Idea

Cyryl Metody: Gdzie są chłopcy z tamtych lat?


7 sierpnia 2017 o 19:34   /   komentarzy (0)

Te słowa przychodzą mi na myśl bardzo często, praktycznie zawsze, gdy czytam o pokoleniu II Rzeczpospolitej, o Pokoleniu Kolumbów, gdy zatapiam się we wspomnieniach spisywanych przez ludzi tamtej epoki. Słowa piosenki Sławy Przybylskiej przypomniały mi ostatnio plakaty zapraszające na koncert na Placu Krasińskich z okazji 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, wiszące praktycznie w każdym miejscu Warszawy. Słowa, które nastrajają bardzo nostalgicznie, a równocześnie są wręcz do bólu prawdziwe.

To, że pokolenia współczesne różnią się od tych, które na świat przychodziły 100 lat temu, nie dziwi. Jest to zjawisko naturalne. Świat się zmienił, a wraz z nim zmienili się i ludzie. Niektórzy powiedzą, że „świat poszedł do przodu”. Ja się z tym nie zgadzam, bo choć w dziedzinie techniki i jakości życia nastąpił dynamiczny, niespotykany w dziejach ludzkości rozwój, to w sferze szeroko pojętej moralności cofnęliśmy się i to dosyć mocno.

Gdzie te wykrzykiwane na manifestacjach hasła jak “Bóg, Honor i Ojczyzna” mają swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym wykrzykujących? Czemu często tam gdzie powinien być w naszym życiu Bóg, cześć odbiera parszywy bożek w postaci “ja”, w różnych formach egoizmu, pieniędzy czy konformizmu? Dlaczego Honor, tak Honor przez wielkie „H”, miesza się wielu ludziom z ohydną w swej naturze pychą, butą, dwulicowością i interesownością? A Ojczyzna? Nasza kochana ziemia ojczysta, za którą tyle pokoleń w bólu i znoju przelewało swoją krew i cierpiało niewyobrażalne dla współczesnego człowieka tragedie? Czym ona jest dla dzisiejszych ludzi? Słowem “Rzeczpospolita Polska” w dowodzie i na paszporcie? “Tym krajem” jak dla lewicowo-liberalnych polityków? Nawet stare komuchy w czasach PRL poprawniej wyrażali się o Polsce. Tak, nawet oni. Dlaczego? Może zostało im coś z wychowania, coś z “tamtych lat”?

Dzisiejsze pokolenia, pokolenia tych wychowanych już po wojnie, to pokolenia złamanych kręgosłupów. Ludzi kalekich już prawie od urodzenia i to nie z własnej winy. Przetrąceni przez system kuśtykamy po tym łez padole w poszukiwaniu jakiegoś wyimaginowanego “lepszego jutra”. Często prowadzimy walkę “Don Kichota” o sprawy, które między Bogiem a prawdą, nie mają w ludzkim życiu absolutnie żadnego znaczenia. I pomijam tu wszelkie walki polityczne, bo w obecnych czasach ich wydźwięk to głuche echo pukania od spodu dna oceanu wartości.

W życiu chodzi o coś więcej niż pełny brzuch, gruby portfel, “samorealizację”, czy nowego iPhona (bo takie cele w życiu też już słyszałem). Polacy! Czas najwyższy się wyprostować i spojrzeć ponad tę gnojówkę, w której pływamy już od lat. Inne życie jest możliwe. Co zrobić, żeby za sto lat te przyszłe pokolenia nie taplały się w jeszcze głębszym szambie? Przecież to od nas zależy, czy będą miały z czego być dumne. Na nas spoczywa ta odpowiedzialność, żeby naszym prawnukom zostawić coś więcej poza górą materialnych śmieci i nowych chorób na tle nerwowym.

Odnowa moralna – tylko to nas ratuje i nic więcej. Pokolenia wchodzące w dorosłe życie w latach 30. XX w. zrozumiały to w porę. Wielki zwrot w stronę nauki Kościoła Katolickiego (tej przedsoborowej rzecz jasna, wszystkim, którzy nie wiedzą o co mi chodzi polecam poszukać i poczytać) oraz co najważniejsze, wcielanie tej nauki w życie przez ówczesne pokolenia zaowocowało niewyobrażalnym dla współczesnych nam ludzi poziomem moralności. Honorem było pielęgnowanie cnót i walka z osobistymi wadami. Troska o dobro wspólne, o ojczyznę, o naród była najwyższym wyrazem miłości bliźniego. A Bóg? Cóż. Bóg był pierwszy i dlatego wszystko już było na swoim miejscu. Jasne, ktoś powie, z pewnością nie wszyscy tacy byli. Dobrze, ale duch czasów uformowany przez ówczesne młodzieżowe elity, sprawił, że ci “nie wszyscy” stanowili raczej margines i sami siebie skazywali na ostracyzm społeczny, zaś zdecydowana większość tamtego pokolenia zapisała chyba najpiękniejszą kartę w dziejach historii Polski.

Jaki z tego morał? Musimy stworzyć elity i swoim działaniem, swoim przykładem, swoją bezkompromisowością w walce nie tylko z przeciwnikami ideowymi, ale w walce z samym sobą musimy dać przykład. Musimy uformować nowe pokolenie. Zrobić to możemy tylko my, ci świadomi, ci którzy to czytają. Dlatego Ty czytelniku wyprostuj swój kręgosłup, wstań i idź, wstań i walcz! Jutro będzie nasze!


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)