Historia

Szymon Wilczak: „Sentymentalny przewodnik turystyczny po II RP – Jezioro Narocz”


6 sierpnia 2017 o 08:15   /   komentarzy (1)

Wypoczynek nad jeziorem to dziś bardzo popularna forma spędzania wolnego czasu. Obecnie w kontekście krajowego wypoczynku nad jeziorami, na myśl nasuwają nam się głównie Mazury, ze swoim bajkowym klimatem i ogromem zbiorników wodnych znajdujących się w tych okolicach. Jednak w czasach międzywojennych większość pojezierza Mazurskiego znajdowała się na terenie Prus Wschodnich, zaś tym które dzierżyło wówczas miano największego jeziora w Polsce, było jezioro Narocz, nazywane też „Kresowym Morzem”. Znajdowało się ono w powiecie postawskim (województwo wileńskie) – obecnie tereny północno-zachodniej Białorusi. Co sprawiło, że to daleko na wschód wysunięte jezioro cieszyło się aż tak dużą popularnością wśród ówczesnych turystów? Odpowiedź na to pytanie wymaga analizy przynajmniej kilku czynników, które sumując się, sprawiły iż Narocz było celem wielu wycieczek, zarówno tych prywatnych/rodzinnych, jak i miejscem, gdzie odbywały się grupowe wyjazdy młodzieży i pasjonatów żeglugi, zrzeszonych w prężenie działającej wówczas „Lidze Morskiej i Kolonialnej”.

Zacznijmy więc od infrastruktury komunikacyjnej jaka znajdowała się na tamtych terenach II Rzeczypospolitej. Nad Narocz najłatwiej można się było dostać z Wilna, gdzie startował pociąg jadący do takich miejscowości jak Postawy, Kobylnik czy wieś o wyjątkowo dźwięcznej nazwie – Kupa. Natomiast do schronisk i domów wypoczynkowych, znajdujących się nad brzegami Naroczy, kursowały samochody i furmanki, które regularnie dowoziły turystów również nad samo jezioro. Alternatywną formą komunikacji była możliwość podróży specjalnym autobusem, który kursował dwa razy dziennie bezpośrednio z Wilna. Taka podróż zajmowała jednak około pięciu godzin. Wynikało to z tego, iż na tę trasę składały się zarówno drogi brukowane jak i gruntowe, co powodowało wydłużenie podróży. Jednak jej dodatkową atrakcją, związaną z taką właśnie formą lokomocji, był przejazd przez tereny Puszczy Ławryjskiej, która znajdowała się w pobliżu Wilna. Jak widać podróż nad Narocz wcale nie należała do najłatwiejszych, a i cena biletu autobusowego, która wynosiła około 7,50 zł była jak na tamte czasy stosunkowo wysoka. Co więc ściągało w te okolice rzesze turystów spragnionych wypoczynku nad wodą?

