Idea

Edwin Harmata: Saprofagi wartości


8 maja 2017 o 11:38   /   komentarzy (2)

„Człowiek nie będzie walczył i umierał za niskie składki, daniny, akcyzy i podatki. Człowiek walczy i ginie za Boga, Naród, Ojczyznę i rodzinę.” – napisał w swojej wypowiedzi Tomasz Dorosz. Dziś wszystkie wartości, za które ginęli nasi przodkowie są zacierane, dewaluowane, rozmywane i niszczone na naszych oczach. Czym skończy się niszczenie wartości, za które warto umierać?

Cel marksizmu kulturowego jest stosunkowo jasny: zniszczenie tradycyjnych wartości i zastąpienie ich wartościami komunistycznymi w taki sposób, by możliwe było wykreowanie społeczeństwa komunistycznego poprzez narzędzia inżynierii społecznej. Zagrożenie jest ogromne i nie sposób go zbagatelizować. Jak wygląda rozkład idei, który dokonuje się na naszych oczach? Stopniowo, powoli i strategicznie.

Pierwszym i najsilniejszym filarem wszelkiego idealizmu, który stoi w opozycji do materializmu jest Bóg. Tylko bowiem istnienie przedwiecznego i ponadświatowego źródła dobra oraz celu naszego życia sprawia, że jesteśmy w stanie pokonać własne słabości charakteru. Pieniądze, przyjemne i wygodne życie, uciechy erotyczne, władza i zabawa, to pokusy, którymi bombarduje nas dzisiejszy świat. Atakuje na wszelkie możliwe sposoby. Od mediów, poprzez sztukę i popularne sposoby rozrywki po autorytety w postaci celebrytów. Cały mainstream ryczy jednym chórem żebyś korzystał z życia. Niegdysiejsze Carpe Diem, zastąpiono prostackim YOLO i wciśnięto je w kulturę młodzieży. Boga zepchnięto z piedestałów, a Kościół obarczono tak ogromną ilością grzechów i kontrowersji, że przystawanie przy nim zakrawa wręcz na odwagę. Próbowano podważać logicznie istnienie Boga, co skończyło się raczej rozmyciem jednoznaczności jego istnienia niż rzeczywistym podważeniem. Próbowano Boga obarczyć odpowiedzialnością za grzechy ludzi, wołając „czemu Bóg pozwala na to wszystko?”. W końcu obśmiano Boga, by osoby o słabym kręgosłupie moralnym, wypierały się wiary w niego, byleby uniknąć konfrontacji z wrogim tłumem.

Drugim filarem, który od zawsze był motorem do walki dla prawych ludzi był Honor. Dziś oprócz wykrzykiwania hasła: „Bóg, Honor, Ojczyzna” w przestrzeni publicznej nie spotyka się praktycznie Honoru. Niegdyś obecny na salonach i przeżywający dumnie swą popularność, dziś znajduje się na banicji naszych dusz. Któż z nas pamięta, by jakiś polityk w imię obrony swojego honoru wyzwał kogoś na pojedynek? Zwyczajnie, po męsku komuś przyłożył? Raczej takie sytuacje się nie zdarzają. A jak wyglądałaby relacja mediów z takiego wydarzenia? Oczywiście osoba podejmująca przemocy fizycznej zostałaby przyrównana do zwierząt, zdewaluowana i zmieszana z błotem. W końcu jak można publicznie postępować niepoprawnie politycznie i w dodatku w imię takiego anachronizmu jak Honor? Tym więcej warte jest zachowanie publicznie naganne, jeżeli jest czynione w imię Honoru, bo wówczas świadczy to o tym, jak bardzo dana osoba ceni swój Honor i swoją godność osobistą. Skoro jednak Honor zniknął z przestrzeni publicznej, to zniknęła również godność osobista, która jest niejako związana z Honorem. Największym narzędziem służącym do dewaluacji Honoru jest relatywizacja. Jeżeli nie mamy sztywnego i twardego kręgosłupa moralnego oraz hierarchii wartości, to nie będziemy w stanie ryzykować utraty miejsca w przestrzeni publicznej, które przecież jest tak doskonałym miejscem na zarobek. By poświęcić się w obronie Honoru musimy głęboko WIERZYĆ, że znamy Prawdę. Tutaj na jaw wychodzi powiązanie Boga z Honorem. Jeżeli nie mamy potężnego fundamentu, na którym budujemy swoją hierarchię wartości, tylko zwykłą racjonalność, to jesteśmy niczym chorągiewki podatni na doniesienia ze świata nauki i świata. Co jakiś czas nasz świat się burzy i odbudowując nową hierarchię wartości, będziemy już drżeć przed jej ponownym runięciem i w związku z tym będziemy stonowani, ostrożni i słabi. Nasze tezy będą bezpieczne i nie wychodzące naprzeciw opinii większości nawet jeżeli się z nimi nie będziemy zgadzać. Nasz Honor zginie, bo jego warunkiem koniecznym jest obrona swoich wartości, a niemożliwa jest obrona wartości w momencie, gdy zmieniamy je z dnia na dzień. W takim kołowrotku walka w obronie wartości staje się nie tyle zachowaniem głupim, co absurdalnym.

