Kultura

Piotr Puciński: O książce „Od PAX-u do ONR-u”


5 stycznia 2018 o 18:11   /   komentarzy (6)

Nakładem Wydawnictwa Myśl Polska jesienią 2017 roku, do sprzedaży trafiła książka „Od PAX-u do ONR-u”. Czy owoc pracy Macieja Motasa – historyka, absolwenta Wydziału Prawa i Administracji UKSW i Instytutu Historycznego UW — powinien być dla wszystkich zainteresowanych dziejami polskiego obozu narodowego wartą zakupu pozycją? Tytuł nawiązuje rzecz jasna do wspomnień Zygmunta Przetakiewicza („Od ONR-u do PAX-u), czołowego działacza RNR Falanga, jednego z najbliższych współpracowników Bolesława Piaseckiego jeszcze wiele lat po II wojnie światowej.

Wspomnienia „goryla Piaseckiego”, jak mawiał o Przetakiewiczu Stefan Kisielewski to z całą pewnością jedna z tych książek, w którą wielu ze współczesnych nacjonalistów zaczytywało się z wypiekami na twarzy, stykając się za pośrednictwem kolejnych stron tej lektury z klimatem walk ulicznych lat 30. ubiegłego wieku, relacjami wojennymi i kulisami działalności w PAX-ie, a opisywanych przecież bezpośrednio z pozycji jednej z ich najważniejszych, a zarazem najbarwniejszych postaci. Autor „Od PAX-u do ONR-u” stawia we wstępie tezę, iż obecny ruch narodowy miałby cofać się jedynie do napomkniętych wyżej lat 30. (oraz okresu wczesno-endeckiego), pomijając czy wręcz odrzucając spuściznę i powojenny dorobek środowiska PAX-u, wyjaśniając tym taką, a nie inną decyzję odnośnie do tytułu.

Praca podzielona jest na dwa rozdziały: ” Studia” i „Publicystyka”. Można powiedzieć, że w pierwszej części książka ma charakter naukowy, na który składają się niezwykle interesujące (i jednocześnie najobszerniejsze) teksty nt. ruchu ludowego i problematyki wiejskiej w kontekście Falangi (choć autor porusza tę tematykę w znacznie szerszym spectrum obozu narodowego, bo już od okresu zazębiania się pierwotnej myśli wszechpolskiej) oraz Włodzimierza Pietrzaka. Uzupełnieniem tej części jest relacja Adolfa Reutta z wyjazdu do Czechosłowacji celem nawiązania kontaktu z Wincentym Witosem, z polecenia Piaseckiego. Żałować można, że jest tak krótka, gdyż czyta się ją po wręcz świetnie. Rozmowy z samym wodzem Falangi, ukazujące jego charakter i wpływ na swoich działaczy, ówczesne metody „radzenia sobie” z różnymi przeszkodami itp., z pewnością dodają książce dodatkowego smaczku. Kończąc dygresję, żałować można jedynie, że wspomnienia z narracją pierwszoosobową autorstwa przedwojennych narodowych radykałów, to niestety z wiadomych powodów taka rzadkość…

Należy poświęcić kilka słów więcej wymienionym wyżej dwóm pozostałym podrozdziałom. Po ich lekturze czytelnik dowie się m.in. jak liczną grupą w ruchu wszechpolskim stanowiła warstwa chłopska na początku XX w., którą to przecież endecja swoiście emancypowała, jako nie mniej ważny element polskiego narodu. Autor przytacza również wymowne słowa lidera ludowców na temat polskiego nacjonalizmu, który rozumiany jako dbanie Polaków o własny interes nie jest niczym gorszącym. Mimo znacznych rozbieżności wewnątrz ruchu ludowego narastających po zamachu majowym, które objawiały się wręcz wrogością wielu „ludowych decydentów” w kraju względem obozu narodowego, ten nie odciął się od chłopskiej społeczności, widząc w niej ciągle wielki potencjał, zwłaszcza w jej części oddalonej od bieżącej polityki pierwszego planu. W obronie chłopstwa wystąpił m.in. Stanisław Piasecki, co ciekawe za pośrednictwem wydawałoby się całkiem niezbieżnego tematycznie „Prostu z mostu”.

