Historia

Dominik Piekarz: Pułkownik Kukliński ps. Jack Strong


26 maja 2018 o 18:53   /   komentarzy (3)

Pułkownik Ryszard Kukliński – oficer Ludowego Wojska Polskiego, jeden z najważniejszych planistów Układu Warszawskiego, bliski współpracownik takich ludzi jak gen. Jaruzelski czy gen. Kiszczak. Postać, która po dzień dzisiejszy wzbudza kontrowersje, z uwagi na współpracę jaką prowadził z Centralną Agencją Wywiadowczą w czasie kiedy ZSRR było u szczytu swej potęgi. Jedno jest pewne – miał wielki wpływ na upadek Związku Radzieckiego. O Kuklińskim mawia się jako człowieku, który wstrząsnął całą komuną.

Kariera w LWP

Ryszard Kukliński przyszedł na świat 13 czerwca 1930 roku w Warszawie. W 1947 roku został przyjęty do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 we Wrocławiu i pomimo przeciwności, udało mu się ją ukończyć w 1950 roku, uzyskując stopień chorążego. Po 11 latach służby w kilku jednostkach, dostrzegając jego potencjał został skierowany do Akademii Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. To właśnie tam był szkolony na oficera kontrwywiadu. W 1964 roku skończył ASG i został awansowany do stopnia majora i przeniesiony do Warszawy. Współpracował z Wojskową Służbą Wewnętrzną, Informacją Wojskową i Urzędem Bezpieczeństwa. Doszedł do stanowiska zastępcy szefa zarządu operacyjnego i szefa oddziału planowania strategiczno-obronnego. Był oceniany jako wybitnie zdolny sztabowiec. Pełnił również funkcję sekretarza delegacji polskiej na spotkaniach przedstawicieli państw – członków Układu Warszawskiego. Był także autorem planów inwazji Wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Jak określali go ludzie mający okazję z nim współpracować – zagorzały komunista.

Podjęcie współpracy

Po interwencji Wojska Polskiego w Czechosłowacji i użyciu ostrej amunicji wobec strajkujących robotników na Wybrzeżu w 1970 roku, nastąpił przełom w jego życiu. Nawiązał kontakt z amerykańską Centralną Agencją Wywiadowczą (CIA) i podjął współpracę. Nadano mu pseudonim Jack Strong. Co ważne, nigdy nie pobierał z tego tytułu wynagrodzenia. W niespełna dwa lata później doszło do pierwszego spotkania Kuklińskiego z trzema oficerami CIA. To właśnie tutaj złożył na ręce Amerykanów deklarację współpracy, w imieniu całego Narodu Polskiego:

My, Polacy, należymy obecnie do obozu sowieckiego, ale to nie był nasz wybór, to zostało ustalone między wami, a Rosjanami. W przypadku wojny, wojny obronnej przeciwko agresji z waszej strony, pozostaniemy z Rosjanami i innymi krajami Układu Warszawskiego. Jest to jednak mało prawdopodobny, jeśli nie wykluczony scenariusz przyszłego konfliktu wojennego w Europie.

Nie chcemy natomiast uczestniczyć w żadnej wojnie agresywnej przeciwko NATO, przeciwko Zachodowi. Czy waszym zdaniem jest szansa nawiązania współpracy między Wojskiem Polskim, a siłami amerykańskimi stacjonującymi w Europie po to, by zapobiec wojnie, a w razie jej wybuchu – by pomóc w działaniach w polskim interesie narodowym? To oznaczałoby nie branie udziału wojsk polskich w ofensywie sowieckiej przeciwko NATO i wycofanie się Polski z Układu Warszawskiego.

Tutaj należy zwrócić uwagę na odwagę Kuklińskiego. Dlaczego? Proszę sobie wyobrazić w jakiej sytuacji się znajdował. Był całkowicie osamotniony w swojej pracy, w hermetycznie zamkniętym kraju, otoczony ze wszystkich stron różnego rodzaju tajnymi służbami. Doskonale wiedział ile będzie go kosztował najmniejszy błąd i z czego rezygnuje.

