Gospodarka

Dominik Piekarz: Rosomak – transporter na miarę czasów


26 marca 2018 o 19:27   /   komentarzy (2)

Nieoceniony podczas ćwiczeń poligonowych, sprawdzony w boju. Stalowa bestia, przez afgańskich bojowników nazywana „zielonym diabłem”. Duma polskiej armii. Wóz opancerzony Rosomak – kto jest jego twórcą i jaką ma wartość na polu walki?

Rosomak nie jest autorskim dziełem polskich inżynierów – został skonstruowany w oparciu o licencyjną wersję wozu opancerzonego AMV XC-360 P, produkcji fińskiej firmy Patria.

W powojennym Wojsku Polskim wśród wozów wsparcia niepodzielnie królowały polsko-czechosłowackie SKOT’y, a z czasem gąsienicowe BMP-1. BMP-1 w momencie produkcji był wozem o bardzo dużej wartości bojowej, a jego konstrukcja była wręcz rewolucyjna, jednak z biegiem lat stał się po prostu przestarzały i został w tyle za konkurencją. Wiele krajów, jak np. Ukraina czy Rosja, podejmowało się ich modernizacji, kupowało ich nowsze wersje – BMP-2, ale polska armia postanowiła poszukać całkiem nowej konstrukcji. Niestety nie istniało polskie przedsiębiorstwo, które byłoby w stanie skonstruować wóz na miarę oczekiwań MON’u, stworzenie programu budowy takiego sprzętu od podstaw oraz jego realizacja wymagałyby zbyt długiego czasu. Trzeba bowiem zrozumieć, że opracowanie samego programu budowy zajmuje minimum 10 lat, a polski przemysł zbrojeniowy nie miał w tej dziedzinie żadnego doświadczenia, gdyż od dziesięcioleci polegał na produkcjach sowieckich.

W 2001 roku Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło więc przetarg na kołowy transporter opancerzony, mogący między innymi pokonywać przeprawy wodne i nadający się do transportu lotniczego, w liczbie 690 sztuk. Docelowo ma on zastąpić wysłużone BMP-1. Co warte uwagi, MON zastrzegł w umowie, że większość transporterów ma być wyprodukowana w Polsce, co oznacza produkcję licencyjną. W grudniu 2002 roku strona polska wybrała wóz AVM Fińskiej firmy Patria, który po kilku modernizacjach przeprowadzonych we współpracy z Wojskowymi Zakładami Mechanicznymi w Siemianowicach Śląskich (obecnie Rosomak S.A.) spełniał wszystkie wymogi. Już w 2005 roku w Siemianowicach Śląskich rozpoczęła się produkcja Rosomaków, a zakłady przejęły pełną odpowiedzialność za ich produkcję. Sama nazwa Rosomak wyłoniona została w konkursie, który obwarowany był tylko jednym warunkiem: ma być to nazwa drapieżnego zwierzęcia.

To, co wyróżnia Rosomaka na tle innych pojazdów tego typu, to mobilność niemalże samochodu osobowego. Rosomak może osiągnąć nawet 120 km/h, pokonuje wzniesienia o nachyleniu do 60 % i jest w stanie pokonać ścianę o nachyleniu pionowym wysokości 0,5 m. Dystans, jaki może przejechać przy pełnym zatankowaniu, to aż 600 km. Dzięki temu Rosomak świetnie sprawdza się nie tylko w naszych szerokościach geograficznych, ale też na misjach w Afganistanie czy Czadzie, a nawet na podbiegunowych śniegach Finlandii. W porównaniu do swojego gąsienicowego poprzednika, Rosomak nie wymaga transportu na lawecie do obszaru prowadzenia działań, jest w stanie samodzielnie, szybko i sprawnie dojechać w miejsce docelowe. Napędza go silnik wysokoprężny z turbo doładowaniem Scania o mocy 490 KM, jest stosunkowo tani w utrzymaniu, a jego dodatkowym atutem jest niska awaryjność.

