Historia

Czar myśliwców przy słupskiej alei MiGów


14 lutego 2018 o 15:27   /   komentarzy (0)

Takie już mam szczęście, że każdy niemal każdy wyjazd nad morze kończy się dla mnie zupełnie nieplanowanym spotkaniem z lotnictwem. Jest to szczęście pisane wielkimi literami, gdyż jestem Mielczaninem i statki powietrzne kocham całym sercem. Tym razem, wracając z wycieczki, której uwieńczeniem miały być złoty piasek i piękno Bałtyku, przejeżdżając przez Słupsk, dostrzegłem zaparkowane, lśniące myśliwce. Zawrócić, podjechać, zrobić kilka zdjęć, pokontemplować o tamtym okresie? Oczywiście!

Niniejszy tekst jest syntezą zarysu wystawionych w „mieście Biedronia” maszyn z nostalgiczną podróżą w czasie do mrocznych lat Układu Warszawskiego.

Na naszych łamach rzadko piszemy o komunizmie w pozytywnym świetle. Częściej i głośniej traktujemy o zbrodniach i barbarzyństwie przeklętego systemu. I słusznie! Nawet, gdy patrzymy w niebo, uczucia są mieszane, ponieważ komuna zrujnowała – i to trzeba podkreślać – polski przemysł lotniczy w podobny sposób do tego, w jaki zniszczyła nasz przemysł motoryzacyjny. Stanowczym „Niet!” moskiewskich zwierzchników władza przekreślała szanse wybitnych polskich projektów. Natomiast lotnictwo wojskowe jako takie miało się w PRL-u całkiem nieźle – nasze siły powietrzne wyposażone były w nowoczesne myśliwce radzieckie, a modele nieco starsze z powodzeniem produkowano w Polsce.

Jeszcze rzadziej ciepło wyrażamy się o czymkolwiek związanym z panem Robertem Biedroniem, człowiekiem naszym wartościom przeciwnym wręcz skrajnie. A tu taka atrakcja w zarządzanym przezeń mieście – no cóż…

Komuna komuną, Biedroń Biedroniem, a my jesteśmy tutaj – przy alei 28 Słupskiego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego i od razu przyznajemy, że zarówno otoczenie wystawy jak i same eksponaty są zadbane, rzetelnie opisane, a w tle trwają prace nad renowacją chodnika. Choć ekspozycja zawiera tylko cztery samoloty, to jednak są to kluczowe maszyny naszej powojennej awiacji, a z każdą wiąże się kawał dobrej historii. Warto tu być. Oddajemy się magii zwiedzania i podniebnych marzeń. Zaczynamy!


Pierwszy w alei myśliwiec to Lim-5 – model produkcji polskiej. Wytwarzany w zakładach w Mielcu w latach 1956-1960 był integralną częścią naszej ówczesnej rewolucji technicznej, czyli wprowadzenia do krajowego lotnictwa wojskowego samolotów odrzutowych. Lim-5 był licencyjną kopią MiGa-17, maszyny, która z powodzeniem wojowała w wojnie wietnamskiej ze znacznie nowszymi myśliwcami amerykańskimi. Główna zaleta – wysoka zwrotność – pozwalała skutecznie niwelować mocne strony przeciwnika, takie jak szybkość, czy wyposażenie w najnowsze w tamtym czasie rakiety na podczerwień. Było to dla świata zachodniego nie lada zaskoczenie. W Polsce łącznie wyprodukowano 477 Limów-5, w różnych wersjach wyposażenia. Tutaj pragnę zwrócić uwagę Państwa na pewne wydarzenie – otóż w 1959 roku zorganizowano przelot nad Warszawą z okazji jakiejś tam komunistycznej rocznicy. W pokazie brały udział aż 64 myśliwce Lim. Proszę to porównać do dzisiejszych przelotów reprezentacyjnych, np. na radomskim Air Show – nie więcej niż 20 maszyn. Komentarz pozostawiam czytelnikowi. Po zakończeniu roli myśliwskiej Limy przez dobre kilka dekad służyły w celach szkolno-treningowych razem z kapitalnymi, w pełni polskimi TS-11 (Iskrami). Chciałoby się wspomnieć, że Lima można było zobaczyć na pokazach jeszcze w latach osiemdziesiątych – ależ nie! – można go zobaczyć i dziś (co prawda jest to starszy Lim-2), a to za sprawą Fundacji Polskie Orły i pilota Sławomira Hetmana.

