Wiara

Arek Krakowiak: Roman Dmowski – „Kościół, naród i Państwo” analiza i interpretacja współczesnych zagrożeń dla Polski


1 lutego 2018 o 16:10   /   komentarzy (3)

Dzieło Romana Dmowskiego pt. Kościół, Naród i Państwo to rozprawa ukazująca spostrzeżenia autora na temat m.in. niebezpieczeństw, które zagrażały Kościołowi ponad 80 lat temu; bardzo istotnej roli, jaką odgrywał Kościół w państwie; oraz tego, jak ważnym czynnikiem dla Narodu Polskiego był katolicyzm. Pierwszy raz ukazała się w 1927 roku, w cyklu Wskazania programowe Obozu Wielkiej Polski. Fenomen myśli autora zawartych w tej książce polega na tym, że są one wciąż aktualne, co daje wyraz dalekosiężności jego argumentów i wniosków wyciągniętych z ówczesnej sytuacji Kościoła nie tylko polskiego, lecz także na świecie. Referat został napisany w oparciu o publikację Romana Dmowskiego jw.

Rozdział pierwszy książki został poświęcony zjawisku walki wolnomularstwa z Kościołem i religią. Autor na samym początku wspomina czasy XVIII w., kiedy wolnomularstwo przybrało najgroźniejszą formę. Wówczas poddano w wątpliwość sens istnienia już nie tylko Kościoła, ale także samej religii w życiu jednostki, rodziny i narodu. Zadaniem wolnomularzy było (i de facto jest) wpojenie ludziom, którzy prowadzą religijne życie, że szczęście nie polega na ograniczaniu się w używaniu życia, np. poprzez przestrzeganie Przykazań Bożych, lecz jest sumą przyjemności, im większą, tym dającą więcej szczęścia. Innymi słowy, religia okiem wolnomularza to jedynie hamulec, odbierający radość z życia, ale jednocześnie walka masonerii z religią to bardzo skomplikowane zjawisko dla analizy. Jak zauważył Dmowski, konflikt między religią i nauką dał dodatkowe paliwo wolnomularzom do usunięcia religii z życia człowieka, co na przestrzeni lat powinno skłonić obrońców religii i Kościoła do rozwiązywania tego typu zagadnień. Kwestia ta wymaga odpowiedniego podejścia, tzn. opierania się na rozumieniu ostatnich czasów i, jak tylko to jest możliwe, zapasie doświadczenia. Autor przestrzega, że jest to bez wątpienia trudne zadanie, w które trzeba włożyć mnóstwo wysiłku. Wyjaśnia następnie, że źródła walki z religią mogą być jasne tylko wtedy, gdy podda się dostatecznie ścisłym badaniom charakter i rolę wolnomularstwa. Można czynić próby zestawiania wniosków z faktów dotyczących działalności wolnomularskiej, jednak nie ma szans, żeby przekonać do tego wszystkich. Mniej pojętni ludzie nie dadzą się przekonać o złym wpływie wolnomularstwa na ich religijne życie. Istnieją natomiast oficjalne dokumenty z lóż wolnomularskich z różnych krajów, głównie z Francji, które zapowiadają walkę z religią. Zwalczanie jej, zresztą bardzo brutalne niekiedy, jest skierowane głównie w Kościół Rzymski. Wielki Wschód, który został zainicjowany we Francji, jest tylko odłamem powszechnego wolnomularstwa, którego główny stosunek mający początek na podstawach ustanowionych w Anglii na początku XVIII w. jest obecny we wszystkich krajach, w szczególności w Anglii i w Ameryce – w krajach protestanckich. Jak tłumaczy Dmowski, fakty wskazują na to, że odłam ten nie wypowiedział otwartej wojny protestantyzmowi i katolicyzmowi, lecz działa po cichu, od wewnątrz. Najwięcej wolnomularzy jest w duchowieństwie protestanckim, jak podaje autor. Twierdzi on, że protestanci dominują nad katolikami w swej areligijności, za źródło której uchodzi sam charakter wyznań protestanckich. W krótkim czasie tracą one ducha religijnego i stają się martwe. Oczywiście, w Kościele Katolickim też działają wpływy Wielkiego Wschodu, które sięgać mogą od społeczności katolickiej, przez duchowieństwo, aż do wyższej hierarchii kościelnej. Jako że Kościół Rzymsko-Katolicki jest niezależny od władzy państwowej i jest najpotężniejszą organizacją w chrześcijaństwie, to tym większa jest determinacja masonów, żeby uczynić Go poddanym. Pierwotnie, działania antyreligijne dotykały jedynie mężczyzn, zaś kobiety były mniej podatne na te wpływy. Często bywało tak, że najwięksi przeciwnicy religii mieli żony wykazujące się wielką