Społeczeństwo

Małgorzata Jarosz: Listopad miesiącem modlitwy za zmarłych


10 listopada 2017 o 08:56   /   komentarzy (0)

Dnia 1 listopada Kościół obchodzi uroczystość ku czci Wszystkich Świętych. Oddajemy wówczas cześć wszystkim tym, którzy cieszą się już chwałą królestwa niebieskiego. Chodzi tu nie tylko o osoby oficjalnie przez Kościół kanonizowane, ale też o tych, których często nie znamy nawet z imienia ani nazwiska, a którzy mimo to osiągnęli szczęście życia wiecznego.

Uroczystość Wszystkich Świętych ma rzecz jasna swoją historię. Dlaczego przypada ona akurat 1 listopada? Wbrew obiegowym opiniom nie chodzi tu o chęć zastąpienia obchodów pogańskim świętem kościelnym. Święto to pierwotnie obchodzone było bowiem 13 maja, na 1 listopada przeniesione zostało dopiero w roku 835 przez papieża Grzegorza IV. Najprawdopodobniej chodziło tu o względy czysto praktyczne. Uroczystość przypadała bowiem na okres przed żniwami, w związku z czym Rzym miał problemy z wyżywieniem ogromnej liczby pątników.

W jaki sposób natomiast zrodził się w Kościele kultu świętych? Również w tym miejscu podkreślić należy, iż nie ma de facto żadnych dowodów, iż było to swego rodzaju zastąpienie kultu bóstw pogańskich kultem świątobliwych osób zmarłych. Pierwotnie kult świętych był po prostu kultem męczenników. Istniało bowiem słuszne przekonanie, iż osoba, która oddaje życie za Chrystusa, na pewno zostanie nagrodzona życiem wiecznym. Pierwsze świadectwo kultu męczenników związane jest ze śmiercią św. Polikarpa. Historycy nie są pewni kiedy dokładnie miało miejsce jego męczeństwo, najprawdopodobniej pomiędzy rokiem 155  a 177. List opisujący śmierć męczeńską znany jest dzięki Euzebiuszowi z Cezarei i jego „Historii Kościelnej” (autor żył co prawda w IV wieku, ale opierał się na starszych źródłach), ale funkcjonuje on również jako osobny tekst zwany „Męczeństwem Polikarpa”. Co ciekawe, utwór ten wspomina nie tylko o kulcie świętego, ale też o kulcie jego relikwii. Mowa jest bowiem o tym, iż chrześcijanie obawiali się, że ciało męża bożego zostanie zabrane przez pogan. Rzymianie nie chcieli bowiem dopuścić, ale grób św. Polikarpa stał się miejscem kultu.

Z czasem, gdy zakończyły się prześladowania, w Kościele pojawiło się tak zwane „białe męczeństwo”. Chodzi tu rzecz jasna o życie mnisze, czyli rezygnację z założenia rodziny, surowe praktyki ascetyczne i życie tylko i wyłącznie dla Chrystusa. Podobnie jak w przypadku męczenników, ówcześni chrześcijanie nie mieli wątpliwości, iż świątobliwi mężowi również mają zagwarantowane życie wieczne. Z czasem pojawili się również święci biskupi czy święci papieże.

Jednakże współczesna uroczystość Wszystkich Świętych pierwotnie obchodzona była właśnie jako dzień poświęcony wszystkim męczennikom. Święto na Wschodzie znane było już w IV wieku, na Zachodzie zaś większego znaczenia nabrało za pontyfikatu papieża Bonifacego IV (+615), który zamienił pogański Panteon na Kościół Najświętszej Maryi Panny i Wszystkich Męczenników. Uroczyste poświęcenie kościoła miało miejsce właśnie 13 maja 610. Święto pierwotnie obchodzone było tylko i wyłącznie w Rzymie, na cały Kościół rozszerzył je dopiero w roku 935 papież Jan XI.

