Gospodarka

Bartosz Poznański: PiS a UE


3 kwietnia 2018 o 10:10   /   komentarzy (7)

W 2003 roku odbyło się ogólnokrajowe referendum dotyczące wejścia Polski do Unii Europejskiej. W obawie o zbyt niską frekwencję, by uznać wyniki referendum za wiążące za zgodą niemal wszystkich opcji parlamentarnych zarządzono, że trwać będzie ono 2 dni, dokładnie 7 i 8 czerwca. Ostatecznie wyniosła ona 59% uprawnionych do głosowania Polaków i Polek.

Od samego początku przystąpienie do Unii Europejskiej krytykowały marginalne wtedy siły nacjonalistów, antyliberalna partia buntu Samoobrona czy kierująca się jeszcze wtedy w mniejszym lub większym stopniu wartościami katolickimi i narodowymi Liga Polskich Rodzin. Kreujące się obecnie na obrońcę polskiej suwerenności przed zamordystami z Brukseli Prawo i Sprawiedliwość stało wówczas w jednym szeregu z SLD, PO, Unią Pracy, Unią Wolności oraz PSL-em.

Oczywiście PiS dostrzegał już wtedy wady Unii Europejskiej. Już w 2002 roku reprezentujący partię w programie „Forum” emitowanym w TVP1 Wiesław Walendziak zmuszony był tłumaczyć się ze słów Jarosława Kaczyńskiego o tym, że wstąpienie do UE zagraża… demokracji w Polsce. Sam poseł Walendziak stosunek partii do Unii tłumaczył następująco: „My chcemy w tym referendum powiedzieć »tak«, tylko chcemy powiedzieć „tak” uczciwie, patrząc ludziom w oczy. Chcemy uczestniczyć w wielkim historycznym sukcesie, a nie wielkiej historycznej kompromitacji ”. Inne zastrzeżenia PiS-u dotyczyły też niepewności wobec wielkości dopłat dla polskich rolników. Ostateczne dopłaty różnić mogły się nawet o 10% od deklarowanych, co przekładałoby się na brak kilku miliardów złotych.

W tym miejscu można dyskutować, czy partia Kaczyńskich powiedziała 15 lat temu swoim wyborcom „tak” uczciwie czy nie. Nie jest to rolą tego artykułu, by rozsądzać czy politycy kierują się moralnością, czy nie. Faktem natomiast pozostaje, że PiS namawiał do głosowania za wstąpieniem Polski do UE – czy się to komuś podoba, czy nie.

Późniejsze lata pokazały, że wg liderów Prawa i Sprawiedliwości Polska utraciła rzecz jasna część suwerenności, ale umożliwiło jej to walkę o swoje prawa na zasadzie podmiotowości w większym, ponadnarodowym tworze, jakim jest UE. Osiągnąć to powinna Polska poprzez rozmaite zabiegi dyplomatyczne takie jak np. twarde stanowisko oraz retoryka w kwestii reformy sądownictwa w Polsce, by po jakimś czasie je złagodzić. Dzięki temu, w opinii lidera partii, rząd pokazać powinien swoje suwerenne stanowisko oraz zdolność do negocjacji. W wyniku tego inne państwa powinny zacząć uważać Polskę za podmiot w polityce międzynarodowej, nie zaś przedmiot. Jasnym staje się fakt, że poprzez taką politykę państwo nie uzyska statusu mocarstwa ani kontynentalnego, ani globalnego. Rzeczywistość pokazuje także, że nie działa to korzystnie na nasze relacje z innymi państwami. Kwestie polityki zagranicznej pozostawmy jednak na inny artykuł.

Pod koniec pierwszej kadencji rządów PiS kraje Europy Zachodniej zaczęły działać na rzecz reformy Unii Europejskiej w stronę, która zwiększy ich znaczenie kosztem państw niedawno dołączonych do wspólnoty – w tym Polski. O ile parlament – gdzie większość miała już wtedy koalicja PO – PSL szybko przegłosował ratyfikację dokumentu, upoważniając w ten sposób prezydenta Lecha Kaczyńskiego do podpisania, o tyle ten bardzo długo unikał tego.

