Wiara

Małgorzata Jarosz: O katolickim wychowaniu dzieci i młodzieży


3 stycznia 2018 o 18:41   /   komentarzy (1)

Niniejszy artykuł pragnę poświęcić zagadnieniu wychowania. Wiele współczesnych metod wychowawczych, a także obecny system szkolnictwa odbiega niestety znacząco od wychowania w duchu katolickim. Lekcje religii traktowane są jak „piąte koło u wozu”, pozostałe przedmioty często wykładane są przez nauczycieli wrogo nastawionych do chrześcijaństwa, co przekłada się niekiedy na sposób przedstawiania danych zagadnień. Ponadto współcześni wychowawcy bardzo często chcą dać podopiecznym nieograniczoną wolność, nie zważając na to, iż natura ludzka obarczona jest skutkami grzechu pierworodnego.

Musimy pamiętać, że nie zbudujemy Wielkiej Katolickiej Polski bez odpowiedniego urobienia charakteru dzieci i młodzieży, bez szkolnictwa przepełnionego duchem chrześcijańskim.

Wiele cennych wskazówek daje nam tu papież Pius XI w swojej encyklice „Divini illius magistri”.

Ojciec Święty podkreśla, iż wychowania nie można wydobyć z samej tylko ludzkiej natury. Wychowawca nigdy nie może zatrzymywać się na samym sobie, swoje działania zawsze musi kierować ku Bogu. Chrześcijańska sztuka wychowania polega bowiem na takim urobieniu człowieka, aby żył on w sposób zasługujący na życie wieczne.

Papież naucza nas, iż wychowanie ze swojej natury jest dziełem społecznym, nie dziełem jednostki. Ojciec Święty wymienia trzy społeczności, na których łonie rodzi się człowiek: dwie społeczności w porządku naturalnym – rodzina i państwo, oraz jedna społeczność w porządku nadprzyrodzonym – Kościół.

Rodzina w stosunku do państwa ma zawsze pierwszeństwo natury, a stąd również pierwszeństwo praw. Jest ona jednak społecznością niedoskonałą, ponieważ nie ma ona w sobie wszystkich środków potrzebnych do swego własnego rozwoju. Pełnię środków posiada państwo, jego celem natomiast powinno być powszechne, doczesne dobro. To właśnie w państwie rodzina osiąga odpowiadającą sobie doczesną doskonałość.

Najważniejszą z powyższych społeczności jest rzecz jasna Kościół. Jest to społeczność doskonała, posiadająca pełnie środków potrzebnych do zbawienia.

Kościół otrzymał posłannictwo od samego Chrystusa: „Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi. Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Nauczając je chować wszystko cokolwiek wam przykazałem: a oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Ponadto do Kościoła należy również tak zwane duchowe macierzyństwo. Kościół rodzi, karmi i wychowuje dusze przez swoje sakramenty i przez swoje nauczanie. Kościół posiada również prawo do osądzania wszelkich gałęzi wiedzy czy ludzkiego nauczania. I tak właśnie Kościół popiera literaturę, naukę czy sztukę tylko w takim stopniu, w jakim dziedziny te są pożyteczne dla chrześcijańskiego wychowania. Papież słusznie zauważa również, iż Kościół do rozwoju nauki przyczynił się już w czasach średniowiecznych. Nie można nie dostrzec bowiem tak bardzo licznych szkół przyklasztornych, szkół katedralnych czy uniwersytetów, nad którymi pieczę sprawował właśnie Kościół.

Podkreślić należy, iż wszystko to nie przekreśla praw jednostki do wolności w zakresie nauki, naukowych metod czy też prawa do kultury świeckiej. Porządek nadprzyrodzony nie niszczy bowiem porządku naturalnego, ale uświęca go i udoskonala. Co istotne, jeden i drugi porządek pochodzi od Boga.

Z wychowawczym posłannictwem Kościoła zawsze idzie w parze wychowawcze posłannictwo rodziny. Zarówno Kościół i rodzina pochodzą od Boga w sposób bardzo do siebie zbliżony. Pod względem wychowania rodzina zawsze ma pierwszeństwo w stosunku do państwa. Władza rodzicielska jednak nigdy nie może być despotyczna, rodzice zawsze muszą mieć na względzie ostateczny cel dziecka, jakim jest zbawienie.

Prawo państwa do wychowania również pochodzi bezpośrednio od Boga, jest On w końcu Twórcą natury. Państwo posiada jednak to prawo nie tytułem ojcostwa, jak Kościół czy rodzina, ale przez autorytet, jaki mu przysługuje dla popierania doczesnego dobra. Stąd wychowanie nie może należeć do państwa w takim stopniu, w jakim należy ono do rodziny czy do Kościoła. Jego celem jest ochrona rodziny i jednostki, nie pochłanianie takowych. Może czynić to poprzez swoje ustawy. Ponadto państwo ma również prawo do ochrony tych dzieci, które nie mają opieki ze strony rodziców. Nie chodzi tu jednak o zajmowanie miejsca rodziny, ale o uzupełnianie braków. Przede wszystkim jednak państwo ma nie tyle prawo, co obowiązek popierać kształcenie i wychowanie młodzieży. Chodzi tu o popieranie i wspieranie działalności rodziny i Kościoła, a jeśli jest taka potrzeba, to również o uzupełnianie takowej działalności. Państwo może wymagać również tego, aby wszyscy jego mieszkańcy posiadali znajomość obywatelskich i narodowych obowiązków. Niedopuszczalny jest jednak monopol wychowawczy, państwo nie ma prawa zmuszać rodziców do posyłania dzieci do szkół państwowych. Mimo to jednak państwo może zastrzec sobie monopol na zakładanie szkół przygotowujących do różnego rodzaju urzędów, chociażby do wojska.

