Społeczeństwo

Marcin Murzyn: KTO CHCIAŁ ŚMIERCI ALFIEGO EVANSA?


4 maja 2018 o 09:21   /   komentarzy (4)

28 kwietnia 2018 roku zmarł Alfie Evans – ciężko chory chłopiec, którego losy przez szereg tygodni śledzili ludzie z całego świata. Trzeba przyznać, że do opinii publicznej nie docierało wystarczająco dużo szczegółowych informacji na temat stanu jego zdrowia. Dlatego też sądy, jakie wygłaszamy w sprawie Alfiego, powinny być ostrożne i wyważone. Przede wszystkim nie posiadamy dostępu do dokumentacji medycznej, a wypowiedzi lekarzy, którzy mieli z nim bezpośrednio do czynienia, były nader skąpe. Często zasłaniali się oni tajemnicą lekarską, a w imieniu szpitala wypowiadali się na ogół prawnicy. Pewne informacje o stanie dziecka można było uzyskać także dzięki wypowiedziom jego rodziców, głównie ojca. Niemniej jednak pamiętać należy, że najbliższa rodzina chłopca przeżywała batalię o jego życie w sposób szczególnie emocjonalny, odczuwając stres i ciągły niepokój. Towarzysząc małemu pacjentowi w trudnych chwilach, rodzice wiedzieli z pewnością o jego samopoczuciu znacznie więcej niż inne osoby, jednakże wyjątkowa więź, jaka łączyła ich z synem, mogła w pewnym stopniu zaburzać obiektywizm wygłaszanych przez nich sądów.

Nie ulega jednak wątpliwości, że chłopiec był poważnie chory – cierpiał na niezdiagnozowaną do końca chorobę, która zaatakowała jego układ nerwowy. Alfie Evans urodził się 9 maja 2016 roku, a po kilku miesiącach życia – w listopadzie 2016 roku – trafił na oddział pediatryczny szpitala dziecięcego, gdzie stwierdzono, że nie rozwija się poprawnie i znajduje się maksymalnie na poziomie dwumiesięcznego niemowlęcia. Ponad miesiąc później jego stan drastycznie się pogorszył, tak iż skierowano go na ostry dyżur. U chłopca zaobserwowano kaszel, wysoką temperaturę oraz rytmiczne drgania wszystkich czterech kończyn i szczęki. Jego kondycja zdrowotna szybko się pogarszała. Alfie miał ataki zbliżone do padaczki, a lekarze stwierdzili, że boryka się z hipsarytmią, gdyż orzeczono u niego nieregularny zapis wolnych fal mózgowych. Od tamtego czasu pozostawał on w śpiączce. Wiemy też, że po kilku miesiącach od momentu, w którym stan Alfiego gwałtownie się pogorszył, lekarze ze szpitala w Liverpoolu zaczęli podważać sens jego dalszego leczenia. To zaś stało się przyczyną konfliktu między szpitalem a rodzicami. Ci ostatni domagali się bowiem kontynuowania leczenia. Spór zaostrzył się, gdy władze szpitala zaczęły podejmować działania, które miały na celu odebranie Evansom praw rodzicielskich oraz otrzymanie formalnej zgody na odłączenie małego pacjenta od aparatury podtrzymującej go przy życiu. Wyrok sądu okazał się korzystny dla szpitala – wbrew woli rodziców zadecydowano o odłączeniu chłopca od sprzętu. Apelacja, którą rodzice Alfiego złożyli do Sądu Najwyższego, została odrzucona, a w obronie dziecka nie stanął również Europejski Trybunał Praw Człowieka, którego przedstawiciele uznali, że w działaniach wobec syna Evansów nie można doszukać się naruszenia praw człowieka. Stanowisko rodziców poparł natomiast papież Franciszek, jednak nie zmieniło to decyzji o zakończeniu leczenia chłopca przez brytyjską służbę zdrowia. Pomoc zaoferowały inne kraje, między innymi Włochy, których władze przyznały Alfiemu obywatelstwo, deklarując ponadto podjęcie próby kontynuowania jego terapii. Włosi przysłali po syna Evansów samolot, którym miał on zostać przetransportowany do Rzymu, na co zgody nie wyrazili jednak brytyjscy sędziowie i lekarze, stwierdzając, że podróż byłaby dla niego zbyt niebezpieczna.

