Społeczeństwo

Bartosz Poznański: Przez cierpliwość do Wielkiej Polski


4 listopada 2017 o 15:26   /   komentarzy (3)

O tym, że marsz ku Polsce naszych marzeń nie jest krótki, wie w zasadzie każdy nacjonalista. Często zresztą używamy frazesów typu „Długi marsz” i jemu podobnych. Każdy z nas wie też, że Przełom Narodowy ani żadna Narodowo-Radykalna Rewolucja nie nastąpi wskutek zamachu stanu, puczu itp. Każdy wie, że Wielka Polska nie nastanie ani dziś, ani jutro, ani nawet za 10 lat. Wielu z nas wie, że być może nie nastąpi to wcale za życia obecnych aktywistów, a jednak co rusz słychać narzekania frustratów na temat tego, że nie ma nas w parlamencie – poza jednostkowym wyjątkiem – ministerstwach czy nawet we władzach mniejszych miast.

 Co jakiś czas powoduje to odpływ działaczy starszych wiekiem, którzy po działalności trwającej „x lat” stwierdzają, że to wszystko nie ma sensu i zaprzestają dalszej aktywności. Konkretne organizacje, ale też całe środowisko wpadają wtedy w marazm trwający zwykle kilka lat, bo mniej więcej tyle potrzeba, by odbudować struktury  i załatać wyrwę spowodowaną odpływem aktywnych narodowców.

 Skutkiem tego jest właśnie brak wpływów środowiska narodowego w Polsce na władzę ośrodków miejskich oraz wiejskich, ale też sam sposób myślenia narodu. Wynika to poniekąd z faktu, że łatwiej do naszych poglądów przekonać osoby w wieku dojrzałym działaczom będącym ich rówieśnikami. Za groteskowe uznać można było przekonywanie pięćdziesięciolatków do idei narodowej przez nastolatków. Na szczęście ostatnimi czasy widać wzrost średniej wieku w organizacjach oraz w samym środowisku. Oczywiście dopływ świeżej, młodej krwi jest jak najbardziej potrzebny, ale nie wypracujemy własnych ekspertów w dziedzinach ekonomii, prawodawstwa, szkolnictwa, medycyny i żadnej innej, jeżeli środowisko składać się będzie wyłącznie z uczniów i studentów. Zamykanie się w młodym, hermetycznym gronie zostawmy korwinistom i im podobnym.

Poprzez cierpliwe, wieloletnie działanie środowisko narodowe ustabilizowałoby swoją pozycję, markę w lokalnych społecznościach, gdzie już jest kojarzone, oraz dotarłoby do odbiorców w miejscach, gdzie obecnie, poza działaczami i nastawionymi antynacjonalistycznie lewakami oraz liberałami, nikt nie wie o jego istnieniu. Po ustabilizowaniu pozycji, co w sposób naturalny wiązałoby się ze „sztywnym” gronem działaczy, którzy potrafiliby do tego doprowadzić, a poprzez lata działalności wyrobili sobie łatkę kojarzonych lokalnie społeczników, troszczących się o dobro miejscowych wspólnot, łatwiej byłoby dostać się do samorządów – na początek – najniższego szczebla, czyli rad osiedli czy gmin.

 Właśnie po zdobyciu przyczółków w samorządach można by zacząć snuć realne wizje o zdobyciu wpływu na rządzących krajem oraz na sposób myślenia samych Polaków. Nie ma sensu ukrywać, że dopóki nacjonaliści nie wykażą się działalnością społeczno-polityczną na szczeblu lokalnym, nie będą traktowani poważnie przez naród jako grupa mogąca zmienić Polskę na lepsze poprzez realne rządzenie nią. Aby jednak do tego doszło, potrzeba cierpliwej pracy, także nad samym sobą.

Cierpliwość jest też cnotą, dzięki której lepiej można panować nad samym sobą. Osoba cierpliwa nie poddaje się tak łatwo emocjom, nie demotywuje się do wykonania zadania po pierwszych niepowodzeniach, a także nie cechuje się – zwykle – słomianym zapałem. O tym, jak bardzo jest to niezbędne w szeregach organizacji narodowych, nie trzeba nikogo przekonywać.


Komentarze (3)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 4 listopada 2017 o 17:37 Dymitr Ogonowski

    Ja nie wstąpiłem do organizacji narodowej, bo właśnie nie mam cierpliwości. Zależy mi na tym, by do Polski nie wjeżdżała niemiecka policja, by nie osiedlali się tu banderowcy, by nie było takich, jak ten imam marokański z Poznania. Ale gdybym chciał powiedzmy wstąpić do ONR i bym został przyjęty. Trafiłbym do brygady mazowieckiej i zamiast tych powyższych celów bym miał zadanie chodzić na miesięcznice smoleńskie „opłakiwać” Kaczyńskiego oraz jeszcze gorszysz, jak Szmajdziński z SLD itd., którzy też zginęli w Smoleńsku. Szkoda tam niektórych ludzi, jak żołnierz AK Ryszard Kaczorowski, załoga samolotu. Natomiast politycy III RP załatwili nam podległość pod Zachód i banderowskie osadnictwo.

    Odpowiedź
  • 4 listopada 2017 o 18:32 pl80

    Była szansa na mocne rozkręcenie się w 2012: z Ruchem Narodowym.

    Odpowiedź
    • 4 listopada 2017 o 18:58 Dymitr Ogonowski

      Ja Wam powiem. Rzeczywiście ruch narodowy (mówię ogólnie o całym nurcie) chociaż w II RP pomajowej nie miał władzy (wcześniej najwyżej był w koalicjach) to jednak bardzo pozytywnie oddziaływał na świadomość narodową. Nawet ludzie innych nurtów z tego przejmowali. To było pokolenie naszych dziadków (dla niektórych teraz to pradziadków). Teraz też organizacje narodowe dobrze robią, jak przywracają narodową pamięć historyczną młodzieży. Tyle, że duża część społeczeństwa wychowana w PRL-u, w latach 50-80-tych wiadomo, jaka jest. Paradoksalnie nienawidzi Rosji (ZSRR) a pod względem zachowań społecznych jest o wiele bliższa Rosjanom (i to tym radzieckim) ode mnie. Była zafascynowana Zachodem po upadku komuny i zdecydowanie odrzuciła nurt narodowy. Potem powoli zaczęło do niej docierać, że Zachód to też nie raj.

      Odpowiedź