Historia

Karolina Ebertowska: „Rozpacz jest siostrą nienawiści”czyli słów kilka o stosunku deportowanych Polaków do państwa rosyjskiego


9 sierpnia 2017 o 08:25   /   komentarzy (1)

”Rozpacz jest siostrą nienawiści. A ja nie nienawidzę. Współczuję ludziom, wśród których przeżyłam ponad sześć lat” – czyli słów kilka o stosunku deportowanych Polaków do państwa rosyjskiego.

Krótko o deportacji
Na Syberię trafiła ludność przymusowo przesiedlona z ziem polskich w toku operacji deportacyjnych przeprowadzonych w lutym i czerwcu 1940 r. oraz w maju i czerwcu 1941 r. W lutym 1940 r. deportacja objęła przede wszystkim polskich osadników wojskowych i cywilnych kolonistów oraz służbę leśną, a także pewną liczbę rodzin urzędników państwowych, urzędników i działaczy samorządowych, kupców i przedstawicieli innych grup. Na Syberii znalazło się prawie 43 tys. osób, w tym prawie 79 % Polaków. Deportacje były nie tylko sposobem na pozbycie się przeciwników politycznych, ale też na czerpanie zysków z niewolniczej pracy. Nieludzkie warunki, mróz i normy robocze powodowały śmierć wielu zesłańców. Powodem deportacji było tylko to, że ktoś w dniu 17 września 1939 roku był Obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej, pełnił urzędniczą funkcję lub po prostu był „niewygodny” dla ZSRR.

Grupy wyodrębniające się wśród zesłańców
Zesłańcy polscy przebywali w świecie, w którym znaleźli ludzi o statusie zbliżonym do swojego, ponieważ oprócz nich przebywali tam też kontrrewolucjoniści, eks-białogwardziści i ich dzieci. Byli to ludzie, którzy pałali niechęcią do wszystkiego, co miało w sobie chociaż odrobinę pierwiastka komunistycznego. Tubylcy byli wrogo nastawieni na przybycie Polaków – „panów z Polszy”. Początkowo zwracali się do nich z niechęcią, ale mimo to potrafili udzielić pomocy na przykład ich dzieciom. Pokazuje to, że potrafili z całej masy zesłańców wyodrębnić najsłabszych spośród nich, że kierowali się współczuciem, że nie ufali i nie wierzyli do końca w propagandę komunistyczną. Oprócz zesłańców i tubylców, na kazachskich stepach przebywali też dobrowolni przesiedleńcy, których przekonała reforma Stołypina, mówiąca o urodzajnej glebie znajdującej się na tym obszarze.

”Słońce świeci tak samo jak i u nas”… a wydawać by się mogło, że na tej “nieludzkiej ziemi” słońca być nie powinno.
Polacy, deportowani na Wschód, kierowali się mylnymi wyobrażeniami, stereotypami na temat ludności zamieszkującej tereny rosyjskie. Propaganda tak bardzo zakorzeniła się w ich sercach, że bardzo ciężko przychodziło im zetknięcie się z imperium stalinowskim oraz jego mieszkańcami. Bardzo często „lojalność” wobec Polski pojmowano jako nienawiść do wszystkiego, co sowieckie, było to mylnie traktowane jako przejaw patriotyzmu i oddania ojczyźnie. Mylne skojarzenia o Rosji utwierdzała podróż na wschód w wagonach bydlęcych, nad którymi nadzór sprawowali bolszewicy. Właśnie na ich przykładzie wielu wywożonych postrzegało wszystkich Rosjan jako nie-ludzi.

„Czy można normalnie żyć, gdy widziało się tyle ludzkiej nędzy, nieszczęścia i cierpienia?”
Grażyna Jonkajtys opisała bolszewika, którego cechował straszny wygląd zewnętrzny, lecz mimo wszystko okazał się bardzo porządnym człowiekiem. Jego powierzchowność możemy rozumieć jako reakcję na warunki, w jakich przyszło mu żyć. Początkowo bardzo ciężko było zrozumieć Polakom motywy ich zachowań. Dopiero kiedy zaczęli dzielić z nimi ich niedolę, zauważyli, skąd to wszystko się wzięło. Zsyłki powodowały, że Rosjanie poddali się ewolucji i przekształcili się w ludzi sowieckich. Ludzie Ci bardzo szybko zapomnieli o swobodnym życiu i o Bogu, co przełożyło się na ich zachowanie. Nie widzieli problemu w tym, że państwo bezpodstawnie zabiera im plony, indoktrynuje ich działania i ogranicza swobodę myśli i słowa. Problemem nie stało się też to, by zacząć kłamać i kraść. Polscy zesłańcy również przejęli takie postawy, którym początkowo towarzyszyły wyrzuty sumienia, ale po niedługim czasie te głosy umilkły. Zesłańcy byli zmuszeni do prowadzenia „gry” w życie, która pozwalała na ruchy z pozoru niedozwolone.