pobożnością, więc dzieci były jeszcze wychowywane w religijnym duchu, jednak sama rodzina była już poza religijnym życiem. Z biegiem czasu, coraz większym wpływom antyreligijnym zaczęły ulegać również kobiety, co przekładało się na to, że także dzieci były z religią na bakier, lub w formalnym tylko, bezdusznym stosunku. Sposób w jaki Anglia, Ameryka i Francja zaczęły nadawać ton światu, tzn. demonstrować mu swój stosunek do niektórych aspektów życia, metody w radzeniu sobie z problemami, swoje upodobania, rozrywki, wreszcie swój typ zepsucia, doprowadził do tego, że wypowiadanie otwartej walki Kościołowi nie było konieczne. Narastające skłonności do kompletnego ignorowania religii szły w parze z uciekaniem się do innych filozofii, a nawet do teozofii i okultyzmu. Warto zauważyć pewien fakt dotyczący wydawanych publikacji wolnomularskich na użytek członków lóż. Akcja przeciw religii, nie miała w swych zamiarach ukierunkowania umysłów ludzkich na naukę, lecz mowa była o tajemnicach, przeznaczonych dla inicjowanych. Zatem, można powiedzieć, że chodziło tu o zastąpienie jednej religii przez religię wolnomularstwa. Często można było spotkać się z szerzeniem przez wolnomularzy braku zaufania do nauki i chęci uciekania się do różnych form okultyzmu. Na uwagę zasługuje zjawisko zwrotu w kierunku religii w latach dwudziestych XX w., w takich krajach jak Francja czy Polska. Dmowski wskazuje młodsze pokolenie warstw oświeconych jako inicjatorów przeobrażenia duchowego epoki, zaś te bardziej konserwatywne jako dalej zagłębiające się w swej bezreligijności. Podsumował to następującymi słowami: „Wszystkie te fakty mają pierwszorzędne znaczenie dla bliższej i dalszej przyszłości narodów.” Często można było usłyszeć w XIX w., że religia nie jest potrzebna w kształtowaniu moralności, co da się usłyszeć również dzisiaj. Wielu było inteligentnych ludzi, którzy uważali się za wyzwolonych spod jarzma, jakim była dla nich religia i prezentowali w życiu publicznym równie moralne zachowanie co katolicy. Poczuwali się oni ponadto do roli pouczających w kwestii moralności, co często wprawiało w zakłopotanie obrońców wiary. Autor tego dzieła jednak dostrzega w tym wszystkim pewną zależność, otóż na szczególną uwagę zasługuje fakt, że ci najwięksi wrogowie religii wywodzili się z rodzin katolickich lub protestanckich, byli wychowywani zatem w duchu religijnym. Dopiero ulegając wpływom ludzi spoza rodziny zaczęli zatracać się w bezreligijności. To zjawisko pokazuje niejako silny wpływ tego, co proponowała religia zastępcza, czyli religia wolnomularstwa. Dmowski świetnie podsumował ludzi, którzy charakteryzują się cynizmem, którzy są obojętni religijnie, pozbawieni wszelkiej moralności i tułający się po tym świecie bez wyraźnego celu: „Wszystkich znamionuje wybitne kalectwo moralne, polegające na braku wszelkiego zapału, zdolności do mocnej wiary w cokolwiek, do poświęcenia czegokolwiek ze swego egoizmu, wreszcie braku zdolności uwielbienia, którą jeden mądry pisarz nazwał najwyższą zdolnością człowieka. Są to chodzące po ziemi trupy.” Te „trupy” to ateiści, którzy nieraz przejawiali swoje wielkie zalety moralne, które tak naprawdę były wynikiem katolickiego wychowania. Po zerwaniu z wiarą, katolicki stosunek do życia w nich pozostał, choć większość z nich mogła nie zdawać sobie z tego sprawy. Niestety, fakt porzucenia wiary uczynił ich niezdolnymi do przekazania wychowania chrześcijańskiego swoim potomkom, co w konsekwencji prowadziło do bezreligijności dalszych pokoleń, gdyż potomkowie ci nie znali ducha chrześcijańskiego. Roman Dmowski przedstawia Kościół Rzymski jako wielkiego wychowawcę instynktów moralnych ludów europejskich. Porównuje on duszę, która odeszła od katolickiego gruntu do liścia zerwanego z drzewa, który, wystawiony na powiewy z różnych stron, w końcu osiada na jakiejś kałuży. Tych, którzy porzucili wiarę dla wygodnego życia w wolnomularskiej utopii określa mianem les déracinés, co w przełożeniu z języka francuskiego oznacza wykorzeniony. „Są skazani na uschnięcie, a w końcu końców na zgnicie.”

