Idea

Edwin Harmata: Siły światła i ciemności


26 października 2017 o 13:05   /   komentarzy (0)

Od zarania dziejów w literaturze, sztuce i filozofii znany był motyw walki dobra i zła. Podział na siły światła i ciemności był w minionych wiekach czymś tak oczywistym, jak to, że musimy oddychać, by żyć. Już ludy pierwotne, przedchrześcijańskie utożsamiały mrok ze złem, a światło z dobrem, co odbijało się w postaci licznych kultów solarnych. Św. Jan z kolei pisał: Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności„ [1 J 1,5-10]. Wszyscy ludzie instynktownie zdawali sobie sprawę z dualizmu dobra i zła nawet przed przyjściem Chrystusa. Ta prawda, jednak została zapomniana w naszej postoświeceniowej epoce rozumu.

Współczesna droga dojrzewającego człowieka przebiega zwykle dość schematycznie. Najpierw, jako dzieci, wszyscy wyznajemy ten dualizm dobra i zła, choć rozumiany dość prymitywnie, odruchowo. Później w wieku kilkunastu lat i po przeczytaniu kilku lektur dochodzimy do pewnej refleksji (zwykle dzięki pomocy nauczycieli, a jakże!). Stwierdzamy, że podział na zło i dobro jest anachroniczny i nieprawdziwy. W końcu Borowski w swoich opowiadaniach pisał np.: „Głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka, jako na obiekt do zjedzenia”, a my nie możemy ocenić kogoś po takich przejściach, bo byłoby to niedojrzałe. Ponadto, nikt z nas nie wie, jak by się zachował w takich sytuacjach. Pewnie autor też był dobrym człowiekiem, więc większość z nas czułaby się podobnie w jego sytuacji. Te i wiele innych truizmów sprawiają, że w myśleniu młodego człowieka powstaje pewien przełom. Niezależnie od tego, czy te truizmy będą prawdziwe, czy będą truizmami tylko przez aprioryczne nadanie im statusu truizmów, sprawią one, że człowiek dopuści do siebie nową moralność. Jest to moralność oparta o „odcienie szarości”. Większość pisarzy, tworzących literaturę ambitną (choć nie rzadko, także i popularni pisarze), problematykę moralną wpisuje właśnie w ten nowy schemat odcieni szarości. No i pozornie wszystko jest w porządku. W końcu faktycznie nie każdy z nas stał w takiej sytuacji, nie wiemy, jak byśmy się zachowali gdyby… etc. Jednak w ten sposób dzieje się rzecz przerażająca w skali globalnej. Ludzie zaczynają tracić z oczu światłość.

Nim jednak przejdziemy do analizy tego zjawiska musimy najpierw wyjaśnić samo zjawisko światła. Czym jest światło z fizycznego punktu widzenia wie każdy, kto zdobył choćby podstawowe wykształcenie. To elektromagnetyczne fale i wiązki fotonów poruszające się w przestrzeni kosmicznej z prędkością 300 000 km/s. Z filozoficzno-psychologicznego punktu widzenia sprawa jednak nie jest tak oczywista. Światło, bowiem, nie istniałoby, gdyby nie było mroku i vice versa. Jest więc oczywiste, że rozpatrując charakter światła należy podejmować go w relacyjnym charakterze do mroku. W pokoju, w którym nie ma światła czyhają na nas liczne nieprzyjemności. Mrok, który wypełnia przestrzeń pozbawioną jakiegokolwiek źródła światła jest nieprzenikniony. Oznacza to tylko tyle, że pomimo naszej świadomości znajdującej się przed nami materii, nie jesteśmy w stanie dostrzec jej formy. Zwykle ta nieświadomość formy skutkuje przykrymi konsekwencjami np.: w postaci kopnięcia małym palcem u stopy o niemiłosiernie twardy w swej niewidocznej formie mebel. Stąd też człowiek czuje lęk przed ciemnością. Nie ze względu na możliwość czyhania w niej drapieżników, jak uważają ewolucjoniści, ale ze względu na zwyczajną nieświadomość. Cechą światła jest wydobywanie przed naszymi oczyma formy materii. To, co znajduje się w mroku jest kłamstwem i oszustwem, ponieważ jeszcze nie „wyszło na jaw”. Język polski w swej istocie daje nam mnóstwo dowodów na to, że już na poziomie warstwy językowej rozumieliśmy, że platońska triada jest nierozerwalnie związana ze światłem. Wychodząc z poziomu fizycznego i wchodząc na abstrakcyjne poziomy faktów możemy bez problemu przy pomocy naszych rodzimych słów udowodnić, że kształty ukryte w mroku są dla nas niebezpieczne nie tylko w sferze fizycznej ciemności. Wszystkie spiski i intrygi czy kłamstwa nie dość, że „wyjdą na jaw” to mogą jeszcze zostać „wyjaśnione”, „objaśnione”, a nawet „ujrzeć światło dzienne”. W każdym z tych przypadków światło poprzez swój kontrast z mrokiem pozwala nam ujrzeć kłamstwo w jego zarysach i oddzielić go od Prawdy, która jest światłem.