Warto przypomnieć, iż o ile dnia 1 listopada wspominamy wszystkich tych, którzy cieszą się już chwałą Nieba, tak 2 listopada Kościół kieruje naszą uwagę na osoby, które poprzedziły nasz w ziemskiej pielgrzymce, ale które cierpią jeszcze męki czyśćcowe. Praktyka Dnia Zadusznego wywodzi się ze środowisk benedyktyńskich, a konkretnie zainicjowana została w 998 roku przez św. Odylona, czwartego opata klasztoru w Cluny. W wieku XIII święto rozpowszechniło się na cały Kościół. Warto pamiętać, iż cały miesiąc listopad poświęcony jest modlitwie za zmarłych, a w dniach od 1 do 8 listopada można ofiarować za nich odpust zupełny.

Słuszny niepokój budzić może natomiast coraz bardziej popularna praktyka świętowania Halloween. W corocznych dyskusjach internetowych z jednej strony usłyszeć można o zarzutach neopogaństwa czy nawet satanizmu, z drugiej zaś, nie brakuje też prób usprawiedliwienia. Niektórzy stoją bowiem na stanowisku, iż Halloween nie jest co prawda niczym godnym naśladowania, ale jednocześnie jest to tylko i wyłącznie niewinna zabawa.

W pierwszej kolejności warto jednak poznać genezę tego święta. Halloween w swojej współczesnej formie wywodzi się z USA, a konkretnie ze środowiska irlandzkich imigrantów, którzy postawili sobie za cel wskrzesić starodawne praktyki celtyckie. W starożytności wśród Celtów istniała bowiem wiara w to, iż w noc na przełomie października i listopada demony schodzą na Ziemię, aby móc wziąć ją w posiadanie. Aby uniknąć zemsty groźnych duchów należało wystawić przed domem podświetloną czaszkę. Warto podkreślić, iż druidzi, celtyccy kapłani, w imieniu demonów nie rzadko żądli niekiedy ofiar ze zwierząt, ale również i z ludzi. Jak widać święto to w swojej pierwotnej wersji odbywało się raczej w atmosferze grozy. Niektórzy zwracają jednak uwagę na fakt, iż współczesne Halloween ma właściwie niewiele wspólnego ze swoim starożytnym pierwowzorem. Czy jednak na pewno? Istnieją dowody na to, że w  noc 31 października jest czasem, kiedy sekty satanistyczne przeprowadzają liczne rytuały ku czci demonów. Potwierdzają to liczni byli sataniści, na przykład Glenn Hobbs czy Deborah Lipsky. Ponadto księża egzorcyści przekonują, iż na początku listopada zwiększa się drastycznie liczba osób proszących o modlitwę o uwolnienie od złego ducha. Należy bowiem pamiętać, iż Halloween to bardzo często nie tylko przebieranie się za wampiry czy czarownice, ale też kontakt z osobami zajmującymi się okultyzmem „zawodowo” (osoby takie niejednokrotnie zapraszane były nawet do szkół).

W moim odczuciu rzeczą bezdyskusyjną jest, iż moda na Halloween jest jednym z elementów laicyzacji Europy. Temat śmierci staje się niekiedy tematem tabu. Człowiek współczesny nie myśli o życiu po śmierci jako o możliwości życia z Bogiem. Zapomina się również o modlitwie za zmarłych. Dużo łatwiej przychodzi nam niekiedy poruszanie tematów takiego typu w formie groteskowej, bądź nawet prymitywnej. Tymczasem my katolicy powinniśmy codziennie powtarzać sobie słowa Chrystusa „Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny”. Chodzi tu rzecz jasna o nieustanną gotowość do spotkania z Bogiem, nigdy nie wiemy tak naprawdę ile życia mamy jeszcze przed sobą. Powinniśmy też na co dzień pamiętać o modlitwie za tych, którym nie dane było dostać się od razu do Nieba, a którzy cierpią jeszcze męki czyśćcowe. Liczni mistycy chrześcijańscy podkreślali, że męki te nie różnią się niczym od mąk piekielnych. Różnica tkwi tylko w smutnym fakcie, iż potępieńcy nie mają już nadziei na spotkanie z Bogiem. Pamiętajmy również, iż o ile dusze czyśćcowe nie mogą pomóc sobie samym, tak ich modlitwy mogą pomóc nam, którzy uczestniczymy jeszcze w ziemskiej pielgrzymce.

Niech więc chrześcijańskie spojrzenie na śmierć i życie wieczne będzie dla nas doskonałą alternatywą na pogańskie i prymitywne praktyki współczesnego świata.


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.



Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)