Idea

Filip Bator: Klęska neutralności


3 kwietnia 2018 o 18:23   /   komentarzy (4)

 

W obecnych czasach święci triumfy pojęcie neutralności. Modne jest dziś stawanie po środku, bycie ani za, ani przeciw. Radykalizm uznawany jest za jeden z najcięższych grzechów. Oznacza to tym większy wysiłek dla organizacji, która radykalizm ma w nazwie.

Klęskę neutralności dostrzec można, gdy wpatrujemy się w mękę Chrystusa. Mowa o postawie św. Piotra. Ten, który jeszcze podczas Ostatniej Wieczerzy obiecywał wierność Jezusowi aż po śmierć, a w Ogrójcu porywczo chwytał za miecz, po kilku godzinach powiedział: ,,Nie znam tego człowieka”. Uległ neutralności. Nie zdradził wprost Jezusa, nie wystąpił przeciwko niemu, ,,tylko” się od niego odciął. Nie był za, ani przeciw.

Dziś taka postawa przebija się ze wszystkich stron. Neutralne ma być państwo i szkoła. Neutralności oczekuje się też od Kościoła. Nie ma on już nazywać rzeczy po imieniu, nauczać z całą mocą swego urzędu, ale tylko towarzyszyć człowiekowi i szanować jego wybory. Neutralność jest przeciwieństwem radykalizmu. Miłosierdzia Zbawiciela doświadczali ci, będący najbardziej radykalni w swych postawach – mężczyźni, którzy spuścili łoże z paralitykiem przez dach, niewidomy Bartymeusz wołający z daleka za Jezusem, Zacheusz, który, aby Go zobaczyć wspiął się na drzewo i jeszcze kilkoro innych wspominanych w Ewangelii. Jedną z nich jest nierządnica, w której Tradycja widzi Marię Magdalenę. To ta, która całowała stopy Jezusa, wycierała je włosami i namaszczała olejkiem. Nawróciła się ona z radykalnego upadku w ciężki grzech, po radykalną wierność Panu aż do Golgoty. Ewangelia nie mówi natomiast nic o nawróceniu Szymona – faryzeusz, który zaprosił Jezusa na ucztę, podczas której Magdalena dokonała tego czynu. Nie był on wrogiem Chrystusa. Wszak przyjął Go pod swój dach. Nie był jednak też Jego przyjacielem. Nie dopełnił bowiem należnej honorowemu gościowi posługi – nie dał mu pocałunku pokoju, ani wody do nóg, nie namaścił też Jego głowy. Po prostu zachował bezstronność.

Neutralność to duże zagrożenie także dla współczesnych narodowców. Wielu z nich zachowuje się dziś jak Piotr z pałacu arcykapłana. Od czasu do czasu ,,chwytają za miecz” przy okazjach takich jak Marsz Niepodległości. Jednak zaraz potem zdają się mówić: ,,Nie znam idei narodowej”. Można zapytać dlaczego w ONR i podobnych organizacjach jest tak mało osób? Gdzie są te tłumy z 11 listopada? Owszem, mogą być wśród nich tacy, którym trudna sytuacja życiowa uniemożliwia działalność. Tych jest jednak garstka. Większość wybiera neutralność zamiast radykalizmu. Wejście do organizacji ideowej oznacza bowiem konieczność podporządkowania swojego życia idei. Nacjonalizm nie polega bowiem na pomachaniu od czasu do czasu flagą w chwilach ,,triumfu” takich jak Marsz Niepodległości. Podobnie było z Piotrem, który zapomniał, że chrześcijaństwo to nie tylko momenty ziemskiej chwały. To przede wszystkim ,,krzyż na każdy dzień”. Pisał o tym ks. Robert Mäder w ks. ,,Jestem katolikiem! Rozważania antyliberalne”: ,,Było to w dzień po znanym wydarzeniu pod Cezareą Filipową. Piotr jest ustanowionym pierwszym papieżem przez Tego, który ma wszelką moc na niebie i na ziemi. Wtedy to Jezus wprowadza uczniów głębiej w tajemnicę Krzyża. Mówi o śmierci. Wówczas Piotr bierze Go na stronę, zaczyna Mu przekładać: Niech to będzie dalekie od Ciebie, Panie, to nie może przyjść na Cię! Papieżem być, opoką jeszcze warto, ale być zastępcą krwawym potem ociekającego, biczowanego, cierniem ukoronowanego, wyśmianego, ukrzyżowanego Zbawiciela, to rzecz niemiła. W tym leży najgłębsza przyczyna upadku Piotra i upadku nowoczesnego katolika”.

Triduum Paschalne i Wielkanoc to czas triumfu ewangelicznego radykalizmu. Krzyż Chrystusa pokazał radykalizm ludzkich grzechów, całą ich ohydę. Ujawnił jednocześnie radykalizm Jego miłości. Jezusowi nie wystarczyło jakieś chwilowe cierpienie, jedna kropla krwi. Trzeba było wielogodzinnej agonii i wszystkiej krwi Pana wylanej dla naszego odkupienia. Przy Krzyżu Jezusa nie ma miejsca na neutralność. Zaś będące konsekwencją Jego męki zmartwychwstanie to radykalny triumf życia i radykalna klęska szatana. To od nas zależy w czym będziemy mieli swój udział. Jeśli przyjmiemy postawę neutralną, to wyjście jest tylko jedno. Bezstronność zawsze pociąga za sobą zło. Neutralny Piotr po zaparciu się uciekł od Chrystusa, zostawił swego Mistrza w największej potrzebie. Państwa neutralne, bezwyznaniowe stały się prędzej, czy później antywyznaniowe, a konkretnie antykatolickie. Kościół, odkąd przyjął pozycje neutralne zaczął być spychany na margines. Co jednak jeszcze gorsze, jego pasterze odchodzą często od katolickiej nauki, nie dając już duszom drogi prowadzącej do zbawienia. Bezstronność w kwestiach moralnych zawsze pociąga za sobą upadek.

