Aktywizm

Artur Krzysztof Zienkiewicz: Historia Marszu Niepodległości – 11 lat w marszu


31 października 2017 o 15:31   /   komentarzy (5)

Nadchodzi, nadchodzi Marsz Niepodległości! Już od wielu lat pod tym hasłem 11 listopada setki tysięcy Polaków maszerują ulicami Warszawy, budząc w sercach milionów rodaków entuzjazm, poczucie jedności i dumę z naszej Ojczyzny, zaś u wrogów niepodległości strach, zawiść i wściekłość. Marsz ten łączy, ale i polaryzuje. Łączy ponad podziałami partyjnymi czy socjalnymi tych, dla których polskość i suwerenność to nie puste słowa, ale istotna treść ich życia. Marsz jednak również dzieli, gdyż oddziela ziarna od plew, zmusza do swoistego coming-outu zaprzańców polskości. Już za kilka dni, ponownie oczy całej Polski i Polaków rozsianych po całym świecie skierują się na Warszawę i na Marsz Niepodległości i dlatego przy tej okazji warto przypomnieć, że tradycja narodowego marszu 11 listopada trwa już jedenaście lat!

Marsz Niepodległości, który wszyscy znamy, zrodził się w 2010 r. z koleżeństwa, poczucia obowiązku i odpowiedzialności za sprawy narodowe dwóch największych nacjonalistycznych organizacji w Polsce. Owoc tej współpracy jest dobrze znany. Ziarno, z którego on wyrósł, jak często się dzieje, zostało przysłonięte.
Na kilka lat przed 2010 rokiem były bowiem już narodowe marsze niepodległości, które doprowadzały do szału środowiska lewackie, liberalne i tych wszystkich pożytecznych idiotów, którzy w owczym pędzie podążają za koryfeuszami „Polski otwartej i tolerancyjnej”.

W 2006 r. Obóz Narodowo-Radykalny zorganizował pierwszy marsz w stolicy, który rozpoczął się spod Zamku Królewskiego i zakończył pod pomnikiem Romana Dmowskiego na placu Na Rozdrożu (notabene pomnik ten został odsłonięty dzień wcześniej!). Pierwszy marsz narodowy w Warszawie także jako pierwszy zakończył się w tym ważnym, dla obozu narodowego, miejscu w stolicy. Liczba jego uczestników daleka była od morza ludzi, którzy za kilka dni przejdą w Marszu Niepodległości, ale nawet ten niewielki strumień swoją wartkością zelektryzował media, które przedstawiały go tradycyjnie, po stalinowsku, jako marsz faszystów, zaś jego oponentów (współczesny fołksfront) jako obrońców demokracji. Rzucane w kierunku maszerujących narodowców kamienie jako alegoria tolerancji, przekleństwa będące wyrazem otwartości i siłowe próby przerwania pochodu stanowiące pokojową formę obywatelskiego sprzeciwu spełzły na niczym. Marsz przeszedł.

W kolejnym tj. 2007 r. zgodnie z naszą obietnicą dotrzymaliśmy honorowego słowa i zorganizowany został kolejny marsz 11 listopada. Jego początek miał miejsce przy Ogrodzie Saskim, a zakończył się ponownie u stóp Romana Dmowskiego. Opinia publiczna już na kilka dni wcześniej była wstrząśnięta, czując nosem zbliżający się odór faszyzmu. Najwrażliwsze serca demokratów cudem nie pękły na widok setek młodszych i starszych Polek i Polaków idących w święto niepodległości pod biało-czerwonymi flagami. Hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” niejednemu przywołały skojarzenia z Trzecią Rzeszą, ale mimo tego dramatu marsz karnie, w porządku i zgodnie z planem przeszedł i zakończył się na Rozdrożu. W 2007 r. zastosowaliśmy jednak nową formułę, gdyż do udziału w pochodzie oraz na jego zakończenie zaproszone zostały również inne organizacje odwołujące się do tradycji obozu narodowego, dzięki czemu święto wszystkich Polaków stało się doskonałą okazją do zamanifestowania jedności wśród narodowców. Pod bacznym okiem ojca polskiego nacjonalizmu wspólnie przemawiali przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego oraz innych zaproszonych grup jako zapowiedź czegoś większego i lepszego, czegoś, co miało się ziścić w 2010 roku i w latach kolejnych.