Brytyjskie władze oraz pracownicy szpitala w Liverpoolu zdawali się robić wszystko, aby Alfie nie mógł opuścić placówki medycznej, w której przebywał. Możemy przypuszczać, że ich działania motywowane były obawą przed swego rodzaju kompromitacją, jaka miałaby miejsce, gdyby lekarze z innego państwa, na przykład z Włoch, których chłopiec został obywatelem i dokąd miał się udać w celu dalszego leczenia, udzielili skutecznej pomocy małemu pacjentowi. Toteż trudno nie przyznać racji rodzicom dziecka, którzy twierdzili, że ich syn jest na terenie brytyjskiego szpitala przetrzymywany niemalże siłą – wszak dostępu do niego chronili policjanci. Zgodnie z decyzją sądu, ale wbrew woli rodziców i wszystkich tych, którym zależało na dobru chłopca, Alfie został odłączony od aparatury podtrzymującej go przy życiu 23 kwietnia 2018 roku. Żył jeszcze przez kilka dni, a ponad sześć godzin po tym, jak postanowiono pozbawić go dostępu do sprzętu, oddychał samodzielnie. Wraz z odłączeniem pacjenta od oprzyrządowania podtrzymującego funkcje życiowe, zaprzestano również podawania mu kroplówki. W ten sposób postępuje się zresztą z wieloma pacjentami, którzy uznani zostają za nieuleczalnie chorych – mówiąc wprost przestaje się dostarczać im pokarm. Jest jasne, że ktoś, kogo się głodzi, prędzej czy później – w zależności od siły jego organizmu – umrze. W przypadku osoby chorej zgon nastąpi zaś jeszcze szybciej. Przypadek Alfiego Evansa zyskał jednak międzynarodowy rozgłos, dlatego już następnego dnia pracownicy szpitala ugięli się pod prośbami rodziców i ponownie podłączyli chłopca do tlenu i kroplówki. Jednakże trzeba pamiętać o tym, że wielu pacjentów, zwłaszcza tych, o których interesy nie ma kto zadbać, umiera w europejskich szpitalach de facto poprzez zagłodzenie.

