Wiara

Małgorzata Jarosz: Państwo wyznaniowe – lekarstwo na laicyzację


12 lutego 2018 o 18:45   /   komentarzy (7)

Abp Marcel Lefebvre w swojej książce pt. „Kościół przesiąknięty modernizmem” przytoczył pewną ciekawą anegdotę, związaną ze spotkaniem z papieżem Janem Pawłem II, które miało miejsce 19 listopada 1978 roku. Arcybiskup miał zadać wówczas papieżowi następujące pytanie: „Jak to jest możliwe, że z racji deklaracji o wolności religijnej, Kościół osobiście przyczynia się do zniesienia państw katolickich oraz społecznego panowania naszego Pana Jezusa Chrystusa?”. Drugie pytanie było bardzo podobne: „Znosicie więc społeczne panowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa? Lecz nie macie do tego prawa! Co zatem zrobicie z encykliką „Quas Primas”, w której Pius XI potwierdza dogmat o społecznym królowaniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa?”. Odpowiedź papieża była krótka: „Być może on już nie napisałby tego w taki sam sposób”.

Opisana powyżej sytuacja w doskonały sposób pokazuje jak bardzo daleko zindoktrynowani przez modernizm współcześni duszpasterze odeszli od tradycyjnej nauki Kościoła na temat relacji pomiędzy państwem a Kościołem. Kwestia ta powinna interesować szczególnie nas, narodowo – katolickich radykałów, którzy dążymy przecież do utworzenia Katolickiego Państwa Narodu Polskiego.

Nie ulega wątpliwości, iż za obecny stan rzeczy odpowiedzialny jest wszechobecny liberalizm. Doktryna ta niewątpliwie ma swoje korzenie w renesansie, kiedy to pochwała potęgi natury spowodowała zapomnienie o potrzebie Bożej łaski. Nie bez znaczenia były również narodziny protestantyzmu, który poprzez pochwałę potęgi czystej wiary, neguje jednocześnie istotność Bożej łaski. Według protestantów łaska nie dokonuje bowiem prawdziwej, wewnętrznej przemiany człowieka. Protestanci ponadto nacisk kładą na indywidualną i prywatną pobożność, która nie ma żadnego wpływu na życie publiczne. Protestantyzm powoduje również, iż człowiek przywiązuje się bardziej do dóbr tego świata. Chodzi tu przede wszystkim o kalwinizm, który w sukcesach ekonomicznych dostrzega kryteria własnego usprawiedliwienia.

W dalszej kolejności wspomnieć należy również o poglądach Kartezjusza, który dokonał rozróżnienia na prawo Boskie i naturalne prawo człowieka. Zupełnie inaczej widział to natomiast św. Tomasz z Akwinu: „Prawo naturalne jest niczym innym, jak uczestnictwem istot rozumnych w Prawie Wiecznym”. Epoka Oświecenia utworzyła natomiast fałszywą koncepcję idealizmu, a także koncepcję dobra pierwotnej natury (autorem tej drugiej koncepcji jest Rousseau). Prawo naturalne dla oświeceniowego filozofa jest jedynie spójnością uczuć, które człowiek ma sam z siebie, a które są udziałem większości. Bardzo dobrze obrazuje to krótki dialog zawarty w pismach Voltaire’a:

– Czym jest prawo naturalne?

– Instynktem, który sprawia, że mamy poczucie sprawiedliwości.

– Co nazywasz sprawiedliwym, a co niesprawiedliwym?

– To, co wydaje się takim całemu światu.

Oświecenie zlikwidowało więc pewien most, który łączy rozum z zasadami porządku naturalnego.

Nauczanie Kościoła jest tu zupełnie odmienne. Warto przytoczyć chociażby dokumenty Soboru Watykańskiego I: „Nie tylko, że wiara i rozum nie mogą być w sprzeczności, ale wzajemnie się wspierają. Prawy rozum wyjawia podstawy wiary, a oświecony światłem wiary oddaje się mądrości rzeczy Bożych, gdy z kolei wiara wyzwala i ochrania rozum od błędów, i uczy myślenia wielopłaszczyznowego”.

Papież Leon XIII w swojej encyklice „Immortale Dei” opisał dość szczegółowo elementy państwa świeckiego. Papież stanął na stanowisku, iż państwo takiego typu nie jest niczym innym, tylko „tłumem, co sam sobie jest mistrzem i panem”. To lud jest tutaj źródłem wszelkich praw i wszelkiej władzy, a państwo nie jest zobowiązane do tego, aby poszukiwać, która z wielu religii jest prawdziwa. Stąd katolicyzm traktowany jest na równi z sektami, Kościół nie ma prawa do publicznego nauczania, jego prawa są pomiatane. Ponadto jurysdykcji państwowej podległa jest również instytucja małżeństwa, to państwo orzeka o jego ważności lub braku takowej.

