Społeczeństwo

Patrycja Resel: Patologia, degeneracja, wojna płci


19 maja 2017 o 19:19   /   komentarzy (2)

Zacznę od tego, że niewątpliwie żyjemy w smutnych czasach. W czasach, gdy nawet najprostsze słowa, wyrażenia, wartości przestają posiadać jedną, spójną definicję. Wszystko zaczyna być subiektywne i traci zachowaną przez lata harmonię. Rośnie patologia wśród panujących realiów i ciężko jest ją zatrzymać. Kolejne organizacje, ruchy, stowarzyszenia walczą o zmiany w spojrzeniu na dzisiejszy świat. Oprócz tego destabilizują ówczesny ład i porządek. [Organizacje] Wmawiają nam, że wszystkie granice należy dowolnie przesuwać, a jednostka jest wolna tylko wtedy, gdy ma pełną dowolność we własnym działaniu i nie musi podporządkowywać się jakimkolwiek zasadom. Rujnowana jest tradycja, kultura i godność człowieka. Przestajemy być ludźmi, a coraz bardziej upodabniamy się do zwierząt, które żyją tylko według własnych zachcianek i potrzeb. Coraz częściej nie odczuwamy chęci pracy dla ogółu, budowania jedności społecznej i tworzenia świata według wyższych wartości, które przez lata ukształtowała nam historia. Dewiacje, patologie i inne niekorzystne, skrajnie liberalne i wolnościowe wpływy niszczą cały schemat tworzenia relacji międzyludzkich. Jedną z podstawowych i fundamentalnych wartości jest rodzina, którą należy za wszelką cenę chronić. To ona jest gruntem tworzenia poprawnie funkcjonującej ludzkości, budulcem narodów i opoką dla normalnego, harmonijnego świata.

Rodzina – pierwsza komórka socjalizacyjna, którą tworzy mężczyzna i kobieta wraz ze swoim potomstwem. Na jej barkach ciąży olbrzymi obowiązek związany ze stworzeniem części integralnego społeczeństwa, w którym kolejne pokolenia będą potrafiły współpracować ze sobą i tworzyć nową jakość opartą na tradycyjnych formach postępowania, wartości oraz współzależności. Jej prawa i obowiązki są gwałcone przez ideologów i systemy współczesnego świata. Sens tworzenia rodzin staje się coraz mniej priorytetowy, modny, popularny. Symbol familijnej sielanki od wielu lat ulega zniekształceniu. Odchodzi się od typowych schematów na rzecz bardziej liberalnych. Koniec końców tworzenie rodziny dla współczesnej jednostki przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Społeczeństwo nie jest skłonne do budowania więzi rodzinnych, ponieważ schodzą one z afisza na rzecz napierającego materializmu. Wielu idzie na łatwiznę i nie dopuszcza możliwości pogodzenia rodzicielstwa z karierą zawodową oraz przyziemnymi uciechami. Wygodnictwo staje się odpowiednikiem lenistwa. W obecnych czasach ogromnie ceni się jednostki, które potrafią stworzyć szczęśliwą i pełną miłości rodzinę. To wyzwanie XXI wieku – wieku, gdzie małżeństwa rozpadają się po kilku miesiącach, a żadna ze stron nie ma ochoty walczyć o uczucie osoby, dla której niegdyś chciała poświęcić całe swoje życie.

Ówcześnie nawet słowa ,,kobieta” i ,,mężczyzna” nie są tak banalne do zdefiniowania. Codzienność coraz bardziej wymusza na nas tolerowanie płci kulturowej, która dyskryminuje płeć biologiczną. Stale postępuje wymieszanie się podstawowych cech powiązanych z daną płcią. Feminizacja, metroseksualizm, transseksualizm, gender. To wszystko zabija obraz człowieka, jego sposób postępowania i życia w społeczeństwie. Młodzi ludzie nafaszerowani papką medialną coraz częściej gubią się podczas wyboru swojej ścieżki życiowej. Rozmyślanie na temat swojej kariery zawodowej, naukowej lub tworzenia rodziny zastępują kontemplacją na temat przynależności do jednej z płci i orientacji seksualnej. Na to wszystko oczywiście wpływa ,,moda na tolerancję”, ,,świat bez zasad”, anarchia. Jak w takich warunkach można tworzyć zwyczajną, normalną rodzinę, która rozwijałaby się bez patologicznych naleciałości? Jak w tych czasach można mówić, że postęp cywilizacyjny jakkolwiek pozytywnie wpływa na rozwój młodych ludzi, którzy w przyszłości będą rozmyślać o zakładaniu rodziny – mniej lub bardziej zdegenerowanej?

