Idea, Społeczeństwo

Filip Bator: Msza św. Wszechczasów – odpowiedź na kryzys męskości


17 października 2017 o 19:21   /   komentarzy (3)

W ostatnich latach dużo mówi się o trawiącym współczesny świat kryzysie męskości. Przejawia się on poprzez przyjmowanie przez wielu mężczyzn zniewieściałego wyglądu, sposobu zachowania czy zainteresowań. Zjawisko to dotyczy jednak także spraw poważniejszych. Zanikają bowiem często typowo męskie cechy jak odpowiedzialność, odwaga, zdecydowanie, czy konsekwencja (którą Roman Dmowski określił mianem ,,pierwszej cechy dojrzałego męskiego umysłu”). Skutkiem tego coraz więcej mężczyzn boi się podejmować ważne życiowe decyzje takie jak założenie rodziny odkładając je na późniejsze lata lub w ogóle z tego rezygnując. Ci zaś, którzy już zdecydują się na małżeństwo i dzieci, w niektórych przypadkach nie radzą sobie z tym zadaniem bojaźliwie odchodząc od roli głowy rodziny i narażając przez to swe potomstwo na uleganie zgubnym wpływom świata.

Kryzys ten w pewnej mierze przeniknął też niestety do Kościoła Katolickiego. Przez wieki Kościół propagował wzorce męskości, które dziś wydają się być w odwrocie. Należy do nich chociażby mąż – ojciec rodziny, odpowiedzialny za jej moralne i materialne dobro, dający przykład modlitwy i pracy, roztropnie używający zarówno rózgi, jak i nagród. Inny wzór to rycerz walczący w obronie wiary i narodu, uczący swą postawą męstwa, honoru i szlachetności. Do katolickich wzorców męskości zaliczyć można także władcę z Bożego namaszczenia, kierującego się sprawiedliwością, chroniącego poddanych przed nędzą, także tą duchową, co wyraża się poprzez ustanawianie praw zgodnych z Ewangelią. Takim przykładem przez stulecia był również kapłan, niezmordowany głosiciel prawdy, ,,nastający w porę i nie w porę”, nieulegający wpływom świata i podszeptom fałszywych proroków, zdecydowanie wzywający swe owieczki do nawrócenia, ale i obchodzący się z nimi z mądrą łagodnością. Wśród tych wzorców wymienić można także ascetycznego mnicha lub eremitę, wytrwałego w modłach i surowego w umartwieniach. Duchowego mocarza, do którego z ufnością mogą przyjść wierni  szukający życiowej drogi. Wymienione typy ludzi nawet w łonie Kościoła nie zyskują dziś większej popularności.

Nie jest tajemnicą, że w ostatnich dziesięcioleciach spada liczba ludzi uczestniczących w praktykach religijnych. Szczególnie dotyczy to mężczyzn. Większość wśród osób, jakie możemy zobaczyć na mszach świętych, to (starsze przeważnie) kobiety. Wielu ludzi wyznaje natomiast stereotyp, że mężczyźni regularnie chodzący do kościoła są bojaźliwi i nie radzą sobie w życiu. W ogóle religijność uważa się dziś często za coś niemęskiego. Przyczyny tego zjawiska leżą w zmianach, jakie zaszły po Soborze Watykańskim II. Zatriumfowała wtedy w Kościele idea dialogu, poczęto odchodzić od zdecydowanego języka nazywającego rzeczy po imieniu. Zanikła retoryka walki na rzecz fałszywie rozumianego miłosierdzia. Takie tendencje wpłynęły negatywnie na obecność mężczyzn w kościołach. Za tym wszystkim poszły zmiany w liturgii. W nowej mszy położono nacisk nie na ofiarę, a na zgromadzenie. Wprowadzona została większa swoboda w zachowaniu kapłana i wiernych. Skrajny tego przykład zaobserwować można w liturgii praktykowanej przez wspólnoty charyzmatyczne. Tamtejsze nabożeństwa bywają całkowicie zniewieściałe, ma miejsce charakterystyczne dla sekt ,,bombardowanie miłością” i różne, uwłaczające powadze miejsca i chwili zachowania, jak łapanie się za ręce czy tańce. Sprawia to, że wspólnoty te (wywodzące się skądinąd z protestantyzmu) stają się swoistymi kółkami wzajemnej adoracji. Mężczyzna, który nie stracił jeszcze swoich męskich cech, nie ma prawa się tam odnaleźć. Dlatego wielu panów widząc popularność tych ruchów w Kościele rezygnuje z praktykowania swej wiary uważając, że we wspólnocie ludzi wierzących nie ma dla nich miejsca.

