Historia

Daniel Marceli: Ukraiński węzeł gordyjski


10 lipca 2017 o 20:40   /   komentarzy (4)

Niebawem minie 74. rocznica „Krwawej niedzieli” uznawanej za punkt kulminacyjny zbrodni ludobójstwa, którego dopuściła się w latach II wojny światowej Ukraińska Powstańcza Armia na Polakach zamieszkujących południowo-wschodnie kresy II Rzeczpospolitej. Zbrodni ludobójstwa, która stała się niezabliźnioną i aż po dziś dzień krwawiącą raną w stosunkach polsko-ukraińskich. Nie chciałbym w tym tekście po raz setny przytaczać znanych faktów historycznych, podawać liczby ofiar, czy wymieniać przerażających metod mordowania jakie stosowali Ukraińcy na naszych rodakach. To wszystko można już znaleźć w książkach, filmie oraz w setkach artykułów internetowych. W tym tekście chciałbym się raczej skupić na relacjach polsko-ukraińskich, nad którymi nieustannie, co zrozumiałe, krąży widmo rzezi wołyńskiej.

Tak naprawdę temat stosunków między naszym narodem a narodem ukraińskim jest kwestią bardzo skomplikowaną i wielowątkową. Przepaści powstałej po ludobójstwie na Kresach nie jesteśmy w stanie zasypać do dzisiaj. Co więcej, obecnie wydaje się to niemożliwe. Mimo wielu prób środowisk nacjonalistycznych zarówno polskich jak i ukraińskich, relacje między naszymi narodami pozostają w najlepszym przypadku chłodne, czy też poprawne. Niestety, nawet najszczersze przeprosiny ze strony Ukraińców i kwiaty składane pod pomnikami polskich ofiar nie są w stanie doprowadzić do zbudowania niewątpliwie potrzebnego porozumienia i rozpoczęcia realnej współpracy.

Nie chodzi tu o złą wolę naszych południowo-wschodnich sąsiadów, nie chodzi tu też o mocne uprzedzenia, jakie są wciąż bardzo żywe w naszym narodzie. Chodzi o coś więcej, o głębię, sedno, nie zaś powierzchowność. Same gesty mało znaczą. Ważne jest dotarcie do źródła i pozbycie się padliny, która zatruwa całą rzekę słów, gestów i deklaracji. Tą padliną jest kult UPA wśród społeczeństwa szczególnie Zachodniej Ukrainy.

Mocne słowa. Jednakże tylko takie cisną się na usta, w momencie, gdy część środowiska nacjonalistycznego w Polsce przymyka oko na sprawy istotne. Nie możemy budować na piasku. Nie możemy budować pojednania i snuć planów o chociażby Międzymorzu w przypadku, gdy nasz przyjaciel buduje swoją tożsamość na kulcie i ideologii zbrodniarzy z UPA.

Dlaczego? Sprawa jest banalnie prosta. Jest to formacja zbrodnicza na równi z Waffen SS, czy NKWD, która w sposób zorganizowany i planowy zamordowała ponad 100 tysięcy naszych rodaków. W Polsce nie będzie moralnej zgody na sojusz polsko-ukraiński do czasu, aż Ukraińcy chociażby nie zrezygnują z oddawania hołdów UPA. Czyny, nie słowa. Nie wymagamy od nich potępienia zbrodni na Polakach, choć takie deklaracje padały już nawet ze strony działaczy Ruchu Azowskiego. Jednak przy potępianiu rzezi wołyńskiej i jednoczesnym organizowaniu marszów ku czci gierojów, którzy byli sprawcami tej rzezi, dochodzi do swoistego rozdwojenia jaźni. Ukraińcy muszą zdać sobie sprawę z tego, że ten dysonans jest bardzo mocno odczuwalny przez naród polski.
W tym momencie dochodzimy do pewnego punktu, który jest według mnie clou naszych wspólnych relacji. Jest to niestety pat, z którego w obecnie chwili nie ma wyjścia. Ukraińcy nie zrezygnują z czczenia pamięci dokonań Ukraińskiej Powstańczej Armii, zaś Polacy do tego czasu nigdy nie zgodzą się na prawdziwe pojednanie i współpracę. Możemy pisać całe tomy o realizmie politycznym, o interesach narodowych oraz potrzebie sojuszów strategicznych i choć w wielu przypadkach przedstawiane argumenty byłyby słuszne, to mimo tego zostaną odrzucone przez masy.

Niestety, póki co mamy do czynienia z kryzysem, który jest o tyle istotny, iż stanowi ogromną przeszkodę do realizacji idei Międzymorza, będącego jedyną szansą na zbudowanie silnej pozycji obu państw i całego regionu Europy Środkowej. Tylko szczere wyrzeczenie się kultu UPA będzie uznane za prawdziwą chęć zmiany we wspólnych relacjach.


