Idea

Sebastian Kozłowski: Sola Scriptura – błędne koło


30 sierpnia 2017 o 23:22   /   komentarzy (0)

W bieżącym roku przypada pięćsetna rocznica tzw. reformacji, w wyniku której powstała w chrześcijaństwie nowa gałąź heretyckich wspólnot wyznaniowych, czyli protestantyzm. W ślady pierwszego herezjarchy protestanckiego, Marcina Lutra, poszło wielu innych. Doktryny każdego z herezjarchów protestanckich znacznie się różnią, lecz mają też pewne zasady wspólne. Mam na myśli tzw. pięć zasad protestantyzmu. Jedną z nich jest zasada „sola scriptura”, która mówi, że tylko Pismo Święte jest źródłem wiary chrześcijańskiej. Na pierwszy rzut oka zasada ta wydaje się być zupełnie oczywista i logiczna. Jest ona rozpowszechniona wśród chrześcijan do tego stopnia, że nawet wykształceni katolicy stają w jej obronie, jeśli ktoś odważy się ją kwestionować. Nie potrafię jednak zrozumieć, czemu zasada „sola scriptura” cieszy się tak wielkim uznaniem wśród chrześcijan. Jest bowiem zupełnie sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem i co gorsza – z samą Biblią, co postaram się w swoim eseju wykazać.

Esej ten podzieliłem dla porządku na dwie części. W pierwszej wymieniam kilka argumentów przeciwko zasadzie „sola scriptura” i krótko je uzasadniam. W drugiej części stawiam tezę, że na gruncie zasady „sola scriptura” nie jest możliwe zebranie ksiąg natchnionych w kanon biblijny i uzasadnienie takiego doboru. Następnie rozprawiam się z argumentami obrońców zasady „sola scriptura”, usiłujących dowieść, że postawiona przeze mnie teza jest błędna.

CZĘŚĆ 1. Argumenty przeciwko zasadzie „sola scriptura”.

ARGUMENT 1.

Jak to możliwe, że Biblia jest jedna, a denominacji protestanckich wyznających zasadę „sola scriptura” dziesiątki tysięcy? Każda z tych denominacji utrzymuje, że zasady swojej wiary buduje tylko na fundamencie Biblii, na samym Piśmie św.

Sama mnogość denominacji protestanckich jest dowodem na to, że protestanci wcale nie budują swoich nauk w oparciu o zasadę „sola scriptura”. Jest bowiem oczywistym, że różnice między tymi denominacjami biorą się nie z różnic w tekście Biblii, lecz z różnic w interpretacji Biblii.

Sami protestanci wnieśli wielki wkład w rozwój nauk biblijnych. Niektórzy z nich liczyli bowiem, że podziały pomiędzy denominacjami protestanckimi zanikną, jeśli uda się ustalić pierwotne, oryginalne brzmienie tekstu biblijnego. Przebadali więc z najwyższą skrupulatnością każdą literę w najstarszych manuskryptach Biblii, lecz podziały, które tak ich gorszą, wcale nie zanikły. Wynika stąd, że to nie tekst Biblii jest przyczyną podziałów między nimi, lecz interpretacja tego tekstu. W rzeczywistości bowiem interpretacja Biblii jest rzeczywistą i naczelną zasadą wiary dla protestantów, a nie zasada „sola scriptura”.

ARGUMENT 2.

Zasada „sola scriptura” jest nie biblijna, podobnie, jak wprost wynikający z niej obowiązek czytania Biblii. W Biblii nie zapisano bowiem ani nakazu budowania doktryny w oparciu o samą tylko Biblię, ani tym bardziej nakazu czytania Biblii pod groźbą wiecznego zatracenia duszy.

Żydzi doliczyli się w Starym Testamencie dokładnie sześciuset trzynastu przykazań: trzystu sześćdziesięciu pięciu zakazów i dwustu czterdziestu ośmiu nakazów. Jednak nie ma pośród tych przykazań takiego, które nakazywałoby czytać Biblię. W Ewangelii św. Marka czytamy natomiast, że Pan Jezus nakazał Apostołom iść i głosić Ewangelię (Mk 16,15), a nie – pisać. Święty Paweł naucza w liście do Tesaloniczan, że powinniśmy trzymać się tego, o czym pouczono nas i żywym słowem, i za pośrednictwem Biblii (2 Tes 2,15). Nakazuje też stronić od tych, którzy postępują wbrew nauczaniu ustnemu Apostołów (2 Tes 3,16).  Co więcej: Biblia naucza wprost, że źródłem wiary jest słuchanie słowa Bożego, a nie czytanie Go. Dokładnie takie słowa napisał św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 10,14-17).