Piotr odkupił swoją winę. Tak jak trzy razy zaparł się Jezusa, tak po zmartwychwstaniu trzy razy wyznał miłość ku niemu. Pan już wiedział, że Piotr porzucił neutralność raz na zawsze. Dlatego po raz kolejny powierzył mu pod opiekę Swoje owce. Wiedział, że nie przerazi go nawet wizja męczeńskiej śmierci, którą od razu mu zapowiedział. Piotr od tego momentu był Bożym radykałem, z zapałem głoszącym Ewangelię i umacniającym pierwszy Kościół, aż po śmierć krzyżową.

Katolickie przeżycie Wielkiejnocy do czegoś nas zobowiązuje. Zmusza nas ono do opowiedzenia się po jednej ze stron. Widzimy jak tragiczne są nasze czasy. Dla Boga miejsca na neutralność nie było nigdy, nie ma go szczególnie w dobie obecnej. ,,Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (w dosłownym tłumaczeniu ,,wyrzygać cię”) – mówi Pan w Apokalipsie. On brzydzi się neutralnością.

Zatem albo głosisz ideę i nią żyjesz, bez zgniłych kompromisów, albo się wycofujesz. Jeśli wybierasz tę drogę porzucasz wszelką bezstronność. To właśnie ona, nie zaś radykalizmy przeciwne, jest największym wrogiem katolickiego i narodowego radykalizmu.

 


FILIP BATOR
Działacz ONR, dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania.


Czytaj także


Komentarze (4)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 3 kwietnia 2018 o 18:44 Dymitr Ogonowski

    Ale Polska powinna być neutralna, by nie była wplątana do wojny z powodu obcych interesów. W całym konflikcie banderowców z Donbasem (zwolenników pomników Bandery, ze zwolennikami pozostawienia pomników Lenina), czy w konflikcie służb Wielkiej Brytanii i Rosji, przecież nie o Chrystusa chodzi. Dmowski właśnie uważał, że trzeba racjonalnie myśleć o interesie narodowym. Nie kierować się romantyzmem w polityce zagranicznej. Przez romantyzm należy ogólnie rozumieć tu emocje a nie racjonalizm. PiS kieruje się rusofobią (czyli emocjami antyrosyjskimi) zamiast rozważać to, co dla Narodu Polskiego jest korzystne.

    Odpowiedź
    • 3 kwietnia 2018 o 21:12 Filip Bator

      Nie pisałem o polityce zagranicznej, ale o wyborach moralnych. W sprawie Ukrainy, jak sam zauważyłeś, nie chodzi o Chrystusa.

      Odpowiedź
  • 3 kwietnia 2018 o 23:52 Dymitr Ogonowski

    Ja rozumiem. A ten fragment Apokalipsy poznałem czytając „Biesy” Dostojewskiego. Kupiłem je od jakiegoś pijanego w podmoskiewskim pociągu. Z tego, co pamiętam są one skierowane do Kościoła w Leodyceji. W ogóle rzeczywiście liberałowie głoszą neutralność religijną w życiu społecznym. Tzn. uznają prawo każdego do swoich przekonań religijnych. A jak w ogóle rozwiązać to zagadnienie, by zachować pragmatyzm ale bez naruszania nauki Chrystusa, to skomplikowana sprawa. Chrystus nie zabrania prowadzić wymiany towarowej, czy współpracy naukowo-technicznej z wyznawcami innych religii, czy też z ateistami. A jakby w negocjacjach handlowych, czy powiedzmy w badaniach naukowych z fizyki, zaczęli poszczególni prezentować swoje przekonania religijne i przy tym załóżmy, że wszyscy byliby radykałami w swoich religiach, to by powstała kłótnia i nie załatwili, by spraw handlowych, czy też wspólnych badań naukowych, bo zamiast tego, by sobie dyskutowali gorliwie o teologii. Dlatego liberałowie pozostawiają te sprawy własnym przekonaniom każdego. Chrystus rzeczywiście nakazuje apostołom (i przez to w ogóle swoim wyznawcom), by się Go nie zapierali, to wtedy i On się nie zaprze przed Ojcem w sprawie tych, co się do Niego przyznają. Ale problem właśnie w konkretach. Kiedy zaznaczać nie tylko życiem (To Chrystus nakazuje zawsze) ale i w mowie swoje przywiązanie do Chrystusa? Wiadomo, że jak ktoś jedzie na negocjacje handlowe kupić gaz, czy ropę naftową w kraju muzułmańskim, to jakby powiedział. Wiecie co, nasz Chrystus to jest prawdziwy Bóg a wasz Mahomet to nie był żadnym prorokiem, tylko cwaniakiem i pedofilem, co żył z 9-latką, to nawet jakby mu się udało ujść z życiem, to niczego, by nie załatwił. Dlatego w negocjacjach handlowych się rozmawia o cenach, dostawach itd., a tematów religii się nie porusza.

    Odpowiedź
  • 16 kwietnia 2018 o 14:35 pl80

    Niektórzy chełpią się tym, jak to czytają „i gazetę wyborczą i Nasz Dziennik”. To tak jakby trzymać brudne gacie razem z czystymi.

    Odpowiedź