Społeczeństwo

Edwin Harmata: Tarcza antyentropiczna


22 kwietnia 2018 o 11:57   /   komentarzy (12)

Szkoła marksistów kulturowych tworzona przez takich twórców jak Theodore Adorno, Antonio Gramsci, Gyorgy Lukacs, Herbert Marcuse czy Erich Fromm nigdy nie ukrywała swoich postulatów. Po dziś dzień możemy sięgnąć po ich dorobek jak po każdą inną książkę filozoficzną. Ich starania i wysiłki zebrały nie tylko grono zwolenników i wyznawców, ale stworzyło także całą masę tzw. „pożytecznych idiotów”, którzy dziś są największym zagrożeniem dla Europy oddanej swym tradycyjnym wartościom opartym o Prawdę, Piękno, Dobro i etykę katolicką.

Szacunkowo przyjmuje się, że zawsze 9/10 członków społeczeństwa pozostaje bierna i o jego losach decyduje ta 1/10 aktywistów, którzy potrafią wykorzystać bierność pozostałych 9 na swoją korzyść. Niewątpliwie propagandowym rajem dla komunistów było ZSRR, które również było rajem dla wszelkiej maści propagandystów oraz agitatorów. Poskutkowało to utworzeniem państwa, które dziś ma największe zdolności oraz możliwości wpływania na politykę poprzez działalność służb specjalnych, szpiegów i aparatu propagandy. Rzecz jasna, Marks od początku w swoich założeniach chciał utworzyć komunizm w Europie Zachodniej, a nie Wschodniej, więc ZSRR mógł być jedynie narzędziem. I właśnie tam wykuła się czołowa myśl manipulacji społeczeństwami, by osiągnąć swój szczytowy poziom w wykonaniu zachodnioeuropejskich myślicieli. Samo pojęcie „pożytecznego idioty” przypisuje się jednak Leninowi. W podobnym tonie pisał do Stalina Beria w swoich listach: „fizyczna walka z Zachodem nie jest celowa, Zachód sam się unicestwi, wystarczy mu podsuwać odpowiednie środki”. Tego pojęcia używała również prasa amerykańska do piętnowania osób próbujących przychylnie patrzeć na ruchy polityczne bolszewików. Warto przyjrzeć się temu pojęciu, by zrozumieć w jaki sposób wojowniczy marksiści stosując się do strategii Sun Tzu, która mówi, że najlepiej wygrywać wojny bez walki, osiągają coraz więcej bez jakiegokolwiek rozlewu krwi. Dziś wiemy, że ruchy pacyfistyczne są zwykle jednym z narzędzi agentury komunistycznej. Nie można pacyfistom odmówić jednak dobrej woli, ponieważ w istocie w swoim idiotyzmie nie są oni w stanie zrozumieć zawiłości świata, który nie działa w sposób prosty, a zwalczanie przemocy nie skutkuje pokojem. Takich wartości jak wolność, pokój czy równość nie sposób wykorzenić z umysłu lwiej części narodów z dwóch powodów. Pierwszym jest ich obiektywna wartość moralna (może poza wyjątkiem równości), a drugim poziom rozumowania. By móc przejrzeć pozorność tych wartości należy posiadać dostatecznie rozwiniętą zdolność logicznego myślenia i analizowania rzeczywistości. Wiadomym jest, że największy skutek na działanie mas mają hasła najprostsze i odwołujące się do najniższych instynktów i potrzeb ludzi. W głębi duszy nikt z nas nie pragnie stać naprzeciwko czołgu mając nadzieję, że z jego lufy nie wyskoczy w naszym kierunku metalowa śmierć. Każdy pragnie pokoju i samorealizacji w swoim życiu. Zatem wykrzykując hasła odwołujące się do takich uniwersalnych pragnień możemy osiągnąć poparcie szerokich mas „pożytecznych idiotów”, którzy często w dobrej wierze angażują się w czynienie zła. Przykładów wykorzystania przez marksistów innych pojęć, które zostały wytworzone przez katolicką etykę i nauczanie Chrystusa, jest o wiele więcej. Myślę, że gdyby spisać je w jednym miejscu to można by z powodzeniem stworzyć I edycję Słownika Nowomowy, która niezbyt dobrze wróży dla Europy i znanego nam świata.

