Kultura

Karolina Ebertowska: Dowcip jako wentyl bezpieczeństwa


4 stycznia 2018 o 07:30   /   komentarzy (0)

Humor od niepamiętnych czasów kojarzy nam się ze sposobem na przetrwanie cięższych momentów. Różnego rodzaju gry językowe, dowcipy czy też satyry z okresu PRL-u wyróżniają się od tych, które funkcjonowały przed nimi i po nich. Co było wyjątkowego w dowcipie drugiej połowy XX wieku? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, należy dokonać szczegółowej analizy zjawiska. Myślę, że warto zacząć od zapoznania się z frazą: „wentyl bezpieczeństwa”.

WENTYL BEZPIECZEŃSTWA to istotne pojęcie dla teorii konfliktu społecznego. Stanowi on środek rozwiązania konfliktu bez konieczności zmiany sytuacji. Jest to swego rodzaju ujście dla negatywnych emocji, można dać im upust. Wentyl bezpieczeństwa rozładowuje agresję społeczeństwa.

Historia pokazuje, że Polakom nigdy nie brakowało poczucia humoru. Nawet za czasów drugiej wojny światowej nasi rodacy nie odmówili sobie odrobiny dowcipu. Za przykład mogą posłużyć napisy na murach kina głoszące, że „Tylko świnie siedzą w kinie” lub coś bardziej konkretnego: Hitler powiedział do Goebbelsa: „Bądź pan spokojny, żaden kodeks nie przewiduje kar za gwałcenie sumień ludzkich.”

Tematykę humoru okupacyjnego podejmuje również wydany w 2008 roku Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy zamieścili też dowcipy z okresu PRL-u, a w całą opowieść wprowadzają nas przedmowy Łukasza Kamińskiego oraz Jana Pietrzaka. Pierwszy z nich – historyk – próbuje wprowadzić nas w klimat numeru, ujawniając przy tym absurdalność systemu komunistycznego. Drugi Pan z kolei jest twórcą Kabaretu pod Egidą i próbuje ukazać nam obraz zniewolonej Ojczyzny. Biuletyn traktuje o bardzo ważnych kwestiach, wyjaśnia rolę dowcipu w trudnych dla Polski czasach. W czasie stanu wojennego było to nasze główne oręże. Nasi rodacy wyśmiewali się z poczynań okupantów praktycznie za ich plecami, jednakże dotkliwe kary spotykały nieuważnych żartownisiów. Zdaniem autorów nie można skazać na zapomnienie sztuki niezależnej, która pomogła nam przetrwać ten bardzo trudny okres. Niektórzy mogliby się zastanawiać, dlaczego prezentacja biuletynu odbyła się pod hasłem: „Śmiesznie i strasznie”, ale powód jest prosty – to właśnie przez kary, które spotykały dowcipnisiów. Przykładem kary może być: „Komisja Specjalna do walki z nadużyciami i szkodnictwem gospodarczym (sic!) za rozpowszechnianie dowcipów o komunistach karała dwuletnim pobytem w obozie pracy przymusowej, grzywnami lub odebraniem mienia.”

Do biuletynu wprowadza nas rozmowa Barbary Polak z Łukaszem Kamińskim. Wnioskiem płynącym z ich rozmowy jest fakt, że absurd pociąga za sobą śmieszność. Związek Radziecki traktował swoją ideologię tak, że nie potrafił spojrzeć na świat z innej perspektywy niż ta, w którą wierzył. Jest to zgubne dla każdej ideologii. Dlatego też humor w latach pięćdziesiątych i później charakteryzował się groteskowym śmiechem przez łzy – wyśmiewał absurdalny charakter Radzieckiej Rosji. Początkowo były to ciche działania, dowcipy opowiadane w kameralnym gronie, jednakże z czasem mówiono coraz głośniej, do szerszych mas, by osiągnąć swoje apogeum w latach 80. XX wieku, kiedy to całe grupy ludzi wychodziły na ulicę. Kolejnym wnioskiem, który nietrudno wyciągnąć z analizy magazynu jest fakt, że dowcip stanowił niepodważalną broń przeciwko okupantowi. Przeciętny Polak nie posiadał innego sposobu obrony, więc każde możliwe rozwiązanie było przezeń rozpatrywane. Co dawał dowcip? Pozwalał wyśmiać osobę stojącą u władzy, partię lub ideologię, a przez to element wyśmiewany nie był już tak bardzo potężny, jak wcześniej.

Przykładem publicznego stosowania dowcipu w okresie PRL-u były okrzyki oficjalnie wykpiwające partię/osobę u władzy. Zazwyczaj miało to miejsce podczas pochodów majowych (np. zamiast „niech żyje Stalin” młodzież krzyczała „niech żyje moja teściowa”). Poza takimi pojedynczymi aktami „buntu” nie odnotowano więcej przypadków. Ludzie z obawy przed represjami dzielili się żarcikami w kameralnym gronie, co nie narażało ich na nieprzyjemności.

Działanie wentylu bezpieczeństwa
Jak działa wentyl bezpieczeństwa? Jest to działanie odwrotne do krzykliwego wzywania ludzi, przekonywania ich do swoich racji. Nie używa on pałek, gazów łzawiących, rozwiązań siłowych, ale przekonuje do siebie droga pokojową. Dowcip jest najlepszym wentylem bezpieczeństwa, jakim mogli posługiwać się obywatele PRL-u. Nie mieliby szans w starciu ze Związkiem Radzieckim, więc nastawili się mentalnie tak, by nie dać się omamić jego zgubnej ideologii.

Niegdyś Jan Pietrzak ocenił Polskę jako: „Najlepszy barak w obozie”. Wiadomo, że chodzi o „obóz” radziecki, a najlepsi byliśmy dlatego, że u nas było najzabawniej. Wspomniany już Jan Pietrzak dodał, że „im bardziej absurdalna rzeczywistość, tym lepsze dowcipy”. Historię PRL-u najlepiej opowiadają właśnie dowcipy, dopiero w drugiej kolejności akta czy zeznania ludzi epoki. Twórcy dowcipów, kabaretów musieli wykazać się nie lada umiejętnością stosowania aluzji, lawirowania między tym, co dozwolone i tym, co zakazane. Nie było to proste, ale wiadomo, że dla Polaków nie ma rzeczy niemożliwych. Najbardziej rozpoznawalnym kawałem o komunistycznej Polsce jest: „Co by było w Polsce, gdyby nie było PRL? Wszystko.

Dowcip za czasów PRL-u znajdował się w najwyższej fazie rozkwitu. Do dziś z uśmiechem na ustach wspominamy satyry tego czasu czy wspaniałe kabarety, które bawią do łez. Dowcip jest też dowodem na to, że Polacy poradzą sobie nawet w najgorszych warunkach, znajdą rozwiązanie na wszystko. Kiedy nie mogli brać czynnego udziału w walce, to rozpoczęli walkę słowem.

 


KAROLINA EBERTOWSKA
Działaczka Brygady Pomorskiej ONR. Studentka Filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim. W swoich publikacjach lubi poruszać wątki o tematyce społecznej, w szczególności tematy dotyczące krajów Europy wschodniej.



Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)