Wiara

Małgorzata Jarosz: Msza posoborowa – marny produkt chwili


14 stycznia 2018 o 20:10   /   komentarzy (4)

Do napisania niniejszego artykułu skłoniła mnie fala dyskusji, która przetoczyła się niedawno przez Internet w związku z sytuacją salezjanina, ks. Michała Woźnickiego. Duchowny miał „zawinić” przede wszystkim chęcią celebrowania Mszy w klasycznym rycie rzymskim, przy jednoczesnym odrzuceniu Mszy posoborowej. Nie jest moim celem szczegółowa analiza sytuacji księdza, a jedynie chęć przybliżenia czytelnikom problematyki związanej z reformą przeprowadzoną po Soborze Watykańskim II. Swoje rozważania opierać będę przede wszystkim na „Krótkiej analizie krytycznej nowego Ordo Missae” autorstwa kard. Alfredo Ottavianiego oraz kard. Antonio Bacci’ego.

Tytuł mojego artykułu jest natomiast nawiązaniem do słów papieża Benedykta XVI, który dokładnie takimi słowami nazwał nową Mszę.

Przypomnijmy, Msza posoborowa ma swoje źródło w 1969 roku, kiedy to ogłoszony został „Nowy Porządek Mszy”, czyli tak zwany Mszał Pawła VI. Podkreślić należy, iż Msza posoborowa spotykała się z krytyką już u samych swoich początków. Pewne czasopismo przeznaczone dla biskupów na temat reform wypowiedziało się w następujących słowach: Pragnie się całkowicie wymazać katolicką teologię Mszy Świętej. Zbliżamy się w głównych zarysach do teologii protestanckiej, która niszczy ideę Mszy jako Ofiary.

Autorzy „Krótkiej analizy krytycznej” problem dostrzegali już w samej definicji nowej Mszy. „Ogólne wprowadzenie do nowego mszału” („Institutio generalis”)  definiowało ją w sposób następujący:  Uczta Pańska lub inaczej Msza, to święta synaksa albo zgromadzenie ludu Bożego, który jednoczy się pod przewodnictwem kapłana, by celebrować pamiątkę Pańską. Dlatego też do każdego zgromadzenia lokalnego Kościoła doskonale odnosi się obietnica Chrystusa: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich. Nowa definicja nie zawiera więc w sobie żadnych dogmatów dotyczących Mszy Świętej, nie wyraża chociażby prawdy o tym, iż Msza jest uobecnieniem Ofiary Chrystusa.

Dokument błędnie kładzie ponadto nacisk na sformułowanie „ Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich”. Stwierdzenie to odnosi się do zgromadzenia, które stanowi Mszę. W ten sposób obietnica duchowej obecności Chrystusa poprzez Jego łaskę, postawiona została na równi z fizyczną obecnością w sakramencie Eucharystii.

W „Institutio generalis” znajduje się ponadto wiele innych określeń używanych w stosunku do Mszy Świętej: akcja Chrystusa i ludu Bożego, uczta Państwa, uczta paschalna, wspólne uczestnictwo w stole Pana, pamiątka Pańska. Wszystko to wskazuje jednoznacznie więc, iż reformatorzy nijako obsesyjnie kładli nacisk na określenie „wieczerza” lub „pamiątka”. Podkreślić należy ponadto, iż sformułowanie „Pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pańskiego” jest nieprawidłowe. Msza jest bowiem pamiątką samej Ofiary, w której dokonuje się dzieło Odkupienia, Zmartwychwstanie jest tylko i wyłącznie Jej owocem.

Pamiętać należy o tym, iż ostatecznym celem Mszy Świętej jest ofiara na chwałę Trójcy Przenajświętszej. W przypadku Novus Ordo cel ten zanika. Z Offertorium zniknęło chociażby wezwanie Suscipe Sancta Trinitas („Przyjmij Trójco Święta”). Ponadto z cyklu niedzielnego znikła również prefacja o Trójcy Świętej, odmawia się ją tylko raz w roku, na uroczystość Trójcy Świętej.

W Mszy posoborowej ginie również cel pośredni, jakim jest ofiara przebłagalna. Novus Ordo kładzie bowiem zbytni nacisk na posilenie i uświęcenie obecnych. W rzeczywistości Ofiara Chrystusa poprzedza spożycie Najświętszego Sakramentu i ma już przed Komunią Świętą pełną zbawczą wartość. Stąd można uczestniczyć we Mszy, nie przystępując jednak sakramentalnie do Komunii.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, iż Novus Ordo wynaturza w znaczący sposób offertorium. Nota bene warto nadmienić, iż treść offertorium zawartego w Mszy „trydenckiej” było w sposób szczególny znienawidzone przez Marcina Lutra.  Autorzy „Krótkiej analizy krytycznej” wskazują, iż w Novus Ordo offertorium sprowadzone jest do swego rodzaju wymiany pomiędzy Bogiem a człowiekiem: Człowiek przynosi chleb, który Bóg zamienia w „chleb życia”, człowiek przynosi wino, które Bóg przemienia w „napój duchowy”: „Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb (wino), owoc ziemi (winnego krzewu) i pracy rąk ludzkich, który dziś Tobie przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia (napojem duchowym)”. Wyrażenia takie jak „chleb życia” czy „napój duchowy” są bardzo niejasne, sugerują jedynie duchową, a nie substancjalną przemianę chleba i wina.

