Idea

Filip Bator: „Armia ruszająca na podbój trudności” – organizacja narodu wg Jana Mosdorfa


20 maja 2017 o 17:18   /   komentarzy (2)

W dobie obecnych zawirowań na scenie politycznej Polski i świata coraz częściej padają pytania o alternatywę dla obecnego systemu. Demoliberalizmem raz po raz wstrząsają różne kryzysy, co budzi wątpliwości dotyczące zasadności jego podtrzymywania. Do podobnych wniosków doszedł już w latach trzydziestych ubiegłego wieku jeden z liderów Obozu Narodowo-Radykalnego, Jan Mosdorf.

W swoim najważniejszym dziele, zatytułowanym Wczoraj i jutro. Biblia narodowego radykalizmu, wyraził on przekonanie o bezzasadności demokracji parlamentarnej w ówczesnej Rzeczypospolitej. Stwierdził on, że ustrój ten może mieć racje bytu tylko w państwach, które przez dziesięciolecia zdołały sobie zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo. Do takich krajów nie należała, rzecz jasna, Polska. Odpowiedzią na panujące wówczas problemy miał być ustrój autorytatywny, oparty o grupę przodującą. Podkreślił jednocześnie konieczność uniknięcia jej zwyrodnienia. Jednym ze sposobów mających to zapewnić byłby swobodny dopływ nowych sił do elity rządzącej. Pozwoliłoby to uniknąć zjawiska, które miało miejsce chociażby w przypadku polskiej szlachty. Stała się ona bowiem kastą, w której panował zbiorowy egoizm. Drugi warunek to zniesienie uprzywilejowania dla klasy rządzącej na wszystkich płaszczyznach poza polityczną. Szczególnie chodzi tu o dziedzinę prawa karnego. System, który to zawiera, prowadzi bowiem do obniżenia poziomu moralnego elity i upowszechnienia zjawisk takich jak korupcja. Można powiedzieć, że znajduje tu zastosowanie biblijna zasada: komu wiele dano, od tego wiele wymagać będą. Mosdorf uważa bowiem, iż sankcje za przestępstwa i wykroczenia popełnione przez przedstawicieli władzy powinny być o wiele surowsze, niż w przypadku pozostałych obywateli. Co za tym idzie, przodownictwo musi być traktowane jako obowiązek moralny, a nie przywilej. Byłaby to sytuacja odmienna od tej zachodzącej w ówczesnym ustroju demokratyczno – parlamentarnym. Tu bowiem, według Mosdorfa, rządzi klasa składająca się z przedstawicieli stronnictw organizująca wybory. Te zaś są tylko fasadą stwarzającą pozory udziału obywateli we władzy. Sprawia to, że zachowania wyborcze stają się mechaniczne.

Tą elitą rządzącą w Polsce miałaby być organizacja narodu. Stanowiłaby ona grupę o wysokim poziomie moralnym i intelektualnym. Jej zadaniem byłoby wychowywanie ogółu społeczeństwa przez przykład. Rozszerzałaby się ona w miarę dojrzewania politycznego i etycznego narodu. Co istotne, organizacja musiałaby mieć charakter jawny i być oficjalnie włączona w ustrój państwowy. Gwarantowałoby to jej przejrzystość. Istotne zadanie przyznaje autor także obywatelom pozostającym poza organizacją. Należeliby do nich ludzie, których poziom umysłowy nie ogarnia całości spraw narodowych bądź nie posiadający zdolności do poświęceń na rzecz narodu i skupiający się w pracy dla siebie i rodziny. Tego typu osoby, zdaniem Mosdorfa, powinny się angażować w kwestie lokalne i zawodowe. Ich uczestnictwo w dziedzinie samorządu terytorialnego i gospodarczego powinno się odbywać na równych prawach z członkami organizacji.

Na czele organizacji narodu miałby stać jej kierownik będący jednocześnie naczelnikiem państwa. Jego prerogatywy byłyby szerokie, znacznie przewyższające uprawnienia ówczesnego prezydenta. Wynika to z faktu, iż byłby on jednocześnie swego rodzaju wodzem narodu wyłonionym w walce. Miałby on przede wszystkim możliwość powoływania i odwoływania rządu. Byłby też zwierzchnikiem armii oraz czuwałby nad przygotowaniem i realizacją planu gospodarczego. Jednak aby zmniejszyć ciężar odpowiedzialności na barkach naczelnika, poszczególne dziedziny życia państwowego powinny być oddane jego nominatom. Mosdorf podkreślił również konieczność wyłonienia z organizacji ciała rządzącego państwem. Jak stwierdza byłoby ono na kształt Senatu w I Rzeczypospolitej. Zadaniem tego organu byłoby przede wszystkim stworzenie programu wychowania politycznego na łonie organizacji narodu. Ustalałoby także wytyczne polityki państwowej, opracowywało plan gospodarczy, uchwalało ustawy regulujące życie polityczne oraz sprawowało kontrolę nad rządem.

