Idea

Sebastian Zając: Kobiety, alkohol i jazz!


29 września 2017 o 22:17   /   komentarzy (0)

Na podstawie idei „szlachetnego dzikusa” Jeane’a Jacquese’a Rousseau, wnioskujemy że człowiek z natury jest dobry, a cywilizacja zła. W historii II wojny światowej odnajdujemy takie postacie jak Manfred Zanker, który był żołnierzem Wehrmachtu, a następnie partyzantem Armii Krajowej czy Wilm Hosenfeld, który podczas okupacji pomagał Polakom i Żydom. Postać Hosenfelda stała się znana dzięki książce Władysława Szpilmana pt. „Pianista”  oraz ekranizacji Romana Polańskiego, a sam Wilm Hosenfeld został pośmiertnie  odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przez Lecha Kaczyńskiego w 2007 roku.

Jednak w tym skromnym tekście chciałbym skupić się nad barwną postacią Gwiazdy Afryki. Hans Marseille urodził się 13 grudnia 1919 roku w Berlinie. Pochodził z rodziny o francuskich korzeniach, która znalazła schronienie w Prusach przed prześladowaniem hugenotów. Młody Hans prowadził dość hulaszczy tryb życia, który wyrażał się w zamiłowaniu do alkoholu i kobiet. W wieku 19 lat wstąpił jako kadet w szeregi Luftwaffe. Z licznych pamiętników możemy dowiedzieć się, że największym problemem dla Marseille była dyscyplina wojskowa. Ze względu na brak podporządkowania się przełożonym, często odpracowywał swoje wybryki. To jednak nie przeszkadzało mu w ucieczkach samochodem przełożonego do domów publicznych, skąd sprowadzała go żandarmeria, czy schadzek z córką miejscowego Gestapo. W lipcu 1940 roku dostał przydział do jednostki przy kanale La Manche. W liście do matki ze smutkiem oznajmia: „Dziś zestrzeliłem mojego pierwszego przeciwnika […] Jestem winien tej śmierci. Jestem smutny, zamiast być zadowolony z pierwszego zwycięstwa”. Marseille odznaczał się kodeksowym podejściem do walki w powietrzu, którego celem nie była śmierć przeciwnika, a jedynie zestrzelenie samolotu. Znane są również przypadki spożywania alkoholu we własnym namiocie z „jeńcami”, których wcześniej zestrzelił. To oczywiście nie podobało się dowództwu, które w 1941 roku przeniosło Hansa do Afryki. Do czerwca 1943 roku miał na koncie już 100 zestrzeleń, za co dostał Krzyż Żelazny z Liśćmi Dębu od Adolfa Hitlera. Oczywiście ta wizyta musiała przejść do legendy. Nieogolony w brudnym mundurze pustynnym Hans Marseille na pytanie szefa Luftwaffe, iż słyszał, że zestrzelił około setki alianckich maszyn, odparł: „Chodzi o samoloty czy kobiety?”. Ideologicznie był po drugiej stronie III Rzeszy. Kolejnym dowodem może być wybór adiutanta Mathiasa Letulu – czarnoskóry żołnierz wzięty do niewoli pod Tobrukiem. Był jego kompanem w alkoholowych ekscesach i najlepszym przyjacielem. We wspomnieniach odnośnie Hansa i Mathiasa możemy przeczytać o wizytacji jednego z generałów Luftwaffe w ich bazie. Marseille w nieregulaminowych długich włosach, lotniczych okularach, szklanką brandy i parasolką, powitał wizytację. Oczywiście ze względu na swoje podniebne dokonania, przełożeni przymykali oko na zachowanie Gwiazdy Afryki.

Podczas całej swojej służby, zestrzelił 158 alianckich samolotów – wykonując 382 loty bojowe oraz oddając średnio 15 strzałów na jedną maszynę. Zginął niepokonany – 30 września 1942 roku rutynowy lot Messerschmitem Bf – 109 okazał się ostatnim, ze względu na awarię silnika. Zbyt późne opuszczenie kokpitu poskutkowało śmiercią na miejscu. W Markaz Al Alamein, w Egipcie, stoi mała piramida upamiętniająca dokonania Hansa Joachima Marseille.


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)