Z tygodnikiem tym związany był Włodzimierz Pietrzak. Wybitny, aczkolwiek niestety zapomniany krytyk literacki, zaufany działacz Bolesława Piaseckiego. Świadczyć o tym może fakt, że był mianowanym na ważne funkcje w ramach Obozu Zjednoczenia Narodowego (np. zastępca red. nacz. „Młodej Polski”). W trakcie wojny pod ps. „Balk” ważny członek Konfederacji Narodu, poświęcający się także szeroko pojętej pracy kulturowej (którą uważał za jeden z fundamentów nowego typu Polaka), kierując redakcją „Nowej Polski” czy współkreując „Sztukę i Naród”. Mimo że był przeciwnikiem wybuchu Powstania Warszawskiego, stanął razem z kolegami do walki przeciw Niemcom, wchodząc w skład batalionu „Czata 49”. Zginął 22 sierpnia 1944 r. Skąd szczególne zainteresowanie Macieja Motasa tą postacią? Pietrzak został patronem Nagrody Młodych, której przyznawanie zainicjowało w 1948 r. środowisko związane z tygodnikiem „Dziś i Jutro”, a następnie kontynuował PAX. Wśród laureatów nagrody wyróżnić można tak wybitne postaci jak: ks. Jan Twardowski, Zofia Kossak-Szczucka czy Jan Dobraczyński.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje duża ilość przypisów, podkreślająca, że autor (w drugiej części posługując się cytatami z podaniem źródeł w obrębie tekstów) starał się wykorzystać w możliwie największym stopniu dostępne materiały źródłowe. Daje to po przeczytaniu całej książki wrażenie, nieprzeciętnie obeznanego w poruszanej tematyce. Jednakże w drugiej części, którą stanowi ok. 30 krótszych objętościowo tekstów publicystycznych, można mieć czasem wrażenie, że stanowią one zbyt dużą część danego artykułu. Usprawiedliwieniem może być doszukiwanie się zgodnych z faktami odpowiedzi i kontrargumentów na przytaczane zarzuty bezpośrednio u źródeł, czy na bazie poważanych publikacji.

Wybór tekstów publicystycznych (z pisma Myśl Polska) Macieja Motasa w zdecydowanie większej części ograniczył się do poświęconych obronie PAX-u oraz samego Bolesława Piaseckiego. Obrona ta przybrała głównie wymiar recenzji, komentarzy czy polemiki ze zwykle niosącą negatywny przekaz publicystyką, książkami, wywiadami bądź audycjami. Teksty te opublikowane jako zbiór są z pewnością ciekawą wykładnią wiedzy i walki z mitami, jakie przez lata narosły na temat Piaseckiego, Falangi i PAX-u. Poza dominującą tematyką przeczytać można interesujące artykuły nt. kontrowersyjnej postaci Andrzeja Świetlickiego oraz filozofii (i jej ewolucji) Stanisława Brzozowskiego, zestawionej także z myślą narodową.

Konkludując, myślę, że „Od PAX-u do ONR-u” to książka ciekawa i warta lektury. Poruszona w niej tematyka z całą pewnością nie jest dominującą w bieżącej dyskusji na temat historii obozu narodowego. Tu można przyznać rację zarzutom autora o jako takim spychaniu na boczny tor powojennego epizodu bepistów — może warto szukać przyczyn w tym, że ten okres stawia więcej znaków zapytania aniżeli dwudziestolecie międzywojenne? Jednakże sporym nadużyciem są twierdzenia o jego odrzucaniu. Takowej postawy bezpośredni spadkobiercy narodowego radykalizmu nie wykazują, stając nie raz w obronie powojennych wyborów Piaseckiego i nie ujmując nic z choćby PAX-owskiego dorobku wydawniczego czy społecznego. Symbolicznym jest przecież sam wybór nazwy aktualnego portalu publicystycznego ONR, która brzmi… Kierunki. Jeśli Maciej Motas miał na myśli inne środowiska, wypadałoby to sprecyzować, gdyż samozwańczych czy kreowanych przez media „narodowców”, a którzy dla partykularnego interesu wyrzec się mogą wszystkiego, współcześnie nie brak.