Kolejnym filarem, za który niegdyś ginęli nasi przodkowie była Ojczyzna. Dziś jednak patriotów zrównuje się z prostactwem i ograniczeniem umysłowym. Nacjonalizm zrównuje się z faszyzmem, a nawet nazizmem. Politycy zarówno lewicy, jak i prawicy wycierają sobie gębę Ojczyzną dla zdobycia większego elektoratu i zbudowania sztucznego poczucia „my” między patriotami a politykiem mówiącym w imieniu Ojczyzny. Tradycyjnemu patriotyzmowi przeciwstawia się multikulturowość, otwartość i tolerancję. Co służy jedynie dewaluacji pojęcia patriotyzmu i pośrednio Ojczyzny. Nie ma bowiem innego kraju w Europie, który byłby tak otwarty, tolerancyjny jak II RP. Nasza Ojczyzna dziś jest o wiele bardziej monokulturowa, ale nie wynika to w żadnej mierze z ograniczenia, szowinizmu narodowego czy ksenofobii. Wynika to ze współczesnych warunków geopolitycznych, w których multikulturowość jest ogromnym obciążeniem. Otwartość i tolerancja kończy się cierpieniem narodów oraz ich sukcesywnym ubożeniem, które wynika z eksploatacji świadczeń socjalnych przez imigrantów. Szczęśliwie jednak zachodnie mody docierają do naszego kraju z opóźnieniem i zostały wyprzedzone przez modę na patriotyzm. Dzięki temu prostemu faktowi nasza Ojczyzna jest bezpiecznym miejscem i winniśmy za to dziękować Bogu. Mimo dewaluacji wartości Ojczyzny, w tym momencie jest ona jeszcze ostatnim bastionem, który częstokroć łączy spolaryzowany Naród. Umożliwia dialog między prawicą a lewicą i ludźmi o centralnych poglądach. Dlatego właśnie teraz powinniśmy zmobilizować wszystkie nasze siły do zbudowania w tym miejscu bastionu, który będzie nie do ruszenia, by pojęcie Ojczyzny nie zostało w końcu zepchnięte w cień niczym pojęcie Honoru. Powinniśmy uczynić z Ojczyzny redutę obrony naszych wartości, która będzie niezłomnie wytrzymywała napór marksizmu kulturowego, aż w końcu przystąpimy do kontrofensywy.

Jeżeli marksistom kulturowym uda się złamać nasz bastion i zniszczyć go zupełnie, to będziemy mogli zapomnieć zarówno o takiej Polsce, jaką znamy dzisiaj, ale w dalszej perspektywie zupełnie będziemy mogli zapomnieć o Narodach. Mechanizmy inżynierii społecznej mogą sprawić, że ludzie nawet nie będą rozumieli czemu ludzie ginęli za Ojczyznę. Boga będą traktować jak mit, a Honor za pretekst do bójki. Z pozycji światłego rozumu przyszli będą oceniali nas, jako ludzi zacofanych, głupich i prymitywnych. Wymyślą psychologiczne koncepcje, które będą tłumaczyły nasze potrzeby do wiary w wartości wyższe i wykonają badania, które będą potwierdzały te koncepcje. My zapadniemy się w mrok dziejów, jako dziwny i niezrozumiały margines. Jeżeli tylko ulegniemy.


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.



Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 8 maja 2017 o 16:09 Dymitr Ogonowski

    Co do honoru, to trzeba uważać, by go nie pomylić z pychą, która jest grzechem. Ja przyznaję, że mnie często dotyczy. Honor, nie polega na tym, by komuś przyłożyć, przynajmniej w świetle Ewangelii o nadstawianiu policzku. Wiem, że nie należy dosłownie tego interpretować. Ale nie należy też parafrazować, jak jeden chłopak z mojej podstawówki, że jak ktoś cię uderzy w jeden policzek, to oddaj mu w drugi. Tzn. przemoc w niektórych sytuacjach jest dopuszczalna, jak nie ma innego wyjścia, ale nie w obronie własnego honoru. A właściwy honor polega według mnie na tym, by nie sprzedać duszy za korzyści materialne. W Serbii jest takie powiedzenie: „sprzedać wiarę za wieczerzę”. Po serbsku to się rymuje i się wywodzi z czasów niewoli tureckiej. Właściwy honor polega na tym, że należy odmówić stanowisk, zaszczytów od zdegenerowanej władzy itp., w zamian za sprzedaż duszy, czy też ludzi bliskich, czy to rodzinnie, czy ideowo. Np. „Inka” zachowywała postawę honorową, bo nie wydała nikogo, mimo, że była torturowana.

    Odpowiedź
    • 8 maja 2017 o 23:36 Edwin

      Jeżeli odrzucimy przemoc fizyczną w obronie honoru to przestajemy mówić o honorze, a wracamy do pojecia godności osobistej, która nie wymaga obrony. Honor wymaga zemsty za okazanie dyshonoru i jeżeli mając możliwość „wzywać na pojedynek” sprawce dyshonoru, a zaniechamy tego w imię „nadstawienia drugiego policzka” to de facto sprzedajemy swój Honor. W końcu skoro można nam bezkarnie napluć w twarz to czemu tego nie zrobić po raz drugi i trzeci i setny? Według mnie nadstawianie policzka ma słuszność wówczas gdy ktoś kieruje inwektywy personalne wobec naszej osoby –
      wtedy możemy okazać przebaczenie. Honor jednak jest związany z wartościami w które wierzymy, a zatem nie jest związany tylko z nami jako osobami. Na przykład gdy ktoś w mojej obecności będzie obrażał Boga i głosił bluznierstwa to moim Honorem jest mu przerwać albowiem godzi on swoim słowami również w innych ludzi wyznających podobne zasady (w tym przypadku innych wierzących). Nie mamy z kolei prawa wybaczać w imieniu innych osób. Przykład z Inką jest poza tematem Honoru, ponieważ nie miała Ona możliwości obrony swego dobrego imienia i swojej godności. Nie złamała się jednak zachowując swoją godność, kwestia Honoru u Inki to już o wiele szerszy temat na osobną dyskusję.

      Odpowiedź