Społeczeństwo

Edwin Harmata: Zmierzch niewypowiedzianego


8 grudnia 2017 o 17:12   /   komentarzy (0)

Każdy kto sięgnie po literaturę czasów, czy też po stare filmy dostrzeże pewną, dosyć istotną, różnicę w relacjach interpersonalnych. Dziś silny uścisk dłoni bardzo rzadko znaczy cokolwiek, słowa „dziękuję” czy „przepraszam” stały się automatycznymi zwrotami bez treści, które po prostu stosuje się jeśli sytuacja tego wymaga. Dotrzymywanie słowa jest traktowane z lekceważeniem, tak samo mężczyźni mówiący o cnocie, honorze czy odwadze. O szacunku mówi się jedynie w kontekście tolerancji, czyli de facto nie o szacunku, a o braku dyskryminacji. Czemu w dzisiejszych czasach młodzież boi się używać wielkich słów, czy też odwoływać do wartości wykraczających poza materializm i hedonizm? Gdzie podziały się archetypy mężczyzny – dżentelmena i kobiety – damy? Skąd się wzięła i z czego wynika ta różnica, między naszym płytkim „dziś”, a głębokim „wczoraj”?

Myślę, że w udzieleniu kompleksowej odpowiedzi pomoże nam sam Witold Gombrowicz ze słynnym „Ferdydurke”. Z tejże lektury dowiadujemy się przede wszystkim, że nie ma ucieczki przed „formą”. No w porządku, zawsze ucieczka przed formą kończy się kolejną formą i właściwie nie ma innej możliwości… Tyle, że skąd wziął się w ogóle pomysł ucieczki przed nią? Cóż jest takiego strasznego w tej tajemniczej „formie”? No cóż, ze względu na różne poziomy rozumienia, forma jest dosyć problematyczna do zdefiniowania, ale możemy roboczo przyjąć, że jest ona pewnym kształtem, który nadaje idei jej rzeczywisty wymiar. Poprzez odwołanie do filozofii platońskiej, forma staje się nieco bardziej zrozumiała, jednak to nie jest jej pełna definicja. Musimy jeszcze określić czym ów „rzeczywisty wymiar” jest. Z tego względu, że z klasycznego punktu widzenia drzewo jako przedmiot jest formą dla idei drzewa i to jest dosyć zrozumiałe. Nie wdając się jednak w filozoficzne meandry rozważań nad formą, możemy przez analogię stosować powyższą definicję jako definicję ogólną. W takim wypadku należałoby rozumieć, że Gombrowicz w swoim dziele starał się uciec przed kształtem rzeczywistości. Przed zbiorami cech, wartości i reguł określających daną ideę czy rzecz, czyniąc ją… No właśnie czym? Co jest alternatywą dla formy? Jedyną odpowiedzią na to pytanie jaką potrafię udzielić jest „nicość”. Jeśli bowiem przyjmiemy formę w dość dosłownej alegorii i wyobrazimy ją sobie jako akwarium, w którym idea przybiera kształt niczym woda, to co się stanie, gdy z tego eksperymentu myślowego usuniemy akwarium? Woda będzie rozlaną plamą na powierzchni (jeśli sobie taką wyobraziliśmy) lub kulą (jeśli nasze akwarium zawiesiliśmy w próżni). Jej charakterystyczną cechą będzie brak posiadania określonych cech. Jeżeli bowiem kształty tego akwarium były jedynym, co człowiek jest w stanie opisać (ponieważ bez formy i jej właściwego archetypu nie jesteśmy w stanie mówić o idei), to wówczas nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego co jawi się nam przed oczyma. Słowem: brak formy staje się na powrót chaosem, który jest nam znany z mitologii. Brak formy oznacza brak istnienia. Bowiem jakiekolwiek istnienie jest już formą. Jak to się więc stało, że Gombrowicz uciekał przed istnieniem? Jak to możliwe, że tak inteligentny i bystry człowiek rozmyślał jak tu uciec od istnienia?

Wszystko co doprowadziło Gombrowicza do jego przemyśleń ogranicza się do pojęcia wolności. Nie mówimy tutaj jednak o prawdziwej wolności, lecz o jej negatywnej połowie. Współcześnie większość badaczy zajmujących się tematyką wolności, zgadza się co do słuszności jej podziału na wolność negatywną i wolność pozytywną. Wolność negatywna to wolność „od”, która mówi, że człowiek wolny ma prawo „do nic nierobienia” albo „do wolności od wszelkich zakazów, nakazów i reguł”. Drugi aspekt wolności z kolei, nazwany wolnością pozytywną lub wolnością „do”, skupia się na prawie do tworzenia i działania w sposób zgodny z własną wolą. Cały ambaras z ucieczką od formy wyniknął zatem z postawienia wolności negatywnej w pozycji całej wolności, a nie jedynie jej części składowej. Zatem uciekając od ograniczeń i reguł, Gombrowicz doszedł do momentu, w którym stwierdził, że ludzką wolność ogranicza nawet jego człowieczeństwo, imię czy rola społeczna, a nawet cielesność. Jest to bez wątpienia prawda, ponieważ ciało nie pozwala nam latać, rola społeczna mordować (chyba, że się jest żołnierzem, policjantem itp.), a imię reagować na inne imiona. Czy jednak ciało nam tylko przeszkadza? Jeśli tak, to można się go pozbyć. Wpadniemy jednak w inną formę, więc pytanie jest po co? No i tutaj odpowiedzi nie ma. Nasza wolność negatywna kosztuje nas o wolność pozytywną i vice versa. By móc pisać wiersze musimy posiadać pióro i papier oraz miejsce w którym mamy odpowiednie warunki do tworzenia. By posiadać powyższe rzeczy musimy się wyrzec swojej wolności negatywnej, czyli ograniczyć wolność „od” na rzecz pracy, z której otrzymamy pieniądze. Te z kolei symbolizują wolność „do”, czyli umożliwiają nam realizację celów, zgodnie z własną wolą – w tym wypadku pisania wierszy. Zarówno społeczeństwo jak i sam człowiek podlegają temu hydraulicznemu prawu wolności. Ucieczka od formy jest próbą ucieczki w absolutną wolność negatywną, a jej skutkiem jest nieistnienie. Wówczas nie ogranicza nas absolutnie nic lub absolutnie wszystko.

