Społeczeństwo

Teresa Sutowicz: Tolerancja a nacjonalizm. Czy da się to pogodzić?


13 kwietnia 2017 o 18:21   /   komentarzy (5)

W społeczeństwie obecnie funkcjonują różne słowa, które zmieniły swoje pierwotne znaczenie i są regularnie wykorzystywane przez mainstream do celów szerzenia propagandy antynarodowej, antytradycyjnej lub antyreligijnej. Tak samo stało się także z tolerancją. Czy rzeczywiście jest ona czymś złym? Wręcz przeciwnie. Powinniśmy o nią walczyć na każdym kroku, aby wypracować w społeczeństwie poszanowanie dla drugiego człowieka zgodnie z ideałami chrześcijańskimi, których domagamy się w naszej polskiej Idei Narodowej. Posłużę się przykładem unii polsko-litewskiej 1569 roku, kiedy to na jej skutek powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów, silne państwo, w którym funkcjonowały dwa narody. Jestem zwolenniczką państwa narodowego, a jednak płynęło z tego połączenia wiele korzyści i faktycznie na pewien czas się sprawdziło.

Tolerancja to szacunek wobec drugiego człowieka, a nie akceptowanie złego czynu. To drugie nie może zaistnieć w każdej sytuacji, aby nie stało się przyczyną bezkarności o czym mówi Jacek Woroniecki w „Katolickiej etyce wychowawczej”. Naszym obowiązkiem jest reagowanie na krzywdę wyrządzaną przez innych. Jeśli jakieś postępowanie jest krzywdzące, nie mamy powodu zostać biernymi w imię tolerancji, gdyż nie oznacza ona przyzwolenia na wszystko. To, że nie popieramy zalegalizowania związków partnerskich, tego, by pary homoseksualne mogły adoptować dzieci, nie oznacza, że jesteśmy wobec nich nietolerancyjni. Zapobiegamy krzywdzie dzieci i pewnym czynom, ale nie zabieramy homoseksualistom prawa do istnienia i szacunku. Każdy ma swoje poglądy i nie można powiedzieć, że przez to ludzkość jest nietolerancyjna. To słowo nie istniałoby w ogóle bez różnorodności wśród ludzi, bez różnicy zdań, bez dyskusji. Gdyby wszyscy byliby tacy sami, nie byłoby żadną sztuką kogoś szanować, stąd zostaliśmy stworzeni innymi, by uczyć się cierpliwości i by doskonalić nasze charaktery. Tolerancja jednak nie może być nierozsądna. Nie możemy narażać naszego bezpieczeństwa w jej imię. Głośna jest ostatnio sprawa z imigrantami muzułmańskimi więc posłużę się nimi jako przykładem na to, że nie musimy się godzić na przyjmowanie do państwa ludzi, którzy wcale nie mają wobec nas pokojowych zamiarów. Tolerancja to nie przyzwolenie na głupotę władz.

To, że ktoś „walczy” o tolerancję też tak naprawdę wcale nie znaczy, że jest tolerancyjny. Gdy stanie się naprzeciwko manifestujących z KOD-em jako kontrmanifestant, od razu zostanie się zaatakowanym, w sensie jak najbardziej dosłownym, fizycznym. Czy wyrażają oni w ten sposób swoją walkę o szacunek dla wszystkich ludzi? Może czynią to przez krzyczenie „Pokażcie te swoje faszystowskie gęby!”? Czy ja jako Narodowiec już na szacunek nie zasługuję? Czy ktoś z tolerancyjnych zadał sobie pytanie, czy ja nie czuję się czasem wyśmiewana jako katoliczka? Ile razy mogliśmy usłyszeć o tym, że katolicy są zacofani w swoich zasadach, których nikt normalny już nie przestrzega, ponieważ nie żyjemy w średniowieczu (swoją drogą nie wiem, skąd wzięło się przeświadczenie o tym, że zasady obowiązujące w katolicyzmie, miały rację bytu jedynie w średniowieczu). Ostatnio spotkałam się z wypowiedzią o tym, że pary niewspółżyjące przed ślubem, to „świętojebliwe”, nienormalne pary. Tuż po wypowiedzi nastąpiła aprobata żartu w postaci głośnego śmiechu. A więc czy to naprawdę tradycjonaliści są nietolerancyjni? Jakoś nikt nie zastanawia się nad tym, że osoby żyjące według tych zasad może to mocno urazić. Ktoś kiedyś zadał mi pytanie, czy uważam się za osobę tolerancyjną, będąc za zakazem aborcji. Mogłam zadać to samo pytanie tej osobie, tylko w odwróconej wersji. Tak więc zrobiłam. Czy będąc za aborcją, jest się tolerancyjnym? Dlaczego mamy dyskryminować dzieci nienarodzone ze względu na sposób poczęcia (np. gwałt) czy niepełnosprawność?

