Gospodarka

Przemysław Bochniak: Zanim opodatkujesz – pomyśl!


13 lipca 2017 o 18:41   /   komentarzy (2)

Poniższy tekst jest polemiką z artykułem Pawła Dolińskiego i stanowi wyłącznie przedstawienie poglądów autora niniejszej polemiki.

Temat obciążeń finansowych nakładanych przez organy państwa na obywateli jest nieustannie podejmowany i wzbudza wiele emocji wśród wszystkich uczestników takich dyskusji. W debatach szczególnie daje się zauważyć jaskrawy podział pomiędzy przedstawicielami dwóch opcji — skrajnych socjalistów, niekiedy skłaniających się wręcz w stronę komunizmu i liberałów, niesłusznie utożsamianych ze skrajną prawicą. Temat jakkolwiek gorący, budzący zainteresowanie i obfitujący w wielość propozycji mających na celu przedstawienie. jak najlepszych sposobów na rozwiązanie tego sporu, jest niestety najczęściej sprowadzany do poziomu kłótni między tymi „którzy mają” ,a tymi „którzy chcieliby mieć”. Czy zatem jest możliwość chłodnego podejścia do tematu i ustalenia opcji zadowalającej wszystkich? Czy istnieją narzędzia pozwalające na obiektywne stwierdzenie, czy mamy do czynienia z właściwym poziomem redystrybucji?

Prowadzenie debaty dotyczącej obciążeń podatkowych bardzo często przyjmuje wymiar czysto emocjonalny pozbawiony odniesień do wymiernych wskaźników czy współczynników umożliwiających obiektywne określenie nierówności w podziale dochodów. Najważniejszym z takich wskaźników jest współczynnik Giniego – mający zastosowanie w ekonometrii wskaźnik pozwalający na ocenę stopnia koncentracji kapitału, a tym samym oceny nierównomierności podziału dochodów. Autor artykułu, do którego odnosi się ta polemika zapewne celowo pominął ten wyznacznik ponieważ jest on niezwykle niewygodny dla dyskutantów poruszających ten temat. Po bliższym przyjrzeniu się wielkościom opracowanym dla poszczególnych krajów przy pomocy tej metody możemy stwierdzić, że faworyzowanie podatku progresywnego czy też liniowego jako instrumentu na pozbycie się nierówności dochodowych jest zwykłym bezsensem. Rzut okiem na mapkę rozkładu współczynnika na świecie pozwala stwierdzić, że wśród krajów o dużych nierównościach są zarówno kraje powszechnie uważane za biedne (Uganda), jak i bogate (USA) niezależnie od formy opodatkowania. Przykład Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest koronnym argumentem, że tworzenie kolejnych progów dla podatku dochodowego nie jest w stanie zmniejszyć nierówności w podziale dochodów.

Nie mniej częstym błędem w takich debatach jest pomijanie struktury przychodów budżetu państwa. Krótka analiza wpływów polskiego skarbu państwa pozwala stwierdzić, że podatki dochodowe stanowią zaledwie jedną czwartą ogółu przychodów (w rozważaniach pomijam większość dochodów do pobierania których uprawnione zostały samorządy). Większą uwagę należy zwrócić na wysokość obciążeń ukrytych w postaci VAT-u i akcyzy, które autor poprzedniego artykułu pominął, a które wbrew pozorom są znacznym obciążeniem dla większości gospodarstw domowych z ponoszenia, których „szary Kowalski” zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy.

Najbardziej bulwersującym elementem jest pomijanie przez wszystkich, nie wyłączając przedstawicieli organów państwa, rzeczy najważniejszej – zwykłej logiki (którą po macoszemu potraktował też autor artykułu, z którym podejmujemy niniejszą polemikę). Aktualnie płaca minimalna w Polsce wynosi 2000,00 zł brutto po odliczeniu obciążeń otrzymamy kwotę ok. 1460,00 zł netto. Logicznym powinno być zatem porównanie tej wielkości do tzw. minimum egzystencji, które wynosi ok. 1320,00 zł (dla trzyosobowej rodziny). Zatem jak łatwo stwierdzić opodatkowaniu w Polsce podlegają nawet osoby, którym przysłowiowo „ledwo starcza do pierwszego”.

Powyższe argumenty powinny być wzięte pod uwagę w debatach na temat opodatkowania, a jak już zostało powyżej wspomniane są skrzętnie pomijane. Jeżeli aspirujemy do nazywania siebie narodem i spójnym społeczeństwem to winniśmy wykazać daleko idące zrozumienie dla tego typu spraw, a jednocześnie sięgnąć do głębi i zrozumieć mentalność naszego narodu. Jak mówi klasyk „prawda leży tam, gdzie leży” co najwyżej punkt widzenia nie pozwala nam dostrzec całej prawdy.

A w tym sporze niestety rację mają obie grupy. Z jednej strony nie możemy zamykać się na potrzeby i niedolę najmniej zarabiających, z drugiej nie możemy karać tych najbardziej przedsiębiorczych i zaradnych. Stąd właśnie argumenty przeciwko podatkowi progresywnemu. Niezrozumiałym, a nawet nielogicznym, jest fakt, że opodatkowaniu podlegają nawet najbiedniejsi, którzy znajdują się poniżej minimum egzystencji niezależnie od tego jak niska byłaby to stawka. Dlatego też powinniśmy dążyć do stworzenia takiego systemu, który brałby w obronę właśnie tych najsłabszych, ale jednocześnie zmuszał do partycypowania w utrzymaniu państwa, proporcjonalnie do zarobków dla tych zarabiających więcej. Takim systemem jest właśnie podatek liniowy z kwotą wolną od podatku. Wysoka kwota wolna od podatku powiązana z liczbą członków w gospodarstwie domowym pozwoli uniknąć opodatkowania najbiedniejszych natomiast stała stopa opodatkowania niezależna od poziomu zarobków zapewni sprawiedliwe obciążenie reszty. Obydwa te elementy powinny zostać poddane szerszej i bardziej wnikliwej analizie, która pozwoli pogodzić zarówno wysokość koniecznych dochodów Skarbu Państwa, jak i spojrzeć na potrzeby ludzkie z bardziej obiektywnego punktu widzenia tak, aby nie popadać w niepotrzebne skrajności.