Świadomość zagrożenia

Okres w którym nasz bohater decyduje się na współpracę, należy zaliczyć do apogeum potęgi politycznej, militarnej i nuklearnej ZSRR. Doskonale rozumiał co grozi Polsce w razie zaskoczenia NATO nagłym atakiem, kilkumilionowej armii Układu Warszawskiego. Zachód w zaistniałej sytuacji, mógł, a nawet musiał, zareagować użyciem broni atomowej, aby zatrzymać siły drugiego i pierwszego rzutu – był to scenariusz niemal pewny. Zaraz po rozpoczęciu wojny, przez granice Polski miały przemaszerować wojska radzieckie. To właśnie tutaj znajdowała się brama do Europy i to właśnie tutaj doszłoby do ataku nuklearnego. To właśnie w Polsce miała zacząć się trzecia wojna światowa. Planiści Układu Warszawskiego zakładali, że na polską ziemię mogło spaść łącznie nawet 400 uderzeń nuklearnych. Choć dzisiaj wielu ludzi odbiera zimną wojnę jako niewinną grę, to wtedy ZSRR autentycznie przygotowywało się do inwazji na zachód, a nie do obrony.

Ostatni podejrzany

Kukliński cieszył się zaufaniem nie tylko w samej Warszawie. W 1973 roku prowadzono w rejonie Magdeburga wielkie manewry wojskowe odzwierciedlające wojnę ZSRR z NATO. Uczestniczył w nich Dimitri Ustinow, minister obrony ZSRR. W jego polowej kwaterze głównej, nad wielką mapą najwyżsi rangą oficerowie ćwiczyli pozorowany atak na Europę z użyciem 40 głowic nuklearnych. Nagle minister zaczął rugać wszystkich obecnych, a ci nie mieli pojęcia w czym rzecz. W tym momencie jeden z oficerów odważnie wszedł w samych skarpetkach na mapę, przestawił kilka chorągiewek i wrócił na miejsce. Ustinow zmierzył go wzrokiem po czym podszedł, pocałował w policzek i powiedział: Wot, mołodiec. Mowa oczywiście o płk. Kuklińskim. Stało się to na oczach całego Sztabu Układu Warszawskiego. Od tej pory pułkownik pozostawał osobą darzoną wielkim zaufaniem i szacunkiem, zarówno w Polsce jak i Moskwie, która to uważała go za najzdolniejszego polskiego sztabowca. Był szefem Oddziału Planowania Strategiczno-Obronnego, który z kolei był mózgiem Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego.

W ciągu dziesięciu lat współpracy z CIA, nasz bohater przekazał setki informacji wszelkiego typu. Od szczegółowych danych technicznych sowieckiego uzbrojenia, po całe plany potencjalnego uderzenia ZSRR na zachód. Sami Amerykanie określali go swego rodzaju barometrem, który stale wskazywał nadciągającą pogodę. W czasie eskalacji napięcia między wschodem a zachodem, potrafił niemal codziennie przekazywać nowe dane. W czasie całej współpracy przekazał blisko 40 tys. stron dokumentów.

Ucieczka

W związku z groźbą dekonspiracji, Kukliński został ewakuowany przez CIA z Polski wraz z całą rodziną. Jak się później okazało, zrobiono to w ostatniej chwili, gdyż KGB i WSW były już bliskie namierzenia go. Został skazany zaocznie na karę śmierci. Całymi latami jego dobre imię było szkalowane przez ludzi pokroju Adama Michnika, Karola Modzelewskiego czy Lecha Wałęsy.

Reagan – Gorbaczow – Kukliński

W 1986 roku w Islandii miało miejsce spotkanie Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa, które przyjmuje się za początek końca zimnej wojny i rozpadu Związku Radzieckiego. Przywódca sowiecki nie był skory do ustępstw, do momentu kiedy podczas dyskusji sekretarz obrony USA, Casper Weinberger, przekazał mu pewne dokumenty. Gorbaczow przekazał je z kolei swojemu marszałkowi Siergiejowi Achromiejewowi, który po ich obejrzeniu pobladł. Trzymał właśnie w ręku szczegółowe plany rozmieszczenia sowieckich bunkrów dowodzenia strategicznego. Wszystkie najważniejsze cele militarne w ZSRR Amerykanie mieli namierzone już od kilku lat. Reagan dobrze wiedział co Sowieci planują i na wszystko był przygotowany. Gorbaczow zrozumiał, że właśnie poniósł klęskę. Ową dokumentację Amerykanie posiedli za pośrednictwem właśnie płk. Kuklińskiego.