W 2008 roku miarka się przebrała. Czarny sen Michnika i jego szajki zaczynał niebezpiecznie się materializować, a co gorsza niczym kula śniegowa nabierać masy i prędkości. O ile wcześniej pochody nacjonalistów odbywały się z udziałem stosunkowo niewielkiej liczby uczestników, przy (powiedzmy szczerze) jako takiej organizacji i raczej okazjonalnie niż cyklicznie to od kilku już wówczas lat w Polsce miały miejsca regularne, coroczne – coraz liczniejsze i lepiej zaplanowane  marsze narodowców. Do gorących serc i entuzjazmu dorzuciliśmy zwarte szyki, liczne flagi, osoby porządkowe, nagłośnienie, fotografów i kamerzystów tworząc fundament pod nową jakość. Po drugiej stornie barykady rewolucyjna czujność starych towarzyszy zdawała się stępić lekko i należało w ich mniemaniu szybko przeciwdziałać rodzącej się popularności idei narodowej i coraz większej akceptacji zwykłych Polaków na obecność w życiu publicznym ruchu narodowego. Blokady „dzielnych”, acz zwyczajowo przegrywających antyfaszystów nie dały rady fali nacjonalizmu. Autorytety moralne wylały wiadra łez, wstrząsały się wielokrotnie i dziwiły po tysiąckroć w studiach telewizyjnych i na łamach prasy. I też nic. Przeciwnikom obecności narodowców w życiu publicznym pozostała więc jedyna broń, po którą sięgnęli, a więc blokada prawna. Upojeni sukcesem z kwietnia 2008 r., kiedy łamiącą prawo (post factum tak uznał Sąd Administracyjny) decyzją władz Wrocławia została rozwiązana manifestacja rocznicowa ONR, a jej uczestnicy w większości siłą zatrzymani przez policję. 11 listopada marsz mógł się zakończyć podobnie, ale w dużej mierze dzięki naszej ostrożności, umiejętności obrony swoich konstytucyjnych praw do manifestowania oraz wytrwałej pracy naszych działaczy obchody zostały zarejestrowane. Zmianą w 2008 r. było miejsce zakończenia pochodu, zamienione z placu na Rozdrożu na Pomnik Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego stojący nieopodal Sejmu, niemalże pod nosem władzy. Mimo szumnych zapowiedzi lewaków, którzy przed i w trakcie marszu zapowiadali „no pasarán”, przeszliśmy tak jak chcieliśmy i zakończyliśmy tak jak planowaliśmy. Han pasado!

Mądrzejsi o kolejne doświadczenia, jeszcze lepiej zorganizowani i liczniejsi stawiliśmy się w 2009 r. w Warszawie. W mieście, które stało się dzięki ONR-owi od kilku lat widownią corocznych manifestacji niepodległości, furii lewicy i coraz większego zaciekawienia Polaków. Nie wiedzieliśmy wówczas, że ten marsz będzie ostatnim marszem wyłącznie zorganizowanym przez Obóz Narodowo-Radykalny i jednocześnie ostatecznym poligonem przed zbliżającym się przełomem. Mimo ulewnego deszczu około tysiąc uczestników pochodu ruszyło spod Kolumny Zygmunta III Wazy i skierowało się pod pomnik Romana Dmowskiego. Przeciwnicy idei narodowej kolejny raz sięgali po niesprawdzony arsenał gróźb, inwektyw, paranoicznych zapowiedzi zadym i burd, ale także po niezawodnych kontrmanifestantów, którzy karnie, ale i marnie próbowali zablokować nasz marsz. Mokre od padającego deszczu kolumny maszerowały idąc w skier powodzi, zbrojni duchem depcząc podłość, fałsz i brud naszych przeciwników. Już wtedy wiedzieliśmy, że kolejny marsz będzie jeszcze większy i lepiej zorganizowany. Już wtedy trwały też wstępne rozmowy z zaprzyjaźnioną Młodzieżą Wszechpolską o tym, żeby wspólnie w przyszłości pokazać naszą dumę z polskości i gotowość do obrony niepodległości. Całe przesłanie marszu w 2009 roku nakierowane było na jedność obozu narodowego, było wezwaniem do wspólnych działań i konsolidacji naszych sił. Wiara w to, że kolejny marsz będzie wspólny i zatrząśnie posadami demoliberalnej republiki zostało wypowiedziane przez nas expressis verbis (kto nie wierzy to niech sprawdzi, YouTube pamięta). Po raz kolejny daliśmy słowo i go dotrzymaliśmy.