Ciekawym przykładem nietolerancji jest także wrzucanie ludzi do „woreczków” z podpisami. Korwiniści wszystkich przeciwników wolnego rynku nazywają socjalistami. Odwrotnie zaś niektórzy wszystkich liberałów gospodarczych pogardliwie zwą korwinistami. „Nacjonaliści to naziści”, ale to specjalnie nowatorskie odkrycie nie jest, ponieważ taka retoryka funkcjonuje od wiek wieków. Czasem mam wrażenie, że nawet przed powstaniem nacjonalizmu już nazywało się go nazizmem, gdy słyszę o nacjonaliście – Władysławie Łokietku, który przecież już wtedy był „szowinistą”.

Nacjonalizm a tolerancja, rozsądek a bezkarność, zasady a anarchia… i w końcu nacjonalizm oraz poszanowanie dla godności drugiego człowieka, oraz jego prawa do życia. Nie kojarzmy słowa „tolerancja” z bezkarnością, ale i nie zamykajmy się na innych ludzi. Przez kontakt z nimi możemy uczynić ich i siebie lepszymi. To bardzo trudne dogadać się z kimś, kto myśli inaczej, ale życie nie ma być łatwe. Przechodząc przez trudności, zdobywamy szczyty. Pomyślmy o tym, że dla takiej osoby, która jest na złej drodze możemy być ostatnią, albo przynajmniej najbardziej realną szansą na nawrócenie moralne, światopoglądowe czy religijne. Dajmy jej tę możliwość i spójrzmy jak na człowieka. Pomóżmy jej. Często są to osoby z dużymi problemami, których należy im współczuć. Każde odchylenie moralne jest spowodowane jakąś trudnością, z którą kiedyś człowiek sobie nie poradził i być może teraz krzyczy o pomoc, ale nikt go nie słyszy…


TERESA SUTOWICZ
Jest licealistką i realizuje program rozszerzony między innymi z historii oraz języka polskiego. Szczególnie interesuje się kulturą Węgier, ich językiem i historią. Najchętniej porusza tematy społeczne, historyczne lub dotyczące Idei.



Komentarze (5)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 13 kwietnia 2017 o 18:49 Dymitr Ogonowski