Walka z uprzedzeniami i różnicami
”Tutejsi” nie mieli prawa udzielać pomocy Polakom. Każdy miły gest był karany. Mimo tego wszystkiego, wspomnienia zesłańców obfitują w przykłady sytuacji, w których spotkali się z bezinteresowną i niebezpieczną dla Rosjan pomocą. Przykłady opisane we wspomnieniach pokazują, że należy dostrzegać różnicę między państwem, a zamieszkującym je narodem.  Aby przetrwać w nieludzkich warunkach koniecznym było wyzbycie się stereotypów, uprzedzeń i determinantów narodowo- kulturowych. Wszyscy pomagali sobie nawzajem i w miarę możliwości.

Ucieczka od problemów
Życie zesłańcze obfitowało w ucieczki od trosk i niedoli w niczym niepowstrzymane pijaństwo. Głód, brak pieniędzy, niedobór żywności, utrata nadziei, załamanie światopoglądu to czynniki, które powodowały w ludziach ogromną chęć sięgnięcia po alkohol. Kiedy w kołchozowym sklepie pojawiała się wódka, mieszkańcy obozu bez zastanowienia sprzedawali, wymieniali wszystkie swoje rzeczy, byleby tylko mieć na nią pieniądze. Wówczas wszyscy w kołchozie chodzili pijani, nikt nie pracował, krowy wyły w oborach, bydło było zaniedbane.

Twór komunizmu – “człowiek sowiecki”
We wspomnieniach został opisany „człowiek sowiecki”, którego cechowała brzydota moralna objawiająca się w braku szacunku do pracy, ciągłych oszustwach i złodziejstwie. Ponadto był chamski, brakowało mu życzliwości i nie stronił od złośliwego okrucieństwa. “Prawdziwi” Rosjanie, którzy odcięli się od tej warstwy, widzieli w nich zagrożenie i mówili, że gdy uda im  się  przejąć władzę w Polsce, to my również oduczymy się pracy i człowieczeństwa. Miejscowi ludzie niekiedy byli ze sobą we wrogich stosunkach, ale nie wynikało to raczej z uprzedzeń narodowych, ideologicznych, ale raczej z bytowych, z warunków życia. Na barkach kobiet sowieckiej Rosji spoczywało bardzo wiele obowiązków, które w Polkach wywoływały współczucie. Po odejściu mężczyzn na wojnę były one zmuszone do wyżywienia armii i kraju, utrzymaniu przemysłu.

Bibliografia
1) https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Sto%C5%82ypin  dostęp:07.08.17
2) http://sciesielski.republika.pl/sov-dep/polacy/index.html dostęp 06.08.17
3)”Między rusofobią a rusofilią. Poglądy, postawy i realizacje w literaturze polskiej od XIX do XXI wieku”, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 9 sierpnia 2017 o 11:51 Dymitr Ogonowski

    Wpływ zesłań na stosunek do Rosji bywa różny. To się wiąże z cierpieniem. Jednak są też przypadki ludzi, którzy się adaptują. Jeden z powstańców styczniowych na zesłaniu dosłużył się funkcji gubernatora astrachańskiego. Kiedyś też widziałem w telewizji Polaka, zwolennika rosyjskiej kultury, który powiedział, że pierwszy raz zetknął się z językiem rosyjskim właśnie po 1939 r., kiedy przyszli go aresztować, więc nie zaczęło się przyjemnie. Pisałem kiedyś też z dziewczyną z Estonii, która uważała się za Rosjankę i zdecydowanie mówiła o swojej rodzinie: „Мы русские”, ale w odróżnieniu od wielu Rosjan miała od urodzenia obywatelstwo estońskie. Okazało się, że jej dziadek był Estończykiem, którego zesłali do łagru stalinowskiego. Tam się zrusyfikował i wrócił już jako „русский”. Nie wiem dokładnie, jak to było, bo w paszportach wewnętrznych (jakby dowodach osobistych) była wpisana narodowość. W każdym razie przeszedł tam proces rusyfikacji. Z jego wnuczki to estońscy rówieśnicy z pogardą naśmiewali się, jako „ruskiej”. Akurat mieszkała w miasteczku o większości estońskiej. Oczywiście bywają też przykłady przeciwne. Piłsudski nienawidził Rosji. I to pewnie się zaczęło jak mu rosyjscy strażnicy wybili ząb w więzieniu.

    Odpowiedź