Wiele z problemów opisanych przez Romana Dmowskiego w rozdziale pierwszym znajduje swoje odzwierciedlenie w czasach współczesnych, gdzie można dostrzec gołym okiem, które państwo jest katolickie, a naród szczerze religijny. Są to m.in. Polska i Węgry, kraje bezpieczne, z którymi liczy się reszta europejskich państw, ale jednocześnie są one atakowane intensywnie przez protestanckie w większości kraje, zdominowane przez lewicową ideologię multikulturalizmu. Po wielokroć, państwa zmuszone przez Unię Europejską do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, stawiają za wzór Polskę, za jej stanowczy charakter w tej kwestii, co doprowadza polityków europejskiego związku do rozpaczy i nieustannie grożą kolejnymi sankcjami. Plują jadem w polskich patriotów określając ich faszystami, choć to w Berlinie miał miejsce prawdziwy marsz neonazistów, którzy obchodzili 30 rocznicę śmierci hitlerowskiego zbrodniarza Rudolfa Hessa. Sprzeciw społeczeństwa polskiego w sprawie polityki migracyjnej to normalny przejaw troski o bezpieczeństwo swoje, jak i Kościoła. W telewizji często można usłyszeć, że we Francji zamykane są kolejne kościoły i następnie przejmowane przez muzułmanów; angielskie miasto Luton uchodzi za najbardziej islamskie na Wyspach Brytyjskich, a w Polsce niepodobna być świadkiem tego typu zjawisk. Zezwolenie na przyjmowanie imigrantów do Polski z pewnością pociągnęłoby za sobą konsekwencje podobne do tych, które można zobaczyć na zachodzie Europy i politycy Unii Europejskiej na pewno świetnie zdają sobie z tego sprawę, a jednak z uporem maniaka dążą do tego, żeby złamać Polskiego Ducha i siłą narzucić islamskich przybyszów. Zatem, trudno jest nie pokusić się o stwierdzenie, że to działania wymierzone niejako przeciwko Kościołowi. W samej Polsce jest wiele środowisk lewicowych, takich jak KOD, TVN itp., które usilnie starają się umniejszać wielkie wartości jak wiara, czy miłość do Ojczyzny, siejąc lewicową propagandę i przekonując, że bez religii można żyć lepiej i prezentować równie wysoki poziom moralny, jaki prezentują katolicy. Jako że człowiek jest z natury religijny, można powiedzieć, że ich propaganda jest tylko beznadziejnym jękiem rozpaczy. Zadaniem każdego Polaka patrioty jest stać na straży wielkich cnót takich jak wiara i patriotyzm.