„Institutio generalis” poucza, iż sens tak zwanej „Modlitwy Eucharystycznej” jest następujący: „aby całe zgromadzenie wiernych złączyło się z Chrystusem w wyznawaniu wielkich rzeczy Bożych i w składaniu ofiary”. Dokument nie precyzuje jednak o jaką ofiarę tu chodzi, nie wiadomo kto ma ją składać. Modlitwa Eucharystyczna zdefiniowana została natomiast jako „modlitwa dziękczynienia i uświęcenia”. Skutek nijako został więc postawiony na miejscu przyczyny. Na temat celu ofiary nie ma tu ani słowa. Autorzy „Krótkiej analizy krytycznej” piszą wprost: „Zmiana sformułowania jest przejawem zmiany doktryny”. Zniesiona została bowiem centralna rola Rzeczywistej Obecności Chrystusa. Wyraża się to między innymi w zniesieniu następujących elementów: przyklęknięcia, puryfikacja palców kapłana nad kielichem, ochrona przed stykaniem się palców kapłana po konsekracji z rzeczami nieświętymi, puryfikacja naczyń (nie musi ona być natychmiastowa), palka chroniąca kielich, wewnętrzne złocenie naczyń świętych, potrójny obrus na ołtarzu, dziękczynienie w pozycji klęczącej. Charakterystyczne jest również to, iż w „Institutio generalis” ołtarz niemal zawsze nazywany jest stołem. Podkreśla się również to, iż powinien być on ośrodkiem zgromadzenia wiernych. Obecnie Najświętszy Sakrament zaleca się przechowywać na uboczu, który ma wykorzystywany być do pobożności prywatnej.

Ponadto Nowa Msza błędnie przypisuje wiernym funkcję niejako autonomiczną. Widoczne jest to już w samej definicji: „Msza jest to święta synaksa, czyli zgromadzenie ludu Bożego”. Przesadne podkreślanie wspólnotowego charakteru Mszy przejawia się rozróżnieniu pomiędzy Mszą z ludem (cum populo) oraz Mszą bez ludu (sine populo), a także w definicji modlitwy wiernych, gdzie podkreśla się funkcję kapłańską ludu, nie wspominając, iż kapłaństwo to podporządkowane jest kapłaństwu hierarchicznemu. W końcu to kapłan przedstawia wszystkie intencje wiernych w modlitwach Kanonu rzymskiego. Na coś zupełnie innego wskazuje natomiast treść III Modlitwy Eucharystycznej: „Nie przestawaj gromadzić twego ludu, aby od wschodu do zachodu słońca składał Tobie ofiarę czystą”. Tekst modlitwy nie uściśla kto tak naprawdę składa ofiarę, powstaje tu zatem wrażenie, iż lud posiada niejako autonomiczną władzę kapłańską. Umniejszenie roli kapłana widać bardzo wyraźnie w modlitwie Confiteor, którą to kapłan odmawia już wspólnie z ludem.

Jak widać wątpliwości dotyczące Novus Ordo nie dotyczą wcale kwestii takich jak brak łaciny, brak chorału gregoriańskiego czy ustawienie kapłana twarzą do wiernych. Główny problem tkwi w tym, iż kreatorzy Mszy posoborowej unikają już podkreślania oczywistego faktu, iż Msza jest ofiarą. Treść modlitw jest bardzo niejasna pod względem dogmatycznym, można interpretować je na wiele rozmaitych sposobów. Nie jest to w żaden sposób przypadkowe. Przypomnieć należy bowiem, iż w pracach nad reformą liturgii brali udział również protestanccy pastorzy. Przykładowo Max Thurian, szwajcarski teolog protestancki (który nota bene pod koniec życia nawrócił się na katolicyzm), członek wspólnoty Taize, na temat nowej Mszy pisał w sposób następujący: „odtąd również niekatolicy mogą odprawić Wieczerzę Pańską, używając tych samych modlitw, co Kościół katolicki. Teologicznie jest to możliwe”. Ponadto w 1969 roku sześć tysięcy hiszpańskich kapłanów złożyło swój podpis pod specjalnym listem do papieża, w którym ubolewali, iż jeżeli protestanci mogą celebrować nowy ryt Mszy, to znaczy, iż nie wyraża on katolickich dogmatów wiary. „Do czego to doprowadzi, jeśli nowa Msza w najlepszym przypadku przemilcza katolickie prawdy?”- pytali. Odpowiedź na list była jednak jednoznaczna: Rzym zażądał od pobożnych księży ślepego posłuszeństwa. O zgodzie na celebrację Mszy „trydenckiej” nie mogło być rzecz jasna mowy.

Jeśli więc mamy wybór pomiędzy Mszą „trydencką” a Mszą posoborową, nie miejmy żadnych wątpliwości którą Mszę należy wybrać…


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.


Czytaj także


Komentarze (4)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 17 stycznia 2018 o 11:19 Senator

    Bardzo celne argumenty. Prawica – szeroko pojęta – musi mieć Trydentinę na sztandarze, aby z pozycjonować na przeciw heretyków w Kościele i sama się nie zagubić.

    Odpowiedź
  • 17 stycznia 2018 o 15:55 Wu Ze

    Ciekawe. Czy we Mszy w rycie rzymskim nie można uczestniczyć nie przystępując do komunii?

    Odpowiedź
  • 28 stycznia 2018 o 22:54 Janusz

    Czyli wniosek taki, że od ostatniego Soboru wszyscy papieże, kardynałowie i biskupi się mylili…? Byli naiwnymi glupcami?
    A wiarę, że Duch Święty działa podczas Soboru można wsadzić między bajki?

    Odpowiedź
    • 31 stycznia 2018 o 18:54 Józef z Bergamotu

      Nie wszyscy, znana jest sprawa oporu grupy biskupów w trakcie trwania Soboru. Niestety na skutek wieloletniej działalności heretyków modernistycznych, grunt pod ich wygraną był przygotowany zawczasu. Więc nie wszyscy, ale prawdopodobnie większość hierarchii wpakowała Kościół w tarapaty. Zresztą podobna sytuacja była w czasie herezji Ariusza.

      Odpowiedź