Są jednak kościoły, gdzie mężczyzn (i to zwykle młodych lub w średnim wieku) nie brakuje. Mowa o świątyniach, gdzie odprawiana jest msza trydencka. Wypada zadać pytanie, co sprawia, że ta dla wielu anachroniczna forma nabożeństwa ich przyciąga? Otóż można w niej znaleźć coś, czego brakuje w nowej mszy, a co jest typowe dla męskiego charakteru – hierarchię, porządek i dyscyplinę. W Mszy św. Wszechczasów własna inwencja kapłana jest ograniczona niemal do zera. Wszystko bowiem odbywa się według określonych schematów. Na pierwszym miejscu jest Chrystus i Jego ofiara, a nie zgromadzenie i niewiele wnoszący dialog. Kapłan natomiast nie przypomina współbiesiadnika, ale poprzez to, że stoi tyłem do wiernych, zdaje się być jakby przewodnikiem w duchowej walce prowadzącym lud do Chrystusa Króla. O tym wymiarze mszy świadczy też znaczenie niektórych szat liturgicznych, jak chociażby humerału. Ta biała, materiałowa, prostokątna chusta jest zakładana przez kapłana na szyję zakrywając ramiona. Symbolizuje ona przyłbicę przypominając o tym, że msza święta jest duchowym zmaganiem. Świadczy o tym modlitwa, jaką ksiądz wypowiada przy zakładaniu humerału, która nazywa ten element szat ,,hełmem zbawienia przeciw zasadzkom złego ducha”. Tradycyjna msza to misterium ciszy, wolna od wszechobecnej dziś gadaniny. Z całym szacunkiem do Czytelniczek, ale dyskutowanie to domena kobiet, natomiast, jak pisał Adam Asnyk, ,,mężom przystało w milczeniu się zbroić”. Na to właśnie miejsce jest w mszy trydenckiej.

Współczesny mężczyzna nakarmiony popkulturową papką, która osłabia go moralnie i duchowo, potrzebuje czegoś, co pociągnie go do realizowania wspomnianych wcześniej ideałów. Odnajdzie to w tradycyjnej mszy świętej. Niechaj świadczy o tym jeden z używanych w niej tekstów, a konkretnie Offertorium z mszy za zmarłych, którego próżno szukać w Novus Ordo: ,,Panie Jezu Chryste, Królu chwały, zachowaj dusze wszystkich wiernych zmarłych od kar piekielnych i głębokiej czeluści. Wybaw je z lwiej paszczęki, niech ich nie pochłonie piekło, niech nie wpadają w ciemności. Lecz chorąży święty Michał niech je stawi w światłości świętej, którą niegdyś obiecałeś Abrahamowi i jego potomstwu”.

Filip Bator


Komentarze (3)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 17 października 2017 o 22:47 Dymitr Ogonowski

    Roman Dmowski akurat właśnie nie założył rodziny. Fajnie żartował z japońskim generałem w Tokyo, że gdyby w Polsce były kobiety takie ciche i posłuszne, jak Japonki to też by założył i miałby wiele dzieci. To był żart. Świadomie nie założył rodziny, bo się uważał, że dla rodziny trzeba poświęcać czas, a Dmowski wolał go w całości przeznaczyć na działalność i myśl narodową. A naprawdę to nie o to chodzi, by kobiety były ciche i posłuszne ale przez to teraz nie powstają rodziny, że dużo kobiet chce robić kariery a nie dzieci. Więc to nie po naszej stronie leży przyczyna. Jak odmawiają to, co można począć? (Nie będziemy przecież poczynać przez gwałt.)

    Odpowiedź
  • 18 października 2017 o 14:35 Dymitr Ogonowski

    Jeszcze tylko dodam (nie wiem, czy mój pierwszy komentarz opublikują), że ojciec Dmowskiego założył rodzinę, jak miał 42 lata, z kobietą, która ma 22 lata. To znaczy, że mężczyźni kiedyś też późno dojrzewali. A kobieta to powinna być młoda, gdyż wówczas jest największa szansa na zdrowe i dorodne potomstwo. Oczywiście chore dzieci też mają prawo żyć i trzeba się nimi opiekować. Ale przed poczęciem lepiej robić je z młodymi.

    Odpowiedź
  • 20 października 2017 o 02:35 Mateusz SOlecki

    Kościoły sa pełne, tam gdzie prowadzony jest dobry dialog, tam gdzie ksiądz potrafi trafic z kazaniem. Teraz kazdy może sobie podjechać do kościoła,który mu się podoba i tak to się dzieje w wielkich miastach. Msza Trydencka ma dobrą frekwencję, bo jest żadkością, a nie dla tego, że takiej właśnie potzebują mężczyżni. Ludzie potrebuką kapłanów twartych, którzy potrafią być wzorem. Czasy kiedy brzuchasty ksiądz był panem i władcą na sczęcie juz mineły i daj Boże nigdy nie powrócą.

    Odpowiedź