Społeczeństwo

Radosław Osenkowski: Zabójcza bierność


2 kwietnia 2018 o 08:00   /   komentarzy (0)

Współczesne społeczeństwo choruje na bierność, której objawami są postępująca degeneracja i upadek cywilizacji. Co gorsza dotyka ona w dużej mierze katolików (bądź też ludzi, którzy za takowych się uważają), dla których bycie osobą wierzącą ogranicza się do cotygodniowej mszy, okazjonalnej spowiedzi, ewentualnie udziału w jakimś „fajnokatolickim” wydarzeniu pokroju Lednicy.

Wyobraźmy sobie szkołę, a w niej dzieciaka, który stał się ofiarą szkolnego dręczyciela. Bity, zastraszany, poniżany (coś jak motyw z kiepskiego, amerykańskiego filmu). Oczywiście, ta sytuacja wywoła u nas słuszne oburzenie, wszyscy przecież gardzimy przemocą wymierzoną w słabszych. Lecz co, jeżeli ofiara wcale nie jest tym słabszym? Co, jeżeli (gdyby tylko zechciała) byłaby w stanie przegonić swojego oprawcę? Jak określimy kogoś, kto godzi się na takie traktowanie mimo, że śmiało mógłby stawić opór? Właśnie tak zachowuje się większość polskich katolików.

I tym sposobem w rzekomo katolickim kraju dochodzi do profanowania symboli religijnych przez pseudoartystów, wystawiania bluźnierczych, prymitywnych „sztuk” pokroju „Klątwy”, obrażania chrześcijan, kościoła, a nawet samego Boga w mediach i na ulicy, komuniści i anarchiści próbują wedrzeć się na kurię i atakują werbalnie biskupa, a zboczeńcy niszczą kościoły.

Największy smutek wywołuje u mnie fakt, że upadek człowieczeństwa, którego jesteśmy świadkami nie wynika z siły zła, a z braku reakcji dobra. Pamiętam pierwszy protest przeciwko wystawianiu w Warszawie wspomnianej wyżej pseudosztuki, której fabuła może wywołać obrzydzenie u każdego cywilizowanego człowieka. Kiedy przybyłem na miejsce, uderzyło mnie to, że jest nas tak niewielu. Oczywiście, protest był o wiele liczniejszy od żenującej kontrmanifestacji zorganizowanej przez antifę i Obywateli RP, ale wciąż stanowiliśmy garstkę. Szczególnie, że przyjechali tam ludzie z całej Polski. Podobnie rzecz się miała z protestami w innych miastach.

Jeszcze gorzej jest z działalnością w ruchach prolife. Odkąd pamiętam na pikiety organizowane chociażby przez fundację „Pro Prawo Do Życia” przychodzi po kilka osób, z czego niektóre nie są nawet katolikami. Jedyna duża manifestacja o tematyce antyaborcyjnej to „Marsz dla Życia” organizowany w Poznaniu.

Nie potrafię pojąć jak osoba, która uważa się za katolika może spokojnie stać i przyglądać się jak jej wiara jest atakowana, Bóg szkalowany, a w szpitalach mordowane są dzieci. Nie rozumiem, jak ktoś taki może każdego dnia oglądać swoją twarz w lustrze i z uśmiechem pędzić do kościoła w każdą niedzielę. Pamiętajmy, że bierne przyglądanie się złu to przyzwolenie na nie, a co za tym idzie bycie za nie współodpowiedzialnym.

Gdyby chrześcijanie żyjący w czasach wypraw krzyżowych mieli mentalność większości współczesnych katolików, to żylibyśmy teraz pod prawem szariatu. Nietrudno jest odnieść wrażenie, że polscy katolicy przebudzą się dopiero jak zaczną być mordowani na ulicach, ale wtedy będzie już za późno.

Czytaj także


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)