W niniejszych rozważaniach pozwoliłem sobie skupić się niemal wyłącznie na podatku dochodowym od osób fizycznych z uwagi na fakt, iż red. Doliński podjął niemal wyłącznie ten temat. Jednak należy wspomnieć, że dzisiaj w Polsce istnieje 18 różnych podatków i danin publicznych, z których większość jest w zasadzie bezsensowna, i nie bójmy się tego stwierdzenia, tylko utrudnia życie podatnikom, a system podatkowy w naszym kraju jest jednym z najmniej spójnych i jednolitych na świecie.

 

Źródła:
1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Wsp%C3%B3%C5%82czynnik_Giniego,
2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_wed%C5%82ug_wska%C5%BAnik%C3%B3w_nier%C3%B3wnomierno%C5%9Bci_w_dystrybucji_dochod%C3%B3w,
3. http://www.ekonomiawpraktyce.pl/ekonomia/placz-i-plac-czyli-o-systemie-podatkowym-w-polsce.html,
4. https://pl.wikipedia.org/wiki/System_podatkowy_w_Polsce,
5. http://superbiz.se.pl/wiadomosci-biz/3-mln-polakow-zyja-ponizej-minimum-egzystencji_772055.html.


Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 14 lipca 2017 o 09:41 Niklotowiec/Zadrużanin

    Zgadzam się z autorem. Podatki to nie żaden instrument dzisiaj, ani do wspierania tych czy innych grup społecznych, a na pewno nie do „karania bogaczy”. Świetnie to pokazuje przykład wielkiego biznesu i ludzi naprawdę zamożnych, którzy zwyczajnie od podatków się migają, wykorzystując różnego rodzaju „raje podatkowe”.
    Nakładanie podatków w czasach globalizacji kończy się tym, że bogaci nie płacą nic, robiąc się coraz bogatsi, a biedni cały czas są biedni, okradani przez państwo oraz bogaczy. Ktoś kto nie rozumie jak wygląda dzisiejsza gospodarka i czym kapitalizm różni się od korporacjonizmu czy też syndykalizmu, gospodarki naturalnej, nie ma czego szukać w dyskusji.
    Żeby zmniejszyć różnice w zamożności i zwiększyć spójoność ekonomiczną, trzeba zwyczajnie zmienić model gospodarczy. Tu wchodzi kwestia własności i zarządzania tejże własnością. Ja jestem zwolennikiem własności prywatnej, sensu stricte, tj. przedsiębiorstwo ma należeć w 100% do osób, w które w nim pracują. Czyli fabryka czy też bank, należy do osób którzy są pracownikami lub mają wkład własny w takiż bank. Spółdzielczość, kooperatywy, akcjonariat pracowniczy – są różne typy własności pracowniczej, prawdziwie prywatnej. Nie ważny model, ważna idea. W takich firmach nie ma miejsca na wyzysk, płacenie ochłapów pracowników, maksymalizację zysku i kumuluację kapitału. W korporacjonizmie rządzą wspólnoty interesów, w kapitalizmie – pieniądz i ci co nim obracają.
    W kontekście tzw. „patriotyzmu gospodarczego”, to aby być patriotą nie należy wyłacznie płacić podatków. Trzeba wspierać gospodarczo kraj i społeczeństwo. Nie przedsiębiorców, których jest mało i którzy w większości przypadków świetnie sobie radzą. Nikt nikogo nie zmusza do bycia przedsiębiorcą, jak sobie nie radzisz w biznesie, to nie ma miejsca na ciebie, przyjdzie lepszy, który zaoferuje usługi i towary. Jak nie Polak, to kto inny. Trzeba popierać takie usługi, takie towary, które są wytwarzane przez Polaków, z polskich surowców, wytwarzane na terytorium Polski. Ileż to produktów „polskich firm”, produkukowane jest niewiadomo gdzie, ileż to „polskich firm”, zatrudnia Ukraińców, bo tańsi? Myślę, że jakaś 1/3, a może nawet 40%.
    Dopóki ludzie nie zrozumieją, że liberalizm gospodarczy to idiotyzm taki, jak socjalizm, a w myśleniu ekonomicznym winien decydować INTERES NARODU, nie ma co prowadzić żadnych dyskusji.
    Smierć Socjalistom, śmierć Kapitalistom. Narodowy-Korporacjonizm i Syndykalizm, jedyną drogą dla kraju.

    Odpowiedź
  • 16 lipca 2017 o 21:08 Bartek

    Pełna zgoda, po pierwsze musi być prościej – to już by pomogło, po drugie musi być taniej. Biurokratyzacja to rak, który się ekspansywnie rozrasta i potrzebuje bardzo trzeźwego kontrolowania, bo to własnie ta rzesza przejada wiele z podatków, obniżając tym samym podwójnie PKB!

    Odpowiedź