Idea

Edwin Harmata: Odwieczna wojna światów


25 listopada 2017 o 16:00   /   komentarzy (0)

Każdy z nas ma w swoim życiu momenty w których zatrzymuje się w codziennym biegu i zadaje pytania na które nie ma właściwych odpowiedzi. Są to momenty beznadziejnej refleksji, w której wbrew usilnym staraniom jesteśmy skazani na zawieszenie w intelektualnym splocie niepewności, co do słuszności udzielonej sobie samym odpowiedzi. Te pytania dotyczą kluczowych dla naszego życia kwestii i choć po udzieleniu sobie odpowiedzi stajemy się żołnierzami w obronie naszych poglądów, to jednak nigdy nie będziemy ich do końca pewni.

Jednym z takich pytań, które może wpływać nie tylko na hierarchię wartości danego człowieka, ale również na jego życiowe decyzje i wybory moralne, jest pytanie o naturę rzeczywistości. Pytanie o obiektywizm i subiektywizm otaczającej nas rzeczywistości. Obecnie ukuły się dwa popularne poglądy, które zdają się regulować współczesny styl myślenia na ten temat. Pierwszy z nich głosi, że ludzie dążący do obiektywizmu są bardziej rzetelni i wiarygodni od tych subiektywnych. Drugi natomiast, że ludzie uważający siebie za posiadaczy prawdy to zapatrzeni w siebie ignoranci nieumiejący przyznać, że mogą się mylić. Pozornie oba poglądy są prawdziwe i zdroworozsądkowe, ale po głębszym zastanowieniu należy je odrzucić jako szkodliwe mity, które ograniczają nie tylko nasze horyzonty myślowe, ale również wolność!

Na początku nim dokonamy analizy obu mitów musimy wyjaśnić samo znaczenie obiektywizmu. Słownik Języka Polskiego PWN podaje nam dwie następujące definicje pojęcia „obiektywizm”: 1. «przedstawianie i ocenianie czegoś w sposób zgodny ze stanem faktycznym, niezależnie od własnych opinii, uczuć i interesów»

  1. «w ontologii: pogląd, zgodnie z którym przedmiot poznania istnieje poza podmiotem poznającym i niezależnie od niego; w aksjologii: stanowisko, które przypisuje wartościom istnienie niezależne od świadomości».

Pierwsza z powyższych definicji jest zwyczajnym mirażem, który został pośrednio lub bezpośrednio udowodniony w setkach psychologicznych eksperymentów. Jednym z eksperymentów, które każdy z nas może bez problemu wykonać jest Test Utajonych Skojarzeń (IAT). Jest on ogólnodostępny na stronie Uniwersytetu Harvarda i został również przetłumaczony na język polski, więc bez problemu możemy przekonać się o ułomności naszych umysłów. Wykazuje on, że niezależnie od tego jak bardzo wolnym od uprzedzeń, niezależnym od własnych opinii, uczuć i interesów, czuje się dany człowiek, jego reakcje na określone bodźce będą miały różny czas reakcji. Znaczy to ni mniej, ni więcej niż to, że na poziomie podświadomym, nad którym nie mamy kontroli dokonujemy stygmatyzacji i faworyzacji określonych cech. Zdrowy rozsądek nakazuje nam nie oceniać ludzi po ich cechach zewnętrznych, jak np.: wygląd czy kolor skóry albo płeć, jednak nasz umysł i tak to robi. Jak to się ma do dążenia ku obiektywizmowi przy pomocy świadomego wysiłku woli? W skrócie możemy powiedzieć, że nasze dążenie do obiektywizmu w takim momencie ulega skrzywieniu. Oddalamy się od zerowej wartości bezstronności w stronę dyskryminacji w sposób podświadomy. Teraz na poziomie świadomym musimy wysiłek woli skierować w stronę przeciwną by szalę naszej oceny przybliżyć do bezstronności, jednak sposób i siła przesunięcia znów wybierana jest przez nasz umysł. Jeśli więc nasze doświadczenia życiowe, przekonania i wiedza będą mówiły, że lepiej jest być superantydyskryminującym, to prawdopodobnie przepchniemy szalę obiektywizmu na stronę dyskryminacji podświadomej swoich cech świadomych (biali powinni teraz płacić odszkodowania murzynom za niewolnictwo!), a świadomej faworyzacji cech podświadomie dyskryminowanych (czarni są super!). Oczywiście osoba, która uważa, że lepiej dyskryminować innych niż sobie podobnych postąpi w podobny sposób, a jedynie kierunek sił będzie przeciwny. Osiągnięcie obiektywizmu jest niemożliwe już na poziomie budowy naszego mózgu, który wytwarza silniejsze połączenia neuronalne przy oglądaniu przedmiotów, które są przez nas częściej spotykane. Takie zjawisko występuje przykładowo podczas rozpoznawania twarzy. Lepiej rozpoznajemy twarze ludzi wśród których żyjemy niż ludzi, których widujemy sporadycznie. Stąd też pojawia się wśród Polaków często opinia, że „Azjaci wyglądają tak samo”. Fakty świadczą o tym, że różnią się między sobą w wyglądzie w podobnym stopniu co Europejczycy, ale nasze mózgi nie przystosowały się do rozróżniania ich twarzy w wystarczającym stopniu, by te różnice dostrzec.

