Wiara

Filip Bator: Aby radość nasza była pełna


11 lutego 2018 o 16:06   /   komentarzy (2)

Gdy po Soborze Watykańskim II duchowość katolicka zaczęła w wielu przypadkach iść pod rękę ze światem, w Kościele przystąpiono do coraz częstszego skłaniania się ku zewnętrznemu manifestowaniu radości. Normą stały się chrześcijańskie koncerty czy imprezy wzorowane na świeckich odpowiednikach, utwory sakralne inspirowane są muzyką rozrywkową, a z ambon coraz mniej mówi się o tematach trudnych i wymagających – śmierci, grzechu, piekle, karze, umartwieniu, pokucie czy poście. Wielu kapłanów i biskupów przybrało postawę dobrych kumpli hołdujących ludzkim słabościom i z łatwością je usprawiedliwiających. Wyrazem tego jest też formalne rozluźnienie kościelnej dyscypliny.

Katolicy przywiązani do tradycji Kościoła nie pozostawili tego bez odpowiedzi. W licznych przypadkach jest nią nadmierne eksponowanie wspomnianych wyżej zagadnień. Tradycjonaliści w dużej mierze uciekli ze skrajności w skrajność. Ich duchowości towarzyszy nastrój żałobny, potępiający większość dostępnych dla ludzi radości i przyjemności. Jest to jednak znaczne odejście od katolickiej wizji życia.

Punktem wyjścia do rozważań o katolickiej radości powinny być słowa Jezusa: ,,Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15, 10-11). Chrystus chce zatem, abyśmy byli ludźmi radosnymi. Powodem tej radości ma być Boża miłość. Ta stanowi bowiem o istocie samego Boga, wszak to ,,Bóg jest miłością” (1 J 4, 8b). Sens miłości Boga ku nam wyjaśnia Jezus: ,,Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Niebieski Ojciec nas kocha, dlatego chce naszego zbawienia. To powinien być największy powód naszej radości. Oparta ma być ona właśnie na nadziei życia wiecznego. Cnota nadziei pozwala nam cieszyć się nawet w najtrudniejszych momentach, gdyż zapewnia nas, że są one tylko jednymi z etapów w drodze do nieba. Co więcej, wielu świętych radowało się szczególnie w chwilach największych cierpień wierząc, że wtedy są wyjątkowo blisko Chrystusa Ukrzyżowanego. Zaś owocem męki Pana jest nasze zbawienie. Przykład takiej postawy dał chociażby św. Franciszek, który mawiał:  ,,Nigdy nie jest mi tak dobrze, jak wtedy, kiedy jest mi źle”. Oczywiście, cierpienie nie jest dobre samo w sobie, ale jeśli przeżywamy je z ufnością, to pozwala nam ono doświadczać miłosierdzia Bożego. Ktoś, kto potrafi się radować w trudnych momentach, czyni coś prawdziwie świętego, niczym trzej młodzieńcy z Księgi Daniela, którzy wrzuceni przez króla Nabuchodonozora do pieca ognistego za to, że nie chcieli oddać pokłonu pogańskiemu posągowi. Będąc w płomieniach radośnie wielbili oni Boga, a ten uwolnił ich od śmierci (por. Dn, 3). Taka postawa to triumf nad szatanem, zgodnie z tym, co mówił słynący z radosnego usposobienia św. Filip Neri: ,,Diabeł ucieka przed prawdziwą radością”. Smutek zaś, jak podaje Biblia i nauczanie Kościoła, jest wynikiem ludzkiego grzechu. Przed wiekami był nawet wymieniany jako ósmy grzech główny. Księga Syracydesa stwierdza: ,, Szczęśliwy mąż, który nie potknął się ustami i nie jest przybity smutkiem grzechów” (Syr 14,1). Św. Jan Chryzostom uważał, iż nie ma innej przyczyny smutku, jak tylko grzech.