Niewątpliwie jednym z najważniejszych czynników były stosunkowo niskie ceny za pobyt w okolicach jeziora, te wahały się w przedziale od 1 do 1,50 zł za nocleg w schroniskach szkolnych oraz od 3 do 3,50 zł za pobyt w ośrodku prywatnym. Dla przykładu ceny w Worochcie czy Jaremczu (omawianych w poprzedniej części przewodnika) zaczynały się od 4 zł za noc. Kolejnym niezwykle istotnym czynnikiem było ukształtowanie dna jeziora Narocz, które charakteryzuje się dość rozległą płycizną, sięgającą blisko 100 metrów w głąb jeziora. Plaże okalające Narocz były bardzo szerokie i typowo piaszczyste, zaś okoliczne lasy dawały poczucie bezpieczeństwa i spokoju, co ściągało w te okolice głównie turystów nastawionych na odpoczynek. Na Naroczu panowały również bardzo dobre warunki żeglarskie, a przy mocniejszym wietrze fale sięgały nawet do 4 metrów wysokości. Pięknie opisywał to jeden z ojców naszej rodzimej fotografii – Jan Bułhak, który pisał – „Podobnie jak nasz Bałtyk, ma doskonałe plaże z drobnym i czystym piaskiem, z wysoką i czystą falą; ma przeźroczystą głębię twardego równego dna, a gdzieniegdzie nawet przygięte wiatrem zachodnim karłowate sosny tak charakterystyczne dla pejzażu nadmorskiego. (…) Narocz odróżnia się od naszych jezior obszarem i prostotą. Prawdziwa wielkość nie potrzebuje drobiazgowej ozdobności. Obchodzi się bez niej i Narocz (…)”. Bułhak jest też autorem wydanego w 1935 roku albumu, którego tytuł brzmiał „Narocz. Największe jezioro w Polsce. 38 ilustracji autora”. Album ten idealnie wpisywał się w twórczość Bułhaka, który koncentrował się na fotografowaniu tego co najbardziej charakterystyczne w pejzażu ówczesnej Polski. Gorzej poniekąd mieli miłośnicy kajakarstwa, ponieważ samo jezioro nie było zbyt ciekawe, jego bezmiar opisywany był jako wręcz nudny, ze względu na ogrom zbiornika. Jednak już wielu miłośników tego sposobu spędzania czasu bardzo chwaliło sobie możliwość odbycia kajakowej wycieczki na trasie Narocz-Wilno, która to zajmowała około siedmiu dni. Trasa ta pozwalała dobrze poznać wileńskie rejony ówczesnej Polski. Centralnym punktem nad Naroczem była miejscowość Kobylnik, która zamieszkiwana była głównie przez ludność pochodzenia polskiego lub żydowskiego, co było też charakterystyczną cechą większych miejscowości znajdujących się na omawianym terenie (inaczej sytuacja wyglądała na wsiach, gdzie zamieszkiwało również wielu Białorusinów). Tereny te cechowała spora bieda, co było efektem rozbiorów, ale też tym, iż na tych terenach znaczące piętno odcisnął przesuwający się front z okresu I Wojny Światowej. Można śmiało stwierdzić, iż to właśnie sytuacja materialna mieszkańców tamtego obszaru sprawiała, iż ceny za usługi turystyczne w okolicach jeziora były bardzo przystępne. Znaczącą rolę w promocji jeziora odegrała wspomniana na początku „Liga Morska i Kolonialna”, która nad Naroczą corocznie organizowała kursy żeglarskie dla młodzieży. Niestety sport ten nie należał do najtańszych, dlatego też nie każdy mógł sobie pozwolić na tego typu wakacje połączone z przygodą i edukacją. Jednak patrząc i na dzisiejsze czasy można śmiało stwierdzić, że sport ten nie jest dostępny dla każdego. Również harcerze upatrzyli sobie okolice Narocza na lokalizowanie swoich obozów letnich. Natomiast w 1936 roku, pod koniec sierpnia, odbył się tu nawet VIII ogólnopolski Zjazd Harcerstwa Starszego.

Jedną z głównych ciekawostek związanych z Naroczem, był słynny jak na ówczesne czasy bunt rybaków, który miał miejsce w zimie 1936 roku. Na temat tych wydarzeń napisał wówczas Józef Mackiewicz w cyklu swoich reportaży – „Bunt Narocza” – pozycje te weszły w skład napisanych przez pisarza kresowych reportaży pod tytułem „Bunt Rojstów”. Mackiewicz, który osobiście często gościł nad Naroczem, opisał dokładnie sprzeciw jaki wśród lokalnej społeczności wywołały decyzje Dyrekcji Lasów Państwowych. W jego opinii był to bunt przeciwko istnie komunistycznym dyrektywom, które pozbawiały lokalną społeczność prawa do użytkowania gruntów wedle własnych potrzeb, co skutkowało jedynie dalszym zubożaniem lokalnej społeczności. Mackiewicz wielokrotnie podkreślał również, że wedle jego opinii tereny okalające jezioro oraz znaczna część Wileńszczyzny były niewłaściwie wykorzystywane turystycznie i niedostatecznie rozreklamowane. Choć opinia ta jest mocno subiektywna biorąc pod uwagę miłość Mackieiwcza do samej Wileńszczyzny. Patrząc również przez pryzmat reklamowania Narocza w pismach wydawanych przez „Ligę Morską i Kolonialną”, których nakład jak na tamte czasy był bardzo wysoki (Miesięczniki – „Morze” i „Polska na Morzu”, każdy z nakładem sięgającym 140 tysięcy egzemplarzy, oraz kwartalnik „Sprawy Morskie i Kolonialne”) można zakładać, że świadomość przeciętnego turysty na temat możliwości jakie niesie ze sobą wypoczynek w okolicach Narocza była wówczas na dość wysokim poziomie. Kolejną ciekawostką jest fakt iż, wedle przekazów ustnych w okolicach jeziora odbył się rajd samochodowy, którego trasa wynosiła blisko 40 km. Miało to miejsce najpewniej w roku 1935, choć niestety do dnia dzisiejszego nie zachowały się żadne pisemne dowody, które mogłyby potwierdzać prawdziwość tej historii. Dlatego należy informację tę traktować z delikatnym dystansem.

