Aktywizm

„Nasze matki, nasi ojcowie” – relacja z rozprawy


21 kwietnia 2018 o 20:21   /   komentarzy (1)

„Plują nam w twarz” – twierdzą oburzeni Polacy w listach dotyczących paszkwilu „Nasze matki, nasi ojcowie”

W 2016 roku 90-letni kombatant, żołnierz Armii Krajowej Zbigniew Radłowski wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej wytoczył proces niemieckiej telewizji ZDF oraz niemieckiej firmie UFA Fiction, które są odpowiedzialne za produkcję miniserialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. W dotychczasowych rozprawach przesłuchano m.in. biegłego filmoznawcę dr. Konrada Klejsę z Uniwersytetu Łódzkiego, który w sposób kategoryczny i jednoznaczny stwierdził, że wymowa niemieckiej produkcji jest prosta i zrozumiała dla każdego odbiorcy w taki sam sposób. Żołnierze AK to antysemici i co najmniej współdziałali w mordowaniu Żydów. Strona niemiecka kwestionowała opinię biegłego ze względu na jego polską narodowość, co wg mec. Moniki Brzozowskiej–Pasieki jest pierwszym taki przypadkiem w jej karierze. Strona ZDF i UFA Fiction w swojej linii argumentacji oparła się na wolności artystycznej i fikcyjnym charakterze filmu.

Niemiecki brak szacunku dla polskiego sądu

Na samym początku rozprawy głos zabrał sąd przedstawiając problemy z przesłuchaniem świadków ze strony niemieckiej. Zarówno reżyser produkcji „Nasze matki, nasi ojcowie”, jak i kostiumolożka biorąca udział przy tworzeniu tego miniserialu z lekceważeniem potraktowali polski sąd.

Przesłuchanie miało odbyć się zdalnie w formie telekonferencji, jednak świadkowie się nie stawili na wyznaczony termin i sąd przedstawił, że tłumaczeniem jednego z nich było lakoniczne stwierdzenie: „coś mi wypadło”. W związku z takim traktowaniem polskiego sądu oraz brakiem dostępnych prawnych środków przymusu wobec świadków niemieckich sąd wyraził swoją niechęć do kolejnych „prób przesłuchania” Niemców ze względu na narażanie na szwank autorytetu instytucji sądu w wypadku ponownego lekceważenia. W trakcie dalszego toku postępowania obie strony zgodziły się z argumentacją sądu i podjęto decyzję o zaniechaniu ponownych prób. Sąd wyraził zgodę na dopuszczenie kolejnych biegłych i świadków, tylko w wypadku ich fizycznej obecności w krakowskim Sądzie Okręgowym.

Następnie rozpoczęto przesłuchanie powoda, czyli 92-letniego żołnierza Armii Krajowej – Zbigniewa Radłowskiego. Na wstępie szeroko opowiedział o tym jak ważne jest pojednanie polsko-niemieckie i jak silnym ciosem w budowane od lat relacje była emisja tej produkcji. Zapytany o konkretny moment w filmie, który naruszał jego dobra osobiste, bez wahania wskazał scenę z wagonami bydlęcymi.

Antypolska scena z wagonami bydlęcymi

W miniserialu „Nasze matki, nasi ojcowie” żołnierze Armii Krajowej z opaskami na ramionach w trakcie działań partyzanckich w lesie odkryli pociąg złożony z wagonów bydlęcych. Jeden z żołnierzy otwiera wagon i widząc ludzi w pasiakach zamyka wagon i odchodzi. Zapytany przez niemieckiego żyda, który walczył w szeregach AK: „i co z nimi?” otrzymuje od Polaka w opasce AK odpowiedź: „Co z nimi? Większość z nich to żydzi. A żydzi są tak samo parszywi jak komuniści czy Ruski. Lepiej martwi niż żywi”. Na koniec gdy oddział AK oddala się od pociągu, zostawiając ludzi w wagonie na pewną śmierć, niemiecki Żyd wraca i uwalnia ludzi.

W toku poprzednich przesłuchań prawnicy reprezentujący stronę niemiecką podnosili argument twierdzący, że polska strona nie może obiektywnie ocenić wymowy sceny z wagonami ze względu na wychowanie „w kulcie żołnierzy AK”. „Niezależnie od tego producenci wyrazili ubolewanie, że ten film został w taki sposób odebrany w Polsce. Nigdy nie było ich intencją, aby ten film został w ten sposób odebrany w Polsce” – zapewniał mec. Niezgódka. Strona niemiecka zapytana o celowość zamieszczenia opasek z napisem AK nie udzieliła odpowiedzi, prosząc o doprecyzowanie pytania. Powód – Zbigniew Radłowski twierdził, że w trakcie wojny w rzeczywistości żołnierze AK nie nosili podobnych opasek z emblematem AK. Owszem, stwierdził, że można było zaobserwować biało-czerwone opaski, ale widniały na nich literki WP – oznaczające Wojsko Polskie przedzielone wizerunkiem orła w koronie. Nie stosowano opasek z emblematem „AK”. Ponadto zarówno powód, jak i strona pozwana nie stwierdziły występowania podobnych scen w rzeczywistej historii Armii Krajowej i II Wojny Światowej.

Sąd w kontekście tej sceny zapytał powoda o to czy są mu znane przypadki opisane przez Piotra Zychowicza w książce pt. „Skazy na pancerzach. Czarne karty historii epopei Żołnierzy Wyklętych”, gdzie oddziały „Wybranieccy” i „Barwy Białe” miały rzeczywiście dokonywać zbrodni na Żydach. Oczywiście powód nie znał przypadków takich zachowań.