Narody katolickie i protestanckie to kolejny przedmiot rozprawy wielkiego i wybitnego Polaka, jakim był Roman Dmowski. Na wstępie jest wzmianka o moralności i jej potężnym wpływie na ludzkość na przestrzeni dziejów. Nie byłoby narodów dzisiejszych gdyby nie chrześcijaństwo i Kościół Rzymski – tezę tę poparł tym, że jest zasługą Kościoła wychowanie indywidualnej duszy ludzkiej, opierającej się moralnie na własnym sumieniu, a tym samym mającej poczucie obowiązku i odpowiedzialności osobistej. To właśnie Kościół zaczął kształtować dusze naszych praprzodków; pierwotne instynkty, które utrudniały życie w społeczeństwie, przerodziły się w zdrowy rozsądek; obyczaje, którymi przecież nasi praojcowie nie grzeszyli, zostały naprawione. A więc, tak Kościół budował swą potęgę, którą jest do dnia dzisiejszego. Odnośnie Reformacji w Polsce, autor uczula, że nie można zbyt próżnie podchodzić do tego zagadnienia. Jak twierdzi, jedność wyznaniowa byłaby możliwa w krajach, w których władza monarsza byłaby silna, zaś przy ustroju państwa polskiego zapanowałaby anarchia religijna. Reformacja sprawiłaby, że nastąpiłoby rozbicie na różnego rodzaju sekty, skutkiem czego nastąpiłoby także polityczne rozbicie narodu. Kościół, a ściślej mówiąc, reakcja katolicka uchroniła nas przed rozpadem narodowym. Sam Kościół był nam tarczą przeciwko wrogom w czasach porozbiorowych. Kraje protestanckie takie jak Anglia, Prusy, lub Stany Zjednoczone stały się głównymi siłami gospodarczymi na świecie. Zarówno te, jak i mniejsze kraje protestanckie charakteryzowały się największą wytrwałością w wewnętrznym życiu politycznym, dominowały pod względem oświaty narodu, dobrobytu i kultury materialnej kraju. Wszystkie te państwa, nieprzypadkowo zresztą, górowały nad katolickimi. Siły narodów katolickich były osłabiane przez masonerię na różne sposoby, zaś kraje protestanckie nie były tak nękane, gdyż wolnomularstwo dla wyznań i sekt przerodziło się na kształt formy nadkościoła. Protestantyzm był stworzony poniekąd na czas rodzącego się nowoczesnego kapitalizmu w okresie Reformacji. Uniezależnienie się spod władzy duchownej Rzymu pozwoliło także panującym zyskać pełnię swobody w działaniach, co poskutkowało nagłym wzrostem ich egoizmu i przestano wówczas przebierać w środkach podczas wojennych bitew. Świat protestancki tak wpłynął na katolicyzm w krajach Europy, że narody zaczęły przyjmować stosunek do życia o charakterze protestanckim. Człowiek uległ zmaterializowaniu, kult pieniądza zaczął zagłuszać wszelkie przejawy zdrowego rozsądku i moralności. Dmowski wziął Francję za wzór porządnego, katolickiego kraju, który skalał się przyjmując protestancki styl życia i spychając katolicyzm na dalszy plan. W niektórych krajach, jak podaje autor, gdzie panuje w większości protestantyzm, duchowieństwo katolickie także zaczęło przybierać protestancki sposób myślenia. Niemniej jednak, wyrazem sprzeciwu wobec zmian prowadzących ku protestantyzmowi jest zwrot w kierunku katolicyzmu i, jak nadmienia Dmowski, w krajach anglosaskich także zaobserwowano ów zwrot.
Wolnomularstwo ma za cel zniszczyć katolicyzm. Wobec tego, masoneria ochoczo wspiera wiarę protestancką, będącą większością religijną wielu krajów, zaś w krajach katolickich, wolnomularstwo jest antynarodowe. Na arenie europejskiej Polska jest wciąż oczerniana, np. poprzez znanych polityków, takich jak Guy Verhofstadt, słynny polakożerca; zakłamywana jest historia przez ogłupianie ludzi, tzn. że obozy koncentracyjne w II Wojnie Światowej były polskie – to tylko parę z wielu przykładów i bardzo prawdopodobne jest, że masoneria pociąga za sznurki eurokukiełek i protestantów.