Boimy się głośno mówić o problemach związanych z deformacją funkcji rodziny i długofalowych tego skutkach. Często przymykamy na nie oko, udajemy, że ich nie dostrzegamy i traktujemy je zupełnie lekceważąco. Bez rodzin, bez opoki, którą tworzą, bez czystego pragnienia rodzinnego uczucia w końcu nastanie zupełny chaos. Żyjąc tylko dla siebie, niemal nie żyjemy w ogóle. To naturalne, że ludzie łączą się w grupy o silnej więzi emocjonalnej – do czasu naturalne. Wpaja nam się pogląd, że nikogo do szczęścia nie potrzebujemy. Potrzebujemy tylko siebie, swoich przyjemności, uciech i zupełnego braku zobowiązań. Ta jałowa egzystencja odbiła się na kształtowaniu rodzin. Przez takie postawy związki nie trwają zbyt długo, ogromnie rzadko na wieki. Dzieci w tych związkach są krzywdzone, nie mają odpowiednich autorytetów i powielają zachowania swoich rodziców. Spirala zdeformowanej postawy rodzinnej stale jest w ruchu. Nie zatrzyma jej bierna postawa wszystkich nas, tym bardziej ludzi nauki, ludzi, którzy mają o wiele większe możliwości w kreowaniu współczesnych i przyszłych realiów. Naszym testamentem nie będą dobra materiale, lecz nasz wkład w prawidłowy, harmonijny rozwój ludzkości. Obserwacja społeczeństwa i odpowiednie reagowanie na zgniliznę, która się szerzy, jest kluczem do sukcesu.

Kobieta. Uosobienie delikatności, subtelności, piękna. Istota potrafiąca wzniecić ognisko domowe, stworzyć atmosferę spokoju, szczęścia, azyl i przystań. Nie jeden człowiek uznał, że kobieta jest darem od niebios, o który trzeba dbać, bronić go, troszczyć się o niego, a przede wszystkim szanować. Jest drogocennym skarbem, który stale rozjaśnia życie mężczyzn. Czemu kobiety chcą odebrać sobie ten piękny wizerunek? Czemu stale walczą o zmiany w postrzeganiu płci pięknej? Po co niszczyć tradycyjny obraz kobiety i wszelkie prawa, które się z nim łączą? Każda kobieta ma swój inny cel życiowy, jednak niemal wszystkie pragną bycia docenionymi, ważnymi i szacowanymi. Jednak nie zauważają, że równocześnie walcząc o swoją niezależność i wyzwolenie, stają się obiektem rywalizacji płci. W tej grze nie ma miejsca na skrupuły, ponieważ każdy ma równe szanse. Moim zdaniem każda z płci ma swoje nieodłączone prawa i obowiązki, które niejednokrotnie się powielają, lecz mimo wszystko tworzą spójną całość. Ingerencja i unowocześnianie tych schematów buduje mdłą masę, gdzie nie ma miejsca na kompromisy, a jedynie na ciągłą walkę.

