Idea

Edwin Harmata: O tym, jak duch wyprzedził rozum


5 kwietnia 2018 o 18:30   /   komentarzy (0)

Wskazania dotyczące ludzkiego postępowania zawarte w Biblii i nauczaniu Kościoła Katolickiego, często wydawały nam się niezrozumiałe. Przy użyciu ludzkiego rozumu, aż do XXI wieku wiele z nich zdawało się nie mieć żadnego pokrycia w rzeczywistości ani wpływu na ludzkie życie. Dziś jednak w dobie obrazowania mózgu i coraz bardziej postępującej wiedzy psychologicznej nabierają one nowego znaczenia i głębszego sensu. Wobec tego warto pomyśleć o hedonizmie i jego powiązaniu z grzechami głównymi oraz o tym, czemu współcześni psychologowie, mogliby zachęcać do życia w czystości, w świetle nauki.

Hedonizm, czyli postawa uznająca przyjemność za cel ludzkich dążeń zawsze był krytykowany przez idealistów. Nic w tym dziwnego, skoro sami odnajdywali jakiś „wyższy” cel w swoim życiu. Zwykle jednak większość idealistów argumentuje swoją postawę w sposób moralizatorski albo psychologiczny – poprzez odwołania do ambicji i osiągnięć. Oba te obszary z kolei są relatywne i zależne zarówno od światopoglądu i systemu wartości danego człowieka, jak i jego psychiki i osobowości, wobec czego nie wszyscy musieli się zgadzać z idealistami. Intuicja idealistów okazała się jednak na wskroś trafna na poziomie społecznym i nawet fizjologicznym oraz psychologicznym.

James Olds w 1954 roku przez przypadek podrażnił szczurowi przegrodę w mózgu zamiast tworu siatkowatego i zaobserwował niespodziewaną reakcję. Szczur, zamiast rzucać się do ucieczki zaczął wykazywać oznaki przyjemności. Dzięki dalszym badaniom wykazano istnienie w naszym mózgu struktury nazywanej „układem nagrody”, która to była odpowiedzialna za zachowania zwierząt. W innym badaniu, gdy dostarczano szczurom narkotyk, a raczej umożliwiono szczurom otrzymywanie narkotyku, to znów wykazano niesamowitą właściwość układu nagrody. Szczury mając do wyboru narkotyki, pożywienie oraz wodę, które pozyskiwały po naciśnięciu dźwigni – umierały z głodu. Przyjemność, jakiej dostarczał narkotyk oraz jej intensywność sprawiały, że brak narkotyku był dla szczura bardziej nieprzyjemny niż umieranie z pragnienia i głodu.

Ktoś może powiedzieć: „hola, hola, ale szczury są głupsze niż ludzie, co tu porównywać?”. Fakt, słuszne pytanie, ale rzeczywistość, którą każdy z nas może obserwować bez specjalnego przeszkolenia zadaje kłam temu twierdzeniu. Ludzie są tak samo podatni na uzależnienia, co szczury i niejednokrotnie kończą podobnie. Co więcej, ludzie potrafią czerpać wiele przyjemności nie tylko z substancji psychoaktywnych, ale z samych czynności. Pokłosiem tego jest cała kategoria zjawisk zwana „uzależnieniami behawioralnymi”, czyli uzależnieniami od czynności. Któż z nas nie słyszał o pracoholizmie, zakupoholizmie czy uzależnieniu od hazardu albo internetu?

Podwyższony poziom dopaminy, który wynika z działania układu nagrody, skłania nas do utrzymywania tego poziomu. Mechanizm adaptacji dodatkowo sprawia, że do osiągnięcia określonego poziomu dopaminy musimy z czasem zażywać więcej substancji lub dłużej albo bardziej intensywnie oddawać się uzależniającej czynności. Na tym etapie warto wrócić do początku i zadać sobie pytanie, co będzie hamulcem ratującym hedonistę przed śmiercią? Cóż odpowiedzi można poszukiwać najczęściej albo w obudzeniu świadomości osoby uzależnionej pod wpływem jakiejś traumy, albo w otoczeniu, które pomoże komuś wyjść z nałogu. Należy podkreślić, że liczenie na pierwszy wariant jest raczej mrzonką zważywszy na poziom statystyk, który wskazuje, że uzależnienia, w które się wpadło, nie da się pozbyć w pojedynkę i własnymi siłami.