Wszystko to znamy niestety z czasów nam współczesnych. Abp Lefebvre w swojej książce „Kościół przesiąknięty modernizmem” opisuje tragedię, która działa się na jego oczach. Chodzi tu o niszczenie państw wyznaniowych, które dokonywane było niestety na polecenie samej Stolicy Apostolskiej. Arcybiskup opisuje między innymi przykład Kolumbii. Nuncjusz wydać miał polecenie, aby z konstytucji usunięty został zapis, iż „religia katolicka jest jedyną religią uznaną przez Republikę Kolumbii”. Co istotne, pomysł ten nie podobał się samemu prezydentowi. Był on bowiem gorliwym katolikiem. Zastosował się co prawda do polecenia nuncjusza, jednakże zapewniał, iż zrobi wszystko, aby religia katolicka w dalszym ciągu traktowana była z szacunkiem.

Idea państwa świeckiego nijak ma się jednak do tradycyjnej nauki Kościoła. Papież Leon XIII w swoje encyklice „Libertas” zwrócił uwagę na fakt, iż Bóg stworzył człowieka dla społeczeństwa i połączył go ze współstworzeniami po to, by potrzeby jego natury, których nie może zaspokoić samotnym wysiłkiem, mógł zaspokoić we współpracy z innymi. Dlatego właśnie każde społeczeństwo cywilne musi koniecznie uznać Boga jako swoją zasadę. „Ani ze względu na sprawiedliwość, ani ze względu na rozum, państwo nie może być ateistyczne” – naucza papież. Głowa państwa posiada natomiast obowiązek obrony prawdziwej religii. Władza publiczna ustanowiona została bowiem dla dobra rządzących. Jej podstawowym celem jest co prawda dbanie o dobrobyt życia ziemskiego, znacznie ważniejsza jest jednak troska o zwiększenie zdolności człowieka, tak by mógł on osiągnąć szczęście wieczne.

Podkreślić należy, iż tradycyjna nauka Kościoła potępia nie tylko wolność wyznania, ale i również wolność prasy, a co za tym idzie wolność słowa. W katolickim państwie prawo do swobodnego upowszechniania się posiada tylko prawda i dobro. Sprawiedliwość wymaga natomiast, aby wszelkie fałszywe i zwodnicze doktryny duszone były już w samym zarodku. Tu głowa państwa ma obowiązek stosować represje. Podobnie rzecz się ma z wolnością edukacji. Papież Leon XIII nauczał, iż przedmiotem nauczania mogą być tylko rzeczy prawdziwe.

W dalszej kolejności uwagę należy zwrócić również na zasady publicznego prawa Kościoła, które są w rzeczywistości prawdami wiary. „Syllabus błędów” papieża Piusa IX potępia następujące stwierdzenie: „Kościół nie jest prawdziwą i doskonałą w pełni wolną społecznością; nie posiada własnych i trwałych praw nadanych mu przez jego Boskiego Założyciela, lecz to do władzy cywilnej należy określenie praw Kościoła oraz granic, w obrębie których wolno Kościołowi z tych praw korzystać”. Kościół jest więc instytucją w pełni niezależną, społecznością w pełni doskonałą, wspieraną przez Boga. A co za tym idzie, ma prawo do zakładania jednostek niezależnych od państwa, takich jak szkoły czy szpitale.  Podkreślić należy również, iż Kościół i państwo to instytucje odrębne. Odrębność tę papież Pius XI nazwał „prawomocną i zdrową świeckością państwa”. Nie ma to rzecz jasna nic wspólnego ze świeckością głoszoną przez liberałów. Chodzi tu jedynie o rozróżnienie pomiędzy dwoma społecznościami. Państwo również stanowi bowiem społeczność doskonałą, odrębną od Kościoła i suwerenną w swojej dziedzinie. Stawia sobie jednak zupełnie inne cele niż Kościół, mianowicie dobro doczesne obywateli. „Bóg tedy pieczę nad rodem ludzkim między dwie podzielił zwierzchności: kościelną i świecką, pierwszą nad sprawami duchowymi, drugą nad sprawami doczesnymi ludzkości. Każda z nich jest suwerenna w swym rodzaju; każda ma pewne dobrze określone granice, wyznaczone zgodnie z jej naturą i jej szczególnym celem. Każda więc zakreśla pewnego rodzaju sferę, w której jej działania się zamykają jure proprio” – nauczał papież Leon XIII.  Co istotne, odrębności nie należy mylić jednak z rozdziałem Kościoła od państwa. Władze te rządzą w końcu tymi samymi poddanymi, nie mogą być względem siebie w opozycji w sprawach tak kluczowych, jak na przykład rodzina czy edukacja. Leon XIII porównywał związek Kościoła i państwa do związku ciała i duszy. Warto zwrócić również uwagę na fakt, iż państwo ma wobec Kościoła funkcję służebną. Człowiek jest bowiem przeznaczony do wiecznej szczęśliwości, jednakże dobra doczesne mają pomóc w osiągnięciu celu ostatecznego. Troska o dobro doczesne należy rzecz jasna do państwa, które musi jednocześnie jednak zapewniać środki do poszukiwania najwyższego dobra. Św. Tomasz z Akwinu ujął to w następujący sposób: „Królewska funkcja musi zabezpieczać dobre życie ludu zgodnie z tym, co jest mu niezbędne do osiągnięcia niebiańskiego szczęścia; oznacza to, że musi nakazywać [w swoim porządku, który jest doczesny] to, co do niego prowadzi, a, w stopniu w jakim jest to możliwe, zakazywać tego, co jest mu przeciwne”. Państwo ma więc funkcję sługi, który wspiera Kościół w realizacji jego celu, jakim jest zbawienie dusz. Abp Lefebvre zauważył, iż liberałowie lubią jednak powoływać się na słowa samego Chrystusa: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Odpowiedź arcybiskupa była jednak krótka: „Oni po prostu przemilczają, co Cezar winien jest Bogu!”.