Kolejną cechą światła jest to, że padając na jakiekolwiek ciało powoduje powstanie cienia. Jeżeli w naszym ciemnym pokoju w ramach walki z mrokiem i w poszukiwaniu Prawdy, Piękna i Dobra zawiesimy niewielką lampę naftową na jednej ze ścian uzyskamy efekt w postaci widocznej formy. Meble, ściany, podłoga i sufit stanął przed naszymi oczyma w swojej okazałości. Każdy jednak mebel będzie rzucał cień, który na powrót będzie nieprzenikniony, jeśli lampa nie będzie miała określonej mocy, by światło odbite od ścian i sufitu oświetliło cień na tyle by był przejrzysty. Zakładając więc, że światło powoduje powstanie cienia za nim powinniśmy zwrócić na fakt, że zapewne podobnie będzie w sferze alegorycznej. Zapewne fakty, które „wyszły na światło dzienne” będą rzucały cień, który będzie swoistą podbudową tych faktów. Tym, co będzie się znajdowało w tym cieniu będą kłamstwa, przyczyny i skutki, które doprowadziły do zaistnienia faktu, a które dotychczas pozostają poza naszym zasięgiem. By uzyskać trójwymiarowy obraz należałoby użyć wielu źródeł światła umieszczonych z różnych stron danego obiektu, które ilością odpowiadałyby ilością jego ścian, załamań etc. Ten zupełnie abstrakcyjny fakt, o zupełnie abstrakcyjnym kształcie jest jedynie operacją myślową służącą do wskazania sposobu postępowania w poszukiwaniu Prawdy. By zatem ujrzeć pełną Prawdę musimy dany fakt oświetlić licznymi źródłami światła, z wielu stron i jednocześnie starając się go widzieć ze wszystkich stron. W rzeczywistości próba przyjrzenia się w ten sposób jednemu faktowi nawet pozornie prostemu, staje się wyzwaniem jedynie dla potężnych umysłów.

Wróćmy więc teraz do naszego młodego człowieka wstępującego w dorosłość. Przedstawiono mu świat w wielu odcieniach szarości i rzucono w niego miliony faktów, które musi przejrzeć by móc poszukiwać Prawdy. Jest to zadanie nie tylko ponad jego siły, ale również ponad siły całych społeczności, które by się tymi faktami podzieliły. Między człowiekiem a Bogiem – źródłem światła, Prawdy, Piękna i Dobra pojawia się bariera. Mur złożony z faktów, które jego racjonalny umysł ma aprioryczny obowiązek rozważyć, nim będzie miał prawo spojrzeć w stronę Boga. W takim momencie ludzie zwykle widzą, że wielkość zadania, przed którym stoją jest ponad ich siły i rezygnują z walki. Podejmują decyzję o życiu w cieniu. Cień rzucany przez wątpliwości, pytania, puste słowa, frazesy, slogany, mądrości życiowe i rady pseudospecjalistów od wszystkiego, co w życiu ważne, staje się ogromnym obszarem. Z jednej strony docierają do nas drobinki światła Boga, jednak przytłumione, jak przez brudną szybę. Z drugiej strony jest nasz nieprzenikniony cień, w którym kryją się rzeczy, których obawiamy się sami. Decydujemy się więc iść przed siebie między mrokiem a światłem godząc się ze swoją niedoskonałością. Godzą się również ze swoim grzesznym życiem wypełnionym wątpliwych moralnie decyzji, które obecnie wypełniają całe ludzkie żywoty.