„Nie pozwalam na uogólnianie tej sprawy do poziomu narodów”

W następnej kolejności prawnicy reprezentujący stronę niemiecką zadali pozywającemu szereg pytań dotyczących stosunków Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z Niemcami oraz Żydami. Zbigniew Radłowski opowiedział o swojej wizycie w Instytucie Jad Waszem oraz współpracy Armii Krajowej z Radą Pomocy Żydom „Żegota”. Zwrócił również uwagę na fakt, że Armia Krajowa karała denuncjatorów, wspomagających holocaust. Niestety obecnie ŚZŻAK nie utrzymuje kontaktów z Niemcami, co było przedmiotem szczególnego zainteresowania prawników. Sąd widząc kierunek w którym zmierzały pytania w pewnym momencie przerwał stronom oraz przesłuchiwanemu i podkreślił, że nie zgadza się na uogólniania sporu na arenę międzynarodową. Stwierdził, że sprawa dotyczy naruszenia dóbr osobistych członków ŚZŻAK przez telewizję ZDF i UFA Fiction, a szersze uogólnienie jest nieuprawnione.

„Plują nam w twarz”

Kolejne pytania dotyczyły szerokości zasięgu miniserialu „Nasze matki, nasi ojcowie” oraz jego skutków. Pan Zbigniew Radłowski odpowiedział, że do ŚZŻAK po emisji tego filmu zaczęły spływać setki listów oraz telefonów z prośbami o zajęcie się sprawą. Głosów oburzenia nie kryli nie tylko kombatanci, ale także młodzież. Pan Radłowski zwrócił uwagę na to, że ludzie czuli się bardzo dotknięci wymową filmu. „Plują nam w twarz” – pisano w listach. Sam powód stwierdzał, że film z technicznego i artystycznego punktu widzenia reprezentuje dobry poziom, ale jego wymowa jest tym bardziej raniąca dla kombatantów i w ogóle Polaków. Prawnicy reprezentujący stronę niemiecką w odpowiedzi stwierdzili, że „scena z wagonem nie ma charakteru antysemickiego”.

Sprawa narodowa?

Prawnicy reprezentujący zadali powodowi również szereg pytań, które dotyczyły ciągłości „historii i tradycji” między Armią Krajową, a Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej. Pan Radłowski opowiedział wówczas szeroko o działalności ŚZŻAK oraz jego składzie osobowym. Do ŚZŻAK należy lub należało ok. 70 tysięcy byłych żołnierzy AK. ŚZŻAK wydaje ponadto Biuletyn Informacyjny w formie miesięcznika zawierającego ponad 100 stron badań i artykułów dotyczących historii oraz tradycji formacji jaką była Armia Krajowa. Ponadto wskazał na szeroką współpracę między ostatnimi żyjącymi żołnierzami AK, a organizacjami młodzieżowymi takimi jak Związek Harcerstwa Polskiego czy Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej. Podkreślił również, że pojawia się coraz więcej problemów z organizacją takiej współpracy ze względu na stan zdrowia ostatnich żyjących żołnierzy AK, którzy często żyją w fatalnych warunkach. Dodatkowo wskazał na konieczność działań socjalnych związku na rzecz najuboższych kombatantów, których emerytury nie wystarczają na godziwe życie.

Po kolejnych pytaniach o charakter działalności ŚZŻAK i odpowiedziach powoda padły pytania dotyczące pierwszej reakcji związku na emisję miniserialu. Po szeregu telefonów i listów związek podjął próbę zainteresowania sprawą kręgów rządowych. Pan Radłowski wskazał, że ze sprawą zwrócono się do Urzędu Kombatantów, Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Starania związku, mające na celu wykorzystanie drogi dyplomatycznej spełzły jednak na niczym wobec bezczynności oraz braku odpowiedzi ze strony rządu.

Kolejne pytania strony pozywającej dotyczyły sposobu funkcjonowania symbolu „AK” w polskiej tożsamości narodowej. Powód odpowiedział, że dla niego jak i wszystkich jego kolegów jest to bardzo ważny symbol mający duże znaczenie sentymentalne, ponieważ jest symbolem walki z okupacją. Gdy prawniczka spróbowała sprecyzować pytanie, by powód określił, czy symbol AK jest ważnym symbolem dla wszystkich Polaków, sąd uchylił pytanie i wydał zakaz uogólniania na sprawy ogólnonarodowe.

Ciąg dalszy nastąpi…

Rozprawa zakończyła się stwierdzeniem sądu oraz zgodą stron do zrezygnowania z kolejnych prób przesłuchania niemieckich świadków przy pomocy telekonferencji. Sąd wyraził zgodę na dopuszczenie kolejnych świadków lub biegłych tylko jeśli stawią się oni fizycznie w gmachu Sądu Okręgowego w Krakowie. Postanowił również zgodzić się na dopuszczenie drugiego tłumaczenia z poprzedniego przesłuchania strony niemieckiej na wniosek prawnika reprezentującego stronę niemiecką.


EDWIN HARMATA
Student psychologii, biega w maratonach i trenuje kalistenikę.
W swojej publicystyce porusza tematy społeczne, w których kompiluje wiedzę z zakresu psychologii i idei narodowej, zgłębia zawiłości religii katolickiej i odnosi koncepcje filozoficzne do współczesnych wydarzeń.


Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 24 kwietnia 2018 o 18:48 Drzewko

    Dziękujemy za relację. Porażka po całej linii. 92-letniemu dziadkowi nie chce pomóc rząd pseudo-patriotyczny. Ale jak też wygląda praca całego tego związku AK, kto dziadkowi pomaga??? Gdyby to był NSZ-owiec, to ONR by trochę bardziej zadbał.

    Odpowiedź