Pisząc o tarczy, którą zamierzam zaproponować, nie użyłem jednak słowa „antymarksistowski” z tego powodu, że marksistami możemy nazwać tych, którzy świadomie popierają postulaty tej ideologii. Dziś  trzonem destrukcyjnego ruchu rewolucji marksistowskiej nie są sami marksiści, a właśnie ludzie nieświadomi, „pożyteczni idioci”. Dla porządku językowego nazywam ich szerzej „siłami entropii”, ponieważ dążą oni do homogeniczności ludzi w poglądach służących komunistycznej sprawie, niczym fizyczne prawo entropii, które dąży do równości energetycznej w układzie zamkniętym. Niezależnie od tego, czy ludzie Ci działają celowo czy nie, należy poszukiwać sposobów obrony przed wpływem nowoczesnych popłuczyn po niegdysiejszej sztuce. Należy szukać obrony przed zgnilizną moralną oraz antywartościami, które są przemycane pod płaszczykiem prawdziwych wartości i humanitaryzmu.

Podejmując refleksję nad działalnością marksistów i skutkami jakie wyrządzili na świecie przez rewolucję kulturową czy seksualną, zwróciłem uwagę na mechanizm, który sprawiał, że nasza tradycyjna kultura była tak odległa od tego co jest serwowane teraz. Skąd się brał głęboki wstyd człowieka przed prymitywnym oraz popędliwym zachowaniem, które dziś możemy co dzień obserwować w mediach, sieci, czy w sztuce. Doszedłem do wniosku, że funkcję tarczy antyentropicznej, która utrzymywała naszą kulturę na wysokim poziomie był obyczaj. Obyczaj rozumiany jako zbiór niepisanych (lub pisanych) zasad, które określały „poziom kulturalny człowieka”. Nie bez powodu marksistów do czerwoności rozpalał ideał „szlachetnego dzikusa”, który był istotą czystą, ponieważ nie został „skażony cywilizacją”. W odwiecznej walce Dionizosa z Apollem entropiści wyraźnie obrali stronę Dionizosa w głos krzycząc, że tylko prymitywne popędy są prawdziwe, a wszelki ślad kultury i przestrzegania reguł zachowania są kłamstwami i światem pozorów. Zatem (o ironio) entropiści przypisują sobie motywację podążania za klasycznym imperatywem dążenia do Prawdy, który zatem jest logicznym paradoksem. Nie można zwalczać Prawdy w imię dążenia do Prawdy. Kolejnym etapem, który miał na celu skorodowanie naszej tarczy kulturowej jaką był obyczaj, stanowiło jego rozluźnienie. Dziś już nie przestrzega ani nie uczy się w szkołach zasad savoir viver’u, nie wiemy w jaki sposób witać się z kobietami, czy przepuszczać je w drzwiach czy nie. W autobusie rzadko możemy ustrzec przejaw kulturalnego zachowania ustępowania miejsca starszym, a niuanse, które niegdyś były oczywiste, dziś są zupełnie niedostrzegalne. Społeczeństwo nie rozumiejąc obronnej funkcji obyczaju uwierzyło, że jest on tylko nadęciem burżuazji. Wyrazem poczucia wyższości, które ma miejsce na salonach. W końcu, że nie wypada najbiedniejszym zachowywać się „po burżuazyjnemu”, bo to by świadczyło o zakompleksieniu i chęci wzbogacenia oraz przyłączenia się do wyższej kasty. Lepiej jest zaakceptować swoje ubóstwo oraz wyrażać buntowniczą postawę – bunt jest modny. Niestety, bunt jest cechą młodości, więc nie tylko jest, ale był i będzie modny. Właśnie tę wiedzę wykorzystali marksiści, by z mas ludu, który był przeciwny i intuicyjnie wrogi komunistycznej sprawie, uczynić zbuntowaną warstwę pożytecznych idiotów.