Również przewijająca się kilkukrotnie forma oskarżeń o nieprzystający do ubiegłowiecznego poziom intelektualny współczesnego obozu narodowego, mogłaby przybrać inny charakter. Jest to oczywiście faktem, ale pamiętajmy, że narodowy radykalizm lat 30. powstał na potężnym gmachu myśli narodowej, jaki budowała przez 40 lat endecja. Nacjonaliści pokolenia wolnej Polski z Piaseckim czy Mosdorfem na czele byli efektem ideowo-pokoleniowej ciągłości, która została w drugiej połowie XX wieku przecięta. Współcześni kontynuatorzy polskiego nacjonalizmu muszą właściwie budować ten fundament od początku, stawiając czoła nie mniej trudnym wyzwaniom, z jakimi zmagała się Liga Narodowa w ostatniej dekadzie XIX wieku. Uwagi te jednak nie odnoszą się ściśle do samej publikacji, której przeczytanie jeszcze raz polecam, a stanowią inną i nie mniej ważną sferę problemów i wyzwań XXI-wiecznego obozu narodowego.


Komentarze (6)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 5 stycznia 2018 o 20:33 Edek

    Brzmi ciekawie, choć bardziej lubię czytać co pisali przedwojenni ONRowcy, niż o nich. Trzeba pewnie będzie sięgnąć poń.

    Odpowiedź
  • 5 stycznia 2018 o 20:37 Alex

    Mega trafny ten ostatni paragraf – wszystko trzeba budować od nowa. Jednak mam wrażenie, że działacze końca XIXw. od początku angażowali się w politykę, a ONR tego nie robi.

    Odpowiedź
    • 6 stycznia 2018 o 16:07 Rafał

      Wszystko poza działalnością charytatywną i stricte społeczną ONR u ma charakter polityczny. I nie widzę w tym nic złego. Co oczywiście nie oznacza że ONR to partia polityczna, a jedynie oznacza to że ma jasno określone poglądy i reprezentuje określone idee.

      Odpowiedź
  • 5 stycznia 2018 o 22:28 Dymitr Ogonowski

    W ogóle ludzie mają skomplikowane życiorysy. Dziś dla ciekawości sobie przeczytałem kim był Zenon Komender. Kiedyś w ramach dziecięcych zainteresowań znałem nazwiska wszystkich 7 wicepremierów ówczesnego prl-owskiego rządu. Wiedziałem, że jednym z zastępców Jaruzelskiego (postać znienawidzona przez ONR. W podstawówce również przez nas chłopców łącznie ze mną) jest Zenon Komender, który stoi na czele PAX. To już nie były czasy Piaseckiego. A dziś przeczytałem, że był to człowiek, który podczas wojny był w Narodowej Organizacji Wojskowej, potem był więziony przez władze sowieckie i komunistów w Polsce, za działalność w Stronnictwie Narodowym. Aż w końcu by zostać prl-owskim wicepremierem i wysokim działaczem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, a następnie, przy kolejnym początku zmiany czasów, zajmować się badaniem zbrodni stalinowskich. Na ludzi oddziaływują czasy. Ja naprawdę uważam, że to był bardzo ciekawy człowiek. Ja postawy lojalnej wobec Jaruzelskiego bym nie przybrał. Był to okres ni planu, ni rynku, a poza tym były represje z kopalnią „Wujek” włącznie. A z kolei ci spod znaku Geremka-Edelmana, co doszli do władzy po 1989 r. zrobili z nas wasali Niemiec i USA (szczególnie ich lobby żydowskiego). W każdym razie temat relacji narodowców z PRL-em mnie ciekawi, łącznie z tą ewolucją. W ogóle część więźniów okresu stalinowskiego w późnym PRL-u jakoś się odnajdywała. I słusznie przestrzegali przed zagrożeniem niemieckim.

    Odpowiedź
    • 6 stycznia 2018 o 16:13 Rafał

      Wydaje mi się że w samej partii były bardzo ostre podziały i frakcje. Polecam esej „Chamy i Żydy” Witolda Jedlickiego o walkach frakcyjnych tzw „puławian” z natolińczykami”. Moim zdaniem z tych podziałów wynikało to że część przedwojennych narodowców odnajdywała niejako ideologicznie w jednej z tych frakcji.

      Odpowiedź
      • 6 stycznia 2018 o 16:34 Dymitr Ogonowski

        To był podział w PZPR. Natolińczyk Moczar narodowcem nie był. Przeciwnie był w Gwardii Ludowej i walczył przeciw NSZ. A ja teraz pisałem o PAX-ie.

        Odpowiedź