Jako odpowiedź na przewagę narodów protestanckich w Europie, w końcu wynaleziono swego rodzaju antidotum, jakim jest nacjonalizm. To ruch wzbudzający zainteresowanie, który jednocześnie jest bardzo skomplikowany. Występował on, jak przekonuje Dmowski, jednocześnie w trzech krajach: w Polsce, we Francji i we Włoszech. Ruchy te były inicjowane przez potrzeby i warunki, w jakich wówczas znajdowały się kraje i nie były zależne od zewnętrznych wpływów. Powstawały nie z doktryny i nie rodziło ich oderwane sekciarstwo. Pionierami tych ruchów byli: we Francji – Charles Maurras; we Włoszech – Enrico Corradini; w Polsce był to Jan Popławski. Dmowski uważał, że nacjonalizm to pojęcie nieszczęśliwe, gdyż każdy izm zawiera pojęcie doktryny, kierunku myśli, obok którego jest miejsce na inne, równorzędne z nim kierunki; że to pojęcie osłabia wartość ruchu i myśli, wyrażanych przez niego. Jak przekonuje autor, naród to jedyna postać bytu społecznego na świecie, każdy ma wobec niego obowiązki i nikt nie powinien z tych obowiązków rezygnować. Każdy powinien mieć poczucie odpowiedzialności za jego istnienie, pracować dla niego i robić wszystko, by jego wartość była jak największa. W dalszej rozprawie nt. nacjonalizmu ukazane są te potrzeby chwili, które zrodziły ruch nacjonalistyczny. Potrzebą tą było przystosowanie do życia w Europie pod rządami kanclerza Imperium Niemieckiego Otto von Bismarcka, gdzie jego brutalność i wielka siła była uznawana za ostatnią instancję, która decydowała o losach narodów. Wrogowie Narodu Polskiego bez skrupułów ciskali w twarz hasłami takimi jak ausrotten, co w przełożeniu z języka niemieckiego oznacza tępić, eksterminować. Na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie wielkiego ducha Narodu Polskiego, który zaczął się objawiać pod koniec XIX w. Ci, którzy pamiętali rok 1863 byli, wg Dmowskiego, skłonni zrezygnować z walki za Naród Polski. Usprawiedliwiali oni tę decyzję tym, że Polska byłaby szlachetną ofiarą brutalnej przemocy. Tymczasem, pokolenie, które zaczęło istnieć pod koniec XIX w. przejawiało już wielką wolę walki. Nie dopuszczało ono do myśli rezygnacji z walki o Ojczyznę, całkowicie nie akceptowało wizji Polski ginącej. Co więcej, wśród owego pokolenia rezygnacja z walki była niedopuszczalna, a nawet uznawana za przestępstwo, a sam rezygnujący okrywał się hańbą i był uznawany za tchórza. Jak tłumaczy Roman Dmowski, ucieczka przed walką nie jest żadnym przejawem szlachetności, lecz absolutnego braku poczucia obowiązku i troski o swój naród, a także tchórzostwa i niedołęstwa. Na siłę wrogów trzeba odpowiedzieć siłą własną, na bezwzględność trzeba przeciwdziałać swoją bezwzględnością, a ich egoizm narodowy musi być skonfrontowany ze swoim. Narody francuskie i włoskie tworzyły swoje ruchy nacjonalistyczne w ten sam sposób i miały owe ruchy to samo źródło. Miały także za cel wykrzesać jak największą energię ze swoich narodów, by uczynić państwo potężnym. Należy postawić następujące pytanie: dlaczego nacjonalizm nie powstawał w innych krajach niż katolickie? Otóż, wygląda to następująco: w krajach protestanckich ruch nacjonalistyczny nie miał sensu. Reformacja była w rzeczywistości wybuchem egoistycznych nastrojów zarówno panujących, jak i narodów. Reformacja wywoływała chęć bezwzględnej walki z innymi narodami, walki za wszelką cenę. Najlepiej obrazuje tę prawdę przykład Anglii, która była zdeterminowana do zniszczenia potęgi katolickiej Hiszpanii. Pomiędzy oboma krajami panował formalnie pokój, natomiast Elżbieta popierała korsarstwo, które gnębiło mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego. Podobną politykę prowadzili elektorzy brandenburscy i królowie Pruscy wobec Polski. Taka była przewaga krajów protestanckich nad katolickimi, agresja była poniekąd ich motorem napędowym. Ruch nacjonalistyczny narodził się i zaczął przybierać na sile w celu sprostania tyranii państw protestanckich i wkładał mnóstwo energii w uzasadnienie swoich poglądów, był przeciwny zasadzie egoizmu narodowego. Czasem poglądy te natrafiały na sprzeciw, bo, jak niektórzy twierdzili, są one w sprzeczności z etyką chrześcijańską. Oczywiście, głównymi siłami sprzeciwu były grupy obojętne i wrogie religii, prowadzone przez wolnomularstwo. To oczywiste, że wraz z upadkiem narodów katolickich nastąpiłby upadek istotności Kościoła Katolickiego, wskutek czego niektóre skrajności nacjonalizmu były potępiane w sferach kościelnych. Niemniej jednak, narodzenie się ducha narodowego między ludami katolickimi postrzegano bardzo pozytywnie. Prowadziło to do nawrotu na katolicyzm i uwolnienia się spod wpływów XIX w. i jego małego, kruchego, wolnomularskiego ducha. Wiek dziewiętnasty to był protestancki boom, to bankructwo idei przewodnich i głównych dążeń tego okresu. Dla katolicyzmu zaś nastał świt, zaczęła wzrastać wiara w siebie, w swe siły i w swoją potęgę.