Jest jednak pewna nisza wariatów porywających się z motyką na słońce. Są to ludzie, którzy wiedzą, że światło jest jedyną słuszną stroną podążania w życiu i decydują się przebijać przez mur wątpliwości, pytań i wszystkich bzdur, które zalewają nasz zaawansowany technologicznie świat poprzez Internet, czy media. Oczywiście, ludzie cienia, którzy nie mają odwagi ani sił na podjęcie walki podążania w stronę Boga będą zazdrośnie patrzeć na tych, którzy idą w dobrą stronę. Zazdrość jest uczuciem, które potężnie może zmotywować człowieka, więc wielu z tych ludzi zagubionych zacznie walkę, ale nie w drodze do Boga, tylko z ludźmi podążającymi do Boga. Wojujący ateiści będą nawracali ludzi poszukujących Boga, z tym większą zaciekłością, im bardziej nie będą mogli znieść hańby swojego złożenia rękawic. W końcu im więcej osób będzie postępowało dobrze, tym mniej usprawiedliwione mechanizmem konformizmu będzie zachowanie złe. Łatwiej jest, bowiem iść w złą stronę w stadzie niż samotnie w tę właściwą.

Światło, jak było wspomniane wyżej, pozwala wydobyć kształty formy. W mroku jest chaos, ponieważ nie da się poukładać tego, co niewidoczne. Ciężko fałszywe fakty i niesprawdzone hipotezy układać w spójne całości, a jeszcze trudniej jest je przedstawić innym ludziom bez wykorzystania światła. Cechą więc światła i przejrzystości jest porządek. Porządek powstaje poprzez nadanie konkretnym formom konkretnych, przypisanych im miejsc. Jest to możliwe tylko wówczas, gdy dopasujemy kształty jednej formy do drugiej niczym puzzle albo mozaikę. W ten sposób tworzymy Ład, który jest odzwierciedleniem boskiego Piękna. Jego kontury, kształty i formy są oświetlone, a zatem są Prawdziwe. Zgodnie z definicją triady platońskiej jest on, więc również Dobry. Dążenie do porządku, spójności, harmonii i ładu odpowiada poszukiwaniu Boga i jest z nim tożsame.

Każda forma rzuca jednak cień i porządek także w świetle Boga rzucił cień, za którym skrywa się jego mroczne przeciwieństwo – czyli chaos. Chaos charakteryzuje się nieprzewidywalnością niczym kształty materii w ciemnym pokoju niczym nieujawnione fakty na temat danej sprawy, czy niczym uderzenie zawału serca. Chaos z zasady nie może być ujarzmiony, bo wówczas stałby się porządkiem. Chaos, więc zawsze ma wobec człowieka rolę Pana, który dyktuje mu warunki, w jakich przyjdzie mu żyć. Nie da się przygotować na to, co ukrywa się w mroku, nie da się przewidzieć momentu, w którym Chaos wyciągnie w naszą stronę swoje macki, by wciągnąć nas w swoje objęcia. Ponadto Chaos jest zaprzeczeniem platońskiej triady. Wszystko, bowiem, co kryje się w mroku jest złe, fałszywe i brzydkie. Swój stan może zmienić jedynie przez wyjście na światło, więc dopóty, dopóki kryje się w mroku pozostaje wrogiem wszelkiego stworzenia.

Tak samo, jak istnieje grupa wariatów porywających się z motyką na słońce, tak samo istnieje grupa osób, które popadły w objęcia chaosu. Jest to grupa osób, które tak bardzo nie mogły znieść swojej słabości i hańby patrząc na osoby walczące w drodze do Boga, że postanowiły wystąpić przeciw nim. Ci ludzie pogubili się, popadli w objęcia chaosu i stracili światło Boga z oczu. Prawa, Piękno i Dobro, znikło z ich życia, więc zarówno ich sumienia, jak i umysły są zbrukane złem i kłamstwami. W swojej moralności macając po omacku w objęciach mroku, chwytają się każdej rzeczy, której kształty mogą wymacać bez użycia światła. Zwykle są to popularne przekonania, które pozornie są prawdziwe. Takie, które właściwie pozostają dwuwymiarowe, dopóki są w cieniu. Ci ludzie w swym zagubieniu nie wiedzą, w którą stronę podążać, lecz nadal w większości mają nadzieję na to, że forma, której się trzymają reprezentuje bardziej dobro niż zło.

Niestety (albo stety) droga do Boga nie należy do najlżejszych. Jest nieustanną walką między siłami światła i ciemności, które stale walczą o ludzi, którzy jeszcze nie przynależą ani do jednego, ani do drugiego miotając się w swojej bezsilności niczym osioł Buridana.

