Gospodarka

Dominik Piekarz: Patriot-to dopiero początek transferu technologii


10 kwietnia 2018 o 20:53   /   komentarzy (1)

Przez media regularnie przetaczają się informacje o jednym z najdroższych zakupów Ministerstwa Obrony Narodowej – systemie rakietowym Patriot. W momencie podpisania przez szefa MON, Mariusza Błaszczaka, kontraktu na elementy pierwszego etapu programu Wisła, dyskusja o amerykańskim systemie rakietowym i największego kontraktu zbrojeniowego w historii Polski rozgorzała na nowo.

Elementy układanki

Patriot – amerykański system rakietowy ziemia-powietrze na mobilnej platformie samochodowej (w Polsce ma być to docelowo ciężarówka Jelcz). Jego zadaniem jest zapewnienie ochrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, na krótkim lub średnim dystansie. Donośność pocisku zakontraktowana przez stronę polską (PAC-3 MSE) wynosi około 200 km.

Umowa opiewa na sumę 4,75 mld dolarów, czyli około 16,1 mld zł. Z tej kwoty ponad 700 mln zł ma trafić do polskiego przemysłu, który ma współuczestniczyć w produkcji wielu elementów wyrzutni, jak i samego systemu. Kwota ta ma pokryć zakup pierwszych dwóch baterii Patriot (16 wyrzutni) z wyżej wymienionymi pociskami PAC-3 MSE w liczbie 208 sztuk oraz 11 sztuk przeznaczonych do testów, systemem zarządzania obroną powietrzną IBCS,4 radary AN/MPQ-65, a także sieć IFCN, łączącą wszystkie elementy w jedno.

Karta przetargowa

Na różnego rodzaju forach internetowych toczą się dyskusje na temat przydatności tych systemów. Tymczasem Polska nie posiada w tej chwili systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, a gremialne utwierdzanie się w przekonaniu, że do wojny na terytorium Polski już nigdy nie dojdzie, jest naiwne. Polska musi posiadać własną tarczę antyrakietową, choćby z uwagi na sąsiada za wschodnią granicą, którego polityka zawsze była i nadal jest często po prostu agresywna wobec słabszych państw, a jedną, o ile nie najmocniejszą z kart przetargowych w dyskusji z agresorem są właśnie pociski balistyczne, przed którymi nie mamy obecnie żadnej ochrony. W razie konfliktu z NATO rosyjskie Iskandery zapewne zostałyby użyte – nieprzyjaciel mógłby bezkarnie i bez ograniczeń niszczyć centra gospodarcze, stanowiska dowodzenia wyższego szczebla, infrastrukturę krytyczną, obszary zgrupowań wojsk, węzły łączności i przekazywania danych, czyli  wszystkie elementy kluczowe dla prowadzenia przez Wojsko Polskie działań wojennych. Biorąc pod uwagę realia dzisiejszego pola walki, pozbawiona rakiet  zwalczających wrogie pociski balistyczne i manewrujące, polska armia szybko zostałaby sparaliżowana, a jej działania w dużej mierze ograniczone.

Cena bezpieczeństwa

Rumunia, która także zakupiła Amerykański system, zapłaciła mniejszą sumę, bo 3,9 mld dolarów. Skąd ta rozbieżność? Polska i Rumunia zakupiły system w zupełnie innej konfiguracji oraz z innym uzbrojeniem. Co istotne, Rumunia w umowie nie przewidziała transferu technologii w przeciwieństwie do strony Polskiej, która znaczną część produkcji będzie przenosić do siebie. Rumunia nie zakupiła także systemu IBCS, kluczowego dla polskiego MON’u. IBCS to wielodomenowy system zarządzania polem walki, mający scalać wszystkie sensory w jeden, niezależnie czy będą one w powietrzu, na lądzie, czy morzu. Na podstawie uzyskanych informacji, ma rozpoznawać zagrożenie, co umożliwia odpowiedni dobór środków do zwalczania zagrożeń. Co ważne, system ten jest zupełną nowością, a jedynymi jego użytkownikami będą USA i właśnie Polska.