Tak jak dawniej nacjonalizm był zapoczątkowany z potrzeby chwili tak obecnie niezbędne jest, żeby się rozrastał i strzegł narodowych idei. Może i Polska nie jest okupowana, lub nie mierzy się z brutalną siłą, jak w czasach rozbiorów Polski, wojen światowych, czy komunizmu, ale na co dzień musi mierzyć się z atakami w postaci kłamstw ze strony rządu. Jak wiadomo, niezrównaną perfidią wykazywał się rząd koalicji PO-PSL, o czym świadczy liczba afer, które cały czas uzewnętrzniają się. Nacjonalizm jest potrzebny, bo to tak naprawdę jedyny ruch stojący na straży prawdy. W Polsce, gdzie bardziej liczą się dla rządu losy jego partii politycznej niż losy Narodu Polskiego, głos nacjonalizmu jest często zniekształcany tak, żeby jego wydźwięk był negatywny. Tak jak kiedyś niedopuszczalna była rezygnacja z walki o Ojczyznę, tak też dzisiaj jest to aktualne, albowiem trzeba chronić prawdę przed wieloma próbami sfałszowania jej.

Roman Dmowski poświęcił rozdział IV religii w życiu narodów. Przypomina on w pierwszej kolejności o tym, jaki jest cel nauki, którą głosił Pan Jezus. Mianowicie, że życie człowieka powinno być w pewnym sensie pomostem prowadzącym do życia wiecznego. Toteż Kościół jest przewodnikiem człowieka przez wiarę i uczy, jak żyć zgodnie z Przykazaniami Bożymi, aby osiągnąć światłość wiekuistą. Naród, który uważa się prawdziwie za katolicki, ma w obowiązku strzec tego, żeby prawa i urządzenia państwowe były w zgodzie z regułami katolickimi. Bardzo istotne jest również to, żeby pilnować katolickiego wychowania młodszych pokoleń, jak zaznacza autor. Dlatego Kościół i państwo muszą być ze sobą w bardzo bliskiej współpracy. To, co jest określone przez religię i moralność jako złe, nie zawsze może być wyeliminowane drogą przymusu państwowego. Dmowski argumentuje tę tezę w następujący sposób: „Przymus państwowy, zbyt szeroko stosowany, może pociągnąć za sobą o wiele większe zło od tego, które się chce usunąć.” W dalszym rozwinięciu swojej myśli przedstawia on rolę społeczeństwa, które musi wziąć na barki obronę podstaw życia religijnego w przypadku, w którym państwo zawodzi. Określenie społeczeństwo musi w tym przypadku określać zorganizowany naród moralnie, fizycznie i jako silna opinia publiczna.

