Sport

SŁABO – kończymy igrzyska z dorobkiem dwóch medali


25 lutego 2018 o 13:44   /   komentarzy (2)

POL: 20/28, 1-0-1 – taka oto sucha statystyka medalowa stała się najbardziej trafną oceną osiągnięć polskiej reprezentacji olimpijskiej w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Pjongczang 2018.  Dwudzieste miejsce wśród dwudziestu ośmiu państw, które zdobyły medale, jeden złoty krążek, jeden brązowy, brak srebrnych.  Gdyby zamienić te liczby na przysłówki, zapewne otrzymalibyśmy: „słabo”, „miernie”, lub „mizernie”, ale bez dodatkowego „bardzo”, dlatego, że jakieś medale jednak zdobyliśmy, a w historii zimowych igrzysk wcale nie mieliśmy ich aż tak wiele.

Podsumowanie występu naszych pragniemy rozpocząć od aspektów pozytywnych, od tych dwóch momentów radości, jakich doświadczył polski kibic przez dwa tygodnie olimpijskich zmagań.  Jedyny złoty medal zdobył Kamil Stoch.  Elitarny skoczek rozprawił się z konkurencją, która kilka dni wcześniej, dzięki skandalicznej decyzji o kontynuacji zawodów przy fatalnych warunkach pogodowych zepchnęła go z podium skoczni normalnej (K-98).  Na dużej skoczni warunki były już neutralne i Kamil nie dał szans nikomu, łącznie z latającym wysoko (dosłownie) rewelacyjnym Andreasem Wellingerem.

Podbudowani powyższym sukcesem skoczkowie w składzie Kamil Stoch, Stefan Hula, Dawid Kubacki i Maciej Kot stanęli do rywalizacji drużynowej dwa później i spisali się na medal – ten brązowy.  Było to miejsce oczekiwane i choć Polska była o krok (3,3 pkt) od drugiej lokaty, to jednak zgodnie z przedolimpijskimi przewidywaniami uzyskała trzecią lokatę.  Mimo wszystko jest to dobry wynik, jako, że realne szanse na podium miało pięć drużyn.  Dobra robota!  Warto podkreślić postawę Stefana Huli – lider po pierwszej rundzie normalnej skoczni również przegrał rywalizację medalową na K-98 z pogodą.  Należy się spodziewać mocnych wyników tego zawodnika w dalszej części poza-olimpijskiego sezonu – Stefan (podobnie jak Dawid Kubacki) jest w bardzo wysokiej formie.

To koniec plusów.  Nikt z reprezentantów naszego kraju poza skoczkami nie znalazł się nawet w pobliżu podium.  Komentatorzy TVP do znudzenia doszukiwali się dobrych stron w fatalnej postawie naszych olimpijczyków.  I tak oto 46 miejsce stawało się „niezłym wynikiem”, a bo to pierwszy start w igrzyskach, a bo to był życiowy wynik, bo poprawił wynik z Soczi, itd.  Nie brakowało także dziwactw w wykonaniu zawodników.  Mateusz Sochowicz pokonał tor bobslejowy pędząc ponad 100 km/h… bez maski (i bez szans na dobry czas).  Saneczkarz chwalił się przed kamerą przejazdem „no mask”.  Wyczyn ten można porównać do wywrotki pijanego mężczyzny, który bohatersko uratował przed rozbiciem flaszkę.  Brawo Ty.  Łyżwiarz Artur Nogal wywrócił się (sam od siebie) tuż po starcie wyścigu na 500m.  Proszę wybaczyć mój domysł, ale śmiem twierdzić, że ktoś tu „pił wódkę” – niekoniecznie zawodnik.  Natomiast łyżwiarki, a także biathlonistki komentowały zajęte przez nie dalekie miejsca ze szczerym uśmiechem na twarzy.  W ogóle, w całej reprezentacji panowała zaskakująco pozytywna atmosfera, liczył się udział, a nie wynik, wszyscy wydawali się dobrze bawić – brakowało tylko (domniemam) kiełbaski, grilla i drinka.  Przepraszam za potrójne porównanie postawy podczas igrzysk do zachowań wokół-alkoholowych, ale tak to mniej więcej wyglądało – świat patrzył i czasem się śmiał – a oni dobrze się bawili.  Nic nie pozostało z dobrze przygotowanych zawodników i drużyn z poprzednich dwóch edycji zimowych olimpiad – ani weteranka Katarzyna Bachleda-Curuś, ani kontuzjowany Zbigniew Bródka, ani odchodząca Justyna Kowalczyk, ani nikt z młodych zawodników nie był przygotowany do rywalizacji o medale.  Ja chciałbym otwarcie zapytać prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, pana Andrzeja Kraśnickiego: co Pan przez te cztery lata robił?

Skoro nie można chwalić swojego, trzeba pochwalić cudze – brak rodzimych osiągnięć kierował uwagę kibiców ku czołowym drużynom świata.  W igrzyskach olimpijskich Pjongczang 2018 zwyciężyła Norwegia.  Ten pięcio-milionowy kraj przysłał do Korei pokaźną, notorycznie chorą na astmę reprezentację w jednym celu – aby wygrać – poszczególne konkurencje, a także klasyfikację medalową narodów.  Sukces odniesiono, ale faworytom przyszło walczyć do samego końca z silną reprezentacją Niemiec.  Choć nasi zachodni sąsiedzi zdobyli o dziesięć medali mniej, to jednak złotych nagromadzili tyle, co Norwegowie i byli o krok od ostatecznego zwycięstwa.  Ten sukces, to swego rodzaju sportowe przypomnienie jak bardzo niezgodne z rzeczywistością są powtarzane na portalach prawicowych historie o rychłym upadku Niemiec.  Kiepski naród nie zajmuje drugiego miejsca w olimpiadzie.  Trzecia lokata przypadła ambitnym Kanadyjczykom – pstryczek dla sklasyfikowanych o oczko niżej Amerykanów, którzy lubią czasem z Kanadyjczyków… zażartować.