W duchu radości powinniśmy także spełniać nasze praktyki religijne. Oczywiście, nie ma to nic wspólnego z robieniem z nich rozrywki i tkliwym nastrojem, co ma miejsce w modernistycznych środowiskach kościelnych. Radość nie powinna się bowiem opierać na emocjach, ale być aktem rozumowym, wynikającym z przyjęcia miłości Boga i wiary w spełnienie Jego obietnic. Nie wyklucza ona powagi opartej na szacunku do świętych czynności i miejsc. Szczególnie dotyczy to Mszy Świętej, będącej uobecnieniem ofiary Pańskiej. Wszelkie manipulacje przy liturgii mające uczynić ją przyjemniejszą prowadzą do skupienia uwagi wiernych na własnych odczuciach. Prowadzi do odwrócenia uwagi od Chrystusa, a w konsekwencji do znieważenia Go. Jednak nasze usposobienie przy oddawaniu  czci Bogu powinno być radosne. Wskazuje na to przykład Jezusa, o którym Ewangelia mówi, że przed jedną z modlitw ,,rozradował się w Duchu Świętym” (Łk 10, 21). Podobnie czyniła Maryja, która z radością śpiewała hymn Magnificat (por. Łk 1, 46-55). To samo dotyczy postu, o którym Jezus mówił: ,,Kiedy pościcie nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 16-18). Podobnie sprawa ma się z jałmużną. Św. Paweł pisze bowiem, że ,,radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9, 7b). Według Księgi Syracydesa radość musi towarzyszyć także składaniu ofiar Bogu: ,,Przy każdym darze twarz twoją rozpogodź i z weselem poświęć dziesięcinę!” (Syr 35, 8). Radość powinniśmy czerpać nawet z uczynków pokutnych. Mimo, że skupiają one nasz wzrok na naszych grzechach i męce Chrystusa, to przecież chrześcijanin nie może się zatrzymywać na krzyżu. Zaraz za Golgotą powinien bowiem widzieć pusty grób. Jak bowiem pisał św. Jan Chryzostom: ,,Krzyż pierwej był godłem kary, hańby i potępienia, teraz stał się godłem nagrody, sławy i szczęśliwości. Pierwej był dowodem udręki i męczeństwa, teraz dowodem wesela i chwały”.

