Społeczeństwo

Małgorzata Jarosz: Czym jest modernizm katolicki?


2 sierpnia 2017 o 09:32   /   komentarzy (10)

Nie ulega wątpliwości, iż przyszło nam żyć w czasach jednego z największych kryzysów w Kościele, którego powodem jest herezja modernizmu. Czym jednak właściwie jest modernizm? Papież św. Pius X powiedzieć miał kiedyś, iż jest to ściek wszystkich herezji. Słów tych nie można rzecz jasna rozumieć dosłownie, chodzi tu bowiem o chęć podkreślenia zagrożenia, jakie niesie za sobą modernizm.

Aby lepiej móc zrozumieć na czym właściwie polega modernizm, warto sięgnąć do encykliki papieża Piusa X, O zasadach modernistów. Ojciec Święty wyróżnił następujące rodzaje modernistów: filozof, wierzący, teolog, historyk, krytyk, apologeta oraz reformator. W niniejszym artykule postaram się pokrótce scharakteryzować wszystkie wyżej wymienione elementy.

Modernista- filozof oznacza tu po prostu agnostyka, czyli osobę, która stoi na stanowisku, iż rozum człowieka nie jest w stanie zbliżyć się do Boga, ani poznać Jego istnienia, nawet za pomocą rzeczy widzialnych. A co za tym idzie, Bóg nie może być również przedmiotem wiedzy. Papież podkreśla, iż stanowisko takiego typu jest sprzeczne z postanowieniami I Soboru Watykańskiego: Kto by powiedział, że Bóg jeden i prawdziwy, Stwórca i Pan nasz, nie może być na pewno poznany przyrodzonym rozumu ludzkiego światłem, przez to co jest uczynione, niech będzie potępiony.

Gdzie zatem według modernistów powinniśmy szukać źródeł religii? Tylko i wyłącznie w człowieku i w jego uczuciach, religia ma być tu tylko i wyłącznie odpowiedzią na potrzeby człowieka. Postawa takiego typu związana jest ściśle z błędną teorią o ewolucji dogmatów. Zdaniem modernistów dogmaty podporządkowane są ściśle ludzkim uczuciom religijnym i mogą ulegać wahaniom.

Papież w dalszej kolejności mówi o moderniście- wierzącym. O ile modernista- filozof uważa, iż pierwiastek Boży znajduje się w duszy człowieka i jest tylko wyłącznie przedmiotem uczucia oraz afirmacji, tak modernista- wierzący uznaje, że rzeczywistość pierwiastka Bożego rzeczywiście istnieje i nie jest tylko wytworem wierzącego. Pewność ta opiera się jednak wyłącznie na osobistym doświadczeniu człowieka. Myślenie to jest myśleniem typowo protestanckim, zgodnie z którym istnieje pewna intuicja serca, przez którą człowiek bez żadnego pośrednictwa doświadcza istnienia pierwiastka Bożego. Postawa takiego typu niesie za sobą również inne niebezpieczeństwo. Chodzi tu o dojście do wniosku, iż wszystkie religie są prawdziwe i równe, wszystkie przecież są owocem pewnych doświadczeń o charakterze uczuciowym.