Uzbrojenie główne stanowi armata automatyczna kalibru 30 mm, która świetnie nadaje się do zwalczania wrogich transporterów opancerzonych czy stanowisk ogniowych. Charakteryzuje się bardzo dużą szybkostrzelnością, równocześnie zachowując przy tym skupienie. Tego typu działo nie jest w stanie zniszczyć czołgu, ale nie to jest jego przeznaczeniem. Na wieży zamontowany jest sprzężony karabin maszynowy UKM 2000 C 7,62 mm, służący do zwalczania siły żywej przeciwnika. Zbudowana z aluminium pancernego wieża wzmocniona została dodatkowym pancerzem ceramicznym. Rosomak wyposażony jest w wyrzutnię granatów dymnych, których używanie stało się nieodzowne w realiach dzisiejszego pola walki. Obecnie trwają prace nad wersją Rosomaka wyposażoną w bezzałogową wieżę z wyrzutniami rakiet kierowanych PPK Spike, do zwalczania celów ciężko opancerzonych oraz śmigłowców przeciwnika na dystansie do 4000 metrów. Co znaczące, Rosomaka w wersji bez wieży ze wzmocnionym pancerzem, w liczbie 40 sztuk zakupiły Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Dużo spekulowano na temat opancerzenia Rosomaka, sugerując, że jest niedostateczne. Pierwszy test bojowy Rosomak przeszedł w 2007 roku w Afganistanie: grupa szybkiego reagowania złożona z pojazdów KTO Rosomak M1M ruszyła na pomoc polsko-amerykańskiemu konwojowi, który wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez Talibów. Jeden z pojazdów wjechał na minę i został poważnie uszkodzony, ale nikt z załogi nie został nawet ranny, choć podwozie każdego wozu wojskowego jest przecież jego najsłabszym punktem. Rosomak w wersji afgańskiej wyposażony jest w dodatkowe opancerzenie nanoceramiczne, podnoszące poziom ochrony do tego stopnia, że pancerz trafiony pionowo pociskiem z granatnika ppanc RPG-7 nie zostaje przebity. Opancerzenie świetnie znosi też ostrzał z amunicji ppanc w kalibrze 14,5 mm.

Zakłady Rosomak S.A. mogą dowolnie modernizować wóz, co zostało zastrzeżone w kontrakcie kupna licencji. Dzięki temu Rosomak został wyprodukowany w wielu wariantach, jak np. M2 i M3 wyposażone w granatnik maszynowy i wzmocniony pancerz, WEM pełniący funkcję wozu ewakuacji medycznej, WPT z przeznaczeniem dla pomocy technicznej, R1 i R2, służące jako wozy rozpoznawczo-dowódcze czy moździerz samobieżny RAK. Dzięki możliwości wprowadzania własnych modernizacji projekt jest ciągle rozwijany i unowocześniany, w co zaangażowanych jest kilka polskich przedsiębiorstw, między innymi Huta Stalowa Wola, PIT Radwar, czy Bumar Łabędy.

W tamtym czasie stworzenie od podstaw wozu tej klasy przez rodzimego producenta nie było możliwe, natomiast produkcja licencyjna okazała się świetnym wyjściem. Budując Rosomaka od podszewki i modernizując go, nasi inżynierowie nareszcie uzyskują niezbędną wiedzę i doświadczenie, a możliwość bazowania bezpośrednio na doświadczeniach armii jest tutaj nie do przecenienia. Niezwykle istotnym jest również, że większość komponentów wykorzystywanych do jego budowy pochodzi z Polski. Nasze zakłady zbrojeniowe wreszcie nie zajmują się remontowaniem postsowieckiego sprzętu. Same, od podstaw, tworzą świetny produkt, wprowadzając własne innowacje, co w przyszłości może zaowocować rodzimym projektem sprzętu na potrzeby polskiej armii bądź eksportu. Rosomak nie tylko dał Polskiej Armii wóz na miarę swoich czasów, ale także tchnął życie w pogrążone w stagnacji polskie zakłady branży zbrojeniowej.


Komentarze (2)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 27 marca 2018 o 09:10 CzuCzu

    Od pierwszej produkcji Rosomaka już minęło trochę czasu. Można teraz spokojnie wprowadzać od podstaw polską myśl techniczną na bazie doświadczeń z obcowania z tym wozem.

    Odpowiedź
  • 27 marca 2018 o 09:57 nacjonalista

    Dokładnie jak w ostatnim zadaniu: tchnięto życie w podupadły przemysł i tworzy się sprzęt na miarę współczesnego pola walki (co udowodnił) – dobra maszyna. Ja oczywiście żywię nadzieję, że ruszymy z projektem jakiegoś konkretnego czołgu – takiego o dużej sile rażenia i którego nie udupi rząd po artykule Bertolda K.

    Odpowiedź