Próba sił – Patriot kontra Iskander

Konfrontacja systemu Patriot z używanym przez Federację Rosyjską Iskanderem na chwilę obecną to jedynie teoretyzowanie. Iskander M, czyli system rozmieszczony w bezpośrednim sąsiedztwie z Polską, jest produktem nowym, nigdy jeszcze nie testowanym w warunkach bojowych, a Federacja Rosyjska wiele danych technicznych na jego temat utajniła. Iskander M operuje dwoma rodzajami pocisków: balistycznymi i manewrującymi. Manewrujące pociski utrzymują niski pułap, ale są stosunkowo łatwym celem do zestrzelenia i wykrycia. W przypadku pocisków balistycznych sprawa ma się już inaczej – są to niezwykle trudne do wykrycia cele. Rakieta balistyczna tego systemu porusza się skomplikowaną i nietypową dla tego rodzaju głowic trajektorią. Sterowana jest aż do ostatniej chwili, może więc wykonywać manewry „antyrakietowe”. Iskander pozostaje problematyczny dla wszystkich współczesnych systemów antyrakietowych i jest to jeden z najbardziej zaawansowanych pocisków balistycznych na świecie. Odpowiedzią zakupionego przez Polskę systemu mają być rakiety PAC-3 MSE, które stanowią rozwinięcie linii pocisków PAC-3 i są przeznaczone do zwalczania celów bezpośrednim trafieniem (hit-to-kill).W stosunku do wcześniejszych pocisków, PAC-3 MSE dysponuje między innymi silniejszym układem napędowym i zmodyfikowanym systemem sterowania, co przekłada się na zwiększenie strefy rażenia i prędkości pocisku. Trudno realnie oszacować możliwości tego pocisku, ponieważ znajduje się jeszcze w fazie produkcji i ma dopiero wejść na uzbrojenie w 2022 roku. Warto przy tym pamiętać, że realna skuteczność systemów zwalczających pociski balistyczne i manewrujące nigdy nie jest równa 100%. Dla przykładu: podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku, ówczesne wersje patriot’a z pociskami PAC-2 zestrzeliły (według informacji US Army) do 70% irackich rakiet balistycznych krótkiego zasięgu nad Arabią Saudyjską i do 40% nad Izraelem.

Wykorzystać możliwości

Patriot to system rozwojowy i sprawdzony w warunkach bojowych jak żaden inny. Można dyskutować na temat zasadności odejścia od pomysłu kupienia innych systemów, jak np. MEADS, który faktycznie był tańszym wyborem, ale nie oferował tego, co Patriot. Co więcej, Pentagon który w większości finansował jego rozwój, odszedł od projektu uzasadniając, że Patriot wykazuje większy potencjał zarówno bojowy, jak i modernizacyjny. Obserwując uległą politykę zagraniczną wobec USA, można łatwo się domyślić, że zakup Patriot’a jest jej wynikową, co nie zmienia faktu, że dostajemy możliwość uzyskania naprawdę nowoczesnej broni defensywnej, niezbędnej dla obronności państwa. Jednocześnie jednak należy pamiętać, że to dopiero początek drogi. Od ukierunkowania całego programu Wisła zależy, czy rzeczywiście będzie to proces rozwojowy oraz na ile obecny kontrakt pociągnie za sobą kolejne działania.

 

 


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 10 kwietnia 2018 o 23:49 Dymitr Ogonowski

    Ten rodzaj broni rzeczywiście służy obronie polskiej przestrzeni powietrznej, a nie wysługiwaniu bandzie NATO. Tylko niepotrzebnie do tego dodana jest pis-owska propaganda o rosyjskim zagrożeniu. Jeżeli władze nie wplączą Polski, z powodu interesów państw trzecich, to Rosja nie zaatakuje Polski. Ale zagrożenia różne mogą być. W końcu tzw. „Państwo Islamskie” teraz wprawdzie jest rozbite, ale nikt nie wie, co będzie w przyszłości. Tyle, że ogólnie trzeba zwiększyć wydatki na ochronę zdrowia. Potrzebna jest opieka poporodowa itd. Walczymy, by zakazać aborcji, również w przypadku chorych dzieci. To słusznie. Ale w związku z tym, na leczenie i opiekę na chore dzieci potrzebne są pieniądze. Ewentualne zagrożenia z powietrza, w jakiejś nieokreślonej przyszłości też trzeba mieć na uwadze. Kupili to – dobrze. Ale na tym na razie powinni poprzestać i koncentrować się na ochronie zdrowia Polaków, szczególnie dzieci. Budżet z gumy nie jest. Powinno się obniżyć wydatki na policję i cofnąć przywileje emerytalne policjantom, którzy byli zamieszani w represje polityczne, również te po 1989 r., jak właśnie, co Was traktowali gazem na „Marszu Niepodległości” itd.

    Odpowiedź