Gospodarka

Paweł Doliński: Globalny kapitał odrzuca Bezwarunkowy Dochód Podstawowy


23 listopada 2017 o 20:06   /   komentarzy (0)

O Bezwarunkowym Dochodzie Podstawowym (BDP) napisano już całkiem sporo opracowań. Sam napisałem uzasadnienie BDP dla Narodowego Radykalizmu na łamach internetowego pisma Szturm. Początki tej koncepcji sięgają okolic lat 60. XX wieku. Wówczas nie wychodziła ona poza fazę akademickich rozważań. Wprawdzie przez lata próbowano z nią eksperymentować w wielu krajach i na wiele sposobów, jednak nigdzie nie wdrożono rozwiązania w całości. Większość doświadczeń nie przeszło poza fazę pilotażu, dostarczając jedynie danych do prac naukowych, a nie podwalin pod poważne programy społeczne i polityczne.

Dla przypomnienia czytelnikom – BDP w swych założeniach powinien być uniwersalny (czyli obejmować wszystkich mieszkańców danej lokalizacji), podstawowy (pokrywać podstawowe koszty życia) i długoterminowy (trwać co najmniej 5 lat). Najbardziej zaawansowany był projekt w kanadyjskim mieście Dauphine (lata 70. XX wieku). Wyniki eksperymentu były bardzo obiecujące, ale został on zamknięty z powodu niechęci władz prowincji, do jego kontynuowania. Finlandia to od stycznia laboratorium. Trwa tam eksperyment z bezwarunkowym dochodem podstawowym. Dwa tysiące losowo wybranych bezrobotnych w wieku od 25 do 58 lat zamiast dotychczasowych zasiłków otrzymuje od państwa 560 euro miesięcznie. Bez żadnych warunków. Pieniądze wpływają na konto również wtedy, gdy badani znajdują pracę. Obecnie nawet niskie zarobki powodują głębokie cięcie zasiłków. Eksperyment ma potrwać 2 lata.

Świat się na naszych oczach zmienia. Liberalne doktryny o samowystarczalności wolnego rynku i „niskich podatkach” nie wytrzymały próby czasu. Globalizacja, automatyzacja, rosnące nierówności społeczne i kryzysy finansowe na dobre wystraszyły polityków i biznesowych wizjonerów, pokroju Eona Muska czy Marka Zuckerberga. Pomysłów na wdrożenie dochodu podstawowego przybywa. Już nie tylko miasta holenderskie i Finlandia prowadzą badania na żywym organizmie. Wkrótce dołączy kanadyjska prowincja Ontario i amerykańskie Oakland. Wraz ze wzrostem poparcia dla BDP, przybywa też przeciwników idei.

Bardzo silny cios przyszedł ze strony Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Jest to międzynarodowa instytucja zrzeszająca przedstawicieli trzydziestu pięciu państw, wysoko rozwiniętych, a zarazem demokratycznych. Najnowszy raport, opublikowany pod koniec maja, mocno krytykuje pomysł wdrożenia BDP w krajach członkowskich. Analitycy OECD, którzy przeanalizowali szczegółowe dane dla czterech krajów: Finlandii, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch, ostrzegają, że bieżące programy socjalne są bardziej efektywne, niż propozycje jednolitego świadczenia dla wszystkich.
Mimo że do badania włączono Finlandię, która jak wspomniałem testuje BDP, nie wzięto pod uwagę jej doświadczeń, skupiając się jedynie na wcześniejszych danych z programów pomocy społecznej. Według autorów raportu jedynie we Włoszech wprowadzenie dochodu podstawowego będzie obojętne dla poziomu ubóstwa, które dotyczy obecnie 12% obywateli. W pozostałych krajach przyjęcie idei uniwersalnej wypłaty dla każdego powiększyłoby odsetek ubogich o kilka procent. Szczególnie dotkliwie odczuliby to Brytyjczycy, w przypadku których zubożenie dotyczyłoby nawet 15% mieszkańców Zjednoczonego Królestwa (obecnie 10%). Jednym zdaniem: wprowadzenie BDP w krajach rozwiniętych jest niemożliwe. Nawet najbogatszych państw nie stać na zabezpieczenie wszystkich swoich obywateli. Problem z raportem OECD polega na przemilczeniu kilku ważnych argumentów, stojących za BDP i wyolbrzymieniu jego wad.

Po pierwsze, analitycy organizacji biorą bieżące wielkości środków — przeznaczanych na pomoc społeczną — i dokonują redystrybucji na całe społeczeństwo. Nie jest żadną tajemnicą, że od samego mieszania herbata nie zrobi się słodsza. Podzielenie tej samej puli pieniędzy między większą ilość uczestników, spowoduje zmniejszenie otrzymywanych kwot. Jednak nie na tym polega idea dochodu podstawowego. Ma on – w swoim założeniu — zastąpić wszystkie inne formy wsparcia socjalnego (między innymi emerytury, renty, zasiłki), a ponadto oszczędzić sporo funduszy, przeznaczanych obecnie na administrowanie skomplikowanymi systemami socjalnymi.