Nie ulega wątpliwości, iż jedynym lekarstwem na zahamowanie procesu laicyzacji jest przede wszystkim autentyczne nawrócenie, ale również powrót do państw wyznaniowych, do społecznego panowania Chrystusa Króla. Chodzi tu o przesycanie świeckiego ustawodawstwa prawem Bożym.

Wiele wskazówek daje tu encyklika papieża Piusa XI „Quas Primas”. Papież mówił jasno: „Nie zajaśnieje pewna nadzieja stałego pokoju między narodami, dopóki tak jednostki, jak państwa stronić będą i zaprzeczać panowaniu Zbawcy Naszego”. Stąd właśnie pojawił się pomysł, aby do liturgii wprowadzone zostało święto Pana Naszego Jezusa Chrystusa Króla. Papież zwraca uwagę, iż Pismo Święte wielokrotnie nazywa Chrystusa królem. Przykładem może być chociażby scena zwiastowania opisana na kartach Ewangelii według św. Łukasza, kiedy to Archanioł poucza Dziewicę, iż porodzi Syna, który będzie królował w domu Jakubowym na wieki, a którego królestwa nie będzie końca. Innym przykładem może być rozmowa Chrystusa z Piłatem. Chrystus stwierdza wówczas wprost: „Tak, jestem królem.” Papież przytoczył również interesujący cytat św. Cyryla Aleksandryjskiego: „Dzierży On, jednym słowem, panowanie nad wszystkim stworzeniem, nie siłą wymuszone, ani od nikogo z zewnątrz, ale na mocy swej istoty i natury”.

Papież wyjaśnił, iż wprowadzenie święta Pana Naszego Jezusa Chrystusa Króla ma być lekarstwem na zarazę, jaką jest laicyzm. „Jego błędy i niecne dążenia: a zbrodnia ta, jak Wam wiadomo Czcigodni Bracia, nie naraz dojrzała, lecz od dawna już kryła się wśród państw. Zaczęto bowiem od zaprzeczenia panowania Chrystusa nad wszystkimi narodami; odmówiono Kościołowi władzy nauczania ludzi, ustanawiania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od samego Chrystusa, by ludzi prowadzić do szczęśliwości wiekuistej. Zaczęto tedy powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi fałszywymi i stawiać ją niegodziwie wprost w tym samym rzędzie; a następnie poddano ją władzy świeckiej i wydano ją prawie na samowolę panujących i rządów; dalej jeszcze poszli ci, którzy sądzili, iż należy zastąpić religię Boską jakąś religią naturalną, naturalnym jakimś poruszeniem duszy. Nie brakło też państw, które uważały, że mogą obejść się bez Boga i że ich religia, to bezbożność i lekceważenie Boga” – naucza papież.

 


MAŁGORZATA JAROSZ
Magister historii, działaczka Brygady Małopolskiej. W swoich artykułach porusza najczęściej tematy związane z historią Kościoła i historią Polski.