Kolejny rodzaj modernisty, to modernista- teolog. Jest to swego rodzaju połączenie modernisty-filozofa z modernistą- wierzącym. Modernista taki posługuje się zasadami modernisty-filozofa i przystosowuje je do modernisty- wierzącego. Filozof twierdzi, iż podstawa wiary powstaje w nas (jest immanentna), wierzący dodaje, iż podstawą tą jest sam Bóg, teolog wyrokuje natomiast, iż Bóg pozostaje w człowieku trwale, immanentnie. Inny przykład: filozof twierdzi, że wyobrażenia przedmiotu wiary to tylko symbole, wierzący dodaje, iż przedmiotem wiary jest Bóg, teolog natomiast staje na stanowisku, iż wyobrażenia Boskiej rzeczywistości są tylko symbolami. Postawa takiego typu nazywa się symbolizmem teologicznym. Jak nietrudno się domyślić, takowy sposób myślenia niesie za sobą błędną, a wręcz bluźnierczą naukę o sakramentach, które według modernistów są tylko symbolami. Istnieją one tylko i wyłącznie dlatego, gdyż religia musi mieć pewną szatę zewnętrzną. Szata ta istnieje przede wszystkim ze względu na ludzi, którzy takowej potrzebuję. Moderniści czynią tu porównanie do zwrotów słownych czy haseł, które wzbudzają w jednostkach żywe i prężne idee. Nauka ta jest jednak sprzeczna z postanowieniami Soboru Trydenckiego: Gdyby ktoś powiedział, że Sakramenty św. były ustanowione tylko dla podtrzymania wiary, niech będzie potępiony.

Interesujące wydają się być rozważania papieża nad modernistą- historykiem. Nie ulega wątpliwości, iż modernizm historyczny króluje również i dziś w licznych podręcznikach traktujących o historii Kościoła. Chodzi tu rzecz jasna o wprowadzanie zasad agnostycyzmu w dziedzinę historii. Zdaniem modernistów wszelka interwencja Boga w dziejach ludzkości odniesiona powinna być jedynie do kategorii wiary. Pogląd ten jest o tyle niebezpieczny, iż doprowadza w końcowym efekcie do zanegowania boskości Jezusa Chrystusa. Modernistę- historyka boskość Chrystusa bowiem w ogóle nie interesuje. Chrystus jest bowiem dla niego tylko i wyłącznie postacią historyczną, rozważania na tematy takie jak bóstwo czy natura Chrystusa należą bowiem do sfery wiary.

Z dorobku modernisty- historyka korzysta natomiast modernista- krytyk. Czyni on bowiem rozróżnienia na tak zwaną historię rzeczową oraz na historię wiary, przy czym realnie jego zdaniem istnieje tylko pierwsza z nich. Zdaniem krytyka istnieje więc dwóch Jezusów Chrystusów. Pierwszy z nich jest rzeczywisty, możemy powiedzieć o Nim, iż żył w określonym miejscu i czasie. Drugi Chrystus istnienie natomiast tylko i wyłącznie w rozważaniach wierzącego.

W dalszej części encykliki mowa jest o moderniście- apologecie. Apologeta co do zasady zajmuje się czymś godnym pochwały, tj. obroną wiary. Modernista nie czyni tego jednak w sposób katolicki. Dowodzi on bowiem, iż religia katolicka jest religią prawdziwą, ponieważ istnieje w niej żywotna siła. Argument ten może przemawiać na przykład do psychologa czy do historyka, jeden i drugi dostrzeże bowiem, iż w dziejach religii katolickiej ukryte są pewne niewiadome. Ma być ona ponadto tą samą religią, którą ustanowił Jezus Chrystus, tj. wytworem stopniowego nasienia, rzuconego kiedyś przez Chrystusa. Nasienie to miało rozwijać się na przestrzeni historii, wielokrotnie napotykało jednak na różnego rodzaju przeszkody, chociażby w postaci prześladowań. Pomimo licznych ataków ze strony wrogów Kościół istnieje do dziś dnia. Fakt ten dla wielu może wydawać się zagadkowy, pozostawać swego rodzaju niewiadomą, która mimo wszystko przyciąga do wiary katolickiej. Papież podkreśla jednak, iż teoria o nasieniu jest teorią błędną i heretycką, jest to bowiem aprioryzm filozofa agnostyka.

Inną cechą modernistów- apologetów jest przekonanie, iż do wiary dojść można drogą subiektywną. Uważają oni, iż religia katolicka jest prawdziwa, ponieważ jako jedyna zaspakaja w pełni pragnienia i potrzeby człowieka.