Po drugie, BDP zakłada równość kwot, które otrzymają obywatele. Nikt nie zostanie wyłączony z tego typu świadczenia i odstawiony na boczny tor, jak robi to np. program 500+. Dziś często się zdarza, że pewne grupy branżowe, o szczególnej sile nacisku, gwarantują sobie wyższe uposażenia, na przykład emerytalne. Wraz ze wprowadzaniem dochodu podstawowego dysproporcje znikną.

Koronnym argumentem twórców raportu OECD przeciwko wdrożeniu BDP jest to, że kraje decydujące się na dochód podstawowy będą musiały podnieść podatki. I chyba tutaj już powinno się zapalić czerwone światło. Globalny kapitał po prostu nie chcę się podzielić tym, co udało mu się wypracować. Zapewne stawki podatków progresywnych musiałyby wzrosnąć, co rzecz jasna nie podoba się najbogatszym warstwom społeczeństwa. Zresztą opodatkowanie pracy – jak ma to miejsce dziś – będzie w przyszłości generować coraz mniej wpływów do budżetu. Powodem będzie automatyzacja i spadające pensje. Nieodzowne będzie opodatkowanie kapitału, który do tej pory miał uprzywilejowaną pozycję.

Istotnym argumentem za dochodem podstawowym, zupełnie przemilczanym w raporcie OECD, jest kwestia aktywizacji społeczeństwa. Systemy socjalne państw rozwiniętych spychają często osoby biedne do nisz, z których nie są się w stanie wydostać. Wypłaty z tytułu bezrobocia, czy opieki nad dzieckiem, są często wyższe, niż wynagrodzenie, które może otrzymać beneficjent pomocy, gdyby spróbował swoich szans na rynku pracy. W tradycyjnym systemie jakiekolwiek dochody gospodarstwa domowego uzyskane dzięki zatrudnieniu jednego z jego członków, powodują utratę wsparcia socjalnego, co z reguły od razu spycha rodzinę w sferę ubóstwa.

Dochód podstawowy dawałby ludziom środki, pozwalające na egzystencję, tworząc tym samym poduszkę, która łagodziłaby okresy bez pracy. Mając zapewnione minimum dochodów, człowiek nie byłby skazany na podjęcie zatrudnienia pod groźbą braku środków na utrzymanie lub pracę na niekorzystnych warunkach. Liczne eksperymenty z BDP pokazywały wyraźnie, że dodatkowe pieniądze nie są odkładane w skarpetach lub przepijane, ale nakręcają koniunkturę gospodarczą lub są inwestowane w rozwój własny. Zaś zaoszczędzony czas nie jest marnowany na szukanie zatrudnienia, tylko na życie rodzinne. W dobie postpracy, gdy dominować będzie raczej krzątanie się wokół własnego domu i dorabianie, niż pracowanie, posiadanie podstawowych środków na przeżycie będzie też bardzo istotne dla zachowania spokoju społecznego.

Niestety nie przeczytamy o tym wszystkim w raporcie OECD. Nie uwzględnia on praktycznie argumentów drugiej strony, które wymieniłem wyżej. Eksperci z tych najbogatszych i najbardziej „demokratycznych” państw pragną tylko bronić interesów dużego kapitału i zachowania statusu quo pod pretekstem troski o obecne rozwiązania socjalne. Dowiemy się za to, że BDP to polityczna mrzonka, która nie może się spełnić. To już nie pierwszy raz, gdy najbogatsi mówią wyraźnie, że nie stać nas – jako społeczeństwa – na rozwinięte pakiety socjalne. To bardzo interesujące, że w dobie bezprecedensowego rozwoju gospodarczego i najwyższego (ciągle podwyższanego) poziomu ogólnej majętności, cały czas musimy zaciskać pasa i szukać oszczędności w budżetach.

Zdrowy rozsądek podpowiada, że w kapitalistycznej maszynie coś się zacięło. Tym czymś jest kumulacja kapitału w rękach nielicznych, co prognozowano już od bardzo dawna. Czczenie bożka w postaci wzrostu PKB nas zaślepia. Proszę spojrzeć na udział płac w nim. A rozwarstwienie społecznie się pogłębia. Gdyby nie groźba automatyzacji i sztucznej inteligencji, która likwiduje miejsca pracy, prawdopodobnie jeszcze długo bezkrytycznie podążalibyśmy utartymi torami. Tymczasem na naszych oczach świat przechodzi transformację. W ciągu najdalej jednego pokolenia, znane nam struktury znikną. Zamiast dawać wiarę fałszywym badaniom, że na coś nas nie stać oraz propagandzie neoliberałów, warto przemyśleć alternatywy dla demokracji, kapitalizmu czy stosunków społecznych.


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)