Czemu obyczaj miałby pełnić jednak jakąkolwiek funkcję poza faktycznym puszeniem się i tworzeniem wokół siebie pozoru? Z tego względu, że jest konieczny by pogodzić wymiar wolności ludzkiej z moralnym i etycznym podejściem do drugiego człowieka. Przykładu nie musimy szukać daleko. Wprowadzony przez PiS zakaz handlu w niedziele był szeroko dyskutowany w przestrzeni publicznej i wywołał ostre dyskusje między jego zwolennikami a przeciwnikami. Tak naprawdę nie jest on dobrym zakazem, ponieważ przedstawia w jak opłakanym stanie jest nasze społeczeństwo. Społeczeństwo o dobrej kondycji moralnej nie powinno kwestii wolnych niedziel uzależniać o prawodawstwa. Silny obyczaj oparty o naszą polską, europejską i katolicką tradycję, powinien mieć realną siłę wpływu na rynek pracy i sytuację na rynku ekonomicznym. Pracodawca, który otwiera sklepy w niedzielę nie powinien mieć zakazu wykonywania swojej pracy i wydawania poleceń podwładnym. Jednak ludzie, którzy wierzą w europejskie wartości i wierzą w Jezusa Chrystusa, powinni bojkotem wywołać jego bankructwo. Piętnowanie zmuszania katolików do pracy w niedzielę, powinno mieć miejsce we wszystkich liczących się mediach oraz prasie, a właściciel powinien być szeroko przedstawiany jako wyzyskiwacz, który za nic ma wartości moralne, a o jego moralności stanowi wartość portfela. Społeczeństwo świadome wówczas samo powinno mu udowodnić, że praktyka oparta o wyzysk jest nieopłacalna nie tylko społecznie, ale także ekonomicznie. Niestety, dziś w świecie, gdzie ludzie mają rozmyte wartości moralne i nie są w stanie nawet utworzyć z nich jakiejkolwiek hierarchii wartości, zdani są na ochronę prawną. Bowiem pieniądz ma dziś większą siłę niż sumienie, więc jeśli chcemy, by ludzie byli traktowani po ludzku, musimy ingerować w prawo i zwiększać liczbę zakazów. Duch polski nienawidzi zakazów, więc siłą rzeczy będziemy jako cały naród ulegali demoralizacji, a nasz naturalny odruch zwalczania zakazów będzie napędzał zbuntowane masy. Jedyną drogą, która umożliwi nam zwiększenie wolności i zmniejszenie liczby zakazów, jest przywrócenie silnego obyczaju społecznego, który nie będzie wymagał prawa oraz pałki do regulowania życia w państwie. Warto również nadmienić, że cennym zasobem w rewolucji marksistowskiej jest sprawdzony państwowy aparat represji, który doskonale wie jak używać pałki, armatek wodnych oraz gumowych kul. Schemat: rewolucja obyczajowa – zwiększenie liczby zakazów – zwiększenie zbuntowanych mas – rewolucja komunistyczna, ma szansę powodzenia tylko wtedy, gdy przed rewolucją zostanie przygotowana siła represji.

Postulowana przeze mnie konieczność przywrócenia silnego obyczaju stanowiłaby swoistą odpowiedź narodowego organizmu na wirus marksizmu. Jeżeli nie będziemy tolerowali nieobyczajnego zachowania w przestrzeni publicznej, jeżeli będziemy piętnować pospolite chamstwo i wyrazy braku szacunku zarówno dla kobiet, jak i dla starszych, w końcu jeśli będziemy stanowili front kultury spychający poza margines ludzi zza marginesu kultury w sposób bezkompromisowy, to być może zdołamy porwać naród do wskrzeszenia truchła naszych obyczajów. Polak w końcu nie będzie musiał drugiego Polaka zmuszać konsekwencjami prawnymi do postępowania moralnego zgodnego z naszą kulturą, tradycją i wiarą. Może zdołamy sprawić, że kręgosłup moralny społeczeństwa przestanie przypominać ościstą konstrukcję, a zacznie sztywnieć i przybierać bardziej ludzki kształt. W końcu będziemy mogli stanąć na powrót w postawie wyprostowanej, a dumnie uniesione czoło będzie prezentowało cały blask naszej kultury i świętość naszych prastarych wartości.

 


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.