Poza Polską podobnie długo przed podpisaniem traktatu wstrzymywała się Irlandia, gdzie doszło nawet do dwóch referendów w tej sprawie – w pierwszym mieszkańcy Zielonej Wyspy opowiedzieli się przeciwko ratyfikowaniu umowy. Ostatecznie w drugim głosowaniu Irlandczycy zgodzili się przyjąć porozumienie. Jeszcze nim odpowiednie irlandzkie organy władzy dokonały stosownych podpisów (23.10.2009 – przyp.aut.), zrobił to prezydent Kaczyński (12.10.2009- przyp. aut.), który zakończył w ten sposób symboliczny opór wobec Brukseli.

W istocie bardzo dobrze pokazuje to opór Prawa i Sprawiedliwości przed ingerencją instytucji unijnych w wewnętrzne sprawy Polski. Co prawda początkowo partia sprzeciwia się, głośno protestuje, wykorzystując przy tym wiele pięknych retorycznie, patriotycznych frazesów, lecz koniec końców ugina się przed nimi. Tłumaczy to wyższą koniecznością, postawą innych państw i bezsensem samotnego oporu. Jeżeli tak ma jednak ta sprawa wyglądać, to warto być może, aby rządząca partia zaczęła działać w kierunku PolExitu?

Odpowiedź na to pytanie ze strony PiS może być tylko jedna: nie. Teoretycznie opowiada się ono przeciwko federalizacji UE. Stąd między innymi sprzeciw dla jednorodnej polityki zagranicznej UE. W praktyce jednak poparcie dla lasowanej przez m.in. narodowców koncepcji Europy Ojczyzn jest ze strony Kaczyńskiego i jego pomagierów wyłącznie w sferze pustych deklaracji. Jak inaczej określić bowiem stwierdzenia o konieczności powołania armii europejskiej?

Obecny konflikt na linii polski rząd – UE wynika tak naprawdę z walki o władze. Kaczyński chciałby móc zreformować kraj zgodnie z własnym zdaniem, nie zważając przy tym na zdanie ościennych państw czy ponadnarodowych instytucji. Nie może tego zrobić także za własną przyczyną, w końcu sam wpychał Polskę do m.in. Unii Europejskiej. Wobec tego ta stara się torpedować jego zmiany i wspierać opozycję, do której bliżej jej ze względów towarzyskich i politycznych.

Zwolennicy polityki uprawianej przez Prawo i Sprawiedliwość zapytają: no dobrze, ale co jeśli nie UE? Tutaj tak naprawdę nie ma jednej alternatywy. Pewnym rozwiązaniem jest wspomniany wcześniej PolExit, czyli wyjście z UE i układanie swoich relacji dyplomatycznych i gospodarczych bez jej pośrednictwa. Na wariant ten zdecydowała się Wielka Brytania. Środowiska narodowe w większości opowiadają się za zastąpieniem obecnej Unii – Europą Wolnych Ojczyzn. Byłby to obszar swobodnej współpracy suwerennych państw europejskich – także tych nie należących do obecnej UE – oczywiście jeżeliby tego chciały.

Inna części środowiska narodowego optuje za współczesną, nie do końca jeszcze sformowaną koncepcją Międzymorza (kwestią poddawaną dyskusji jest np. obecność Ukrainy). Jedna z marginalnych grup narodowych postuluje odwrócenie się od Zachodu na rzecz współpracy z Rosją Putina, jednak jest to koncepcja tak samo zła, jak dalsza federalizacja Unii Europejskiej.

Czas pokaże, która z alternatywnych koncepcji stanie się najrozsądniejsza z punktu widzenia polskiego interesu narodowego i czy znajdzie się rząd będący w stanie zaryzykować, aby podjąć się urzeczywistnienia jej realizacji.