Warto bliżej zgłębić kwestię wyzwolenia i niezależności kobiet. Przede wszystkim nie istnieje na świecie coś takiego, jak niezależność. Tak naprawdę jesteśmy zależni od wielu czynników. Rozpoczynając od sił natury i instytucji, a kończąc na mniej lub bardziej bezinteresownej pomocy drugiego człowieka. ,,Kobiety niezależne i wyzwolone” twierdzą, że płeć przeciwna nie jest im szczególnie potrzebna do szczęścia i są w stanie poradzić sobie bez jakichkolwiek bliższych z nią interakcji. Jestem zdania, że mimo wszystko każdy z nas będzie w pewnej chwili swojego życia pragnął ciepła drugiej osoby, jej wsparcia i po prostu ,,bycia”. Ten wyraz buntu, który reprezentują feministki i grupy z nimi sympatyzujące, jest jednym ze stale powielanych przez nie mitów. Niedostatnio wykształcone społeczeństwo wszystkie te informacje wciela we własne życie – nie znając konsekwencji tego błędnego myślenia. W świecie nie ma miejsca na dyskryminację jakiejkolwiek płci. Zostaliśmy stworzeni w tego typu podziale nie bez przyczyny. Mamy się dopełniać, a nie toczyć ze sobą nierówne walki. Pamiętajmy, że mimo wszystko jesteśmy różni. Każda kobieta i każdy mężczyzna jest obdarowany pewnymi cechami fizycznymi i psychicznymi, których nie da się wyłamać. Nawet jeśli będziemy to robić na siłę, ulegać tendencjom XXI wieku, zmieniać się wizualnie – to nadal będziemy istnieć w podziale na kobietę i mężczyznę. Wszyscy ci, którzy dopuszczą się zachowań niezgodnych z naturą człowieka, będą w moich oczach wyglądać groteskowo i karykaturalnie. Tolerancja zawsze powinna być na stałym poziomie i nigdy nie może równać się z akceptacją. Toczymy właśnie bój o przyszłość każdej jednostki, która zbudowała, buduje, bądź będzie budować w przyszłości rodzinę. Nie pozwólmy skrzywdzić tego świata przez osoby, które próbują zdegenerować myślenie ludzi podatnych na niszczącą propagandę środowisk destabilizujących ogół społeczeństwa.

Jednak nie tylko kobiety są winne tego stanu rzeczy. Na barkach mężczyzn także leży brzemię degeneracji relacji międzyludzkich. To oni powinni być silni, mężni, waleczni, odważni i ponad wszystko broniący swoich najbliższych, własnego mienia, gloryfikowanych wartości. Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej bolesna w odbiorze. Mężczyźni stają się w zatrważająco szybkim tempie marnymi kopiami kobiet. Ich zainteresowania, poglądy, sposób bycia budzi coraz większą aprobatę społeczeństwa. Zniewieściali panowie są na topie w branży modowej, w świecie mediów, a także na ulicach. Jeszcze całkiem niedawno było nie do pomyślenia, aby mężczyzna malował się, chodził na solarium i korzystał z innych środków upiększających zarezerwowanych dla kobiet. Obecnie ta granica diametralnie się przesunęła i to do takiego stopnia, że niejednokrotnie ciężko stwierdzić czy dana osoba jest mężczyzną czy kobietą. Złamany paznokieć doprowadza do furii nie tylko płeć piękną. Nie ma tutaj więc mowy o jakimkolwiek kulcie siły i okazaniu swojej partnerce poczucia bezpieczeństwa. Jeśli źle ułożone włosy mogą być powodem wejścia w fazę depresyjną mężczyzny, to co zrobi on w momencie naprawdę krytycznym? Bycie mężczyzną to kwestia urodzenia, a także zachowywania się jak na mężczyznę przystało. Kiedyś mężczyźni potrafili oddać swoją wolność, zdrowie, a nawet życie w imię ideałów. Obecnie wielu z nich nie odda nawet lakieru do paznokci, bo jest on nieodłącznym elementem ich egzystencji. Elementem, bez którego nie będą potrafili przetrwać.

Jednakże nie chcę tutaj generalizować ludzkości. Nie chcę, aby ktokolwiek zarzucał mi stronniczość. Nie każdy człowiek został ogłupiony serwowanym przez media wzorem człowieka, półczłowieka, czegoś niezidentyfikowanego. W swojej pracy chciałam bronić tradycyjnych wartości, gdzie jednym z nich jest rodzina. Rozważając na jej temat nie da się pominąć kwestii poszczególnych jednostek, zmian społecznych, kulturowych i innych, które mają zazwyczaj negatywny wpływ na naszą cywilizację. Zatracamy się w kolorowym świecie propagowanym przez media, gdzie wszystko jest wesołe, pogodne i bezproblemowe. Ten stan nie będzie trwał wiecznie. Już obecnie widzimy wiele problemów, które są skutkiem przyzwolenia ludzkości na wiele niegdyś niegodnych, śmiesznych i patologicznych zachowań. Największym zagrożeniem są pragnienia społeczeństwa do coraz szerszego usuwania zakazów. Nie tylko tych obowiązujących w prawie danego państwa, lecz także w prawie społecznym, ludzkim. Rozważając w tym kierunku można dojść do wniosku, że nie katastrofy naturalne, nie terroryzm, nie epidemie nas zabijają. Zabijamy się sami, ludzkość prosi się o zagładę. Niedouczone grupy osób, które są wierne własnym, utopijnym ideałom, mają coraz więcej zwolenników. Jesteśmy coraz głupsi? Coraz mniej wykształceni? Coraz bardziej naiwni? Wedle rozwoju cywilizacji, odpowiedź powinna być negatywna. Jednak patrząc na otaczający nas świat, nie jedna osoba często wierzy, że myślenie ludzi się cofa, zatacza koło zamiast brnąć twardo w imię ideałów. Albo ten niszczący bieg zatrzymamy, albo jesteśmy spisani na klęskę.