    „Posłużę się przykładem unii polsko-litewskiej 1569 roku, kiedy to na jej skutek powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów, silne państwo, w którym funkcjonowały dwa narody” A to właśnie słowo „naród” nieraz znaczy, co innego, gdyż jest używane raz w sensie politycznym a raz w etnicznym. A ile było narodów w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, to jest pytanie, na które chyba nikt jednoznacznie nie odpowie. Jeszcze, ile było grup etnicznych, to może ktoś dałby radę ustalić. Wielkie Księstwo Litewskie to było państwo, do którego się przyznaje i obecna Litwa (w rozumieniu) bałtyckiej Litwy i Białoruś. Językiem „urzędowym”, w którym spisywano statuty był tam najpierw ruski (Nie mylić z ruskim, moskiewskim, Białoruś uważa, że to starobiałoruski) a potem polski. I w ogóle jaki tam naprawdę żył naród, to jest sprawa bardzo trudna. Mickiewicz żył już w czasach zaborów ale nawiązywał do jego tradycji. I zaczął „Litwo Ojczyzno” polski utwór, zaliczany do kanonów literatury narodowej. Urodził się w Nowogródku, na obszarze obecnej Białorusi, którą uznawał za Litwę. Mińsk białoruski przed rozbiorami, to był Mińsk Litewski. A już, urodzony też Białorusi, tylko w innym miejscu, w Witebsku, i dziś by pewnie uznający się za Białorusina – Paskiewicz, zupełnie z czymś innym się kojarzy w Polsce. Natomiast świadomości narodowej chłopów na tamtych obszarach nie było. Jeszcze w czasach II RP mówili ankieterom, „Ja tutejszy”. A polska, katolicka świadomość narodowa na szerszą skalę, czyli ta do której nawiązuje ONR, wśród szlachty chyba zaczęła kształtować się od „Potopu”. I to też na początku szlachta uważała, że zmiana Jana Kazimierza na Karola Gustawa nie zaszkodzi. Dopiero ogólne postępowanie, protestanckich Szwedów, doprowadziło do szerokiej świadomości narodowej. którą właśnie wiązano z katolicyzmem. Tolerancja religijna dla szlachty była, poza pewnymi wyjątkami. Za Zygmunta Augusta pewnie, to wynikała ze świadomej polityki króla, z jego słynnym: „Nie jestem królem waszych sumień”. Jednak potem, to istotny był czynnik relatywnej słabości władzy królewskiej, która miała utrudnione sprawy w narzucaniu czegoś szlachcie. Dla chłopów ogólnej tolerancji religijnej już nie było. Dlatego to w części wynikało z balansu sił a w mniejszym stopniu z przekonań etycznych. Ateistę w końcu poćwiartowali w Warszawie.

    Odpowiedź
  • 13 kwietnia 2017 o 21:56 Dymitr Ogonowski

    „Każde odchylenie moralne jest spowodowane jakąś trudnością” Z tym to się zgadzam. Najczęściej tak jest. Ale właśnie, co o tym sądzi religia katolicka, którą uznaje, że cierpienie służy zbawieniu? Ja kiedyś jednemu księdzu na spowiedzi mówię, że: Bóg, jakby chciał, to mógłby zlikwidować cierpienie, bo jest wszechmocny. A ksiądz uznał, że mógłby ale Bóg tego nie robi, „bo cierpienie uszlachetnia”. Co sądzić o prawdziwości objawień w Fatimie? Jest to uznane objawienie. Jednak Kościół Katolicki uważa, że nie jest grzechem nie wierzyć w objawienia prywatne, nawet uznane. Obowiązują tylko objawienia publiczne. Ale załóżmy, że to była prawda. Matka Boska pyta się dzieci, „Czy chcą cierpieć dla Ewangelii?” Te dzieci się zgodziły. Jednak ludziom się nie podoba, że Bóg zsyła cierpienie na dzieci. Jeden chłopak w Moskwie, prawdopodobnie powiązany ze służbami (bo z jego wypowiedzi wynikało, że wie coś o mnie, czego przez tamten kontakt nie mógłby się dowiedzieć), uznał, że Boga nie ma, bo gdyby był, to by interweniował, by dzieci nie cierpiały w obozach koncentracyjnych. Ja się z tym nie zgadzam. Jestem przekonany, co do istnienia Boga. Religia tłumaczy, że cierpienie jest skutkiem grzechu pierworodnego. Jednak zgadzam się, że w wielu przypadkach ono nie uszlachetnia, tylko wręcz przeciwnie ludzie cierpiący są gorsi. Mnie też, jak gnębi jakiś problem, to otoczenie wydaje się niemiłe, nawet jak nie ma związku z problemem. A jak byłem w jakiś dzień szczęśliwy, to całe miasto mi się wydało miłe. I zapewne to też wpływa na zachowanie wobec otoczenia. W Wielkim Poście śpiewamy jednak (Ja nie śpiewam, bo śpiewać w ogóle nie umiem:), „Zbawienie przyszło przez Krzyż, każde cierpienie ma sens”.