Czy w czasach Chrystusa i przez całe wieki średnie mógł ktoś wiedzieć o istnieniu układu nagrody oraz dopaminy? Czy ktokolwiek prowadził badania psychologiczne na reprezentatywnych próbkach biorąc poprawkę na różnice kulturowe? Czy było to potrzebne? Oczywiście, że nie. Kościół Katolicki zajmując się ludzką duszą przy pomocy tak wątłego sposobu obserwacji rzeczywistości, jak filozofia i „case study” osiągnął tyle, że mógł uchronić ludzi nie tylko przed uzależnieniami, ale pomógł osiągnąć im pełnię człowieczeństwa przez trening silnej woli.

Rzucając okiem zarówno na grzechy główne, jak i na Przykazania Boże, powinniśmy zatrzymać się przy pierwszych z nich. Pierwszym z grzechów głównych jest pycha, natomiast pierwsze Przykazanie Boże mówi „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Są to właściwie dwa sformułowania dotyczące tej samej czynności – zdetronizowania Boga. Pycha to w gruncie rzeczy ubóstwienie człowieka, który uważa, że jest tak wielki, mądry i dobry, że sam może decydować o tym, co dobre, a co złe. O tym, czy posiadł Prawdę, czy nie i wreszcie o wszystkim tym, co jest kluczowe. W kontekście pierwszego Przykazania jest to uczynienie własnej osoby bogiem. Oczywiście patrząc szerzej możemy zwrócić uwagę, że pierwsze miejsce Boga w hierarchii wartości człowieka pociąga za sobą szereg konsekwencji psychologicznych, a także społecznych. Pierwszą konsekwencją w sferze poznawczej jest zdetronizowanie nałogu. Dopóki Bóg jest najważniejszą wartością w życiu człowieka, ten nie może uczynić swojego nałogu swoim bożkiem. Kolejną jest pokora i wypływająca z niej chęć rezygnacji z nadmiernych przyjemności. Jeżeli uznamy, że nie jesteśmy godni tylu przyjemności, ile dostarczamy sobie poprzez nałóg to konsekwencją będzie wewnętrzna motywacja do zerwania z nałogiem i zadośćuczynienia. Co jednak zdaje się ważniejsze, to fakt, że oba powyższe przekonania zabezpieczą człowieka przed wpadnięciem w ogóle w sidła nałogów. Efekt ten jest wzmacniany przez terapeutyczny wpływ spowiedzi w Kościele Katolickim (w przeciwieństwie do indywidualnych spowiedzi protestanckich). Ksiądz, potępiając grzech, wskazuje nam drogę czystości, która ma być skierowana w stronę Boga. Siłą rzeczy taka spowiedź jest formą monitorowania postępów w swojej walce z nałogiem oraz stanowi formę wsparcia społecznego w osobie spowiednika. Dodatkowym aspektem jest sfera społeczna, która w tradycyjnych społecznościach katolickich była niesamowicie silnym bodźcem psychologicznym. Ostracyzm, z jakim spotykali się ludzie trwający w grzechu i oskarżenia o nieobyczajne życie zawsze stanowiły hamulec wobec popadania zarówno w nałogi, jak i w inne formy grzesznego życia. Jak jednak sytuacja na polu walki z układem nagrody wygląda dzisiaj?

Od czasu Oświecenia i rewolucji francuskiej coraz bardziej dominującym wyznaniem wiary staje się indyferentyzm religijny. Prawdziwi wierzący ludzie stanowią dziś coraz bardziej topniejący ułamek społeczeństwa. Co więc może hamować współczesnych ludzi przed poszukiwaniem ucieczki od tego świata w hedonizmie? Co może stanowić psychologiczne wsparcie w walce z własnym układem nagrody? Czy zostaliśmy stworzeni w taki sposób, by bez silnej wiary upadlać się do poziomu szczurów?