Komentarze (4)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 10 lipca 2017 o 21:56 Dymitr Ogonowski

    To Międzymorze z Ukrainą to absurd. To właśnie może wepchnąć nas w kolejną wojnę z Rosją. I po co? Kiedyś jeszcze wojny z Rosją o te tereny były zgodne z polską racją stanu, jak miała być tam Polska. A teraz, jak Polski i tak tam nie będzie, to po co ładować się w niepotrzebny konflikt? I w ogóle po co integrować się nam z Ukraińcami? Chcą nam zagarnąć metodą osadniczą Przemyśl, Chełm.

    Odpowiedź
    • 11 lipca 2017 o 14:32 Niklotowiec/Zadrużanin

      Ukraina nigdy nie była w planach Międzymorza. Dlatego, że ten projekt nie miał charakteru politycznego, a jedynie geopolityczny. Polska, a nie Ukraina, czerpie korzyści z bycia najsilniejszym państwem regionu. Potencjał Ukrainy nie pozwala nam na to. Ukraina jest faktycznie rywalem Polski, a nie partnerem. Ukraińcy mają sami, własne plany geopolityczne, dla nich naturalnymi partnerami są Białoruś, Bałtowie, Rumuni, Turcy.
      Ukraina jest wiec zagrożeniem dla Polski, tak jak Niemcy i Rosja. Choć dzisiaj największym zagrożeniem jest Globalizm, z państw, USA oraz ChRL, to w naszym własnym grajdole, największym zagrożeniem geopolitycznym jest „diabelska trójca” – Niemiec, Ukrainy i Rosji. Każde z tych państw odetchnęłoby z ulgą, gdyby Polska została kompletnie obrócona w pył.
      Dlatego, uważam, że należy prowadzić politykę suwerenną, wspierać ukraińskich narodowców z Korpusu Narodowego, jednocześnie rosyjskich nacjonalistów z formacji antyputinowskich. Konflikt banderowców z imperialistami rosyjskimi nas nie interesuje. Trzymajmy się od tego z daleka. Konflikt ukraińsko-rosyjski jest nam na rękę.

      Odpowiedź
      • 11 lipca 2017 o 17:01 Dymitr Ogonowski

        W planach Międzymorza np. głoszonych przez KPN była Ukraina. A co do Rumunów to naprawdę by chcieli odzyskać Bukowinę i tereny na północ od delty Dunaju, więc na szczęście nie za bardzo ich widać we wspólnym bloku z Ukrainą. A co do Rosji, to konflikt z Rzeczypospolitej z Moskwą, był kontynuacją konfliktu Wielkiego Księstwa Litewskiego z Moskwą. Faktem jest, że Rosja w końcu opanowała i obecne tereny Polski. Sołżenicyn nazwał to „dziwaczną fantazją Aleksandra I”. Rosja zdaje sobie sprawę z odrębności kulturalnej Polaków i wcale nie chce opanować terenów obecnej Polski. Nawet w XIX rozważano wycofanie się z Królestwa Kongresowego, tylko, że niestety na rzecz Niemiec. W każdym razie nawet Mikołaj I zgadzał się, że dla Rosji z tymi ziemiami jest więcej problemów niż pożytku, tylko uważał, że nie przyzna Polsce niepodległości, bo będzie chciała ziem na wschód od Bugu. Podobnie rozważa Roman Dmowski. Jak miała tam być Polska na Kresach, to ze sprzeczności polskiej i moskiewskiej racji stanu był tam konflikt geopolityczny. Natomiast teraz, gdy już za Bugiem i tam nie ma być Polski, to nie ma sensu konfliktować z Rosją z powodu interesów wrogich nam banderowców. W okresie komunizmu to Moskwa chciała skomunizować cały świat. A teraz już nie. Teraz tylko dba o swoje interesy. W interesach historycznych, geopolitycznych i narodowych Rosji było odzyskanie Krymu. Natomiast opanowanie obcej etnicznie dla Rosji Polski nie służyłoby jej interesom. Bo co by Rosja miała tu robić?????? Natomiast, jak władze nas wepchną w konflikt NATO-Rosja to niestety będziemy zagrożeni zniszczeniem przez rosyjskie rakiety. Dlatego neutralność Polski służyłaby bezpieczeństwu od strony Rosji.

        Odpowiedź
  • 11 lipca 2017 o 09:15 Niklotowiec/Zadrużanin

    Ale Ukraina nie zrezygnuje z tego, bo taką ma historię. Tak jak Rosja nie zrezygnuje z imperializmu. Zarówno Rosja, jak i Ukraina są w równym stopniu wrogami, jak i partnerami.
    To co reprezentują sobie środowiska polityczne to taki chocholi taniec – od prawa do lewa, od skrajności do skrajności. A wystarczyłoby powiedzieć wprost, że chcemy, aby Ukrainą rządził Korpus Narodowy, a Rosją – Ruscy czy Słowiański Sojusz. Reszta się nie liczy.
    Większość Ukraińców i Rosjan jest po prostu bierna, tak jak i w Polsce. To, że Ukraina będzie hołubić Banderę, a Rosja jakichś tam carów, mi osobiście nie przeszkadza. Po prostu, ani jedni, ani drudzy nigdy nie będą mogli liczyć na sympatię i pomocną dłoń, z naszej strony. I tyle

    Odpowiedź