Ostatni rozdział rozprawy przedstawia politykę Polski – jako kraju katolickiego. Wstęp zaczyna się od przybliżenia myśli autora o znaczeniu katolicyzmu w polityce Polski. Uważa on o państwie polskim, że: „Z naszego stanowiska jest ono katolickim w pełni znaczenia tego wyrazu, bo państwo nasze jest państwem narodowym, a naród nasz jest narodem katolickim.” Stanowisko to mieści w sobie zapewnienie swobody wyznania poprzez prawa państwowe, jednak to religia katolicka i Kościół reprezentują stronę religijną w funkcjach państwowych. W Polsce jest wielu niekatolików, jednak powinni zdawać sobie sprawę z tego, że należy dostosować swój styl życia do standardów kultury katolickiej. Mogą oni wyznawać swoją wiarę, lecz nie mają prawa prowadzić polityki niezgodnej z zasadami katolickimi, a prowadzenie polityki typowo antykatolickiej jest w tym przypadku wręcz karygodne. Dmowski zwraca uwagę także na upadek myśli, który miał miejsce w pierwszych kilku dekadach XX w. Jak zauważył, to, co ludzie nazywali sztuką, oryginalnością w sztuce, w istocie było zwykłą miernotą, uosabiającą upadek smaku. Nie było żadnych przełomowych odkryć (pomijając fizykę), nie było żadnej wybitnej twórczości, a wielkich ludzi na próżno było szukać. Upadek smaku najbardziej dotyczył świata rozrywki, w którym elegancja została zastąpiona kiczowatością. Wielkim problemem stała się także plaga zabobonów, wzrost liczby wróżek i wiary w ich wróżby, a praktyki kabalistyczne stały się wręcz obsesją. W miastach tamtych czasów można było odnotować większą ilość seansów spirytystycznych niż nabożeństw kościelnych. Dmowski przestrzega przed naśladownictwem krajów, które mogą pochwalić się wspaniałymi instytucjami, oraz budzącymi podziw wszelkiego rodzaju dobrami materialnymi i duchowymi. Przyznaje on, że to niezwykłe jak te państwa się ubogaciły, jednak naśladownictwo może być w skutkach opłakane. Potencjalnymi skutkami mogą być: rozkład moralny i uśpienie myśli polskiej. Chęć dorównania tym starszym od Polski krajom, których wyznacznikiem życia codziennego są różnego rodzaju nałogi, dobra materialne, sprawi że Naród Polski prędko skarleje. Stanie się tak ze względu na to, że owe narody już psują się od środka, w wyniku upadku myśli i moralności. Jedynym ratunkiem narodu jest pozwolić prowadzić się duchowi katolicyzmu. To on niesie ocalenie i świetlaną przyszłość. Świeże i młode umysły są w stanie, bez dwóch zdań, przynieść ten ratunek, organizując siły bazujące na rzymskich podstawach, które uczyniły naszą cywilizację światową potęgą na przestrzeni dziejów. Bez wątpienia, XIX w. był zdominowany przez wolnomularstwo. Jednak, jak zapewnia autor, światło tej idei już gaśnie, co jest wyrazem tego, że idee wolnomularskie nie mogą równać się z wiarą katolicką, z wiarą tak mocną, która prędzej czy później się odradza, powstaje niczym feniks z popiołów. Tylko ci, którzy mają ideę, wierzą w nią i są zdolni do poświęceń, mogą liczyć na to, że nadejdą dla nich złote czasy. Polityka, będąca działaniem zmierzającym do zapewnienia bytu społecznego człowiekowi, musi bazować przede wszystkim na poznaniu społeczeństwa, któremu będzie służyć. Musi opierać się na faktach, na rzeczywistości, a nie na pustych założeniach. Ma być szczególnie szczerze katolicka, co znaczy, że rozwój religii, jej siła musi być celem, nie może być używana z innych pobudek. Na koniec, Dmowski powołuje się na historię i przypomina, jak zgubne na przełomie XIX i XX w. było używanie przez dzielnicę austriacką religii i Kościoła w celach im nieznanych. Działanie to przyniosło więcej szkód niż przeciwdziałanie religii przez jej wrogów.

