Kultura

Szymon Wilczak: „Sentymentalny przewodnik turystyczny po II RP – Worochta/Jaremcze”


27 lipca 2017 o 14:17   /   komentarzy (0)

Planując dzisiaj wakacyjny wypoczynek swoje pierwsze kroki kierujemy zazwyczaj do biura podróży. Tego typu firmy istniały również przed wojną, było ich jednak stosunkowo niewiele. Jako jedno z pierwszych powstało biuro turystyczne Orbis, które rozpoczęło swoją działalność w 1920 r., a więc w okresie, gdy polska turystyka ledwie raczkowała, a spora część potencjalnych wczasowiczów znajdowała się na froncie. Początkowo firma ta nie cieszyła się zbytnim zaufaniem, o czym dobitnie świadczą negatywne opinie klientów. Jednak z czasem jakość oferowanych usług znacząco się poprawiła, co pozwoliło Orbisowi stać się międzynarodowym biurem podróży. Jednak prawdziwy rozkwit polskiej turystyki nastąpił dopiero po przewrocie majowym z roku 1926 – kiedy to Mieczysław Orłowicz, stojący na czele referatu zajmującego się rozwojem turystyki w Polsce, otrzymał znaczące środki na dalszą działalność. Duży wpływ na taki obrót spraw miała postać Józefa Piłsudskiego, który często wypoczywał w swoich rodzinnych Druskiennikach, wielkim zwolennikiem rozwoju polskiej turystyki był też prezydent Ignacy Mościcki. Wtedy stałym punktem polityki ówczesnego rządu stały się cykliczne dopłaty do biletów dla młodzieży oraz reaktywacja i zakładanie nowych, młodzieżowych organizacji turystycznych. Można więc powiedzieć, że nastąpił wówczas rozkwit naszej rodzimej turystyki krajowej, co zaowocowało rozwojem wielu miejscowości, które stały się miejscami wypoczynku dla Polek i Polaków żyjący w czasach międzywojennych.

Właśnie o takich, często dziś zapomnianych miejscowościach opowiadać będzie seria Sentymentalnego Podróżnika Turystycznego, której część pierwszą chciałbym Wam dziś przedstawić. Poniższy tekst przypomnieć ma jeden z ważniejszych zimowych kurortów czasów II RP – Worochta/Jaremcze leżące w paśmie Karpat Wschodnich na terenie dzisiejszej Ukrainy (wówczas województwo stanisławowskie, powiat nadwórniański).

Jaremcze/Mikulczyn/Worochta – miejscowości te leżące w dolinie rzeki Prut rywalizowały z Zakopanem oraz wielce popularną wówczas Krynicą o miano najpopularniejszych miejscowości zimowego wypoczynku. Włączenie się w tę rywalizację miejscowości z Kresów Wschodnich możliwe było dzięki dobremu połączeniu kolejowemu ze Stanisławowem i Lwowem. Zwłaszcza urokliwa trasa wybudowana w latach 1890-1895, pomiędzy Stanisławowem a Woronienką miała ogromny wpływa na rozkwit zarówno Jaremczy, jak i Worochty. Trasa ta liczyła blisko 96 kilometrów i przecinała w połowie całą niemal dolinę rzeki Prut, którą też przekraczała czterokrotnie. Uformowanie terenu sprawiło, iż na szlaku tym konieczne okazało się wybudowanie wielu mostów, wiaduktów i tuneli. Niezbędnym okazało się utwardzenie w wielu miejscach brzegu samej rzeki. Na uwagę zasługują tu głównie okazały kamienny most w zbudowany w Jaremczu, którego rozpiętość wynosiła blisko 65 metrów oraz most pod Worochta, którego ostrołukowe przęsła stały się niemal wizytówką ówczesnej Galicji. Trasa ta, ze względu na swoje unikalne położenie, stała się symbolem owych terenów trafiając na wiele pamiątkowych widokówek i zdjęć. Zaś sama konstrukcja mostu w Jaremczu stała się wzorem dla budowniczych mostów w Alpach austriackich i włoskich, a jego wierną repliką był most znajdujący nad rzeką Isonzo w Salcan na trasie Klagenfurt-Treist. Dlatego w tym miejscu warto pamiętać o wybitnym inżynierze – Stanisławie Rawiczowi-Kosińskiemu – który był zarówno projektantem, jak i budowniczym omawianej wyżej magistrali kolejowej. Dziś niestety postać ta stała się dla wielu zapomniana, jednak przy okazji omawiania znaczenia miejscowości wypoczynkowych w Karpatach Wschodnich nie sposób o nim nie wspomnieć. Niestety most w Jaremczy został zniszczony w wyniku działań wojennych w trakcie I Wojny Światowej, a jego odbudowa miała miejsce dopiero w latach 1925-1927, przy czym stracił on wówczas swój pierwotny wygląd.