Warto zwrócić uwagę na to, jaki stosunek do nauczania spisanego mieli pierwsi chrześcijanie. Otóż Apostołowie zgromadzeni na tzw. soborze jerozolimskim napisali list do kilku Kościołów. W treści listu podali orzeczenie soborowe i przykazali Kościołom lokalnym orzeczenie to zachowywać. Widocznie uważali, że sam list nie wystarcza, skoro obiecali wysłać kilku zaufanych mężów, aby żywym słowem potwierdzili tym Kościołom autentyczność spisanego orzeczenia (Dz 15,22-35). Widać więc, że żywe słowo cieszyło się u nich większym szacunkiem, niż słowo pisane. I to spostrzeżenie samo w sobie jest kolejnym argumentem przeciwko zasadzie „sola scriptura”.

ARGUMENT 3.

Zasada „sola scriptura” jest ahistoryczna, ponieważ był czas, w którym żyli i umierali wierni Bogu ludzie, a Biblii wówczas nie było.

Bibliści są zgodni co do tego, że najstarsze księgi biblijne zaczęto spisywać około XII w. przed Chrystusem, chociaż spisane w świętych księgach opowiadania są dużo starsze. To znaczy, że był czas, w którym Pisma (scriptura) nie było, a w którym żyli ludzie sprawiedliwi, wyznający Boga Prawdziwego. W ich czasach źródłem i normą wiary była tylko tradycja, czyli opowiadanie ustne przekazywane z pokolenia na pokolenie, ponieważ żadne pisma natchnione jeszcze nie istniały.

Podobnie w pierwszym wieku po Chrystusie nie było jeszcze Ewangelii i Listów św. Pawła, a byli już chrześcijanie. Z około pięciuset chrześcijan, którzy widzieli Zmartwychwstałego Pana Jezusa niektórzy umarli, zanim św. Paweł napisał Pierwszy List do Koryntian (por. 1 Kor 15,6). Nie mogliby się oni zbawić, gdyby obowiązywała ich zasada „sola scriptura”, ponieważ nie przeczytali i tego listu, i następnych, które powinny być, w myśl tej zasady, postawią ich wiary. Również dla nich źródłem i normą wiary była tylko tradycja, czyli ustne nauczanie.

ARGUMENT 4.

W pierwszych czterech wiekach chrześcijaństwa w niektórych miejscach przyjmowano jako natchnione te księgi, które Kościół ostatecznie uznał za apokryfy, a czasami kwestionowano autentyczność tych ksiąg, które Kościół uznał za natchnione.

Najstarsza autorytatywna wypowiedź Kościoła o kanonie ksiąg biblijnych, tzn. o tym, które teksty należy uważać za natchnione, a które nie, pochodzi z końca IV wieku po Chrystusie. Te same księgi uważa za natchnione i wylicza dekret św. Gelazego, papieża, z roku 482. W dekrecie tym papież św. Gelazy wymienia wszystkie siedemdziesiąt dwie księgi biblijne, których autentyczność potwierdził również Sobór Trydencki. A zatem był taki czas, w którym trwały dyskusje na temat, które księgi są natchnione, a które nie. Widać więc, że w tamtych czasach Kościół budował swoją wiarę raczej na fundamencie podania ustnego zwanego tradycją. Oczywiście dawni Ojcowie obficie cytowali w swoich pismach księgi święte i darzyli te księgi pobożnym szacunkiem. Jednak, jak widzimy, tradycję darzyli oni wielkim szacunkiem i traktowali jako źródło wiary.

CZĘŚĆ 2. KANON KSIĄG BIBLIJNYCH

Sam kanon ksiąg biblijnych, tzn. lista ksiąg, które należy uważać za natchnione, jest przedmiotem wiary. A więc: muszę wierzyć, że ta i ta księga jest natchniona, a inna natchniona nie jest. Źródłem tej wiary powinna być, w myśl zasady „sola scriptura”, sama Biblia. Jednak jest to zupełnie niemożliwe.

