Społeczeństwo

Marcin Murzyn: O hipokryzji proaborcjonistów


4 kwietnia 2018 o 16:45   /   komentarzy (0)

Redaktor naczelny internetowej telewizji wRealu24.tv Marcin Rola, krytykując osoby uczestniczące w tzw. „czarnych protestach”, użył ostrych słów, w których przyrównał je między innymi do nazistów i ameb, a także nazwał „bandą skończonych jełopów” i „dziadostwem intelektualnym”. Jak można było się spodziewać, bardzo szybko został za to zganiony przez środowiska feministyczne, a posłanka Joanna Scheuring-Wielgus zapowiedziała, że złoży na dziennikarza donos do prokuratury. Trzeba przyznać, że redaktor Rola faktycznie posłużył się stanowczymi sformułowaniami, tak iż można mieć wątpliwości, czy takie wypowiedzi powinny pojawiać się w mediach. Zaznaczyć wszak należy, że publicysta zastosował cytowane określenia publicznie, podczas prowadzonego przez siebie programu. Mając słuszną intencję skrytykowania zwolenników mordowania dzieci poczętych, dał tym samym oręż do ręki liberałom, którzy zyskali pretekst do odwrócenia uwagi od szkodliwości społecznej głoszonych przez siebie poglądów. Wydaje się bowiem, że moralnie naganne czyny proaborcjonistów mógł on napiętnować na publicznym kanale internetowym za pośrednictwem bardziej stosownych słów, zaś kolokwialne określenia zastosować na przykład w luźnych rozmowach ze znajomymi. Niemniej jednak czymś o wiele bardziej bulwersującym niż styl wypowiedzi przywołanego dziennikarza są same poglądy zwolenników aborcji, jak również wulgarne ich demonstrowanie na ulicach polskich miast.

Mamy wobec tego do czynienia z sytuacją, w której ludzie uczestniczący w obscenicznych marszach zwoływanych w celu poparcia projektów zalegalizowania zabijania osób chorych i bezbronnych oburzają się z powodu użycia pod ich adresem zbyt ostrych słów. Jest to więc klasyczny przykład hipokryzji, czyli zachowania odznaczającego się fałszywością, dwulicowością i obłudą. Trzeba bowiem powiedzieć wyraźnie, że ci, którzy popierają aborcję, nie są wyłącznie wyrazicielami zwyczajnego stanowiska, jednego z wielu, jakie ma się prawo prezentować w przestrzeni publicznej. Aborcja jest przecież odmówieniem prawa do życia istocie ludzkiej i odrzuceniem jej przez wspólnotę, a tym samym jednym z najbardziej jaskrawych form wykluczenia, jakie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Uczestnicy tzw. „czarnych marszów” oraz osoby solidaryzujące się z postulatami organizatorów tych wydarzeń, w oczywisty sposób występują przeciwko najsłabszym. Twierdzą, że ludzie chorzy, obciążeni poważnymi wadami genetycznymi i nierokujący na to, aby w przyszłości stać się silnymi i atrakcyjnymi wizualnie konsumentami, nie powinni przychodzić na świat, gdyż stanowią obciążenie dla społeczeństwa oraz burzą zadowolenie tych, którzy mieli szczęście urodzić się jako jednostki zdrowe i pozbawione dysfunkcji. W sposób mniej lub bardziej jawny głoszą zatem nie tylko pogardę dla słabszych, ale też hasło ich wyeliminowania. W związku z tym porównywanie proaborcjonistów do nazistów nie wydaje się przesadzone, ponieważ to właśnie w Niemczech rządzonych przez NSDAP realizowano projekty eugeniczne, w wyniku których w latach 1939-1941 zamordowano 70 tysięcy osób chorych psychicznie, niepełnosprawnych i zniedołężniałych, a około 250 tysięcy osób cierpiących na rozmaite schorzenia fizyczne i psychiczne wysterylizowano. Cel nazistów był zbliżony do oczekiwań współczesnych zwolenników aborcji z pobudek eugenicznych – stworzenie świata wyłącznie dla silnych, pięknych i zdrowych, przy jednoczesnym unicestwieniu tych, którzy mogliby zmącić spokój jednostek pragnących nieustannie oddawać się przyjemnościom zmysłowym.

Wydaje się, że znaczna część proaborcjonistów wie, iż stoi po stronie zła. Stąd też biorą się ich próby zakrzyczenia i wyśmiania obrońców życia. Nie mając merytorycznych argumentów, pozostaje im bowiem odwołanie się do przemocy rozsierdzonego motłochu, co mogliśmy zaobserwować podczas tzw. „czarnych protestów”. Uderzający jest jednak fakt, że osoby, które przyłączają się do tych wydarzeń – postawa posłanki Scheuring-Wielgus stanowi zaledwie jeden z wielu przykładów – mają czelność wytykać swoim oponentom posługiwanie się obraźliwymi słowami. Pomijając to, że opowiadają się za prawnym usankcjonowaniem zabijania nienarodzonych, co samo w sobie jest czynem moralnie złym, stwierdzić należy, iż biorą udział w inicjatywach, w których natężenie chamstwa i wulgarności, zdaniem niektórych, przewyższa prymitywizm antyklerykalnych nagonek, jakie miały miejsce w ZSRR. Do skomentowania ich postawy dobre byłoby więc przysłowie mówiące o kotle, który garnkowi przygania, mimo iż sam smoli. Przy czym jeśli ostre słowa, jakich używa się czasami w przestrzeni publicznej pod adresem proaborcjonistów, uznalibyśmy za przewinienie, to musielibyśmy pamiętać, że ci, którzy aborcję popierają – zwłaszcza za pomocą takich słów i gestów, jak uczestnicy „czarnych protestów” – dopuszczają się czynu znacznie gorszego. Ich krytycy reagują zaś na zastane zło, do którego możemy się wszak ustosunkować w dwojaki sposób: smucąc się lub okazując gniew. O ile pierwsza reakcja może człowieka paraliżować i ograniczać pole jego działania, to druga jest w stanie pobudzać do aktywności i sprzeciwienia się owemu złu – pod warunkiem, że w ryzach trzyma ją rozum, tak aby była ona stosowna do okoliczności.

Czytaj także


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)