Historia

Marek Chrapan: Na rubieżach Polskiej Ziemi wartę trzyma Brasławszczyzna


13 marca 2018 o 17:04   /   komentarzy (1)

Historię znaczą wielkie wydarzenia i wielcy ludzie, ale tworzą ją ci zwykli, w swym codziennym bycie. I tym ra37zem tekst będzie właśnie o losach „Małej Ojczyzny” zwykłych ludzi. Ojczyzny, która już nie jest w granicach Dużej Ojczyzny ale jest w sercach, pamięci, której nie wolno wymazać bo to jest ziemia nie skropiona, a zlana polską krwią. Nasza ziemia, moja ziemia, Brasławszczyzna.
„Hen pod Łotwą, za lasami, kędy płynie rzeka Dźwina,
otoczona jeziorami, Brasławszczyzny jest kraina…

…Zbożami rozmaitemi szumi gleba małożyzna,
na rubieżach polskiej ziemi trzyma wartę Brasławszczyzna.”
Jan Robert Stachura (r.1935)
Kiedy powstał na Górze Zamkowej Gród pod nazwą Brasław? Góra też wygląda jakby była usypana – kiedy, jak? Dotychczas nie ma informacji, a i obecne władze niezbyt zabiegają wiedząc, że ślady mogą wskazywać na inną przynależność niż dzisiejsza. Jest piękna legenda i bardziej realne też – o zdobyciu grodu przez połockiego (Połock) kniazia Braczysława Izjasławowicza w XI w. A wcześniej mieszkały tam słowiańskie plemiona Łagtalów i Krywiczów, u których wyraz „bród” – Brasław leży wśród jezior, otoczony jeziorami – wymawiany był jako „brasl”. Pierwsze pisemne wzmianki znane dzisiaj pochodzą z połowy wieku XI i stąd przyjęto za datę powstania grodu 1065 r. (chociaż Braczysław zdobywał istniejący już gród). Jest uznawany za jeden z najstarszych tamtejszych grodów i prawie zawsze na pograniczu. Po włączeniu Brasławszczyzny do Wielkiego Księstwa Litewskiego Brasław stał się siedzibą urzędów, sądu grodzkiego i innych instancji ówczesnej administracji Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z przeludnionej Polski przybywali na malowniczą Brasławszczyznę – ok. 300 jezior okolonych lasami – osadnicy, zasiedlając słabo zaludnione tereny i jednocześnie strzegąc granic, a podczas powstań organizując „partie” powstańcze, których jedną z przywódczyń była słynna Płk. Emilia Plater.
Po traktacie Ryskim Ziemia Brasławska wróciła w granicę II Rzeczypospolitej Polskiej.
W jednej z piękniejszych serii wydawniczych okresu międzywojnia pt. „Cuda Polski” – Brasław jawi się jako prawdziwie czarodziejskie miasteczko.

W Brasławiu rozbudowane były najsilniejsze w II RP ośrodki szkoleniowe – szybowcowe, żeglarskie. Tu też miały swoje korzenie rody dwóch najbardziej znanych ludzi morza – stąd wywodził się ród słynnego pierwszego Kapitana MW i Żeglugi Wielkiej II RP Mamerta Stankiewicza, jak też rozsławiającego go Kapitana ale i marynistycznego pisarza Karola Olgierda Borchardta („Szaman morski”, „Znaczy kapitan”) – obaj urodzili się poza Brasławszczyzną, ale ich rody stad się wywodziły. W Brasławskiej szkółce szybowcowej padł też rekord przelotu na szybowcu polskiej konstrukcji „Salamandra” – 11 godz. 15 min.

