Społeczeństwo

Monika Dębek: O słomianym zapale słów kilka


6 kwietnia 2018 o 19:55   /   komentarzy (1)

Człowiek w swoim życiu ma za zadanie podejmować wiele decyzji. Są one bardziej lub mniej poważne. Niektóre z nich mają także charakter jednorazowy – wyczerpują one same siebie. Są też takie decyzje, które zmuszają nas do pokonywania wielu przeszkód w pewnym, określonym czasie i zmuszają do wytrwałości. Każdy z nas pewnie stawiał sobie w życiu bardzo wiele celów. W pierwszym okresie na pewno udawało się je realizować, w następnym etapie motywacja była już mniejsza, na samym końcu entuzjazm do pracy już zniknął, jednak istniało jeszcze zmuszanie się do pracy, jednak w pewnym momencie pojawiły się inne sprawy i nasze plany oraz realizacje poszły już na bok.

„Słomiany zapał”, o nim właśnie mowa. Najprościej określić go można jako zapał, który powstaje w sposób bardzo nagły, jednak bardzo szybko gaśnie. Z jednej strony to dobrze, że w naszej głowie pojawiają się nowe pomysły i cele, które chcemy realizować, jednak nie mogą one także bardzo szybko gasnąć. W naszym społeczeństwie, nawet w codziennym życiu zapewne wiele razy słyszeliśmy, że powinniśmy coś skończyć, jeśli już zaczęliśmy, inaczej nazwą cię leniem albo osobą, na której nie można polegać. Należy jednak pamiętać, że w naszym życiu wiele razy zmienialiśmy swoje plany, pewne cele warte są porzucenia, ze względu na fakt, że nie przynoszą nic dobrego w życiu lub są nieaktualne. Realizujemy pewne cele, jednak w życiu mogą nastąpić często gwałtowne zmiany, gdzie dany cel do realizacji będzie bezsensowny, wtedy trzeba sobie postawić nowe. Cała sztuka w życiu polega na rozróżnianiu ich na te, które trzeba w pewnym momencie zmienić oraz takie, które warto realizować do samego końca i wymagają samodyscypliny.

Warto przedstawiać sobie obraz końcowy zrealizowanych celów, gdyż to będzie motywować nas jeszcze bardziej do pracy. Wiara także musi nam towarzyszyć w ich realizacji. Ważne w realizacji celów jest także stawianie małych kroków. Na naszej drodze powinny być także przystanki. Łatwiej jest budować codziennie jeden nawyk, rozciągać sukcesy na inne dziedziny życia, niż skupiać się na realizacji pięciu założeń. Bardzo często w życiu w trakcie realizacji celów pojawia się stres. Sprzyja on słomianemu zapałowi i braku konsekwencji. Pochłania silną wolę, utrudnia trwanie w postanowieniu. Ciężką sztuką jest akceptowanie popełnianych przez siebie błędów, stawiając sobie ambitne cele musimy liczyć się z potknięciami. Błędy mają jednak często negatywny wpływ na działanie, zapominamy przy tym, że tylko ten co nie robi nic, nie myli się. Wpadki powinno traktować się jako naukę życia.

W realizacji celów ważne jest także wsparcie innych osób. Nic nie ma takiego dobrego wpływu jak dobre słowa osób, na których nam zależy. Jednak nie możemy przy tym uzależniać się od nich samych i ich zdania. Gdy ich zabraknie wszystko może legnąć w gruzach. Ludzka droga nie jest łatwa, zwątpienie w to co robimy pojawia się często. Nie możemy jednak się załamywać, warto w głowie stworzyć sobie obraz, co będzie gdy osiągniemy wszystkie nasze cele i osiągniemy efekt końcowy. Czyż nie będziemy z siebie dumni? Czy towarzyszyć nam nie będzie wielka satysfakcja? Warto wiec postawić na optymizm i iść z uśmiechem przez życie, przez cierpienie do gwiazd.


MONIKA DĘBEK
Działaczka Brygady Górnośląskiej ONR. Ukończyła studia licencjackie z pedagogiki opiekuńczej i resocjalizacji, oraz studia magisterskie z pracy socjalnej na Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. W swoich publikacjach lubi najbardziej poruszać wątki o tematyce społecznej. Do swoich pasji zalicza historię, książki, muzykę, sport.



Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 6 kwietnia 2018 o 22:20 Dymitr Ogonowski

    Moje cele, to bardzo utrudnia albo wręcz uniemożliwia charakter obecnego państwa, któremu kształt nadali: Wałęsa, Kwaśniewski, Buzek, PO, PiS. W młodości to myślałem, że się włączę na jakimś odcinku do budowy silnej, narodowej Polski. A jak ma taki charakter, to sens wysiłku jest bardzo ograniczony. Ktoś włączy się do pracy, będzie płacił podatki, które trafią na wsparcie NATO i Ukraińców (w tym stypendia dla ukraińskich studentów, nieraz o banderowskich poglądach). Ogólnie beznadziejne są warunki zewnętrzne. Nie mamy silnego narodowego państwa. W czasach Dmowskiego też tego nie było. Ale tacy ludzie, jak Balicki, Dmowski mogli tworzyć wizje, np. Polski opartej o Bałtyk itd. Na szczęście to zostało zrealizowane. Warunki zewnętrzne było gorsze niż obecnie, kiedy nie tylko to, że wpuszczali niemiecką policję i wydawali Polaków pod obce sądy, ale w ogóle państwo pruskie miało władzę nawet nad Gnieznem, które w dużej mierze zgermanizowało niemieckim osadnictwem. Więc warunki polityczne Balicki i Dmowski mieli, o wiele cięższe. Natomiast warunki społeczne nieporównywalnie lepsze. Nie byli sami. Nurt narodowy silnie się rozwijał, np. w Wielkopolsce miał bardzo silne pozycje. Natomiast Polacy z mojego pokolenia, urodzonego w późnym komuniźmie to w dużym procencie duchowe prostytutki Zachodu. Prawdziwe fizyczne prostytutki, dla które chętnie podejmowały pracę, czy to na Zachodzie, czy u nas w obsłudze obcokrajowców oczywiście też były. We współczesnej Polsce to się poprawia. Wśród młodych już większy odsetek skłania się do popierania nurtu narodowego, czy też chce kierować się dobrem Narodu i z tym koordynować swoje cele osobiste.

    Odpowiedź