Korzeniem próby postawienia wolności negatywnej na piedestale, z pominięciem jej powiązania z wolnością pozytywną, jest marksizm kulturowy. Różnica, o którą pytałem we wstępie jest realną miarą działalności marksizmu kulturowego na społeczeństwo przez ostatnie dziesięciolecia. Uciekanie od formy w wypadku Gombrowicza, czy od ideologii w wypadku Żiżka, jest niczym innym jak próbą zniszczenia „starego ładu”. To próba zniszczenia zarówno wszelkich norm kulturowych, które de facto miały swoje szczytowe osiągnięcie we wzorcu „gentlemana”. Te normy sprawiały, że mężczyzna był kulturalny, honorowy, kurtuazyjny wobec kobiet. To właśnie te normy, reguły i zasady sprawiły, że po świecie chodziły cnotliwe damy, pełne miłości i troski wobec drugiego człowieka. Oczywiście, człowiek cnotliwy ze sztywnym kręgosłupem moralnym i żelaznymi zasadami był z psychologicznego punktu widzenia bardzo ograniczony. W końcu jego popęd seksualny nie był wyzwalany, jego prymitywne odruchy były tłumione, jego zachowanie było bardzo bliskie wyobrażonego ideału. Taki człowiek z chęcią potrafił poświęcić swoją wolność negatywną na rzecz pozytywnej, a nawet uważał wolność negatywną za grzech.

Wolność negatywna w swej istocie sprowadza się do „prawa do nic nierobienia”, a zatem lenistwa. Człowiek, który był gentlemanem potrafił wytworzyć u siebie samego przymus, by postępować zgodnie ze swoimi wytycznymi, a zatem realizować wolność pozytywną. Działał on bowiem zgodnie z własną i nieprzymuszoną wolą. Marksistom jednak przeszkadza niemożebnie myśl, że taki człowiek ma przymuszoną wolę, właśnie przez te zasady. No i tutaj powstaje największy konflikt ideologiczny, który decyduje o prawdziwym kształcie otaczającej nas rzeczywistości społecznej. Po jednej stronie stajemy My – ludzie z zasadami, wierzący, że warto poświęcić swoje prawo do lenistwa dla wartości, zasad i przyjętych norm społecznych. Po drugiej stronie stają oni – ludzie, którzy wierzą, że trzeba walczyć z każdym ograniczeniem i samoograniczeniem, na rzecz dążenia do absolutnej wolności negatywnej.

Odpowiadając na pytania zadane we wstępie możemy spokojnie stwierdzić, że różnica między kulturowym wzorcem gentlemana, a obecnym wzorcem wyluzowanego ziomala, wynika z pomyślnego przebiegu wojny ideologicznej marksistów. Niestety jeżeli chcemy, by młodzież wybierała sport zamiast narkotyków, czystość zamiast seksualnej rozwiązłości, czy patriotyzm zamiast globalizmu, musimy w tej wojnie ideologicznej zacząć zdobywać kolejne fronty. Dziś większa część świata jest w odwrocie. Kultury, wartości i zasady zaczynają się zacierać i tracić znaczenie, a my nie możemy biernie się temu przyglądać. Musimy sami stać się wzorcami dla młodzieży oraz promować styl człowieka, który jest spójny, jednolity, harmonijny i stały w swoim zachowaniu. Styl, w którym bezkompromisowo podchodzi się do kwestii charakteru, zasad i wartości. Styl, w którym silny uścisk ręki nadal cechuje mężczyznę, a słowo „dziękuję” wyraża prawdziwą wdzięczność. To nasza misja, by „gentleman” znów stał się wzorem dla dorastających chłopców, a „dama” wskazywała drogę dla młodych dziewcząt.

I choć nigdy nie widziałem zachowania prawdziwych dżentelmenów, ani nie żyłem w ich epoce nawet chwili, to jednak tęsknię do świata, w którym można byłoby ich spotkać. Tęsknie do świata, w którym rzeczy niewypowiedziane i takie, których nie wymagają normy społeczne, nadal są istotne. Do świata, gdzie zasady zmuszają ludzi do postępowania wbrew ich interesowi ekonomicznemu, czy hedonistycznemu. Gdzie dane słowo ma większą wartość niż pieniądz, a honor – niż życie. To od naszej postawy będzie zależało, czy świat będzie podążał w tę stronę. To od naszego zaangażowania i wiary w realizację celu zależy to, czy nasi wnukowie będą się bawili na orgiach, czy poszukiwali Chrystusa w Hostii.


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.


Czytaj także


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)