PATRYCJA RESEL
Działaczka Brygady Łódzkiej ONR. Studentka historii i pedagogiki w piotrkowskiej filii UJK. Na co dzień zajmuje się historią polskiego kina przedwojennego oraz działalnością artystów tego okresu. W swoich artykułach zajmuje się przemianami społecznymi w państwie polskim oraz ich konsekwencjami.



Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 19 maja 2017 o 20:03 Dymitr Ogonowski

    Co do cech płci, to jest prawdą, że kobiety różnią się nie tylko fizycznie, ale i psychicznie od mężczyzn. Natomiast, co do tego, że kobiety cechuje delikatność, subtelność a mężczyzn wojowniczość, to rzeczywiście tak tradycyjnie było, ale nie zawsze. Były kiedyś amazonki. Dosłownie to kobiety bez piersi. Same sobie pierś ucinały, by lepiej strzelać z łuku. A w ogóle Ibrahim ibn Jakub, który opisał państwo Mieszka I jako naoczny świadek, też zaznaczył, że gdzieś tu (pewnie na terenie obecnej Polski) jest miasto kobiet. Z tym, że być może to się stąd wzięło (To już nie z relacji tego kronikarza), że pogańscy Bałtoprusowie składali nieraz bóstwom ofiary z dziewczynek. I matki z dziewczynkami uciekły i założyły sobie to miasto kobiet, gdzie porywały mężczyzn i miały ich jako niewolników. Stąd może są źródła genetycznego masochizmu:) Ale rzeczywiście to były czasy przedchrześcijańskie. Ten tradycyjny model rodziny wywodzi się z czasów chrześcijańskich, gdzie zgodnie z Listem Św. Pawła żony są „poddane mężom jak przystało w Panu”. Tego nie powiedział Jezus Chrystus, tylko napisał Św. Paweł. Według Kościoła listy Św. Pawła są pod natchnieniem Ducha Św. A jak należy te słowa interpretować, z jaką dozą dosłowności, to już inna sprawa. Nic nie mam przeciwko tradycyjnym rodzinom. Ja bym nie chciał się rozwieść, gdybym był w małżeństwie. Skoro się przysięgę złożyło, to już trzeba być jej wiernym. Dla dzieci też zazwyczaj lepiej, jak mają rodziców a nie rozbitą rodzinę.

    Odpowiedź
  • 19 maja 2017 o 20:29 Dymitr Ogonowski

    Ale Wasz ONR też się trochę poddał przemianom cywilizacyjnym. W przedwojennym ONR były kobiety, ale tworzyły oddzielną sekcję. A we współczesnym z tego, co wiem, jest przemieszanie płci w brygadach. Według mnie to fajnie, chociaż w ONR nie jestem. Jednak jest to jakiś wpływ współczesnych czasów cywilizacyjnych. Z tym, że rzeczywiście to nie narusza w żaden sposób religii. Natomiast kwestionowanie nierozerwalności małżeństwa jest sprzeczne ze słowami Chrystusa w Ewangelii. Ja to jakbym się już miał żenić, to tylko z taką, co mnie nie rzuci. Już nawet gotów bym był się poddać w małżeństwie. Jakby mnie rzuciła, to by naruszyła przysięgę małżeńską. Według słów wieszcza ze „Świtezianki” – „Kto przysięgę raz naruszy temu za żywota biada i biada jego złej duszy” (Chyba dobrze zapamiętałem ale mogłem coś przekręcić, ale sens taki). A jak sobie ślubują, że się do śmierci nie opuszcza. A potem jedno drugiego opuszcza, to co ta druga strona ma zrobić?

    Odpowiedź