Ostatnim wymienianym przez papieża typem modernisty jest modernista- reformator. W pierwszej kolejności chodzi tu o chęć przeprowadzenia reformy w seminariach, a konkretnie w programie nauczania przyszłych kapłanów. Usunięta miałaby być filozofia scholastyczna, a na jej miejsce pojawić miała się filozofia nowożytna. Zreformowany miałby być również Kościół. Tu moderniści stawiali sobie za cel wprowadzenie ducha demokratycznego, to jest udział w rządach kościelnych mieliby mieć również świeccy. Kapłani natomiast mieliby wycofać się całkowicie z działalności politycznej czy społecznej i trzymać się z daleka od różnego rodzaju organizacji świeckich. Nie może tu zabraknąć również postulatu zniesienia celibatu.

Warto podkreślić, iż papież opisując problem modernizmu zwraca uwagę na niebezpieczeństwo jednego z jego fundamentów, mianowicie opieraniu wiary na uczuciach. A przecież uczucie jest zawsze odpowiedzią na czynność wywołaną bodźcem intelektualnym lub zmysłowym. Jeśli usunie się intelekt, człowiek stanie się niewolnikiem zmysłów. Ojciec Święty podkreśla, iż wzruszenie oraz zniewalające duszę uczucia nie pomagają, ale wręcz utrudniają szukanie prawdy. Emocje nie pomogą nam na przykład w szukaniu dowodów na istnienie Boga.

Jakie są natomiast przyczyny modernizmu? Papież w pierwszej kolejności wymienia tu zbytnią ciekawość i pychę. Ciekawość co do zasady ma bowiem to do siebie, iż jeśli nie jest kierowana rozsądkiem, potrafi wytworzyć całą masę błędów. Moderniści wykazują się pychą, ponieważ stoją na stanowisku, że są w pewien sposób lepsi od innych ludzi i jako jedyni głoszą prawdę. Inną przyczyną modernizmu jest również ignorancja. I tak na przykład moderniści gardzą filozofią scholastyczną, choć w rzeczywistości w ogóle jej nie znają.

W dalszej kolejności należałoby udzielić odpowiedzi na pytanie w jaki sposób można walczyć z modernizmem. Papież wskazuje, że pouczenia ze strony jego poprzedników okazały się być nieskuteczne. Moderniści konsekwentnie wypaczali sens ich słów i twierdzili, że nie są one skierowane do nich. Nie ulega jednak wątpliwości, iż skutecznym lekarstwem na modernizm jest filozofia św. Tomasza z Akwinu. Stąd przedstawiciele władz kościelnych powinni nieustannie zabiegać o to, aby wykładana była ona w seminariach. Ponadto należy dbać o to, aby na stanowiska kierowników i profesorów w seminariach wybierane były odpowiednie osoby. Nie mogą być to osoby, które odmawiają posłuszeństwa władzy duchowej, mające zamiłowania do nowości w historii, archeologii czy egzegezie biblijnej. Podobnie musi być z kandydatami do kapłaństwa. Doktorat z teologii udzielony może być tylko tym, którzy przeszli kurs filozofii scholastycznej.

Ponadto biskupi powinni nieustannie czuwać nad zapobieganiem rozprzestrzeniania się pism o charakterze modernistycznym. Nie można dopuszczać, aby takowe znajdywały się w rękach kleryków (papież porównuje je do pornografii). W każdej diecezji powinny powstawać też specjalne rady nadzorcze, złożone z duchowieństwa świeckiego i zakonnego, których zadaniem będzie śledzenie rozwoju herezji i zwalczanie ich.

&nbsp


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.