Problem ustalenia kanonu ksiąg natchnionych wynika stąd, że Biblia nie zawiera ani spisu takich ksiąg, ani przynajmniej rozproszonych informacji o tym, które księgi należy za natchnione uważać, które to informacje można by jakoś zebrać i usystematyzować. Dlatego sama wiedza o tym, która księga jest natchniona, a która nie jest natchniona, pochodzić musi, z konieczności, spoza Biblii. Widzimy więc, że zasada „sola scriptura” jest błędna logicznie, jest klasycznym przykładem błędnego koła.

Jak wspomniałem powyżej, Kościół Katolicki naucza, że Biblia składa się z siedemdziesięciu dwóch ksiąg: czterdzieści sześć ksiąg zawiera Stary Testament, a dwadzieścia siedem – Nowy Testament. W XVI wieku zakwestionowano natchniony charakter niektórych ksiąg Starego i Nowego Testamentu oraz fragmenty dalszych dwóch ksiąg powołując się na opinie niektórych starożytnych Ojców i pisarzy. Teksty te nazwano w tymże XVI stuleciu deuterokanonicznymi. Protestanci poszli za tymi opiniami, jednak nie konsekwentnie. Wydało im się słusznym uznać za apokryfy, czyli teksty nienatchnione, teksty deuterokanoniczne Starego Testamentu, ale teksty deuterokanoniczne Nowego Testamentu protestanci uważają za natchnione.

Zwolennicy zasady „sola scriptura”, stają wobec wielkiego wyzwania, gdy zapytać ich, skąd wiedzą, które księgi są natchnione, a które nie. Przytaczają rozmaite argumenty na to, jak się przekonać o autentyczności ksiąg natchnionych. Jednak wszystkie te argumenty w świetle zasady „sola scriptura” są nietrafne, bo nie są zaczerpnięte z Biblii. Wszystkie one pochodzą albo z tradycji, albo są zmyślone przez zwolenników zasady „sola scriptura”. Poniżej przytoczę kilka takich argumentów i omówię je.

ARGUMENT 1.

Księgi natchnione cytują się nawzajem. To prawda, jednak w Biblii znajdziemy mnóstwo cytatów z tekstów, które nie są natchnione. Na przykład w Liście św. Judy znajduje się cytat z Księgi Henocha, którą również protestanci uważają za apokryficzną (Jud 14-15 cytuje Henocha 1,9).

Gdyby ten argument wystarczał to stwierdzenia natchnionego charakteru jakiegoś tekstu, to za natchniony należałoby uznać również tekst greckiego poety Meandrosa (żył w latach 342-291 przed Chr.), z którego cytat mamy w 1Kor 15,33. Również pewien starochrześcijański hymn powinien być uznany za natchniony. Cytat z tego zaginionego hymnu mamy w Ef 5,14. Podobnie św. Paweł cytuje jakiś dawny hymn w 1Tm 3,16.

Co więcej: w Biblii znajdujemy wzmianki o księgach, które albo zaginęły, albo zostały być może włączone do innych tekstów biblijnych (są też możliwe inne ewentualności). Jeśli księgi natchnione nawzajem się cytują, to obrońcy omawianej zasady i tamte powinni czytać, czego, jak wiadomo, uczynić nie mogą. Oto kilka przykładów takich zaginionych ksiąg:

  1. list do Koryntian napisany wcześniej, niż znany nam Pierwszy list (1 Kor 5,9);
  2. list pisany do Koryntian „we łzach” (2Kor 2,3-4);
  3. cytat z Księgi Wojen Pańskich (Lb 21,14-15);
  4. cytat z Księgi Sprawiedliwego (Joz 10,13);
  5. Księga Królów Izraelskich i Judzkich (2 Kr 35,27).

Podsumowując: argument ten nie pochodzi z Biblii. Nigdzie w Biblii nie jest napisane, że mamy uważać za natchnione takie księgi, które cytowane są przez inną księgę biblijną.

ARGUMENT 2.