Wszystko wskazuje na to, że psychospołeczne mechanizmy, które stworzył Jezus Chrystus i Kościół Katolicki wraz ze swoimi świętymi odgrywają coraz mniejszą rolę w życiu społeczeństw. Brakuje jednak alternatywy, która wypełniłaby puste miejsce po Bogu, w ludzkim umyśle i w ludzkich hierarchiach wartości. Puste miejsce, które jest podwaliną wszystkich innych wartości nie może być długo puste i zwykle nie jest. Jeśli więc nieszczęśliwy człowiek odchodząc od Boga nie wstawi tam jakiejś wartości wyższej, będzie skazany na żywot szczura eksperymentalnego. Obserwujemy jak coraz bardziej rosną wskaźniki uzależnień, depresji i samobójstw w społeczeństwach wysoko rozwiniętych. Mimo wzrostu materialnego mierzonego w PKB oraz coraz większych udogodnień technologicznych w codziennym życiu, ludzie coraz łatwiej tracą równowagę psychiczną i popadają w uzależnienia. Choć twierdzenie, że jest to skutkiem odejścia od Boga i katolickiej nauki społecznej, jest jedynie hipotezą to wszystko wskazuje na trafność i zasadność takiej hipotezy.

By mieć pełniejszy obraz powinniśmy rzucić okiem również na pozytywną naukę wypływającą ze Słowa Bożego. Oczywiście tutaj największą podpowiedzią powinny być osiągnięcia ludzi przejętych wiarą ponad życie, a takich nie sposób szukać gdzie indziej niż w Średniowieczu. Reguły ascetyczne i umartwianie się wskazywały ludziom, jak zwalczać nie tylko swoje pokusy, ale także pokonywać własne słabości i wątpliwości przez niezłomną wiarę. Historie świętych, jakie znamy z okresu średniowiecza wskazują, jak potężną siłą woli dysponowali ludzie decydujący się na ascetyczny tryb życia. W świetle współczesnych badań psychologicznych można użyć stwierdzenia, że „wolna wola jest jak mięsień”. Oznacza to, że można ją trenować i zwiększać jej skuteczność, jak i zmęczyć czy osłabić. Życie pełne wyrzeczeń i postu to życie wzbogacone o duchową siłownię. Oczywiście zwyczajna siłownia da nam piękne efekty zarówno w postaci wyglądu, jak i siły, więc będziemy mogli się pochwalić swoimi efektami. Jednak efekty takiej „duchowej siłowni” sprawią, że nie będziemy chcieli się chwalić i nie będziemy pożądali zachwytu nad własną osobą.

Podsumowując moglibyśmy stworzyć pewne kontinuum, gdzie na jednym krańcu znajdowałoby się popadanie w uzależnienia raz za razem, a na drugim byłoby zwalczanie swoich pragnień raz za razem. Pierwsze jest oznaką duchowej słabości i małości człowieka w sensie poza religijnym, ponieważ człowiek, który zachowuje się dokładnie, jak szczur w klatce obraża godność człowieka jako istoty wyższej. Drugie jest pomnikiem potęgi ludzkiej woli, która przerasta ograniczenia biologiczne, jakim podlegamy i udowadnia, że istnieje wolna wola zdolna przełamać ograniczenia świata zewnętrznego.

Czemu psychologowie mieliby polecać życie w czystości? Z tej prostej przyczyny, że jest to najprostsza forma profilaktyki w sferze nałogów. Minimalistyczne życie pełne wdzięczności za każdy nawet najdrobniejszy element naszego otoczenia to dobry sposób na zdrowe i szczęśliwe życie. W żadnym nałogu człowiek nie odnajduje spełnienia ani sensu swojej egzystencji, a równowagę i pełnię swojego człowieczeństwa odkrywa tylko poprzez realizację swojej wolnej woli. Wola nasza może być wolna jedynie wtedy, gdy znajdziemy w sobie siłę do wygrania batalii z nieubłaganym układem nagrody. Ucieczka w świat hedonizmu przyniesie nam chwilową przyjemność, ale nigdy nie da spełnienia, a może okazać się drogą bez powrotu.

Katolicka etyka pomimo upływu czasu nie traci na wartości, a wręcz na niej zyskuje. Na przykładzie religijnego stworzenia zasady unikania przyjemności i potępienia cielesności, widzimy jak bardzo duchowni wyprzedzili naukowców. To, co dla psychologów stało się jasne w połowie XX wieku, było intuicyjnie zrozumiałe dla duchownych ze starożytności i wczesnego średniowiecza. Mimo braku zasobów wiedzy, duchowni potrafili stworzyć zasady, które były skuteczne w oparciu jedynie o natchnienie i objawienie Pańskie. Jak widać, nasz nowoczesny, światły i bystry umysł dopiero zaczyna rozumieć słuszność zasad stworzonych dwa tysiące lat temu.

 


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.


Czytaj także


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)