Chociaż dzieło Mosdorfa powstało osiemdziesiąt lat temu w zgoła odmiennych realiach politycznych i społecznych, pewne kwestie przez niego poruszone pozostają niezmienne. Chodzi przede wszystkim o określenie, jaki kształt miałaby mieć narodowa elita. Zdaniem autora musi ona skupiać ludzi kierujących się w całym swym życiu ideą służby Polaków, a Polski dla Boga. To jest podstawa tworzenia organizacji narodu, której nie powoła do życia żaden dekret, ale powinna ona powstawać oddolnie, klarując się w walce z siłami niszczącymi naród przy jednoczesnym podnoszeniu się poziomu etycznego i ideowego społeczeństwa. Nie może w niej dominować także jedna warstwa społeczna lub jedno stronnictwo polityczne, jak to jest w systemie socjalistycznym i demoliberalnym. Co jednak najistotniejsze, jej misją nie jest lękliwe konserwowanie zastanego porządku. Według Mosdorfa organizacja narodu musi być armią ruszającą na podbój trudności i zgniecenia wszystkiego, co przeszkadza budować wielkość narodu. To jest właśnie istotą narodowego radykalizmu.

 

Bibliografia:

  1. Mosdorf, Wczoraj i jutro. Biblia narodowego radykalizmu, Warszawa 2012, wyd. 2, poprawione.

FILIP BATOR
Kielczanin, koordynator Brygady Świętokrzyskiej ONR. Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania.


Czytaj także


Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 22 maja 2017 o 19:48 Bartek.

    ” Stwierdził on, że ustrój ten może mieć racje bytu tylko w państwach, które przez dziesięciolecia zdołały sobie zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo.” Dziś mamy podobną sytuację, dlatego myśli dr. Jana Mosdorfa nie straciły zbyt wiele na znaczeniu. Nadal należymy do najbardziej biednych narodów Europy.

    Odpowiedź
    • 31 maja 2017 o 23:14 Dymitr Ogonowski

      Polska należy chyba do mniej zamożnych ale nie do najbardziej biednych narodów Europy. PKB per capita daje nam średnią pozycję, ale ten wskaźnik za dużo nie informuje, bowiem PKB liczy też to, co kapitał zagraniczny wypracuje, nawet jak wypracowane zyski wywiezie za granicę. (Nie twierdzę, że jestem w ogóle przeciw kapitałowi zagranicznemu. To odmienny temat, który tu pomijam.) Ale jednak Polacy są bogatsi od większości narodów bałkańskich i wschodnioeuropejskich. A czy ta organizacja narodu według Mosdorfa we współczesnych czasach byłaby korzystna z punktu widzenia bogactwa narodu polskiego? To zależy jaki byłby ten naczelnik. Ale trzeba mieć na uwadze to, że im więcej przeznaczymy na bieżącą konsumpcję, tym mniej mamy na inwestycje (Ja mówię o racjonalnych inwestycjach np. w nowoczesne technologie). I tu zawsze jest dylemat. Z punktu widzenia chrześcijańskiego nie można olać biednych rodzin, jeszcze z dziećmi, byle tylko przyśpieszyć tempo bogacenia się narodu. Trzeba tu przeznaczyć środki na bieżącą konsumpcję. Cudownego rozmnożenia chleba raczej nie będzie. Niestety, ale kraje z brutalnym, liberalnym kapitalizmem, jak dawne USA zrobiły największy postęp, jeżeli chodzi o ogólne bogactwo. I swoją przewagę wykorzystują, że mogą żyć kosztem innych (dolar jako waluta światowa, zyski z zainwestowanych na świecie swoich technologii, które mogą przeznaczyć na rozpracowywanie jeszcze nowszych). Polsce ciężko będzie się przebić. Przez to, że nie jesteśmy bogatym narodem, mamy ograniczone środki, które trzeba dzielić na inwestycje i bieżącą konsumpcję.

      Odpowiedź