Idea

Bartosz Poznański: Izrael – wzór państwa szowinistycznego


8 stycznia 2018 o 19:44   /   komentarzy (1)

 

Różni prawicowi publicyści oraz dziennikarze bardzo często nazywają państwo Izrael „przedmurzem Cywilizacji Łacińskiej/Zachodniej” lub ostatnim bastionem broniącym nas, czyli Europejczyków przed zalewem islamu. Niektórzy z nich jak np. Rafał A. Ziemkiewicz głoszą, że „najbardziej podobny do polskiej tradycji endeckiej jest nacjonalizm żydowski, zwany potocznie syjonizmem”. Polskich narodowców, którzy nie oddają na każdym kroku pokłonów i wyrazów uwielbienia dla Żydów nazywa „żydofobami” lub „antysemitami”. W podobnym tonie wypowiadają się pozostali przedstawiciele prawicy – od partii rządzącej i jej przystawek zaczynając, na kolejnych tworach JKM-a kończąc.

Czy w rzeczywistości jednak Żydzi i państwo Izrael są nie tylko obrońcami, ale zwykłymi członkami Cywilizacji Łacińskiej? Jeśli będziemy to rozważać na bazie prac Feliksa Konecznego, dla którego ważnym wyznacznikiem wspomnianej cywilizacji były personalizm, historyzm, oparcie o grecką filozofię, prawo rzymskie czy chrześcijańską etykę to należy nie uwzględniać Izraela jako przedstawiciela tej samej cywilizacji co Polska, Włochy czy Hiszpania.

Oczywiście rozmaici publicyści naginają granicę cywilizacji łacińskiej tak bardzo, że w jej graniach poza Izraelem znalazłoby się także kilkanaście innych państw spoza Europy. Jeżeli jednak uznać za Cywilizację Zachodnią to, co obecnie reprezentuje sobą Zachód Europy i USA, czyli powszechny konsumpcjonizm, pornografia, ubóstwianie demokracji i liberalizmu, wszechobecny alkohol i narkotyki to Izrael także nie może zostać uznany za przedstawiciela tej cywilizacji. Wynika to, chociażby ze sposobu traktowania Palestyńczyków czy szerzej muzułmanów  przez żydowskie władze.

Argumentem obalającym obronę Europy przed zalewem muzułmanów są fakty, że od czasu tzw. Arabskiej Wiosny, za której wybuch w znacznym stopniu odpowiada USA oraz właśnie Izrael.  Co więcej, Tel-Awiw sam finansuje część organizacji terrorystycznych lub tzw. radykalnych co ma na celu destabilizacje państw arabskich, nieprzychylnie nastawionych do żydów. Obce nie jest mu też atakowanie państw rzeczywiście walczących z terrorystami, jak miało to miejsce wiosną ubiegłego roku, gdy izraelskie lotnictwo bombardowało syryjskie magazyny z bronią pozostające „w rękach” rządu Al-Asada.

Ilekroć pojawia się temat niepodległego państwa palestyńskiego, Tel-Awiw gorączkowo wymachuje pięścią wznosząc okrzyki o antysemityzmie czy „atakach politycznych na Izrael” osób zgadzających się z prawem Palestyńczyków do samostanowienia. Antysemityzm i historyczne krzywdy, jakie Żydzi otrzymali od III Rzeszy są z resztą stałym argumentem, kończącym jakiekolwiek dyskusje i pertraktacje z Izraelczykami. Nieważne czy debatuje się o reprywatyzacji kamienic w Polsce, które Żydzi próbują wyłudzić metodą „bo przed wojną to należało to mojego dziadka, ale źli naziści zgubili dokumenty na to wskazujące” czy właśnie kwestii palestyńskiej argument o holokauście i antysemityzmie niestety w wielu przypadkach kończy jakiekolwiek dyskusje. Oczywiście zdarzają się od tej reguły wyjątki jak chociażby w 2015 roku w Kaliszu, jednak jest to zasługa wyłącznie społeczników, którzy gotowi są poświęcić wiele godzin swojego czasu, jak i nerwów, aby sprawiedliwości stało się zadość.

Wracając jednak do relacji izraelsko-palestyńskich – już na początku tego wątku warto ustalić, kto jest tu ofiarą, a kto katem. Otóż zdecydowanie katem jest tu Izrael, a ofiarą Palestyńczycy. Owszem ofiara potrafi się zrewanżować, jak robi to chociażby Hamas, jednak warto mieć na uwadze, że zwykle są to akcje odwetowe lub intifady, czyli zbrojne powstania przeciwko okupantom. Sytuację tę można moim zdaniem porównać do sytuacji XIX wiecznych Polaków w zaborze rosyjskim. Polacy wywoływali powstania niepodległościowe wymierzone w zaborcę i tak samo robią od kilkudziesięciu już lat Palestyńczycy.