Komentarze (10)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 2 sierpnia 2017 o 09:47 In.Ka

    Przecież to, że można dojść do Boga drogą subiektywną, ponieważ tylko nasz Bóg może zaspokoić potrzeby ludzkiej duszy jest jak najbardziej zgodne z naszą wiarą. W to właśnie wierzymy-że tylko Bóg tę pustkę zastępuje. Stąd tyle nawróceń osób wychowujących się w rodzinach na przykład pogańskich. Nawrócili się bo u nas poczuli zapełnienie pustki w duszy. Uważam, że lefebryści zbyt często zajmują się tępieniem modernistów zamiast relacjami z Bogiem i krzewieniem prawdziwej wiary, to samo jest po stronie modernistów, za bardzo skupiają się na tępieniu konserwatystów. I TO jest problem. A nie to, że ktoś chce dojść do Boga drogą odczuć. Do tego dr Kościoła św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła, że w naukowe rozmowy o Bogu wkrada się pycha i dlatego bardziej warto rozmawiać z Bogiem niż o Nim. To też obala teorię o tym, że to herezja, że nie można poznać Boga rozumowo. Wiara nie jest rozumowa. Oczywiście powinniśmy się o niej dowiadywać jak najwięcej, ale wszystkiego się nie dowiemy. A uczucia także pomagają nam wierzyć w Boga. Nie należy tylko na nich tego opierać, ponieważ uczucia są zmienne, ale to z niezwykłych odczuć wzięły się nawrócenia. Uczucie nie jest niczym złym. Mamy nie darzyć Boga uczuciami? Nie wiązać go z naszymi emocjami? To jest dopiero herezja

    Odpowiedź
    • 2 sierpnia 2017 o 14:43 Dymitr Ogonowski

      racja. Jest przykazanie, by miłować Boga. A miłość to jest uczucie. Więc z tego przykazania wynika, że należy mieć uczucie wobec Boga. A co do wiary, to z tego, co wiem jest łaską Ducha Świętego, a nie wzięła się z odkrycia naukowego. I racja z tym, że Bóg zastępuje pustkę. Bóg daje nadzieję.

      Odpowiedź
      • 2 sierpnia 2017 o 23:24 Rój

        IN.KA trafnie podsumowała ten artykuł.
        W życiu duchowym bardzo ważna jest relacja z Jezusem, relacja na poziomie przyjaciela. Miłość to również uczucia, które są nam potrzebne w relacji. Relacja bez uczuć, nie jest prawdziwa.

        Odpowiedź
        • 2 sierpnia 2017 o 23:57 Dymitr Ogonowski

          W przykazaniu o miłości Boga jest zarówno sercem, jak i umysłem. Sercem tzn. uczuciami. Rozum może rozważać o Bogu, ale wiedza o Bogu nie jest rezultatem dochodzenia rozumu, tylko Bóg się sam objawił. To jest kwestia wiary. Nikt nie znajdzie dowodu, że Bóg się objawił Abrahamowi. Żadna kamera ani inna aparatura nie zarejestrowały też procesu Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstały Jezus w widzialnej postaci (poza Eucharystią) objawił się tylko wybranym osobom. Są również uzdrowienia chorych niewytłumaczalne na gruncie znanym naukom medycznym. To może utwierdzać w wierze, bądź przybliżać niektórych do wiary. Natomiast na gruncie nauk fizycznych nikt nie potwierdzi ani nie zaprzeczy istnieniu Boga. Bóg jest poza zasięgiem wszelkiej aparatury i narzędzi analitycznych fizyków.

          Odpowiedź
      • 5 sierpnia 2017 o 23:03 Polak

        no właśnie oto chodzi, że MIŁOŚĆ TO NIE JEST UCZUCIE!, Miłość to postawa, decyzja woli, i idące za nią czyny.

