Społeczeństwo

Bartosz Poznański: Prawicowa schizofrenia wobec Niemców


27 listopada 2017 o 18:03   /   komentarzy (0)

Słownik Języka Polskiego wydany przez PWN definiuje schizofrenię jako chorobę psychiczną charakteryzującą się utratą kontaktu z otoczeniem i urojeniami. W potocznym znaczeniu termin ten oznacza też postawę składającą się z wewnętrznych sprzeczności. Znakomicie oddaje to jak większość, szeroko rozumianej, polskiej prawicy zachowuje się i wypowiada na temat sytuacji polityczno- społecznej w Niemczech oraz tamtejszych ruchów narodowych.

Z jednej strony po każdym udanym bądź udaremnionym przez niemieckie służby zamachu prawicowi komentatorzy i celebryci rozpoczynają cykl pytań retorycznych pt. „kiedy Niemcy się w końcu obudzą?!”. Do tego dochodzi częste podśmiechywanie w stylu „a co to za reprezentacja Niemiec gdzie występują sami czarni, Polacy i Turasy” przy okazji różnych wydarzeń sportowych- głównie międzynarodowych rozgrywek piłkarskich. Oczywiście zdarza się także bardziej merytoryczna krytyka procesów społeczno- politycznych zachodzących u sąsiada za Odrą, lecz nie jest to domeną prawicy. Zwykle dominuje tam prymitywny humor, nacechowany pogardą dla obecnego państwa niemieckiego w porównaniu z tym, co głosiła i praktykowała III Rzesza, czyli rasizm biologiczny, eksterminacja osób niepasujących do wykreowanego modelu Niemca, Aryjczyka itp.

Z drugiej strony, gdy na jaw wychodzi fakt, że w okresie od początku roku 2016 do października tego samego roku doszło do ponad 800 czynów określanych jako przestępstwa wobec ośrodków dla uchodźców zlokalizowanych na terenie Republiki Federalnej Niemiec – w tym 61 podpaleń – które niemieckie służby przypisywały w niemal każdym przypadku osobom motywującymi swoje działanie poglądami „skrajnie prawicowymi”, polska prawica zaczęła wygłaszać swoje żale, że oto w RFN „hitleryzm” podnosi głowę i niedługo za Odrą powstanie IV Rzesza funkcjonująca w identyczny sposób, jak ta rządzona przez NSDAP. Pozostając w tym temacie bardzo podobnie wyglądała retoryka środowisk prawicowych, gdy okazało się, że partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) dostała się do tamtejszego parlamentu z wynikiem 13% głosów uzyskanych w ostatnich wyborach. Także wtedy prawicowcy ogłosili, że teraz to już na pewno w Niemczech powstaną obozy koncentracyjne albo nawet i zagłady, niemiecki rewizjonizm odbierze nam Szczecin i Wrocław, a ogólnie to faszyzm, nazizm i rasizm zmierza po władzę w centrum Europy.

Tymczasem poglądy AfD niezwykle trudno powiązać z hitleryzmem i programem NSDAP. Co więcej, w początkowym okresie istnienia partia nie zdradzała żadnych aspiracji do bycia nacjonalistyczną. Do dzisiaj niemieccy nacjonaliści uważają ją wyłącznie za partię populistyczną i prawicową. Część z nich jak np. partia Die Dritte Weg (pol. Trzecia Droga- nie mylić z nacjonalistycznym stowarzyszeniem w Małopolsce) ma Alternatywę za wytwór mediów. Podobnie z resztą odnosząc się do ruchu Pegida.

Została założona w 2013 roku przez ekonomistów wywodzących się z chadecji i liberałów. To właśnie osoby z tych środowisk miały oddawać głosy na Alternatywę, a ona sama miała nakłonić CDU do powrotu na łono konserwatyzmu. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło i aktualnie stanowi przykład partii buntu, której głównym paliwem napędowym jest kontestowanie obecnego status quo w kraju. W związku z tym zwłaszcza w początkowym okresie istnienia partia skupiało zarówno konserwatystów, liberałów, jak i osoby, dla których ugrupowania nacjonalistyczne były zbyt radykalne. Z biegiem czasu na tle różnic poglądowych dochodziło do wewnętrznych tarć w skutek, których partie opuścił także jej pierwszy przywódca, Bernd Lucke. On sam nie stronił od określania innych partii i stowarzyszeń np. Pegidę mianem ksenofobicznych, rasistowskich itp.