Czytaj także


Komentarze (12)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 23 kwietnia 2018 o 15:07 Dymitr Ogonowski

    Różni są starsi i różne są kobiety. Nie wszyscy starsi i nie wszystkie kobiety są godne szacunku. Jak będziemy domagali się szacunku wobec wszystkich kobiet, to by wynikało, że trzeba szanować takich, jak Gronkiewicz-Waltz itd.

    Odpowiedź
    • 23 kwietnia 2018 o 20:30 Edwin

      Pańska logika ma tę wadę, że uzależnia Pańską godność i honor od zachowania drugiej osoby. Jeśli ktoś Pana obrzuci bluzgami to zgodnie z Pańską logiką może mu Pan odpowiedzieć tym samym. Proszę sobie jednak wyobrazić taką sytuację z perspektywy osoby trzeciej. Człowiek mający charakter (zgodnie z rozumieniem Mariana Pierożyńskiego) nie zmienia swojego postępowania ani szacunku wobec wartości przez czynniki zewnętrzne. Szacunek o którym piszę sprawi, że mężczyzna nie uderzy kobiety choćby ta go okładała i poniżała. W takiej sytuacji bowiem jego agresja byłaby największym poniżeniem dla godności mężczyzny. Nawet wrogów mamy szanować jako istoty ludzkie. Kara śmierci w wypadku wrogów ojczyzny, powinna również nie urągać godności drugiego człowieka. Do ludzi mniej rozwiniętych, gorzej wychowanych i słabszych psychicznie powinniśmy podchodzić z chłodnym i trzeźwym umysłem. To, że nasz wróg nie ma honoru, nie oznacza, że my możemy się go wyrzec, to że po drugiej stronie barykady stoi motłoch, nie pozwala nam na zniżenie się do jego poziomu, a jak zaczną obrzucać nas odchodami to nie powinniśmy razem z nimi brać udział w takiej wątpliwej zabawie. Mam nadzieję, że zrozumiale napisałem. Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedź
  • 23 kwietnia 2018 o 15:36 Dymitr Ogonowski

    A co do obyczajów, to np. to, że się nie handluje w niedzielę, to wynika według mnie z Bożego przykazania, by „Dzień Święty święcić”. Mogło to się wcielić potem w obyczaj. Natomiast obyczaje, które nie wynikają z religii nie są potrzebne. W ogóle sowieckie społeczeństwo się kierowało obyczajami, oczywiście nie religijnymi. Ale tam nie prawo formalne (wiadomo, że ZSRR nie miał nic wspólnego z państwem prawa), nie religia, tylko obyczaje regulowały życie społeczne.

    Odpowiedź
    • 23 kwietnia 2018 o 20:20 Edwin

      W naszej kulturze i cywilizacji oczywiste jest powiazanie religii i obyczaju. Tym bardziej powinniśmy przeć do podtrzymania obyczaju rozumianego jako kulturalne zachowanie, przestrzeganie savoir viver’u i prezentowanie szyku. Religia jest elementem kulturotwórczym, ale nie zastępuje i nie powinna zastępować całości kultury. Zresztą nigdy do tego nie dążyła, raczej uświęcała i określała ramy tej kultury oraz jej kształt. Religia musi być obecna, ale nie zastąpi obyczaju – ma wobec niego funkcję kontrolną.

      Odpowiedź
      • 24 kwietnia 2018 o 15:59 Dymitr Ogonowski

        Ja to nie jestem zwolennikiem takich obyczajów, które nie wynikają z religii, a przeszły od obcych, jak np. savoir viver. To według mnie zbędne ograniczenia, które w dodatku często prowadzą do nieszczerości i mogą się wiązać z obłudą. Tzn. w niektórych sytuacjach i w odniesieniu do niektórych potrzebne są normy obyczajowe, nie wynikające z religii. Na przyjęcie dyplomatyczne nie można przyjść w zabłoconych butach itd. Ale tak w ogóle to te normy nie są do końca sprecyzowane. Niektórzy próbują to robić, piszą o tym książki. Ale to co ma być źródłem norm – poglądy jakiegoś autora książki o savoir viver? To nieraz jest posunięte do absurdu, by np. jak się dzwoni to było 6 sygnałów, jak się czeka, bo dalej się jest natrętem:) Ja to nie cierpię takich norm. Wolę szczerość. Jak komuś coś nie odpowiada, to niech mówi bezpośrednio. A tak ludzie są różni i mają różne upodobania.