        Odpowiedź
        • 6 sierpnia 2017 o 08:43 In.Ka

          Ale ta decyzja i postawa musi wypływać z uczucia. Jeśli nie wypływa, to skąd się bierze ta decyzja? Przykład-małżeństwo. Jeśliby decyzja małżonków o miłości nie wypływała z uczucia, to po co zawieraliby małżeństwo? Decyzja o miłości wypływa z uczucia. Jeśli uczucia gasną, to znaczy, że coś zaniedbaliśmy albo mamy kryzys

          Odpowiedź
        • 6 sierpnia 2017 o 23:46 Dymitr Ogonowski

          Święty Paweł napisał, że można mieć ogromną wiarę, że można wszystko rozdać na jałmużnę a i tak miłości nie mieć. Czyny mogą wynikać z różnych motywacji. Zdarza się, że jakiś aferzysta da na operację dziecka, by pokazać, że wcale nie jest taki zły. Są też tacy, co wspierają nieraz np. jakieś dzieci w celach reklamowych swoich produktów. Robią czyny, nawet dobre, ale nie wynika to z miłości. Jezus Chrystus daje przykład wdowy, która wszystko, co miała wrzuciła (zapewne z miłości) a inni dawali, o wiele więcej ale ze zbytku. Jezus Chrystus chwali tę wdowę, że dała najwięcej. Tu jest sprzeczność między religią a ekonomią. Jak ktoś ma powiedzmy miliard i da ze zbytku milion na operację, jakiegoś dziecka, by pokazać, że on wcale nie jest taki zły, to zgodnie z Ewangelią już odebrał swoją nagrodę. Jednak ten milion naprawdę tą operację sfinansuje. A jak ktoś jest biedny i ma powiedzmy tylko 100 jakichś jednostek pieniężnych i wszystko to odda, by złożyć się na operację dla jakiegoś dziecka. Zrobi to z uczucia miłości. Nie będzie się chwalił itd., to zgodnie z Ewangelią otrzyma nagrodę w Niebie. Jednak to 100 jednostek nie pomoże tak, jak ten milion, który dał ten ze zbytku. Chrystus wzywa, by zabiegać o Królestwo Boże a wszystko inne będzie dodane, zgodnie z wolą Boga. Wola Boga może być również taka, że to dziecko ma umrzeć i pójść do Nieba. Tak było przecież z Franciszkiem i Hiacyntą z Fatimy. W każdym razie Jezus Chrystus w Ewangelii często odwołuje się do serca, czyli do uczuć. Potępia postawę faryzeusza, który umysłem wypracowuje sobie strategię uczynków, które mają go zaprowadzić do Nieba a przy tym gardzi grzesznym celnikiem.