    Odpowiedź
    • 14 kwietnia 2017 o 12:19 Teresa

      Więc właśnie to zależy od rodzaju cierpienia. Wierzymy na przykład, że jeśli dziecko rodzi się chore i cierpi, to Bóg szczególnie się nim opiekuje a potem bierze je do Nieba, jednak faktycznie ludzie cierpiący z powodu na przykład homoseksualizmu, często nawet nie uświadamiający sobie tego cierpienia są biedni z tego powodu, ponieważ jest z tego bardzo ciężko wyjść. Jednak są księża, którzy takim ludziom pomagają, jeśli ci tego chcą i wtedy taki nawrócony człowiek też ma szczególną zasługę, ponieważ jego podnoszenie się z tego upadku było bardzo ciężkie. Najcięższe jest uświadomienie sobie, że to wcale nie jest dobre, zwłaszcza w dzisiejszych czasach kiedy właśnie uważa się, że wszystko jest miłością i każdy jeśli chce może stworzyć związek jaki chce, a to prawdą nie jest. Zauważył Pan ciekawą rzecz, mianowicie to, że są cierpienia niezależne od nas, jak właśnie ci fizycznie chorzy ludzie (i zwykle łatwiej przez nie dostąpić zbawienia) oraz cierpienie psychiczne, przez które o wiele łatwiej jest zbłądzić i jest to ciężkie brzemię. Stąd właśnie ostatni akapit to apel o pomoc takim ludziom.

      Odpowiedź
      • 14 kwietnia 2017 o 13:57 Dymitr Ogonowski

        Ja nie posiadam wiedzy medycznej, ale według mnie homoseksualizm wynika z błędu, przy poczęciu, kiedy organizm robi jedną płeć z pewnymi cechami drugiej. Jedna dziewczyna opowiadała mi, że się przyjaźni z homoseksualistami, bo to są najlepsi mężczyźni w tym sensie, że dbają o siebie, jak kobiety itd. – ogólnie mają żeńskie cechy psychiczne. Pewnie też nie w 100 % tak jest. Pisałem też kiedyś z jedną dziewczyną o orientacji less. W ogóle super ładna dziewczyna, wygląd miała typowo kobiecy. Jednak ona brzydziła się wszelkimi zachowaniami kobiecymi. Np. pisała, że czegoś tam nie będzie robić, bo to tak kobiety robią itd. Z tym, że ci homoseksualiści, którzy są wychowywani w religii i którzy przyjęli religię, zapewne muszą cierpieć, bo mają wrodzoną skłonność do tego grzechu. Ale inni ludzie też tu cierpią. Chrystus mówi o „cudzołóstwie w sercu”, przy pożądaniu niewiasty. A ci, którzy z powodu jakichś tam niepowodzeń nie żyją w małżeństwie, też tu mają ten dylemat między religią i biologią i cierpią. Zapewne podobnie jest z tymi, co żyją w kapłaństwie. A co do cierpień fizycznych, to poza przypadkami takich chorób, gdzie sobie nie zdają z tego sprawy, wywołują też cierpienia psychiczne. Jak ktoś stracił rękę, wzrok, to cierpi też psychicznie. A co do pomocy cierpiącym psychicznie, to też tylko w niektórych przypadkach można pomóc. Kiedyś w Moskwie w akademiku, mieszkałem z różnymi, ale też z innym Polakiem. Miał problem ze swoją dziewczyną w Polsce i chciał ode mnie pomocy. Miał pretensje do mnie. A co ja mogłem zrobić, jak ją znałem tylko z jego opowiadań? Jeszcze gorzej jest, jak nieraz ktoś straci kogoś bliskiego. Też nikt mu tego bliskiego nie zastąpi.

        Odpowiedź
  • 22 kwietnia 2017 o 12:56 Krzysiek

    Dobry tekst pani Tereso. A ten przedostatni akapit i takie powiązanie nacjonalizmu to szkoła XX wieczna, kłamstwo powielane przez komunistów, jak widać upowszechniło się niestety. Katolickie podejście do drugiej osoby jest jak najbardziej słuszne. Jednak przeważnie pozostaje jedynie modlitwa bo trudno wejść w dialog z kimś kto tego nie chce, czy tym bardziej mówić o „nawróceniu”. Odnośnie tolerancji i wielu, wielu, pojęć które krążą w przestrzeni publicznej, widać obecnie jak zostały one zawłaszczone i wypaczone. Nasza w tym rola by przypominać ich właściwe znaczenie 🙂

    Odpowiedź