Aktualnie partia opowiada się za polityką prorodzinną (samą rodzinę rozumie w tradycyjny sposób), towarzyszy temu krytyka równouprawnienia czy ideologii gender. Partia od początku swojego istnienia postuluje także powrót do narodowej waluty, co wiąże się z opuszczeniem strefy Euro, która wówczas defacto upadnie. Dużo uwagi poświęca także oddaniu władzy w państwach członkowskich Unii Europejskiej rządom tych państw. Jeśli UE nie oddałaby swoich kompetencji członkom, Alternatywa postuluje opuszczenie Unii. Partia nie krytykuje jednak ponad narodowych inicjatyw sprzyjających swobodnej międzynarodowej wymianie gospodarczej.

Najwięcej zwolenników przysporzyły jednak AfD postulaty antyimigranckie, w szczególności te antyislamskie. Jednym z najgłośniejszych postulatów jest tutaj pozbawienie imigrantów świadczeń socjalnych, w czym Alternatywa nie różni się niczym od rodzimych korwinistów. Do tej grupy upodabnia ją także sympatia do kapitalizmu i pogarda dla „socjalu”. Dodatkowo AfD opowiada się za wykreśleniem prawa do ubiegania się o azyl polityczny w Niemczech z konstytucji.

Najwięcej kontrowersji z polskiego punktu widzenia budzą wypowiedzi pojedynczych członków partii. Wśród nich znajdzie się promowanie filmów propagujących tezę, że to Polska odpowiada za wywołanie II wojny światowej, wypowiedzi o dumie z żołnierzy niemieckich walczących w obu wojnach światowych czy polityki „grubej kreski” w ocenie okresu rządów NSDAP i zaprzestanie kajania się za zbrodnie popełnione kilkadziesiąt lat temu przez naród. Przemówienie w tym tonie wygłosił, chociażby na 2.09 br. na wiecu w Turyngii Alexander Gauland, który stał się jednym z bardziej znanych polityków partii.

Gołym okiem widać, więc że program AfD w żaden sposób nie jest narodowosocjalistyczny czy choćby faszystowski, bo oba te terminy należy odróżnić wbrew propagandzie wrogów nacjonalizmu. Nie przeszkadza to jednak polskim prawicowcom zarzucać działaczom Alternatywy dla Niemiec inspirowania się działaniami Hitlera. Co więcej, w odróżnieniu od powstałej na gruzach NSDAP, Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD) nie sposób przypisać członkom AfD napaści na Polaków. Co ciekawe samo NPD w obliczu coraz większych problemów z bliskowschodnimi imigrantami na terytorium Niemiec zdecydowanie zmieniło swoją retorykę wobec Polaków. Obecnie liderzy tej partii skupiają się raczej na wskazywaniu wspólnych wrogów Niemców oraz Polaków, czyli liberałów czy muzułmańskich imigrantów, a kwestie dzielące nasze narody proponują omówić po spacyfikowaniu aktualnych problemów. Podobne poglądy wyrażają wszelkie inne ugrupowania narodowe za Odrą, w związku z czym w środowisku nacjonalistów niezwykle trudno jest wyszukać jawnie antypolską propagandę lub zachowania.

Oczywiście nie oznacza to, że z miejsca polscy narodowi radykałowie powinni szukać sojuszników za zachodnią granicą. Nim do tego dojdzie Niemcy przede wszystkim muszą uznać niezależnie od okoliczności nienaruszalność polskiej granicy w jej obecnym kształcie i wyzbyć się wszelkich roszczeń terytorialnych. Drugą rzeczą jest odcięcie się od hitlerowskiego dziedzictwa- co z resztą wiele organizacji już uczyniło.

Powyższe argumenty dowodzą, że żadna niemiecka partia nie jest w stanie dogodzić prawicowcom w Kraju nad Wisłą, którzy z jednej strony rozpaczać będą nad wyimaginowanym odradzającym się nazizmem w Niemczech, a z drugiej także będą rozpaczać nad coraz większą ilością imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki w Niemczech… Oczywiście faktem tym niemieccy narodowcy nie przejmują się wcale, bo opinia na ich temat ze strony polskich prawicowców interesuje ich tyle, co Eskimosów, czyli nic. Smutniejszą rzeczą natomiast pozostaje fakt, że większość rodzimego społeczeństwa w dalszym ciągu kontynuować będzie schizofrenię wobec sąsiadów nie zadając sobie pytania, jakiej postawy ja właściwie oczekuje? Po części jednakże można tłumaczyć to tym, że z polskiej perspektywy niezwykle trudno jest oszacować, jaki rząd RFN byłby korzystniejszy dla polskich interesów.


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)