego sumienia. Kiedy matka zasugerowała mu, aby wykorzystał nieobecność swojej matki chrzestnej i poszedł paść owce na jej pole, chłopiec wyraził wówczas oburzenie: To moja matka uczy mnie kraść? Postać Franciszka uczy nas jednak wytrwałości w walce ze swoimi własnymi słabościami. Był on bowiem nieco leniwy, jeszcze przed objawieniami zdarzało mu się unikać modlitwy. Kiedy jednak Łucja powiedziała mu, iż Matka Boża weźmie do nieba dopiero wtedy, gdy zmówi wiele różańców, chłopiec wykrzyknąć miał: O moja Matko Boża! Zmówię tyle różańców, ile zachcesz! Po objawieniach natomiast nieustannie wyrażać miał pragnienie pójścia do nieba i pocieszania Pana Jezusa. Nie mniejszą pobożnością wykazywała się Hiacynta. Podobno już w wieku pięciu lat płakała słysząc opowiadanie o cierpieniach Chrystusa i przyrzekała, że nigdy nie popełni grzechu.

Franciszek zmarł 4 kwietnia 1919 roku, w domu rodzinnym. Przed śmiercią powiedzieć miał: Jakie piękne słońce! Już go nie widzę! Śmierć brata była ogromnym ciosem dla Hiacynty. Jej samej pozostało jednak niewiele życia, zmarła bowiem 20 lutego 1920 w Lizbonie. Umierała w cierpieniach, do końca życia jednak nie zapominała o składaniu ofiar za grzeszników: Przyjmuję wszystko z miłości do Boga i Niepokalanego Serca Maryi.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11, 25)…


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.



Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)