Operacje poznawcze jakie dokonujemy w poszukiwaniu obiektywizmu są tym bardziej skrzywione im bardziej próbujemy do tego obiektywizmu dążyć. Ta deformacja wynika ze zwiększenia naszej czułości na wszelkie przejawy dyskryminacji. Zwiększona czułość sprawia, że zupełnie normatywna i zdrowa przesłanka w kontekście cechy innej osoby może zostać odebrana jako przejaw dyskryminacji i wypchnięta poza naszą świadomość. Właśnie z takim mechanizmem mamy do czynienia w czasach wszechobecnej poprawności politycznej podporządkowanej dogmatowi równości. Istnieją znaczące różnice między ludźmi, które są bezsprzecznymi faktami, a o których nie wolno mówić w dzisiejszych czasach. Przykładowo gdy spojrzymy na zwycięzców maratonów na całym świecie to zobaczymy, że miażdżącą większość stanowią czarnoskórzy mężczyźni. Czy można powiedzieć, że Afrykanie są lepiej zbudowani od reszty świata jeśli chodzi o przystosowanie do sportów lekkoatletycznych? Zdecydowanie tak, badania dowodzą, że Afrykanie mają więcej szybkokurczliwych włókien mięśniowych, co bezpośrednio przekłada się na wyniki sportowe. Ten fakt zdaje się jednak być nie do spostrzeżenia, przez ludzi, którzy są świadomi swej tendencji do dyskryminacji czarnych i próbują jej przeciwdziałać świadomymi wynikami woli. Wówczas popadają w subiektywizm stanowi przeciwwagę dla jego subiektywizmu naturalnego i powstaje zupełnie wynaturzona, niezrozumiała aberracja poznawcza, która nie pozwala danej osoby zakwalifikować ani jako tolerancyjnej ani dyskryminującej. Bowiem oba wzajemnie się wykluczające się twierdzenia będą dla tej osoby prawdziwe na różnych płaszczyznach świadomości. Niestety, zamiast stworzenia obiektywnej oceny tworzymy kolejną subiektywną karykaturę obiektywizmu i krzyczymy, że my jesteśmy bezstronni. Z punktu widzenia psychologii i przy świadomości ogromu czynników, które wpływają na naszą psychikę wygląda to iście groteskowo.