Księgi natchnione zawierają proroctwa, które się spełniły. Księga Mądrości, którą protestanci uważają za apokryf, zawiera w rozdziale 2. w wierszach 10-20 spełnione proroctwo o Chrystusie Panu. Argument ten jest więc również nietrafny.

Co więcej w Ewangeliach mamy proroctwo samego Chrystusa Pana o końcu świata (np. Mt 24,4-35). Podobne proroctwa zapisane są w księdze Apokalipsy. Oczywiście proroctwa te nie spełniły się, (bo – jak wierzymy – czas ich spełnienia dopiero nadejdzie), ale z tego powodu żaden protestant nie przeczy natchnionemu charakterowi żadnej z czterech Ewangelii.

Ten argument jest biblijny tylko pozornie. Co prawda w Biblii znajdujemy potępienia fałszywych proroków i pouczenie, że fałszywym prorokiem jest ten, którego proroctwa się nie spełniają. Jednak nigdzie w Biblii nie jest napisane, że mamy uważać za natchnione te księgi, które zawierają spełnione proroctwa.

ARGUMENT 3.

Apokryfy można poznać po tym, że zaginął ich tekst w języku oryginalnym, a znany jest nam tylko przekład.

Bibliści są zdania, że Ewangelia św. Mateusza została napisana w języku aramejskim i dopiero później przetłumaczona na grekę. Ten pierwotny tekst aramejski zaginął jednak bardzo dawno temu.

Również ten argument pochodzi spoza Biblii, jest on zwykłym wymysłem protestantów rozpaczliwie broniących swojej zasady „sola scriptura”.

ARGUMENT 4.

Kanon sześćdziesięciu sześciu ksiąg biblijnych (protestancki) jest najbardziej rozpowszechniony na świecie.

Argumentacja do powszechnego przyjęcia kanonu pochodzi z tradycji, czyli argument ten jest par excellence pozabiblijny. To właśnie tego argumentu użyli teologowie katoliccy, gdy pierwszy raz orzekali o kanonie ksiąg biblijnych. Jednak oni mieli do tego prawo, ponieważ byli katolikami. Protestanci zaś do tego rodzaju argumentów nie mają prawa, ponieważ oni wyznają zasadę „sola scriptura”. W Biblii nie jest napisane, aby za natchnione uważać te księgi, których natchniony charakter jest przyjmowany powszechnie na całym świecie.

Ogólny i skromny wykaz argumentów przeciwko zasadzie „sola scriptura” pozwala prawidłowo sformułować wniosek, że zasada ta jest sprzeczna z Biblią i ze zdrowym rozsądkiem. Wypada postawić pytanie, czy Marcin Luter, który jako pierwszy sformułował tę zasadę w czasach nowożytnych, był głupcem? Myślę, że kto by tak myślał, ten ubliżałby temu herezjarsze. Marcin Luter był moim zdaniem człowiekiem niezwykle inteligentnym. To raczej pycha, której przejawy znajdujemy w każdym jego piśmie, kazała mu sformułować tę sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem zasadę.

Forma eseju nie pozwala na dokładniejsze przeprowadzenie rozważań dotyczących zasady „sola scriptura”. Musiałem też ograniczyć się do pewnych uogólnień, nie zawsze precyzyjnych, ponieważ sama zasada „sola scriptura” jest różnie interpretowana w niektórych denominacjach protestanckich. Na przykład niektóre z nich posunęły się do pisania nowych ksiąg i podawania ich za biblijne. Zrezygnowałem też z podawania w tekście eseju referencji do literatury tematu, ponieważ chciałem nadać mu raczej formę popularną, niż naukową. Jednak poniżej podaję kilka lektur, z którymi warto się zapoznać.

  1. Podręczna encyklopedia biblijna – praca zbior. pod red. ks. E. Dąbrowskiego, Księgarnia Św. Wojciecha 1959
  2. W obronie wiary – Włodzimierz Bednarski – pozycja dostępna w Internecie oraz w wersji książkowej
  3. Biblia poznańska – różne wydania, Księgarnia św. Wojciecha
  4. Sola scriptura. Fundament herezji protestanckiej – Alfons Magniez, artykuł w „Zawsze Wierni” nr 5 rok 2007 s. 5-25.

Sebastian Kozłowski


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)