Tyle o radościach duchowych. Co jednak z tymi doczesnymi? Wielu ludziom (także niektórym katolikom) nauczanie Kościoła kojarzy się tylko z ciągłymi zakazami i unikaniem wszelkiej przyjemności. W tę pułapkę wpadło też liczne grono ,,tradsów”. Jak bardzo błędna jest to postawa świadczy Pismo Święte. ,,Nic lepszego dla człowieka, niż żeby jadł i pił, i duszy swej pozwalał zażywać szczęścia przy swojej pracy. Zobaczyłem też, że z ręki Bożej to pochodzi” (Koh 2,26-26a) ,,Poznałem, że dla niego nic lepszego, niż cieszyć się i o to dbać, by szczęścia zaznać w swym życiu. Bo też, że człowiek je i pije, i cieszy się szczęściem przy całym swym trudzie – to wszystko dar Boży” (Koh 3,12-13) ,,Oto, co ja uznałem za dobre: że piękną jest rzeczą jeść i pić, i szczęścia zażywać przy swojej pracy, którą się człowiek trudzi pod słońcem, jak długo się liczy dni jego życia, których mu Bóg użyczył: bo to tylko jest mu dane. Dla każdego też człowieka, któremu Bóg daje bogactwo i skarby i któremu pozwala z nich korzystać, wziąć swoją część i cieszyć się przy swoim trudzie – to Bożym jest darem. Taki nie myśli wiele o dniach swego życia, gdyż Bóg go zajmuje radością serca” (Koh 5, 17-19) ,,Sławiłem więc radość, bo nic dla człowieka lepszego pod słońcem, niż żeby jadł, pił i doznawał radości, i by to go cieszyło przy jego trudzie za dni jego życia, które pod słońcem daje mu Bóg” (Koh 8,15) ,,Nuże więc! W weselu chleb swój spożywaj i w radości pij swoje wino! Bo już ma upodobanie Bóg w twoich czynach. Każdego czasu niech szaty twe będą białe, olejku też niechaj na głowę twoją nie zabraknie! Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał, po wszystkie dni marnego twego życia, których ci Bóg użyczył pod słońcem. Po wszystkie dni twej marności! Bo taki jest udział twój w życiu i w twoim trudzie, jaki zadajesz sobie pod słońcem” (Koh 9, 7-9) ,,Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej, a serce twoje niech się rozwesela za dni młodości twojej. I chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga; lecz wiedz, że z tego wszystkiego będzie cię sądził Bóg! Więc usuń przygnębienie ze swego serca i oddal ból od twego ciała, bo młodość jak zorza poranna szybko przemija” (Koh 11,9-10).  Być może niektórych zdziwił fakt, że fragmenty te pochodzą z Księgi Koheleta. Owa księga kojarzy się bowiem zwykle z ponurym nastrojem towarzyszącym stwierdzaniu marności świata doczesnego. Jednak zdaniem jej autora, właśnie dlatego, że świat jest tak nędzny, należy cieszyć się tym, co dał nam Bóg, także na płaszczyźnie czysto ziemskiej. Z jednym ważnym zastrzeżeniem zawartym w ostatnim z przytoczonych cytatów. Współgra to z tym, co mówił św. Paweł: ,,Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść” (1 Kor 6, 12). W podobnym tonie wypowiadał się wspomniany wyżej św. Filip Neri: ,,Synaczkowie, bądźcie weseli! Chcę byście nie grzeszyli, lecz byście byli wesołymi. Duch wesoły łatwiej dojdzie do doskonałości niż melancholijny”. Unikanie radości doczesnych było elementem niektórych herezji, np. pelagianizmu, herezji katarów, kalwinizmu, czy purytanizmu. Katolik natomiast, doceniając wielką wartość ascezy, musi jednak pamiętać, że nie wszyscy są powołani do wysokiego stopnia tej praktyki. Przyjemności ziemskie to bowiem także dar od Boga umacniający w nas poczucie radości. Warunek jest taki, aby nie prowadziły one do osłabienia  działania łaski uświęcającej przez grzech powszedni lub jej utraty przez ciężki. Bez łaski bowiem wszelka radość duchowa jest wykluczona, gdyż człowiek obarczony grzechem śmiertelnym traci nadzieję na zbawienie dopóki nie oczyści się z niego w sakramencie pokuty. Warto także dodać, że z katolickimi świętami i obrzędami wiązały się przez wieki liczne zabawy, często bardzo huczne. Z tradycji Kościoła pochodzi np. zwyczaj obchodzenia Sylwestra.

Radość rozumiana na sposób Boży powinna towarzyszyć całemu życiu chrześcijanina. Nie bez powodu Jezus zdecydował się zamienić wodę w wino podczas wesela w Kanie. Wino w Biblii jest właśnie symbolem radości. Wydarzenie w Galilei było pierwszym cudem Zbawiciela, dokonanym (nota bene za wstawiennictwem Maryi nazywanej Przyczyną naszej radości) na samym początku Jego działalności, swoistym expose. Niech więc w naszym życiu, szczególnie tym duchowym, przyświecają nam słowa św. Pawła: ,,Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,4-7).


FILIP BATOR
Działacz ONR, dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania.


Czytaj także


Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 12 lutego 2018 o 08:32 Arek K.

    Swietny tekst! Bardzo dobry temat, w koncu tak wielu jest katolikow wierzacych, a ktorzy nie potrafia czerpac radosci z zycia, tak jak ucza fragmenty z Pisma Swietego. Sam czasem lapie sie na popadaniu w stan melancholijny, dlatego uwazam, ze to trafiony artykul.

    Odpowiedź
  • 15 lutego 2018 o 18:26 pl80

    Przepiękne! Hmmm… nie wiedziałem, że w Biblii jest tyle słów zachęcających do „jedzenia i picia”, ale to tylko świadczy o tym, jak czytam Pismo Święte.

    Odpowiedź