Cena

Najprawdopodobniej z racji niemożności zlikwidowania samego pułkownika, który objęty był ścisłą ochroną, Moskwa w ramach odwetu wydała wyrok śmierci na jego dwóch synów. Starszy syn, Waldemar, przejechany został kilkukrotnie przez samochód terenowy w Phoenix, na oczach wielu świadków. Sprawców nigdy nie ujęto, a w samym samochodzie później odnalezionym, nie było żadnych odcisków palców. Co do drugiego syna sprawa jest niejasna, gdyż zaginął podczas odbywania morskiego rejsu, jednak z uwagi na sytuację można śmiało przyjąć, iż także został zamordowany przez tajne służby. Osamotniony w obcym kraju, nierozumiany nie tylko w ojczyźnie, ale także w USA, zapłacił ogromną cenę za swoje poświęcenie. Co warte uwagi, zawsze podkreślał, iż mimo, że zabrano mu wszystko, to nigdy nie poczuł się przegrany. Dożył jesieni swojego życia, by odejść dopiero w 2004 roku.

Między moralnością a obowiązkiem

W dzisiejszych czasach często nie zdajemy sobie sprawy jak blisko byliśmy wtedy prawdziwej apokalipsy atomowej, która najprawdopodobniej doprowadziłaby do zagłady narodu polskiego. Kukliński, jak mało kto, rozumiał co grozi Polsce, a swoją działalnością pozwolił Amerykanom rozgrywać ZSRR w taki sposób, aby ci nie uzyskali przewagi na wielu płaszczyznach, dzięki czemu Sowieci nie kwapili się do inwazji na zachód, wiedząc, że USA stale wyprzedza ich o krok. Czy swoją pracą złamał przysięgę wojskową? A co jeżeli ludzie, którym miał służyć, nie służyli tak naprawdę Polsce? Co jeżeli to oni byli zdrajcami? Co jeżeli nasz bohater okazał się żołnierzem w służbie narodu? Jeżeli sam miałbym się wypowiadać na temat tego człowieka, nazwałbym go bohaterem, który ocalił nie setki tysięcy ale miliony istnień ludzkich. Pozostając latami w stanie ciągłego zagrożenia, bez mrugnięcia okiem, bez jednego błędnego gestu, który mógłby go zdradzić, zbudował iluzję jednego z najwierniejszych sztabowców Układu Warszawskiego, który w rzeczywistości latami konsekwentnie pracował na zgubę komunizmu. Jeden człowiek, który zwodził całą Moskwę i Warszawę, patrząc czerwonym namiestnikom prosto w twarz. Wykonał ogromną pracę na rzecz upadku Związku Radzieckiego i walnie przyczynił się do utrzymania pokoju w Europie i na świecie.

Czytaj także


Komentarze (3)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 28 maja 2018 o 17:35 AntyUSrael

    Ryszard Kukliński był amerykańskim agentem i nie dziwi gdy jest wychwalany przez zwolenników PiSu, bo to środowisko polityczne od początku postulowało podporządkowanie Polski NATO i UE czyli likwidację suwereności naszego kraju. W oczach zdrajców agenci obcych wywiadów zawsze urastają do rangi „bohaterów”

    Z dzisiejszej perspektywy dla każdego człowieka choć trochę znającego najnowszą historię świata jest oczywiste że w latach 70 i 80 nie istniało już realne zagrożenie bezpośrednim konfliktem między USA i ZSRR.
    O tym nie mógł jednak oczywiście wiedzieć Kukliński, dlatego przekazując plany amerykanom świadomie narażał Polskę na atak. Gdyby doszło do konfrontacji to amerykańskie rakiety w pierwszej kolejności uderzyłyby na Polskę by zniszczyć znajdujące się w naszym kraju wyrzutnie. Tym samym Kukliński jest nie tylko zdrajcą ale potencjalnie zbrodniarzem, którego działalność wywiadowcza na rzecz obcego mocarstwa mogła doprowadzić Polskę do zagłady.