Często władze odcinają dopływ bieżącej wody palestyńskim osiedlom, zmuszając zamieszkujących je ludzi do zbierania deszczówki, a wydawać by się mogło, że w XXI wieku coś takiego jest nie do pomyślenia w „cywilizowanym państwie”. Co więcej, żydowski zaborca cały czas narusza postanowienia międzynarodowe i buduje nowe osiedla „nür für Jude(pol. Tylko dla Żydów), na ternach, które zamieszkiwać mieli muzułmanie. Na tym samym obszarze, czyli Zachodnim Brzegu Jordanu wzorem nazistowskich Niemiec powstały autobusy „nür für Judez których zgodnie z nazwą korzystać nie mogą muzułmanie, chrześcijanie i inne osoby niebędące Żydami. Już w latach 70. ubiegłego stulecia żydowskie władze potrafiły podzielić murami, zasiekami i stanowiskami wojska miasta na dwie części. W jednej żyli w luksusie Żydzi, w drugiej w nędzy Arabowie. Analogia do żydowskich gett w III Rzeszy jest oczywista. Tel-Awiw postanowił zresztą pomysł ten rozbudować i zbudował mur dzielący państwo na 2 części: palestyńską i żydowską. Sami mieszkańcy części palestyńskiej nazywają ją „getto”.  Mając w pamięci jak często Żydzi atakują innych zarzucając im nazizm i chęć wprowadzania hitlerowskich rozwiązań jest to komiczne. Jeszcze bardziej groteskowa pozostaje argumentacja polskiej prawicy twierdzącej, że:

„Świat nie rozumie, że Hamas to nie żadni Palestyńczycy, tylko fanatycy, mający dobro tego narodu, nawet jeśli się z niego wywodzą, równie głęboko, jak głęboko Lenin miał dobro Rosji czy Stalin Gruzji. Świat nie widzi, że ci fanatycy wzięli cywilną ludność za zakładników i celowo skupiają na niej ogień żydowskich żołnierzy. Świat widzi tylko zabite i poranione dzieci, świeże groby, i pławi się w budzonych tym widokiem emocjach”.

Powszechne jest także profilowanie rasowe oraz wiążąca się z tym dyskryminacja rasy gorszej, Arabów. Co należy rozumieć przez wspomniane terminy? Chociażby dyskryminację innych języków niż hebrajski. Wynika z tego brak publikacji w językach arabskich i brak możliwości korzystania z wielu usług przez osoby niemówiące po hebrajsku, chociaż arabski teoretycznie także jest językiem urzędowym. Znacznie większe sumy z budżetu państwa przekazywane są miastom żydowskim niż arabskim. Wynika z tego m.in. problem z infrastrukturą miast palestyńskich włącznie z brakiem w nich szpitali. Dyskryminacja ma miejsce także przy zakupie lub wynajmie mieszkań, gdyż często ogłoszenia dotyczą tylko i wyłącznie Żydów. Kolejnym problemem wiążącym się z finansowaniem jest edukacja. Wobec mniejszych funduszy na szkoły palestyńskie wiele tamtejszych dzieci nie uczęszcza do szkół i przedszkoli o studiach wyższych nawet nie wspominając.

Warunkiem zdobycia zatrudnienia w wielu zawodach lub skorzystania z części teoretycznie ogólnodostępnych jest odbycie zasadniczej służby wojskowej. Teoretycznie nie kryje się za tym nic kontrowersyjnego. W praktyce jednak Izrael jako kraj wysoce zmilitaryzowany preferuje obowiązkową służbę wojskową dla Żydów i ochotniczą dla nie-Żydów. Jak łatwo się domyślić mało kto spośród Palestyńczyków decyduje się służyć w armii swojego okupanta. Jak widać jednym, sprytnym zapisem Tel-Awiw uniknął zarzutów o rasizm i dyskryminację ze względu na narodowość… Izrael zgrabnie ulepsza rozwiązania nie tylko nazistowskich Niemiec, ale też apartheidu w RPA z tym że sam nie jest z tego powodu oskarżany o rasizm, dyskryminację lub nietolerancję.

Na zakończenie kilka słów jeszcze w kwestii stosunków izraelsko-arabskich w kontekście międzynarodowym. Żydowskie Państwo pozostaje cierniem w oku świata muzułmańskiego. Nie może z resztą być inaczej skoro państwo to zostało sztucznie utworzone, a właściwie utworzenie go zostało narzucone przez Zachód. Dodając do tego politykę wewnętrzną Tel-Awiwu nie trudno dziwić się jawnie antyizraelskim nastrojom w większości krajów arabskich i muzułmańskich – nawet jeśli jest to postawa wyłącznie deklarowana. Oliwy do ognia dolało deklarowanie przez Trumpa, że Jerozolima jest stolicą Izraela. W pamięci należy mieć także syjonistyczne nastawienie i uważanie się za lepszych od innych nacji, nie tylko od narodów arabskich, lecz również chrześcijańskich i wszystkich innych.

Pomimo tego nie wszyscy Arabowie są w praktyce wrogami Izraela. Przykładowo Saudowie nie mają problemów, by łączyć antyizraelską retorykę z prowadzeniem interesów wspólnie z Izraelem. Z kolei polityka prowadzona przez Tel- Aviv nastawiona jest na prowadzenie własnych, imperialnych interesów. W związku z tym z jednej strony zauważamy brak oporów przed wymianą gospodarczą z Arabią Saudyjską z drugiej strony ma miejsce nakręcanie, przy współudziale USA, m.in. anty-syryjskich i anty-irańskich nastrojów w narodach na całym świecie, co wynika z zagrożenia, jakie państwa te stanowiły lub w dalszym ciągu stanowią dla interesów Izraela i jego bezpieczeństwa. W poczynaniach państwa żydowskiego widać więc pragmatyzm, który niezależnie od poglądów wobec arabów decyduje o polityce zagranicznej.

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 15 stycznia 2018 o 19:16 Nacjonalista

    Niezwykle interesujący artykuł!

    Odpowiedź