 

W 2010 r. wiele się zmieniło. Pierwszy Marsz Niepodległości, który powstał dzięki współdziałaniu Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego swoje korzenie miał w marszach z lat poprzednich. Doświadczenie obu organizacji, pracowitość naszych działaczy z ONR i MW oraz odrobina szczęścia (jak w każdej ludzkiej inicjatywie) sprawiły, że ten pierwszy wspólny marsz przerósł nasze oczekiwania i zgromadził tysiące osób z całej Polski. Na ten sukces zapracowali także nasi przeciwnicy, którzy przerażeni poprzednimi marszami tym razem szczególnie się zmobilizowali w kampanii nienawiści przeciwko planowanemu marszowi. Karnawał hejtu, wyzwania do fizycznej rozprawy z nami, szaleńcze mobilizowanie swoich stronników zrobiło nam najlepszą i darmową reklamę. Zmusiło także wielu z tych, którzy wcześniej stali obojętni i milczący do tego, żeby zabrać głos w obronie planowanego Marszu. A sam pochód jak zwykle przeszedł tak jak było zaplanowane. Otworzył także drzwi dla myśli narodowej, które z każdym rokiem stają się coraz mocniej rozwarte. Przywrócił nacjonalistyczny dyskurs i wypromował modę na patriotyzm.

Jego sukces szybko znalazł wielu ojców, którzy albo wcześniej stali z dala, albo wręcz szkodzili naszym marszom. Historia jednak potwierdziła, kto miał rację i kogo ciężka praca przyniosła odrodzenie w nowych pokoleniach Polaków. Bez wcześniejszych marszów i walki, jakie toczyliśmy przy ich okazji z mainstreamem, bez sumy doświadczenia Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego oraz ogromnego zaangażowania działaczy obu organizacji i wolontariuszy, a także bez tysięcy Polek i Polaków dumnych z pochodzenia nigdy nie narodziłby się Marsz Niepodległości, jaki znamy i który już po raz siódmy przybliża nas do budowy narodowej Wielkiej Polski.

Artur Krzysztof Zienkiewicz


Komentarze (5)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 1 listopada 2017 o 10:35 Andrzejek

    Artykul jest napisany z perspektywy ONR a z tego co wiem Młodzież Wszechpolska tez maszerowala 11 listopada tyle, że w Krakowie. Czy mozna sie w niedługim czasie spodziewać artykuł o MW tutaj lub na nardowcy.net? 🙂

    Odpowiedź
  • 1 listopada 2017 o 17:27 Arkaida

    O pewnej grupie społecznej zapomnieliście wspomnieć. Swojego czasu sami prosiliście żeby zabezpieczyć MN przed lewakami z którymi sami nie dawaliście sobie rady. Tą grupą społeczną są KIBICE. MN bez kibiców by nie przetrwał… nie twórzcie historii pod siebie.
    Widzimy się 11 listopada!

    Odpowiedź
  • 7 listopada 2017 o 10:38 jaszczomp

    Źle się dzieje. Nie można uzbierać głupich 100 tyś?
    Coś mi tu śmierdzi.
    To jedna mała plebania bez uszczerbku w budżecie spokojnie mogłaby tą sumę wpłacić.
    „My chcemy Boga”
    Zastanawia mnie kto przeforsował te hasło.
    Dostanę odpowiedź?

    Odpowiedź
  • 7 listopada 2017 o 13:58 Piotr

    Fajnie, tak z humorem napisane.
    Ja maszeruję od 2011, więc znam tylko wielki marsz.
    Coś wspaniałego!
    Jesteśmy POKOLENIEM MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI. No, może nie ja, bo ja jestem stary dziad, ale przynajmniej młodzież.

    Odpowiedź