Kolejna srebrna strzała to MiG-19. Dla mnie rarytas, pierwsza styczność z tym modelem.  To pierwszy „ruski” myśliwiec naddźwiękowy.  Gdy laik spojrzy na przód maszyny, może błędnie określić liczbę silników – a to ze względu na jeden wielki okrągły wlot powietrza.  Gdy patrzymy na tył, nie ma już wątpliwości – wewnątrz znajdują się dwie jednostki napędowe. W MiGi-19 wyposażono m.in. słupski pułk, któremu to muzeum jest poświęcone. Samoloty te służyły w Polsce w latach 1957-1974, a w Chinach są używane do dziś. Bacznie się przyglądam temu nieco dziwnemu okazowi, który dla pilotów okazał się maszyną wymagającą umiejętności na wyższym niż poprzednicy poziomie.

Trzeciego eksponatu nie trzeba przedstawiać – to MiG-21 – najpopularniejszy myśliwiec na świecie. Niezwykle szybki a zarazem prosty w budowie, nazwany „ołówkiem” MiG zrewolucjonizował lotnictwo i jest groźny do dziś. Skrzydła w kształcie delty, szpiczasty, czerwony wysuwany dziób – po prostu MiG! Niezwykle popularny również w Polsce, swym rozdzierającym uszy hałasem niweczył jakiekolwiek nadzieje na ciszę do roku 1990 – zwłaszcza tutaj – w pobliżu Bałtyku. Tym z państwa, którzy chcieliby zobaczyć tę maszynę w akcji, rekomenduję wyjazd na pokazy lotnicze w Radomiu – tam, co dwa lata pilot sił lotniczych Rumunii wykonuje godny polecenia pokaz właśnie MiGiem-21.

Zwiedzanie kończymy przypatrując się ostatniej maszynie: Mig-23. Samolot o zmiennym skosie skrzydeł, rozwijający prędkość 2.3 Ma – prawdziwy diabeł. Osiągnięcie 1000km/h zajmowało mniej niż pół minuty! Produkcja tego modelu ruszyła w roku 1970. Kilka lat później Amerykanie (niespodziewanie dla Rosjan) całkowicie zmienili obraz walk powietrznych wprowadzając wówczas ultranowoczesne F-15 i F-16 – szala znów przechyliła się na korzyść zwrotności. W Układzie Warszawskim wprowadzono natychmiast doktrynę zabraniającą pilotom MiGów-23 podejmowania walki kołowej z jankeskimi wynalazkami. Odpowiedzią była taktyka doleć-zestrzel-uciekaj wykonywana przy jak największej prędkości. Nowe „F-y” mogły w ten sposób znaleźć się w tarapatach. Osobiście pamiętam Migi-23 z pokazów lotniczych w Mielcu w roku 1987. Były bardzo szybkie i bardzo, bardzo głośne! Eksploatację w kraju zakończono w roku 1999. Cała przygoda z tym modelem była średnio udana – skromna liczba sprowadzonych sztuk, w które wyposażono tylko jeden pułk, oraz wysokie koszty utrzymania sprawiły, że Mig-23 musiał wkrótce ustąpić znacznie nowocześniejszemu, młodszemu bratu: Migowi-29. A ten z kolei, kto wie, być może niedługo stanie się piątym skarbem słupskiej alei MiGów, jako że Ministerstwo Obrony Narodowej rozważa wycofanie starzejącego się już modelu i zastąpienie go „czymś nowszym”. Cokolwiek to będzie, mam nadzieję, że będzie miało ten czar, tę magię i przede wszystkim ten dźwięk, który sprawiał, że nic na ziemi nie było istotne, gdy na niebie latały MiGi.

 

Piotr Krudysz

Zastępca redaktora naczelnego portalu Kierunki

 

Źródła: konflikty.pl, Historia Lotnictwa w Polsce P.H.W. Fenix

foto: autora

Czytaj także


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)