Czytaj także


Komentarze (7)

Napisz odpowiedź do Dymitr Ogonowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 12 lutego 2018 o 23:30 Dymitr Ogonowski

    Ale skąd możemy wiedzieć, czy Pius XI miał rację, czy Jan Paweł II? Według religii katolickiej jeden i drugi byli następcami Św. Piotra, którym Chrystus powierzył zastępstwo na Ziemi. Ja kiedyś księdzu proboszczowi zadałem jedno pytanie, na które nie umiał odpowiedzieć. Jan Paweł II uznał, że wyprawy krzyżowe były grzechem Kościoła. A średniowieczni papieże udzielali za udział w wyprawach krzyżowych odpustu. To jakby połączyć logicznie nauczanie papieży, to za udział w grzechu można dostać zmniejszenie mąk czyścowych? Ksiądz proboszcz powołał się na warunki społeczne. Ja twierdziłem, że Duch Święty nie zmienia zdania w zależności od warunków społecznych. Dlatego już nic nie wiem. Uważam nadal, że Pan Jezus naprawdę się polityką nie zajmował. To mówił jeden ksiądz na kazaniu ale miał rację. Teraz od siebie uważam, że Żydzi właśnie dlatego nie uznali Pana Jezusa za Mesjasza. Dla nich mesjasz, to miał być potężny król, który wyzwoli i przywróci potęgę Izraela. W Ewangelii Św. Marka jest jak matka synów Zebedeusza, zabiega u Pana Jezusa, by dostali odpowiednie stanowiska. A Pan Jezus mówi: „Nie wiecie o co prosicie”. Myśleli, że będą mieli stołki. A Pan Jezus nie zamierzał być Tuskiem, czy Kaczyńskim, którzy za całkowitą lojalność wobec siebie, dają stołki i kasę tu na Ziemi. Odpowiedział Piłatowi, że Jego Królestwo „nie jest z tego świata”. Jeszcze Kleofas idący do Emaus, mówił, że liczył na to, że Pan Jezus przywróci królestwo Izraela. Kleofas to akurat nie zabiegał o stołek dla siebie, tylko był żydowskim patriotą. A Królestwo Pana Jezusa jest w Niebie, chociaż rozciąga się też na Ziemię, dla tych którzy chcą do Niego należeć. Tylko, że nie polega to królestwo na korzyściach na Ziemi, tylko na prawdzie i miłości, co często wiąże się z krzyżem na wzór Krzyża Chrystusa, czyli z cierpieniem. Dlatego o wiele więcej na Ziemie jest chętny, by należeć do PiS czy PO (Niektórzy przechodzą, z jednych do drugich), kiedyś do PZPR, niż do Królestwa Pana Jezusa.

    Odpowiedź
    • 13 lutego 2018 o 12:00 Filip

      Jak pisze autorka, społeczne panowanie Chrystusa jest dogmatem więc rację miał Pius XII potwierdzając go,

      Odpowiedź
      • 13 lutego 2018 o 18:25 Dymitr Ogonowski

        Można prosić źródło tego dogmatu. Sobór w Nicei przyjął dogmat o tym, Jezus Chrystus jest Królem. (…)”a królestwu Jego nie będzie końca.”. To odnosi się do życia wiecznego i tego, co głosił Chrystus w Ewangelii w sprawach doczesnych. Według mnie sprawy społeczne oddał cesarzowi. Z tym, że nie sprecyzował kto ma być tym cesarzem. To jest kwestia społeczna. Według mnie w niej Chrystus chciał być neutralny. Tamta Ewangelia odnosiła się akurat do cesarza wówczas panującego, który chrześcijaninem nie był. Ale może jest jakiś inne dogmat. To bym prosił o podanie, kiedy został ustanowiony i przez jaki sobór, czy przez jakiego papieża?

        Odpowiedź
        • 13 lutego 2018 o 19:50 Dymitr Ogonowski

          Jednak źle się wyraziłem. Miłość bliźniego też odnosi się w końcu do relacji społecznych, wiąże się z ich moralnym aspektem. A Jezus Chrystus według mnie chciał być neutralny politycznie a nie społecznie w każdym aspekcie.

          Odpowiedź
  • 13 lutego 2018 o 07:52 Sebastian Kozłowski

    Świetny artykuł! Małgorzata Jarosz w prostych słowach wyjaśnia zagadnienia wcale nie łatwe, a bardzo ważnie i w naszych czasach zupełnie nieznane nawet przez duchowieństwo.

    Odpowiedź
  • 13 lutego 2018 o 11:36 Nacjonalista

    Ja bym nie przykładał aż takiej wagi do wypowiedzi wspomnianej w pierwszym akapicie. Abp Lefebvre przygotowywał pewnie pytanie przez wiele dni, a św. Jan Paweł II miał od razu odpowiedzieć – sama odpowiedź wydaje się mówić: nie mam na Ciebie zbyt wiele teraz czasu.

    Odpowiedź
  • 21 lutego 2018 o 00:14 Sarthois

    Rozdział Kościoła od Państwa???? – Ten kto ma władze nad policja nie możne mieć władzy nad sumieniem. Ten zaś kto ma władzę nad sumieniem nie może mieć władzy nad policja.

    Odpowiedź