        Odpowiedź
        • 25 kwietnia 2018 o 20:17 EDWIN

          Spór o którym piszemy został poruszony przez Nitzschego. W zasadzie jest to walka między tym co „sztuczne” choć kulturalne, piękne i wzniosłe z tym co „szczere” choć obrzydliwe i prymitywne. Nasz wybór nie może przybierać na kontinuum od chamstwa do kultury wymiaru konkretnego punktu, który według nas jest odpowiedni. Dziś my jako jednostki stanowiące element większej społeczności możemy tylko wybrać jaka tendencja jest lepsza. Czy ta dążąca do poluźnienia obyczaju i wszelkiego chamstwa oraz prostackiego zachowania, bo zawsze soczysta „kurwa” będzie szczera, czy ta dążąca do ustępowania starszym miejsca i dbająca o czystość językową, nawet gdy ktoś uzna to za sztuczne. Cóż, możemy uznać, że prawdziwe w nas jest to co jest związane z naszą biologią i popędami oraz „strumieniem myśli”, a możemy również uznać, że prawdziwe w nas jest to czego pragniemy świadomym wysiłkiem woli oraz porywem duszy i gdzie kieruje nas refleksja życiowa. Bezpośredniość o której Pan pisze służy za narzędzie do relatywizowania granic dobrego smaku. Świetnym przykładem jest ktoś, kto w związku ze swoją szczerością nazwie grubasem, jakiegoś grubasa. Faktycznie nie zrobił niczego zdrożnego, ale mógł dotknąć niepotrzebnie tej osoby i tylko dobry obyczaj (poza moralnością) go od tego mógł odwieść. Nie możemy żyć mrzonką, że wszyscy będą moralnymi i dobrymi ludźmi. Możemy za to starać się tworzyć społeczeństwo żyjące w sposób obyczajny w którym chamstwo jest piętnowane. Co do savoir viver’u, to jest to zwyczajnie ujednolicenie zasad, czyli nadanie porządku i jasności w tym co zwykle niejasne i nieuporządkowane. Domeną chaosu i sił entropii jest nieład i niejasność, z kolei porządek, określone zasady i jasność są domeną strony przeciwnej. Wiadomo, że pewnie i wysoki obyczaj będzie niósł swoje wady, jednak w mojej ocenie jest on właściwą tendencją, która w dzisiejszym świecie jest jak najbardziej potrzebna. Pozdrawiam serdecznie

          Odpowiedź
          • 25 kwietnia 2018 o 21:26 Dymitr Ogonowski

            Co do tematu nadwagi, to jest kwestia medyczna i kwestia gustu. Medycznie to są kryteria wagowe. A gust to jest według mnie kwestia relatywna. Opinii o wyglądzie nie ma potrzeby wyrażać, poza pewnymi sytuacjami. Więc tu problemu nie ma. Ale ludzie kłamią w innych sprawach. Np. jest zdrada małżeńska a okłamują partnera, że jej nie było. I w ogóle stosują różne fałszywe preteksty, co drugiej stronie utrudnia w rozeznaniu się z sytuacją. Również Pozdrawiam serdecznie.

            Odpowiedź
            • 26 kwietnia 2018 o 22:51 Edwin

              Cóż nasza dyskusja schodzi na szczegóły. To, że osobie z nadwagą nie wytykamy jej nadwagi nawet jeśli szczerze i zgodnie z prawdą jej nie lubimy (nadwagi), to jest kwestia potrzeby, a hamulca. W wypadku braku hamulca (obyczaju) człowiek wyrażałby każdą myśl bez skrępowania, co oczywiście skończyłoby się tragicznie dla osób słabszych psychicznie. Takich sytuacji można by mnożyć, swoim podwładnym nie można wygarnąć nawet jak nas zdenerwują, ponieważ byłoby to nieobyczajne (nieetyczne ze względu na charakter relacji), nie wypada jak małe dziecko mówić, ktoś bez nogi nie ma nogi, a ktoś poparzony wygląda strasznie (jak dzieci), bo „nie wypada”. Nawet jeśli myśli takie przychodzą i są prawdziwe, to nadal nie są uprawnione do uzewnetrzniania. Pański przykład z kolei dotyczy „nieobyczajnego” życia – nikt nie uzna bowiem „obyczaju zdradzania żon” za cywilizowany.