    Rozumiem, że portal Kierunki tworzą licealiści i początkujący studenci i artykuły nie roszczą sobie miana opiniotwórzych, kierowane są raczej w stronę początkujących narodowców.
    Tylko że tym bardziej nie zwalnia to redakcji z odpowiedzialności za treść publikowanych materiałów. Rozważania na które mógłby sobie ewentualnie pozwolić poważny portal nacjonalistyczny nie powinny mieć miejsca na stronie skierowanej do młodzieży.

    W tym sensie ten artykuł jest skandaliczny.

    Ps.
    Kulkiński jest oczywiście bohateram narodowym. Ale nie Polski tylko USA. Jeśli ktoś nie potrafi rozróżnić między interesem narodowym własnej ojczyzny a interesem obcego mocarstwa to nie powinien określać się jako „nacjonalista” i „narodowiec”

    Odpowiedź
    • 31 maja 2018 o 15:55 Piekarz Dominik

      Po pierwsze: rakiety nie miały uderzać w instalacje atomowe w Polsce tylko w nacierające wojska – częściowym celem miał być pierwszy i drugi rzut. Miało to być ( a raczej byłoby) jedyne rozwiązanie zatrzymania nawały armii Układu Warszawskiego. Po drugie Kukliński w czasie gdy informował USA o planach uderzenia na zachód, między NATO a ZSRR istniała przepaść, biorąc pod uwagę możliwości militarne, oczywiście na korzyść czerwonych. Świadectwem tego może być fakt, iż po raporcie Kuklińskiego NATO dozbroiło się i zmieniło całą doktrynę wojenną w Europie. Już przed wprowadzeniem stanu wojennego USA otrzymało od niego raport, jakoby po planowanej interwencji w Polsce ma nastąpić uderzenie na zachód (stan wojenny planowano na długo przed jego wprowadzeniem). Kukliński będąc jednym z naczelnych planistów Sztabu Generalnego wyolbrzymiał zagrożenie? A USA z jakiego powodu zmieniała całą swoją doktrynę ? Z powodu wyimaginowanych wizji Polskiego oficera? Kuriozalna wypowiedź… Jakim cudem ktoś kto nie służył czerwonym może być nazywany zdrajcą ? Może należy zapytać kto taką teorie wysuwa? Swoją pracą pułkownik zostawił ZSRR w tyle za NATOi a jednak ono nie uderzyło na wschód i to pozostaje faktem. Gdzie tutaj jest narażanie bezpieczeństwa kraju? Oczywiście wtedy nie wiedział że sojusz z NATO także nie będzie dla nas korzystny, ale tego już przewidzieć nie mógł.

      Odpowiedź
      • 1 czerwca 2018 o 08:25 ANTYUSRAEL

        O tym w co uderzyłyby amerykańskie rakiety, to decydowaliby dowódcy NATO a nie Kukliński. Polska i Wojsko Polskie było częścią Układu Warszawskiego – w atakach USA ginęliby polscy żołnierze. Twierdzenie że „przed wprowadzeniem stanu wojennego miało nastąpić uderzenie na zachód” to aberracja godna jakiegoś science fiction. Na przełomie 70/80 i dalej w latach 80 ZSRR to mogło prowadzić (i ostatecznie przegrać) wojnę z Afganistanem a nie atakować Zachód. To był już wrak militarny, ekonomiczny, a przede wszystkim ideologicznym.

        Jak to nie służył czerwonym??? Kukliński do wojska wstąpił w latach stalinowskich. Później ma wiele lat kariery w „czerwonych” strukturach. Zwykły karierowicz, który będąc bardzo wysoko postawionym żołnierzem zdradził. To jest dla ciebie „bohater”??? On nie działał w opozycji antykomunistycznej, nie robił nawet wewnętrznych spisków w wojsku. Po prostu zmienił lojalność z Moskwy na Brukselę – dlatego jest symbolem elit okrągłego stołu.

        To kuriozum by pluć na PRL i wychwalać czerwonego oficera tylko dlatego że oddał się na służbę amerykanom.
        Powtarzam to jest „bohater godny” PiSu.

        Spojrzenie na PRL może być różne jednym bardziej odpowiada droga NSZ i walki drugim droga Bolesława Piaseckiego i PAXu. Obie mieszczą się w wyborach dokonywanych przez narodowych-radykałów.

        Ale nacjonalizm nie ma nic wspólnego z kultem zdrajców i agentów obcych mocarstw.

        Odpowiedź