Wracając do drugiej definicji musimy już wyjść poza obszar ludzkiej czaszki i sięgnąć do badań fizycznych. W końcu cóż bardziej utwierdza nas w przekonaniu o obiektywnie istniejącej rzeczywistości niż twarde naukowe badania fizyków? Cóż bardziej utwierdza nas w przekonaniu o obiektywnej naturze rzeczywistości jak nie fakt, że ludzie na co dzień umierają, a świat kręci się dalej jak gdyby nigdy nic? Tutaj spotykamy się znów z ciężkim policzkiem od świata nauki, który pokazuje, że zdrowy rozsądek to tylko naiwne dziecko, które mniema, że coś wie. Patrząc na jabłko leżące na stole śmiało możemy stwierdzić, że istnieje obiektywnie. Nasze zmysły i aparat percepcyjny dostarcza nam licznych dowodów na słuszność tej tezy, więc przyjmujemy, że jabłko jest. Używając zdrowego rozsądku stwierdzamy również, że nawet gdybyśmy teraz umarli to jabłko nadal będzie leżało nas stole i nic sobie nie zrobi z naszej śmierci. Stąd wysnuwamy wniosek, że jabłko istniej obiektywnie i bez naszej obecności. Gdy jednak wgłębimy się w zdanie mówiące o obiektywnym istnieniu jabłka to dostrzeżemy jego przewrotne kłamstwo. Dla Anglika, bowiem będzie leżał „apple”, a nie „jabłko”. W porządku, odpowiemy, ale to nadal to sama rzecz podana w innym języku. Co jednak, gdy pójdziemy o krok dalej? Co gdy położymy jabłko przed osobą, która nigdy nie widziała jabłka i nie wie co to takiego? Ta stwierdzi, że to zaokrąglony przedmiot o zielonej barwie, pochodzenia organicznego. Nadal to jest jakiś opis jabłka, więc możemy pójść o krok dalej. Połóżmy jabłko przed psem. Z oczywistych względów dla psa jabłko nie będzie jabłkiem. Właściwie nie będzie niczym, ponieważ pies nie posiada struktur poznawczych umożliwiających nadawanie jakichkolwiek nazw. Będzie więc wiązką fotonów docierającą od jego oczu i poprzez nie do mózgu. Jakbyśmy spojrzeli na jabłko przez oczy psa, to dostrzeglibyśmy obraz odmienny od tego widzianego ludzkim okiem. Zatem stwierdzenie, że jabłko jest zielone, będzie miało już dwa błędy. Z perspektywy psa jabłko nie będzie jabłkiem i jego kolor nie będzie wyglądał w ten sam sposób przez który rozumiemy kolor zielony. Zachowane zostaną jedynie jego faktura i kształt. Pójdźmy zatem o krok dalej. Połóżmy jabłko przed istotą posiadającą inny rodzaj zmysłu niż takie jakie znamy. Istota ta przykładowo, mogłaby poruszać się po świecie poprzez odczytywanie elektrycznej reaktywności przedmiotów. Dla niej, pozbawionej wzroku, węchu i dotyku, jabłko nie byłoby nie tylko jabłkiem, nie byłoby również zielone, twarde, ani okrągłe. Byłoby w danym stopniu reaktywne elektrycznie, co z kolei dla nas nic by nie znaczyło w kontekście odczuwania zmysłowego.

Obiektywna rzeczywistość nie istnieje, ponieważ wszystko co nas otacza poznajemy przy pomocy naszych narządów zmysłu i podlega przetworzeniu przez nasz mózg. Z kolei mózg i umysł nie wiedzą, że powinny być obiektywnymi obserwatorami, więc na przekór światu przedstawiają nam rzeczywistość w postaci reprezentacji poznawczych stworzonych zgodnie z naszymi możliwościami percepcyjnymi. Dodatkowym zarzutem wobec istnienia obiektywnej rzeczywistości jest jej relacyjność wobec podmiotu patrzącego. By mogła istnieć obiektywna rzeczywistość gdziekolwiek poza obszarem teoretyzowania ludzkich umysłów, musiałaby istnieć obiektywna istota posiadająca obiektywne narządy spostrzegania. W innym wypadku obiektywna rzeczywistość pozostanie konstruktem poznawczym niedostępnym dla kogokolwiek, a więc będzie równie realna co platońskie idee. Z kolei warunkiem istnienia obiektywnej istoty byłaby jej zdolność do odbierania wszystkich bodźców z całego wszechświata w momencie ich wytworzenia. Taka istota posiadałaby wszechwiedzę i nie istniałaby potrzeba wprowadzania pojęcia czasu. Dla niej istniałby tylko czas teraźniejszy, a wszelkie zależności liniowe i kątowe w przestrzeni nie posiadałyby odzwierciedlenia w pojęciach, ponieważ istota obiektywna nie odnosiłaby ich do swoich subiektywnych modalności i postrzegania przez pryzmat pojęć fizycznych, które ujmują świat relacyjnie. Dzięki temu nie zachodziłaby potrzeba i nie istniałyby możliwości tworzenia hipotez o istnieniu świata przestrzennego.

Wracając do mitów o których wspomniałem na początku swojego artykułu i w świetle powyższych argumentów chciałbym dokonać ich obalenia. Ludzie dążący do obiektywizmu są przez nas traktowani jako bardziej rzetelni i wiarygodni od subiektywnych. Osiągnięcie prawdziwego obiektywizmu jest jednak niemożliwe do osiągnięcia przez ludzi, więc powoływanie się na obiektywizm jest jedynie zabiegiem demagogicznym. I w dodatku ten zabieg jest skuteczny jeśli spojrzymy na jego efekt. By wyglądać na racjonalną osobę w oczach publiki należy przedstawić dwie skrajności oraz swój pogląd jako taki wyśrodkowany i jedyny zdroworozsądkowy. Rzecz jasna, po zwróceniu uwagi na prostotę tego przepisu nie będziemy chcieli uwierzyć, ale na co dzień jesteśmy mamieni w podobny sposób zarówno przez media, publicystów i pisarzy, jak i naukowców czy polityków. Każdy głos mówiący w przestrzeni publicznej o obiektywności jest albo kategoryczną pomyłką albo manipulacją. W jednym i w drugim przypadku powinniśmy do osoby mówiącej o obiektywizmie z ogromnym dystansem i bagażem krytycyzmu. W końcu prawdopodobnie ten ktoś chce nas zmanipulować.