Celem naszego „Kierunkowego” olimpijskiego komentarza było zachować zgodność z duchem leżącej u podstaw nacjonalizmu realistycznej oceny sytuacji.  Wystawiamy notę mierną – tak wynika ze statystyki, tak wynika z analizy.  Słabo.

 

Piotr Krudysz

foto: PAP

Czytaj także


Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 25 lutego 2018 o 14:46 Dymitr Ogonowski

    Polska generalnie nie jest górskim krajem. Ma góry na południu i od czasów Małysza wreszcie dają sobie znać. Pamiętam wiele olimpiad zimowych, kiedy Polska w ogóle nie zdobywała medalu. A co do sportów, związanych z lodowiskami, to jak by się chciało to poprawić, to by trzeba było je zbudować, gdzie młodzież by trenowała hokej i inne dyscypliny. By zrobić karierę sportowca, z reguły trzeba trenować już od dziecka. Czym więcej trenuje, tym więcej może się wyłonić talentów. A nie będą wozić dziecka na treningi na lodowisko odległe 50 km itp. Zbudowano baseny. Poprawiło to polski sport pływacki (letnia dyscyplina), pan Wawer z Ruchu Narodowego, potępia utrzymywanie nierentownych basenów. Z lodowiskami byłoby podobnie. Więc trzeba się decydować, czy budować infrastrukturę sportową i wkładać w to publiczne pieniądze, również potem często w jej utrzymywanie, czy nie? Z punktu widzenia sukcesów przyszłych sportowców, to tak, z punktu widzenia tego, by nie być zbytnio obciążonym podatkami, to nie. Chociaż w skali ogólnych wydatków budżetowych, to z tego co wiem, nie jest takim obciążeniem, jak obrona narodowa itp. W liberalnym modelu też jest możliwy rozwój sportu, ale rozumiem, że nurt narodowy go odrzuca. Poza tym, to dotyczy tylko niektórych sportów. Dobre kluby piłkarskie zarobią na siebie, bo wiadomo, jaka jest oglądalność piłki i ich będzie stać na uruchomienie trenowania młodzieży, jako inwestycja w przyszłość. A sporty pływackie, łyżwiarskie się, konkurencyjne w skali światowej, się rozwijają, z pomocą państwa. W USA to jest większy sponsoring, chociaż dokładnie też nie wiem, jak to jest rozwiązane. A w Europie wszędzie sport jest dotowany. Jak Polska z tego zrezygnuje, to nie będzie sukcesów. A jakby chciała mieć sukcesy w sportach, związanych z lodowiskiem, to potrzebne nowe nakłady na budowę i utrzymanie obiektów.

    Odpowiedź
    • 26 lutego 2018 o 11:17 Consigliere

      Tym razem pozostaje się zgodzić z komentującym przedmówcą.
      Vancouver i Soczi przesłoniły trochę obraz polskiego sportu zimowego, od czasu W. Fortuny 1972 do A. Małysza 2002 Polacy w ogóle nie zdobywali medali, średnia na ZIO to jeden/dwa medale. W 2010 i 2014 niezwykłe farty jakie miały miejsce w łyżwiarstwie szybkim raczej nie powinny się zdarzyć (wystarczy porównać bazy w tej dyscyplinie np. pomiędzy Holandią, a Polską), a ku zaskoczeniu wszystkich zaowocowały medalami w sumie po 6 medali w ostatnich dwóch igrzyskach, co zaciemniło nieco obraz. W wysokiej formie była też kończąca już obecnie rywalizację Justyna.

      W skokach narciarskich co prawda pojawił się następca A. Małysza, który pociągnął ze sobą na szczyt całą drużynę, ale nie można już tego powiedzieć już np. o biathlonie po zakończeniu kariery przez T. Sikorę, podobnie w biegach J. Kowalczyk też powoli kończy karierę, swoje zdobyła, a następców na razie nie widać.

      Może być problem dopiero za 4 lata, bo większość obecnych skoczków nie dociągnie w takiej formie do Pekinu i odpukać wtedy dopiero może być słabo, pozostaje nadzieja że pojawi się jakiś nowy talent zdolny konkurować z najlepszymi.

      Nie zgodziłbym się że dwa medale to słaby wynik (dwa uciekły moim zdaniem), ale wysoki poziom konkurencji na IO powoduje, że ciężko dostać się do nawet ścisłego finału, czyli do ósemki, o medalach nie wspominając. Krytykujący dorobek medalowy reprezentacji, przeciętni oglądacze telewizyjni i pochłaniacze popcornu, którzy w życiu nie przejawiali aktywizmu sportowego nawet nie wiedzą czym jest wysiłek sportowy na tak wyśrubowanym poziomie. Mimo że dla niektórych osiągane pozycje mogą wydawać się słabe, mimo wszystko przynajmniej w niektórych konkurencjach mozolnie ale coś tam się rusza, można było wreszcie wystawić drużynę do kombinacji norweskiej, w zawodach bobslejowych najlepszy wynik w historii, choć torów w tej dyscyplinie brakuje. W narciarstwie alpejskim mistrzami nigdy nie będziemy i trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Podsumowując ja bym ujął to tak nie było aż tak do końca źle, nie było też powtórzenia wyników z rekordowych dla polskiego dorobku medalowego z igrzysk w 2010 i 2014, ale tego akurat realiści się spodziewali 🙂

      Odpowiedź