 

Bibliografia:

[1] http://referendum2003.pkw.gov.pl/sww/kraj/indexA.html, dostęp w dniu 27.03.2018

[1] M. Bednarek, Jak PiS lawirował w sprawie przystąpienia Polski do UE, http://wyborcza.pl/7,75398,21531828,jak-pis-lawirowal-w-sprawie-przystapienia-polski-do-ue-dotarlismy.html, dostęp w dniu 27.03.2018

[1] https://wiadomosci.wp.pl/jaroslaw-kaczynski-europa-powinna-byc-supermocarstwem-6027392823727233a, dostęp w dniu 27.03.2018

Czytaj także


Komentarze (7)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 3 kwietnia 2018 o 13:26 Dymitr Ogonowski

    Międzymorze z Polską i Ukrainą, to jest koncepcja piłsudczyków i Giedroyća. Nie ma nic wspólnego z prawdziwą polską myślą narodową.

    Odpowiedź
  • 3 kwietnia 2018 o 14:15 Dymitr Ogonowski

    A co do Rosji Putina, to nie o to chodzi, by wchodzić z nią w jakiś sojusz, ale by nie konfliktować z powodu obcych interesów. A obecne władze konfliktują z Rosją, z powodu interesów, np. wrogich Polsce banderowców. I w tym tkwi problem. Neutralność Polski, połączona z realizacją interesu narodowego, to najlepsze rozwiązanie. Obecna Rosja nie potrzebuje terenu obecnej Polski. Po co wplątywać się w konflikt a może w przyszłości nawet w wojnę, z powodu obcych interesów?

    Odpowiedź
    • 3 kwietnia 2018 o 18:53 Leon

      Naszych terenów na pewno nie potrzebuje, ale polityczne, militarne i gospodarcze podporządkowanie Polski byłoby na Kremlu na pewno mile widziane.

      Odpowiedź
      • 4 kwietnia 2018 o 14:06 Dymitr Ogonowski

        Rozważmy skąd się w ogóle wziął konflikt z Moskwą? Okres komunizmu tu pomińmy. Lenin źle się wypowiadał o narodzie „русским” a dążył do światowego państwa komunistycznego pod władzą bolszewików. W późniejszym okresie sprawy interesów Rosji i komunizmu w nieraz się nakładały, ale ogólnie komunizm wysysał Rosję. To w każdym razie jest odrębny temat, bo teraz Rosja chociaż tkwi w pewnych aspektach w dziedzictwie strukturalnym komunizmu, to nie ma na celu eksportu komunizmu. A tak to w konflikt z Moskwą Polska weszła przez unię z Wielkim Księstwem Litewskim. Unia ta na początku dla Polski miała charakter antykrzyżacki. Ale Wilno rywalizowało z Moskwą (było więcej rywali ale to pomińmy) o teren dawnej Rusi (z greko-bizantyjska Rosji). Unia Lubelska już zdecydowanie wiązała się z tą sprawą, z tym, że wówczas Polska na niej zyskała. Weszła jeszcze bardziej w konflikt z Moskwą, ale tereny obecnej Ukrainy itd. nie tworzyły banderowskiego, wrogiego Polsce państwa, tylko były częścią Polski. Ogólnie jednak Rosja dążyła do przejęcia terenów dawnej Rusi. Przyjęła propozycje Fryderyka II udziału w rozbiorach Polski. Po upadku Napoleona car Aleksander I wymyślił, że będzie króle również centralnej Polski, ale to w Rosji jest traktowane jako błąd. (Pisał o tym np. Sołżenicyn). Jego następca, najbardziej antypolski car Mikołaj I przyznawał, że z terenami Polski jest więcej dla Rosji problemów niż pożytku, ale że nie przyzna Polsce niepodległości, bo Polska będzie chciała terenów na wschód od Bugu. I tu jest istota sprawy. Jak jest teraz? Gdyby te ziemie na wschód od Bugu miały być polskie, to można jeszcze byłoby rozważać, czy warto wchodzić w konflikt z Moskwą, w związku z polską racją stanu. Ale je tworzy teraz wroga również Polsce banderowska Ukraina (temat białoruski tu pominę). Warto więc wchodzić w konflikt z Moskwą, z powodu interesów wrogiej Polsce banderowskiej Ukrainy??????? To części jej terenów (jeżeli traktować Ukrainę w granicach z 1991 r.) chce Rosja a nie terenów obecnej Polski. Takie miasta, jak Sewastopol zawsze były w rosyjskiej świadomości narodowej uważane za część Rosji, a mieszkańcy Sewastopola do niej chcieli należeć. Natomiast wiadomo, jakie są w Polsce nastroje wobec Rosji a i Rosja nawet, jak miała Polskę pod sobą, to traktowała jako obce tereny etniczne. (Były w drugiej połowie XIX wieku bezskuteczne próby rusyfikacji, ale w Rosji się zgadzają, że nie ma co na to tracić energii Rosji, potrzebnej na co innego). Propaganda, że przez to, że Rosja odzyskała Sewastopol może chcieć terenów Polski jest absurdem i służy interesom Sorosa i banderowców. Bez sensu jest tracić siły i ponosić straty w konflikcie z Moskwą, z powodu tych interesów.