Drugim ze wspomnianych mitów  mówi, że ludzie uważający siebie za posiadaczy prawdy to zapatrzeni w siebie ignoranci nieumiejący przyznać, że mogą się mylić. Tutaj sytuacja jest nieco bardziej zawiła. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę czystą teoretyczną naturę istnienia obiektywnej rzeczywistości, to możemy bez większego żalu odpuścić mit o istnieniu realnej prawdy obiektywnej. Wobec takiej sytuacji pozostaje jedynie prawda subiektywna do której możemy odnosić wszystkie osoby twierdzące, że posiadły prawdę. Teraz byśmy sami nie stali się zapatrzonymi w swoje ograniczenia ignorantami, musimy przyznać, że każdy człowiek, który głosi, że posiadł prawdę, mógł to zrobić w istocie. Absurdalnym byłoby przyjmować ad hoc, że osoba, która wysnuwa podobne twierdzenie nie ma słuszności, bez udowodnienia błędów w jej rozumowaniu. Jeżeli dana osoba rości sobie prawa do posiadania prawdy, to powinniśmy sprawdzić jej argumentację pod kątem spójności wewnętrznej i jeżeli jej poglądy są ze sobą wewnętrznie zgodne, to subiektywnie może ona „mieć rację”. Dopuszczenie możliwości, że ktoś może wiedzieć co jest prawdziwe otwiera w naszych umysłach dosyć ważną furtkę. Jeśli bowiem przyjmiemy, że ktoś ma rację, często musimy przyjąć, że my się myliliśmy, a tego nasze umysły nie lubią. Ta niechęć do przyznawania się do błędów jest przyczyną dla której ludzie potrafią w ciągu życia popełniać ten sam błąd wiele razy. Przykładem są toksyczne związki kobiet, które po jednym związku z brutalnym mężczyzną, znajdują kolejnego z którym historia się powtarza.

Cały mój powyższy dowód mogę sam rozbić poprzez wprowadzenie tylko jednego czynnika, którego dotychczas celowo unikałem, a mianowicie Boga. Istnienie Boga zakłada bowiem istnienie istoty obiektywnej, która posiada wszechwiedzę i odbiera rzeczywistość pozasensorycznie. Jeżeli zakładamy istnienie Boga, wówczas wszystkie argumenty na korzyść subiektywizmu rzeczywistości postrzeganej zdecydowanie tracą na sile. Nadal obiektywna perspektywa pozostaje poza możliwościami poznawczymi ludzkiego umysłu i rozumu, więc nadal roszczenie praw do obiektywizmu jest czynnością bezrozumną. Jednak istnienie Boga zakłada, że istnieje rzeczywistość obiektywna i jest ona dostępna jedynie Bogu.

Utarło się powiedzenie „niezbadane są wyroki boskie” i w nad wyraz obrazowy sposób przedstawiają one stosunek ludzkiej perspektywy do boskiej. Nasze ograniczenia umysłowe, psychiczne, sensoryczne i poznawcze sprawiają, że niedostępny jest i zawsze będzie dla nas sposób „myślenia” Boga. Z kolei w poszukiwaniu prawdy obiektywnej ukryta jest pewna mistyczna pułapka. Jest to pułapka pychy. Bowiem poszukując prawdy obiektywnej decydujemy się na poszukiwanie boskiej perspektywy, która potrafi dostrzec wszystkie aspekty danego problemu wraz ze wszystkimi aspektami różnych kontekstów danej sytuacji, a następnie oderwać je od pryzmatu subiektywnej osobowości i ograniczeń ludzkiego umysłu, by stwierdzić jakiś fakt. Niestety, o ile człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, o tyle Bogiem nie jest i próba wspięcia się swoim rozumem na poziom Boga jest z góry skazany na porażkę. Niestety w dzisiejszym świecie naukowym i paranaukowym, aż roi się od umysłowych budowniczych racjonalnej wieży Babel, która w końcu ponownie runie. Na zgliszczach szczytowych osiągnięć ludzkich umysłów ponownie przyjdzie czas, gdy ludzie podejmą refleksję nad wykraczaniem poza rozum. Przyjdzie czas gdy pojmą, że Prawda ukryta jest tylko w Bogu.


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.



Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)