          Odpowiedź
  • 6 sierpnia 2017 o 14:44 kkk

    Do kol. Inki. Myślę, że zbyt emocjonalnie przeczytałaś ten tekst i się nań trochę obraziłaś. Stąd ten lekki brak zrozumienia treści. Zacznijmy od tego, że kol. Małgorzata, która napisała ten tekst nie zrobiła niczego innego poza przedstawieniem w skrócony sposób encykliki św. Piusa X Pascendi dominici gregis. Nie są to jakieś wymysły „lefebrystów” tylko oficjalna nauka Kościoła Katolickiego ogłoszona przez papieża, co więcej, świętego papieża. Nikt św. Piusowi X nie zarzuci chyba „lefebryzmu”, bo abp. Lefebvrem miał zaledwie 2 lata w momencie ogłoszenia tej encykliki… Idąc dalej, piszesz że lefebryści są zbyt zajęci „tępieniem modernistów” zamiast „relacjami z Bogiem i krzewieniem prawdziwej wiary”. Czytając dalszą część Twojej wypowiedzi i wnioskując po tym co piszesz, czym jest ta prawdziwa wiara, to masz rację. Bractwo nie robi nic, w kwestii krzewienia prawdziwej wiary w Twoim tego zagadnienia znaczeniu. Zresztą ciężko stwierdzić co przez to rozumiesz, bo sama sobie zaprzeczasz w jednym tylko komentarzu. Z jednej strony piszesz, że wiara opiera się na uczuciach i nie można poznać Boga tylko rozumowo, że wiara (o zgrozo) nie jest rozumowa, a potem piszesz że jednak uczucia są zmienne i nie można się na nich tylko opierać. Pomieszanie z poplątaniem. Piszesz jeszcze, że nawrócenia wzięły się z niezwykłych uczuć. Hmmm… Może i tak było, ale na ile są one trwałe? Co zostaje w człowieku, gdy emocje opadną? Czym można sobie pomóc, gdy uczucia wygasną? W ostatnim poście piszesz jeszcze o uczuciu i że z niego wypływa decyzja o małżeństwie. Jesteś może w związku małżeńskim? Bo ja jestem 100% pewny że nie. Ja jestem, ale dość tego wstępu. Przejdę do rzeczy. Problem współczesnych katolików polega na tym, że bardzo mało wiedzą o swojej wierze. Ktoś powie, że dawniej ludzie wiedzieli jeszcze mniej. Ok, to prawda, ale po pierwsze Kościół był inny i wierni byli inni. Kościół ze głoszoną przez siebie Prawdą trwał jak skała wśród wichrów dziejów, a wierni słuchali jego nauki i wcielali ją w życie. Teraz jedno i drugie jest już nieaktualne. Wiara, nadzieja i miłość – trzy cnoty kardynalne. Żadna z nich nie jest tylko uczuciem! Prawdziwa miłość to cnota oparta na rozumowym poznaniu. Dopiero gdy poznamy piękno jesteśmy mu w stanie oddać się mu całkowicie. Brak wiedzy, emocje i pycha często prowadzi do zagubienia – najlepszy przykład, niestety x Jacek Międlar. Gorące uczucie to nie jest wszystko, to może być impuls, początek. Potem musi iść za tym rozumowe poznanie, zaakceptowanie przez człowieka Prawdy i życie według mniej. W przeciwnym razie „wiara”, by nie wygasnąć, będzie musiała sprawdzać się do dostarczania sobie kolejnych bodźców, emocji, które będą nam przynosiły uniesienia. To nie będzie żadna miłość Boga, a zwyczajne samolubstwo, miłość siebie. Sprytna pułapka szatana. Dopiero, gdy będziemy próbować poznać kim jest Bóg, uświadomimy sobie kim jesteśmy my, wtedy nawiążemy prawdziwą relację (nie jakąś przyjacielską, bo to mi przypomina tandetne filmy o protestantach) jaka powinna być na linii Bóg – człowiek i to będzie prawdziwa miłość.

    Odpowiedź
    • 6 sierpnia 2017 o 20:37 In.Ka

      Nie, ja nie podeszłam emocjonalnie. Wręcz przeciwnie, Kolega troszkę nadinterpretował mój komentarz, ponieważ nie napisałam, że tylko uczuciowo a że nie rozumowo, napisałam tylko, że ludzie do wiary dochodzą w różny sposób i należy wszystkiego dawkować po trochę. Bez rozumu faktycznie osoba wierząca nie ma podstaw wiary, fundamentu, trzeba zdobywać wiedzę na temat wiary, jednak w artykule zostało zanegowane uczuciowe poznanie Boga w ogóle. A moim zdaniem można poznać Boga na różne sposoby i bez uczuć to się nie obejdzie i podkreślę-TAK SAMO JAK I BEZ ROZUMU. To powinno współgrać i tylko to podważam w artykule a nie całą treść tekstu. Powinno to współgrać jak już w przykładzie miłości decyzja z uczuciem. Jest i uczucie i dojrzała postawa. Tak w wierze jest i uczucie do Boga i poznanie Go, wiedza, decyzja o wierze

      Odpowiedź
      • 6 sierpnia 2017 o 23:52 Dymitr Ogonowskit

        Jest w Akcie Miłości, który uczą dzieci: „Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”. Co do wiedzy o Bogu, to można wiedzieć, jaki jest, czyli, że jest wszechmogący, dobry, miłosierny. Natomiast fizycznej natury Boga nikt nie zbada i nie będzie w stanie pojąć. Nie rozumiemy też, jak to jest, że miłość (jedność) Syna z Ojcem, jest trzecią Osobą Boską.

        Odpowiedź