              Odpowiedź
              • 28 kwietnia 2018 o 00:07 Dymitr Ogonowski

                A to pamiętam, jak ja będąc zupełnie mały. Może tam z 5 lat miałem. Powiedziałem do znajomej mamy: -Ciocia wiesz, ty bez okularów jesteś brzydka”. I to było bez żadnej złośliwości. Lubiłem tą kobietę, bo ona ogólnie lubiła dzieci i dzieci to wyczuwały. Ale prawdę powiedziałem. Rzeczywiście uchodziła za brzydką. Teraz już aż tak szczery nie jestem ale dużo ze mnie zostało:)

                Odpowiedź
  • 25 kwietnia 2018 o 11:31 Piotr

    Kapitalne! Dokładnie tak – obyczaj jest tarczą przed marksistowską (twór żydowski) zgnilizną.
    Dla mnie kluczowe słowa: „Prawdę, Piękno, Dobro i etykę katolicką” – to kluczowe wartości – do tego należy dążyć.
    A jeszcze dodam coś od siebie: jaka jest główna cecha marksizmu? Jest nią wszechobecne, bezustanne i nieprzejednane *K*Ł*A*M*S*T*W*O*.

    Odpowiedź
    • 25 kwietnia 2018 o 15:08 Dymitr Ogonowski

      Ale właśnie nieraz kłamstwo wchodzi w obyczaj. Tak faktycznie było w ZSRR. Ale czy w Polsce w ogóle nie ma kłamstwa w obyczaju? Ja bym tego nie powiedział. Rzeczywiście dużo ludzi przedwojennego pokolenia, wychowanych na etyce katolickiej, to byli uczciwi ludzie. Też oczywiście nie wszyscy. Ale nieraz Ewangelia stoi w sprzeczności z savoir viver. Chrystus mówi, by głosić prawdę na dachach (Kiedyś nie było netu ani nawet urządzeń nagłaśniających). A Talleyrand (mistrz dyplomacji a zatem i savoir viver) uważał, że „Kłamstwo jest tak cenną rzeczą, że nie można go nadużywać). W ogóle to był biskup, potem ekskomunikowany ale nie za kłamstwo.

      Odpowiedź
      • 25 kwietnia 2018 o 20:26 Edwin

        Jeśli kłamstwo wchodzi w obyczaj, to znaczy, że obyczaj jest w stadium rozkładu przez siły entropii. W gruncie rzeczy sam w sobie obyczaj nie może być zły, jego formy mogą być złe. Nie zgadzam się przeciwstawienie obyczaju etyce katolickiej czy Biblii. Obyczaj to narzędzie kultury służące do pozaprawnego regulowania zachowań społecznych, gdzie główną sankcja jest ostracyzm społeczny. Jeżeli kultura będzie przesiąknięta właściwymi wartościami, to obyczaj będzie stanowił ich odbicie i sankcjonował zachowania z nimi niezgodne. Kłamstwo jest tematem zgoła filozoficznym, bo czy powiedzenie osobie grubej, że „nie wcale wygląda tak źle” będzie stanowiło kłamstwo? Prawda, mogłaby nam nakazać potwierdzenie kompleksów takiej osoby, ale obyczaj i moralność wskażą nam na konieczność użycia eufemizmu lub odpowiedzenia w sposób wymijający, który jednak podniesie ją na duchu. Należy wystrzegać się kłamstwa jak ognia, ale trzeba również pamiętać, że prawda potrafi ranić o wiele mocniej i nauczyć się słuchać głosu sumienia. W społeczeństwie głęboko moralnym takie meandry i zawijasy etyczne są załatwiane niejako za nas, ponieważ jest określona forma udzielania odpowiedzi w taki sposób by nie kłamać, a zarazem nie ranić. Przykładem jest wytworzenie eufemizmów w rodzaju „puszysty”.

        Odpowiedź