        Odpowiedź
  • 3 kwietnia 2018 o 18:11 Bartosz Poznański

    Drogi Dymitrze. Historycznie była to koncepcja ludzi, o których piszesz. Nie oznacza to, jednak że mamy dalej tkwić mentalnie w dwudzietoleciu międzywojennym. Obecnie choćby środowisko szturmu propaguje tę koncepcję. Co do putina, to Falandze Bekiera chodzi o coś więcej niż brak wrogości. Osobiście uważam oba te środowiska za błądzące, a koncepcje… no cóż po prostu są lepsze.

    Odpowiedź
    • 4 kwietnia 2018 o 13:47 Dymitr Ogonowski

      Teraz tym bardziej, kiedy nie ma już komunistycznego ZSRR, to należy koncepcje piłsudczykowsko-giedroyćowskie odrzucić. Bolszewicy rzeczywiście chcieli skomunizować cały świat. A Piłsudski zawarł sojusz z Petrulą dopiero, kiedy ten zgodził się na granicę na Zbruczu. A środowisko – „Szturmu” dla mnie jest probanderowskie i ja ich nie uznaję za część polskiego nurtu narodowego. Współpracuje z banderowcami, którzy jawnie mówią, że chcą zagarnąć Polsce Przemyśl itd. Ci z tego środowiska w swoim probanderyźmie przebijają PiS i PO, razem wzięte.

      Odpowiedź
  • 11 kwietnia 2018 o 01:53 Marek Chrapan

    „Kaczyński chciałby móc zreformować kraj zgodnie z własnym zdaniem, nie zważając przy tym na zdanie ościennych państw czy ponadnarodowych instytucji. Nie może tego zrobić także za własną przyczyną, w końcu sam wpychał Polskę do m.in. Unii Europejskiej. Wobec tego ta stara się torpedować jego zmiany i wspierać opozycję, do której bliżej jej ze względów towarzyskich i politycznych.”
    -Jewrejsojuz nie interesuje „towarzyski” układ z „naszymi” totalniakami, ich interesuje biznes – zablokowanie i nie dopuszczenie do rozwoju gospodarczego prawie 40 mln narodu. To był cel wciągnięcia Polski do Jewrejsojuzu – Umowa przedakcesyjna z Wspólnotami Europejskimi bezprawnie podpisana przez WCe „premiera L. Balcerowicza 16.12.1991 (desygnowanym na Premiera był już J. Olszewski i L. Balcerowicz nie miał prawa bez zgody Olszewskiego podpisywać, a podpisał z jakimś swoim totumfackim) do dzisiaj nie ujawniona w całości, a z przecieków ujawnionych – nakazująca Polsce „ograniczenie (czyli likwidację) produkcji przemysłowej, stąd w pierwszej kolejnosci poszły do likwidacji tzw. „klejnoty gospodarki” – przedsiębiorstwa najbardziej zaawansowane technologicznie (w których budowie uczestniczyłem i na własne oczy widziałem ich rabunek oraz dewastację)

    Odpowiedź