Reasumując, świat niesie ze sobą wiele zagrożeń, które mogą dotknąć Naród Polski. Jednak, jak uczy rozprawa Romana Dmowskiego i czasy współczesne, a także historia, katolicyzm i Kościół stanowią tarczę, zdolną odeprzeć najgroźniejszy nawet atak w postaci wolnomularstwa, islamu radykalnego, organizacji lewicowych i innych. Dmowski twierdził, że: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu.”

Aktualność tego poglądu potwierdził Jan Paweł II w homilii wygłoszonej 2 czerwca 1979r. słowami: „Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeśli byśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie.”

 

Bibliografia:
Dmowski, Roman. Kościół, Naród i Państwo. Wrocław: wyd. NORTOM, 2013

Czytaj także


Komentarze (3)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 2 lutego 2018 o 00:06 Dymitr Ogonowski

    Ja nie o tej książce Dmowskiego. Też ją czytałem. Ale o egoiźmie. Można piętnować egoizm jako grzech. Jednak jest faktem, że protestancki egoizm dawał lepsze wyniki gospodarcze niż kolektywne życie. Kościół Katolicki nie sprzeciwia się prywatne własności ziemi i słusznie. Natomiast komuniści wprowadzali kołchozy, spółdzielnie produkcyjne, tłumacząc to chęcią likwidacji szachownicy gruntów, wielością dróg dojazdowych itd. Ale wiadomo, jakie one miały wyniki. Dlaczego kołchoźnikom, czy członkom spółdzielni w Polsce, nie chciało się zbierać zboża i innych upraw, na czas. Obijali się, jak mogli. A to dlatego, że ludzie, w stosunku do obcych, poza własną rodziną (chociaż tu różnie bywa) są egoistami. I tak samo, jak w rolnictwie jest w innych dziedzinach wytwórczości. Większość ludzi będzie pracować z odpowiednią jakością, jak bezpośrednio to się przełoży na ich poziom zamożności. Ja cenię bezinteresowne zaangażowanie społeczne. Wiem, że ONR troszczy się o groby zasłużonych Polaków, prowadzi inne akcje społeczne. Wszystko to bardzo dobrze. Jednak ogólnie gospodarka nie może opierać się na społecznie bezinteresownym charakterze człowieka, bo wtedy są takie wyniki, jak za komuny.

    Odpowiedź
  • 2 lutego 2018 o 11:46 Edeq

    Protestantyzm to judaizm dla mas. Nacjonalizm to antidotum na protestantyzm. Odnoszę wrażenie, że wolnomuły mocno przyczyniły się do wybuchu II wojny światowej. Przed wojną – w czasach Dmowskiego sprawy zmierzały w dobrym kierunku – wolnomularstwo upadało, nacjonalizm powstał i rósł w siłę. Wojna wszystko co dobre zniszczyła.

    Odpowiedź
    • 2 lutego 2018 o 16:20 Dymitr Ogonowski

      Polski nacjonalizm, związany jest z katolicyzmem. Natomiast niemiecki nacjonalizm wiąże się w dużym stopniu z luteranizmem, potem przerodził się w okultystyczny nazizm. Luter był szowinistą niemieckim.

      Odpowiedź