Papież przypomina ponadto, iż przedmiotem chrześcijańskiego wychowania jest cały człowiek, „duch złączony z ciałem w jedności natury, ze wszystkimi swoimi władzami przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi”. Pamiętać należy również o tym, iż natura człowieka obarczona jest skutkami grzechu pierworodnego, szczególnie chodzi tu o osłabienie woli i nieuporządkowane popędy. Zadaniem wychowawcy jest więc przede wszystkim wzmacnianie woli za pomocą prawd nadprzyrodzonych i środków łaski. Papież potępia tym samym naturalizm pedagogiczny, który wyklucza lub częściowo ogranicza nadprzyrodzone chrześcijańskie wyrobienie. Błędne są również wszystkie metody wychowania, które opierają się na zaprzeczeniu grzechu pierworodnego. Stąd należy odrzucić pogląd o niczym nieograniczonej wolności dziecka, a także wszystkie metody, które umniejszają rolę wychowawcy, przypisujące dziecku wyłączną inicjatywę w zakresie swojego własnego wychowania.

Co ciekawe, papież potępia również tak bardzo popularne w dzisiejszych czasach wychowanie seksualne. Nauczyciele mylą się tu bowiem, iż za pomocą czysto naturalnych środków będą mogli ustrzec dziecko od niebezpieczeństwa zmysłów. Lekkomyślne i niedopuszczalne jest tu pouczenie dla wszystkich bez różnicy, jak również wystawianie młodzieży na okazje, aby „zahartować dusze przeciw takiego rodzaju niebezpieczeństwom”. Zwolennicy wychowania seksualnego błądzą, ponieważ nie uznają przyrodzonej ułomności natury ludzkiej.

Ojciec Święty potępia również koedukację, która również oparta jest na zaprzeczającym grzechowi pierworodnemu naturalizmie. Stwórca zamierzył bowiem pełne współżycie obu płci tylko i wyłącznie w małżeństwie, mniej bliskie natomiast w rodzinie i w społeczeństwie. Poza tym mężczyzna i kobieta co do zasady mają odmienne skłonności lub uzdolnienia.

Interesujące jest to, iż papież stanowczo zabrania rodzicom posyłania dzieci do szkół świeckich, z której całkowicie wyklucza się religię. Nie do przyjęcia są również tak zwane szkoły mieszane, w których co prawda odbywają się lekcje religii, ale w których uczą również nauczyciele – niekatolicy.

W szkole katolickiej natomiast cały program nauczania musi być przeniknięty duchem chrześcijańskim, religia natomiast musi być podstawą i uwieńczeniem całego wykształcenia.

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 6 stycznia 2018 o 00:01 Dymitr Ogonowski

    Co do koedukacji, to ja w czasach szkolnych i studenckich bym poparł papieża. Kiedyś pamiętam na studiach cieszyłem się na jakimś przedmiocie ze ścieżki wschodniej, że nie ma tam ani jednej kobiety. Wykładowca zauważył, że są sami „panowie”. Ale to było w ramach rywalizacji płci. Wówczas uważałem, że najlepiej jakby kobiety miały swoje szkoły prowadzone przez kobiety a my swoje. Przyznam uczciwie, że w tamtych czasach czułem się lepszy od kobiet. A na argument mamy, że kobiety ogólnie mają mnie osiągnięć w naukach (W Polsce akurat mamy tylko Skłodowską jako laureatkę nagrody Nobla w naukach ścisłych, ale Polska jest wyjątkiem), bo muszą czas przeznaczać na dzieci, odpowiedziałem tym, że w „Dzieciakach z klasą” też wygrywają przeważnie chłopcy. Ale z czasem z racji dojrzałości polubiłem młode dziewczyny i to nie tylko w sensie płciowym. Ojciec Dmowskiego ożenił się z 20-lat młodszą. Ja wbrew niektórym uważam, że to właśnie jest naturalne. Znawca Rzymu profesor Krawczuk podobno mówił swoim studentom, by nie żenili się ze studentkami, gdyż ich żony są jeszcze w przedszkolu. (Nie nawoływał oczywiście do pedofilii, tylko by czekali aż dorosną). Rzeczywiście wiele małżeństw między rówieśnikami rozpada się po paru latach. Jednak jest oczywiste, że teraz do zniesienia koedukacji nie dojdzie. Będą chłopcy z dziewczynkami się uczyć a potem studiować. W Waszym ONR już też teraz nie ma, jak przed wojną, oddzielnej sekcji kobiet, tylko jesteście razem. Myślę, że słusznie. Teraz w interesie narodowym można bezpośrednio razem współdziałać.

    Odpowiedź