Gdy trasa ta ponownie została otwarta zarówno Jaremcze, jak i Worochta na stałe weszły do elitarnego grona najbardziej uznanych zimowisk II RP, a Worochtę nazywano nawet „drugim Zakopanem”. Ogromny wpływa na popularność owych terenów miał niewątpliwe uzdrowiskowy klimat doliny Prutu. Tak jak Krynica znana była z wód leczniczych, tak wyjazd do Worochty zalecano szczególnie osobom cierpiącym na choroby układu oddechowego i nerwowego. Dlatego też ogromnym uznaniem wśród ówczesnych kuracjuszy cieszyło się znajdujące się w Worochcie sanatorium prowadzone przez doktora Franciszka Michalika, wyposażone w urządzenia do hydroterapii i pierwsze w Polsce lampy solaryjne.  W okresie międzywojennym na zboczach gór od Worochty do Jaremczy zbudowano setki pensjonatów i willi wypoczynkowych, które należały do obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, ukraińskiego i polskiego. Do najbardziej znanych należały między innymi „Morskie Oko”, „Raj”, „Dobosz” czy „Nokturn”. Swoja prywatną willę w tamtych okolicach posiadał też między innymi pięciokrotny premier RP – prof. Kazimierz Bartel, zamordowany przez Niemców w roku 1941. Jeden z największych pensjonatów zachowany do dziś w dobrym stanie, o nazwie „Lena”, należał do Franciszka Dudzika – leśniczego, właściciela restauracji, który pełnił funkcję „letniego” wójta Worochty. Nieopodal wielki dom wczasowy o nazwie „Warszawianka” prowadziła Paulina Horwitzowa. Tam leczył się m.in. Apolinary Sokołowski, powstaniec styczniowy. Dziś w tym miejscu jest bardzo zaniedbane sanatorium przeciwgruźlicze o nazwie „Smericzka”. Tak jak na całych Kresach Wschodnich, tak i na omawianych terenach można było zaobserwować mieszanie się kultury ukraińskiej, polskiej i żydowskiej, co było wówczas dodatkowym magnesem przyciągającym turystów w Karpaty Wschodnie. Ze względu na swoją unikalną formę do historii przeszło również Sanatorium Żydowskie zaprojektowane przez Józefa Awina – architekta, grafika i historyka sztuki.

Niewątpliwie jednak jedną z największych ciekawostek związanych z Worochtą jest fakt, iż to właśnie tam zbudowano pierwszą w Polsce skocznię narciarską, która do użytku oddana została w roku 1922 (na trzy lata przed ukończeniem zakopiańskiej Wielkiej Krokwi). Właśnie na niej w dniach 4-6 marca 1922 roku odbyły się pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Warto w tym miejscu nadmienić, że wówczas sport ten nie cieszył się aż taką popularnością, jak ma to miejsce w dzisiejszych czasach. Ludzie spoglądali na zawodników, którzy uprawiali ten sport niczym na wariatów, którzy dla własnej przyjemności ryzykują swoje życie. Absolutną wręcz sensacją był fakt, iż wygrała je – walcząc z mężczyznami – kobieta, Elżbieta Michalewska-Ziętkiewiczowa słynąca ze swej urody, była ona zarazem jedną z pierwszych na świecie kobiet uprawiających skoki narciarskie. Niestety jednak wiele wskazuje na to, że w trakcie wojny przyjęła ona status folksdojcza i dopuściła się współpracy z okupantem, co kładzie się cieniem na tej postaci. Gdyby nie to, jej nazwisko na stałe znalazłoby się zapewne w encyklopedii polskiego sportu, gdyż jej rekord osiągnięty na skoczni w Worochcie pozostawał niepobity przez ponad 80 lat.

Jak przystało na ośrodki wypoczynkowe, Jaremcze i Worochta były miejscami chętnie odwiedzanymi przez ówczesną bohemę artystyczną. W Jaremczu i Worochcie oraz sąsiadujących z nimi miejscowościach o podobnym klimacie: Delatynie, Dorze, Mikuliczynie, Jamnej i Tatarowie, bywali obok tych najwybitniejszych, jak Jarosław Iwaszkiewicz czy Maria Dąbrowska, również pisarze i poeci, dla twórczości których czas nie był tak łaskawy, o czym dokładnie pisze w swojej pracy z roku 1991 wrocławski uczony Jan Choroszczy – „Huculszczyzna w literaturze polskiej”. W sezonie zimowym szczególnie bliska narciarzom była Worochta, gdzie zatrzymywał się specjalny zimowy pociąg, przywożący turystów spragnionych zimowych doznań. Latem zaś wielką popularnością cieszyła się turystyka górska połączona ze wspinaczką na szczyty pasma Czarnohory, takie jak Howerla, Pop Iwan czy Brebenieskuł. Z okolicami Worochty wiąże się jeszcze jeden cud polskiej myśli inżynieryjnej – Obserwatorium Astronomiczno-Meteorologiczne im. Józefa Piłsudskiego na szczycie góry Pop Iwan (2022 m.n.p.m). Ze względu na swój kształt budynek szybko zyskał przydomek „Biały Słoń”. W momencie oddawania do użytku obiekt uznawany był za najnowocześniejsze obserwatorium w Europie.

Podsumowując, można więc pokusić się o stwierdzenie, że zarówno Worochta, jak i Jaremcze były popularnymi kurortami nie tylko w okresie zimowym, lecz cieszyły się one popularnością przez cały rok. Zaś przystępność tras spacerowych sprawiała, iż Karpaty były dostępne również dla turystów bez większego doświadczenia w zakresie turystyki górskiej.

Dziś niestety oba miasta znacząco straciły na swoim wyglądzie, choć nadal są popularnymi ośrodkami sanatoryjnymi na terenie obecnej Ukrainy. Do dnia dzisiejszego zachowało się jedynie kilka budynków z czasów II RP, które nadal mają swój unikalny drewniany styl tak popularny w architekturze huculskiej. Niewątpliwe jednak i dziś warto zastanowić się nad odwiedzeniem tych terenów, aby choć na chwilę przenieść się w czasie w okres międzywojenny, a oczami wyobraźni zobaczyć setki turystów i kuracjuszy spokojne spacerujących po urokliwych rynkach z tamtych dni.


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)