My, jako nacjonaliści stoimy po stronie Bożego Porządku, Harmonii, Prawdy, Dobra i Światła. Pragniemy, by ludzie mieli możliwość i warunki do przebicia muru oddzielającego nas od Boga. Pragniemy, by świat był uporządkowany, ładny, piękny, harmonijny i prawdziwy. Jesteśmy ludźmi czynu, więc zmieniamy go naszą codzienną pracą na rzecz narodu.
Z drugiej strony stoją ludzie chaosu, zagubione dusze pragnące anarchii, chaosu, wierzący w fałszywe utopie i bezbożne raje. Ludzie, którzy swoją formę, odnalezioną w bezbożnym mroku chcą postawić w miejsce Boga i przekonać do niej tych, którzy nie są zdolni zmierzać w stronę Boga ze względu na słabości charakteru. W ostatnim czasie bezbożne raje, utopie i fałszywe idee wygrzebane z mrocznych otchłani dwukrotnie przyciągnęły do siebie ludzi tworząc hitleryzm i komunizm. Każda z tych idei zawierała sobie część boskiej Prawdy, co jest warunkiem koniecznym, by ludzie mogli zostać przez nią przyciągnięci i jednocześnie każda z nich była elementem mroku w jakiś sposób odległym od Boga.
Zadając sobie pytanie na temat jakiejś recepty na zwrócenie się twarzą do Boga odkryłem pewną zależność. Wraz z postępem technologicznym zwiększyła się ilość informacji, która zalewa naszą świadomość. Całe miliardy informacji. Życie rodzinne, koleżeńskie, regionalne, państwowe, europejskie i światowe, co dzień dostarczają nam dziesiątki ważnych informacji. Nasze relacje, nasze przeżycia, doświadczenia i przemyślenia skutkują kolejnymi informacjami, które zaśmiecają nasz umysł. Dodatkowo przyspieszający tryb życia współczesnego człowieka, który często jest tak zajęty, że musi skracać sen, by mieć czas na wypełnienie obowiązków, odbiera nam możliwość przetworzenia i przemyślenia choćby ułamka z tych informacji. Nie mamy, więc możliwości naświetlenia milionów śmieci, które często długo zalegają w naszej świadomości. Te śmieci krążą na orbicie naszych myśli skutecznie powiększają mur, który jest między nami a Bogiem.

Ilość informacji, jakimi zalewany jest współczesny człowiek, jedynie rośnie, zamiast spadać, więc możemy zadać pytanie o to, jak je wszystkie oświetlić by odrzucić to, co fałszywe, a ułożyć w mozaikę to, co prawdziwe? Z pomocą przychodzi nam William Ockham, który powiedział następujące słowa: „Nie wolno przyjąć niczego bez uzasadnienia, że ono jest, musi ono być oczywiste albo znane na mocy doświadczenia, albo zapewnione przez autorytet Pisma Świętego”. Stosując brzytwę Ockhama musimy odrzucić całe mnóstwo zbędnych informacji bez sprawdzenia ich prawdziwości. Nie jest, bowiem możliwe sprawdzenie wszystkich, a naszym nadrzędnym celem jest osiągnięcie zbawienia, więc zasadnym staje się odrzucenie wszystkiego, co tylko odrzucić możemy. Bez wahania obcinać nie tylko poszczególne pytania i wątpliwości czy teorie, ale nawet źródła informacji. Zamiast korzystania przez pół dnia z portali społecznościowych, oglądania telewizji i słuchania muzyki czy czytania bez przerwy, można część czasu poświęcić właśnie na kontemplację tego, co jest w naszym życiu niezbędne. Obciąć te czynności, wiadomości, które są zbędne należy stanowczo. W życiu należy stworzyć przestrzeń dla kontemplacji oraz czas, w którym możemy przystanąć bez presji i naświetlić jeden wybrany temat, który nas nurtuje i jest istotny. Gdy obetniemy całe roje śmieci krążących na orbicie naszych myśli, może okazać się, że światło Boga stanie się bardziej ostre i w perspektywie życia osiągalne. Odkrycie tej prawdy obiektywnej skrytej za wątpliwościami i hipotezami okaże się możliwe do zrealizowania przez pojedynczego człowieka jeszcze przed jego śmiercią.

 


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.



Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)