Góra brasławska od zarania dziejów miasta pełniła w jego historii zasadniczą rolę. Aż do XVIII wieku górował nad nią zamek, niestety, dziś po zabudowaniach i siedmiu zamkowych basztach nie ma śladu.
Podobnych gór o nazwie „zamek” istnieje na tym terenie łańcuch (niektóre nazwane przez sowietów np. „majak” – na górze ustawili jakiś swój znak). Prawdopodobnie był to ciąg strażnic strzegących przejść wybudowanych w prastarych czasach .
Taki „zamek” – góra, na której też musiał być gród warowny, samoistnie raczej nie powstała, równomierny kształt prostokąta – oddzielał mój rodzinny dom (wg miejscowej nazwy „Chutor”) od paru chałupek we wsi Zazony, ok. 2,5 km od Brasławia. Wieś w zasadzie składająca się z „chutorów” (oprócz 4 chałupek wioskowych), jakby dwóch „rodów” dzielących „swoje” (w moich czasach już nie były „swoje”, a znacjonalizowane) włości na następców. Po prawej stronie drogi z Brasławia do dzisiejszego Daugavpilsa (Dyneburg, a po polsku Dźwińsk) zaczynały się „chutory” Chrapanów w odległości jeden od drugiego co 400 – 500 metrów – Władysława – stryj, Wiktora – kuzyn, ale o nieustalonym stopniu pokrewieństwa, – Klemensa – stryj, – „mój” chutor, – Kołodyńskich spokrewnionych z Chrapanami poprzez pleć piękną wydającą się za Kołodyńskiego, Stanisław Chrapan – kuzyn o nieustalonym pokrewieństwie i tak skręcając od drogi w prawo, aż do Dźwiny i poza nią gdzie dwa „chutory” Chrapanów zostały „sprzedane” w Rydze sowietom i z których przeżył tylko jeden potomek, zrusyfikowany w sowieckim domu dziecka. O reszcie ślad zaginął.
Lewą stronę drogi zajmował „ród” Danielewiczów (Danilewiczów?), którego składu dokładnie nie znam, nie mniej też był znaczący ilościowo.
Narodowościowo przedwojenny Brasław był zdecydowanie zdominowany przez Polaków – przeszło 65%, ok. 16% Białorusinów, ok. 15% Żydów i reszta innych narodowości (Tatarów, Litwinów, Łotyszy). Wieś Zazony i okolice (całość z chutorami) była polska, jedynie drogą przejeżdżali „Moskale” (starowierni – uciekinierzy z Rosji za cara Piotra I, którzy znaleźli w I Rzeczypospolitej schronienie, zasiedlając tereny wówczas dziewicze, dalej położone od Brasławia).
We wsi pozostały – po repatriacji 1945-47 ( nie wszyscy wówczas mogli się repatriować, mój Ojciec ze stryjami i wujem byli na etapach do łagrów, Ojciec na 10 lat) – chyba dwie rodziny Matulów, Krywiel?. A pod samym „zamkiem” – jedyny „partyjniak” (dla chleba – był szefem zaopatrzenia w handlu) Margiewicz z jedynym do 1957 roku (dotąd tam mieszkałem) radioodbiornikiem odbierającym „Wolną Europę”, u którego zbierali się posłuchać prawdziwych wiadomości. Dzięki tym wiadomościom w czerwcu 1956 na górze (zamek) odbył się niecodzienny festyn wszystkich mieszkańców chutorów i wioski z okazji „wybuchu rewolucji w Polsce”. Między tańcami obowiązywała całkowita cisza – nasłuchiwanie czy nie słychać (w linii prostej ok. 300 km) armat Wojska Polskiego (LWP obsadzone przez sowietów, ale tam o tym nie wiedziano) idącego wyzwolić Kresy. Później była już tylko smutna cisza, ale pod jesień przyszło ożywienie – możliwość repatriacji do Wielkiej Ojczyzny – pozostawiając Małą na całkowitą pastwę sowietów.
Mimo reżimowych zasad, sankcji, poszczególni Rosjanie nawet po nacjonalizacji przestrzegali niepisanych reguł miejscowych (część urzędników była z osiedlonych „starowierców”, a więc w miarę zasymilowanych z tutejszą ludnością) – po „naszym” lesie (z tego co pamiętam 17 hektarów?) rosyjski leśniczy „się nie szwendał” (wg słów ś.p. Ojca), a kiedy musiał zdać przypadającą z „naszego” lasu ilość wyciętego drewna, przychodził do Ojca z „butelką” i omawiali ile drzew i jakich pójdzie do wycinki, natomiast które, wskazywał Ojciec przysłanym drwalom. Zwykli Rosjanie (nie NKWDziści – z reguły Żydzi, czy milicjanci) przyjmowali powszechnie panujące zwyczaje – wejście na czyjkolwiek teren mimo, że już należał do „państwa” sowieckiego, zgłaszali u byłego właściciela (w przypadku tego leśniczego może zachodziła i obawa np. o życie – było słychać o wypadkach zaginięcia ludzi – sowietów – w lasach). Teren był solidnie uzbrojony o czym osobiście przekonałem się najpierw na własnych czterech literach, a później, w przeddzień opuszczenia stron rodzinnych w maju 1957 roku dopuszczenia mnie przez ś.p. Ojca do ścisłej tajemnicy, nie znanej chyba nikomu więcej (w rodzinie – po więzieniach i łagrach kobiet nie dopuszczano do tajemnic, by miał kto wychowywać dzieci). Ale o tym ewentualnie w następnym tekście.

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 13 marca 2018 o 21:23 Dymitr Ogonowski

    O plemieniu „Łagtalów” nigdy nie słyszałem ani nie czytałem. To jest to samo, co Letgalowie? Ale Letgalowie to bałtyckie a nie słowiańskie. Na ich dialekcie w dużej mierze opiera się współczesny język łotewski, mimo, że nie zajmowali tych ziem, gdzie stolica Łotwy. Łotwa to w ogóle powstała dopiero po I wojnie światowej. Letgalowie mieszkali na Inflantach polskich. To byli chłopi. Szlachta tam była polska lub niemiecka.

    Odpowiedź