Niestety poza wymienionymi wyżej informacjami oraz ciekawostkami typowo turystycznymi, z jeziorem Narocz wiąże się jeszcze jedna historia, która choć bardzo dramatyczna, zasługuje na pamięć o niej. Mianowicie chodzi tu o wydarzenia z 1943 roku, kiedy to dowódca działającej w tym terenie partyzantki sowieckiej – pułkownik Fiodor Markow – zaprosił znanego sobie wcześniej dowódcę lokalnego oddziału Armii Krajowej – podporucznika Antoniego Burzyńskiego ps. „Kmicic” – na rozmowy dotyczące dalszej współpracy pomiędzy oddziałami polskimi i sowieckimi. Mimo, że wcześniej obaj panowie mieli okazję do współpracy i wspólnej walki przeciw Niemcom i kolaborującymi z nimi Białorusinami. W trakcie rozmów doszło do rozbrojenia „Kmicica” oraz jego towarzyszy, którzy również pojawili się na spotkaniu. Polacy zostali aresztowani, poddani przesłuchaniu, a następnie rozstrzelani. W tym samym czasie sowieci rozbili obozowiska polskich partyzantów, znajdujące się w okolicach jeziora, gdzie zabili łącznie około 80 osób. Ci, którym udało się wymknąć z sowieckiej zasadzki zasilili później w znacznej większości partyzanckie oddziały słynnego Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, tworząc następnie słynną 5 Wileńską Brygadę Armii Krajowej. Jak wiemy z historii, w późniejszym okresie sowieccy okupanci, wielokrotnie stosowali tego typu fortele, aby schwytać i zlikwidować ludzi związanych z Polskim Państwem Podziemnym.

Podsumowując, można dziś stwierdzić, że Narocz mimo całego swojego uroku, oraz przystępności cenowej nigdy nie stała się tak popularnym celem podróży jak np. Zaleszczyki, Worochta czy Truskawiec. Mimo wszystko jezioro to odwiedzało każdego roku wielu turystów z najodleglejszych zakątków Polski i innych krajów Europy. Ciężko dziś wyrokować, czego zabrakło tej pięknej wileńskiej ziemi do tego, by stać się centrum turystyki śródlądowej na szeroką skalę, lecz w mojej opinii, tym najważniejszym brakującym czynnikiem okazał się po prostu czas. W związku z wybuchem II Wojny Światowej i upadkiem II RP, również Narocz przeszło do historii, jako miejsce pieszych wędrówek i żeglarskich wypraw naszych rodaków z okresu międzywojennego, dziś nie przypominając już swoją świetnością czasów minionych. Na pewno jednak znajdą się tacy, którzy również obecnie zechcą odwiedzić leżące dziś na Białorusi jezioro, aby poczuć zapach przywianej z głębokich lasów bryzy unoszącej się nad taflą wody, oraz skorzystać z uroków słońca na piaszczystej plaży. Do czego też serdecznie wszystkich zachęcam.


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 6 sierpnia 2017 o 12:52 Dymitr Ogonowski

    Zdaję sobie sprawę z tragedii Polaków kresowych. Natomiast uważam, że wymiana tych terenów, gdzie jezioro Narocz na Warmię i Mazury geopolitycznie jest korzystna dla Polski. Na Mazurach jest więcej jezior i Śniardwy w końcu są większe od jeziora Narocz. Ale ważniejsze jest to, że Polska ma tylko na zachodzie teraz granicę z Niemcami. A wtedy miała również Niemcy się wbijały i na płn.-zach. i na płd.-zach., ale miały też Prusy Wschodnie, czyli były północnym sąsiadem Polski. To zakończyło się ich agresją na Polskę i wielką tragedią Polaków. To, co rozumiał Dmowski i co rozumieli ludzie NSZ, że likwidacja Prus Wschodnich jest konieczna dla trwałego bezpieczeństwa Polski, to się sprawdziło. Teraz Niemcy źle się zachowują. Chcą nam wepchnąć islamistów, ingerują w polskie sprawy itd. Natomiast w najbliższym czasie, na szczęście, nie grozi nam, że wjadą tu czołgami. Na to się składają i ich doświadczenia z klęskami w wojnach światowych ale i to, że mają inne położenie. Nie należy oczywiście zezwalać na osiedlanie się Niemców w Polsce, szczególnie na Ziemiach Odzyskanych.

    Odpowiedź