Patrząc na to, jakie tendencje społeczne, ekonomiczne, kulturowe i polityczne biorą górę we współczesnej cywilizacji zachodniej, łatwo można zorientować się, że ludzie pokroju Alfiego – ciężko chorzy, niepełnosprawni i nierokujący na powrót do pełnego zdrowia – są jednostkami najbardziej wykluczanymi i spychanymi na margines w państwach demoliberalnych i kapitalistycznych. Dlaczego tak właśnie się dzieje? Otóż najsłabsi członkowie społeczeństwa uznawani są za bezużytecznych. Nie mogą wszakże stać się ani posłusznymi i nabijającymi kabzę sprytnym przedsiębiorcom konsumentami, ani klientami banków, dyskotek, biur podróży, salonów piękności i eleganckich sklepów odzieżowych. Dodatkowo swym cierpieniem burzą dobre samopoczucie ludzi zdrowych i silnych, którzy pragną nieustannie bawić się i oddawać przyjemnościom zmysłowym. Nieprzypadkowo więc liberalne media – w Polsce reprezentowane przede wszystkim przez telewizję TVN, „Gazetę Wyborczą”, portal Onet.pl czy redakcję „Krytyki Politycznej” – podczas relacjonowania sprawy Alfiego kładły nacisk na to, że chłopiec nie słyszy oraz stracił zmysły węchu i smaku, a na skutek uszkodzenia komórek nerwowych został wręcz pozbawiony kontaktu ze światem zewnętrznym. Przy czym niewystarczająco uwypuklali oni fakt, że choroba chłopca stanowi dla lekarzy zagadkę, będąc przypadkiem nader skomplikowanym i niejasnym. Oczywiste w takiej sytuacji byłoby wdrożenie postępowania, które pozostawałoby w zgodzie z obiektywnym dobrem dziecka. Należałoby zatem zrobić wszystko, co tylko jest możliwe, aby spróbować uratować życie Alfiego. Skoro jego przypadek okazał się dla współczesnej medycyny problematyczny, stawiając przed nią wiele znaków zapytania, to roztropnie byłoby poczynić założenie, że chłopiec ma przynajmniej minimalne szanse, aby żyć dalej. Tym bardziej że zauważono, jak reaguje na dotyk. Jednakże lekarze utrzymują, iż były to tylko odruchy bezwarunkowe, które mózg „zapamiętał” z reakcji na bodźce w przeszłości, a później odtwarzał je niejako automatycznie. Ich zdaniem mózg Alfiego z dnia na dzień ulegał coraz większej degradacji, tak iż dominowały w nim woda i płyn mózgowo-rdzeniowy. Następstwem tego stała się utrata świadomości przez dziecko. To zaś – w przekonaniu adherentów podszytego hedonizmem liberalizmu – było wystarczającym powodem ku temu, aby jego życie uznać za niegodne. W tym punkcie demoliberalizm, aczkolwiek jego zwolennicy nie mówią tego otwarcie, nawiązuje do realizowanej w latach 1939-1944 w III Rzeszy akcji T4, której celem było wymordowanie chorych na schizofrenię, niektóre odmiany padaczki, otępienie, pląsawicę Huntingtona czy cierpiących na dolegliwości po zapaleniu mózgowia, jak również osoby niepoczytalne oraz ludzi z rozmaitymi wadami rozwojowymi, niepełnosprawnych i borykających się z chorobami psychicznymi. Naziści zmierzali do wyeliminowania tych jednostek, ponieważ twierdzili, że są one ciężarem dla społeczeństwa. Podobne mniemanie o ludziach ciężko chorych i niepełnosprawnych, a także starszych i zniedołężniałych, mają dziś liberałowie, w szczególności zaś publicyści prezentujący tzw. „lewicową wrażliwość”, zgodnie z którą osobom cierpiącym oferuje się najczęściej dwa „postępowe” rozwiązania – aborcję bądź eutanazję. Sugeruje się, że ludzie ci są obciążeniem dla budżetów swoich krajów, zaś opieka nad nimi, a niekiedy nawet sam widok ich umęczonych ciał, stwarzają dla innych obywateli dyskomfort. Toteż jeśli w państwach Zachodu protestuje się dziś przeciwko głodzeniu pacjentów nierokujących na polepszenie stanu zdrowia, często małych dzieci, to sprzeciw wobec takich praktyk motywuje się tym, iż wywołują one niepokój u ich rodzin oraz pracowników szpitala. Rzadko kiedy mówi się natomiast o prawie do życia każdego człowieka, które przysługuje wszystkim jednostkom, niezależnie od ich kondycji zdrowotnej, wieku, płci, atrakcyjności wizualnej czy stopnia zamożności. Arbitralnie orzeka się, że egzystencja tych, którzy nie mogą smakować świata wszystkimi swoimi zmysłami, a przy tym przyczyniać się do zwiększania tempa produkcji i konsumpcji, jest mało wartościowa lub zgoła pozbawiona jakiejkolwiek wartości.

Tymczasem życie Alfiego Evansa, o którym musimy już wypowiadać się w czasie przeszłym, gdyż swą ziemską wędrówkę zakończył 28 kwietnia 2018 roku, miało – mimo jego młodego wieku i poważnej choroby, z jaką się zmagał – wartość nie tylko autoteliczną, związaną z tym, że jako osobie ludzkiej przysługiwała mu nieusuwalna i dana wraz z zaistnieniem jego bytu wrodzona godność ontyczna. Egzystencja chłopca, którego losy śledził przez szereg tygodni cały świat, miała także ogromną wartość dla innych ludzi. Mały Alfie i trudna sytuacja, w jakiej się znalazł, uświadomiły opinii publicznej, że w państwach, które uchodziły dotychczas za cywilizowane, a nawet postępowe, można w świetle prawa i przy blasku fleszy odmówić komuś słabszemu podstawowej opieki, skazując go tym samym na rychłą śmierć. Spraw zbliżonych do tej, jaka dotyczyła Alfiego Evansa, jest w rzeczywistości więcej, aczkolwiek z reguły nie zyskują one takiego rozgłosu, gdyż bliscy poważnie chorych osób nie chcą lub nie mają wystarczająco dużo siły, aby walczyć z krzywdzącymi decyzjami medyków i przedstawicieli władzy sądowniczej. Wydaje się, że można zgodzić się ze stanowiskiem, zgodnie z którym stwierdza się, iż Wielka Brytania za sprawą postępowania w stosunku do Alfiego wypisała się – przynajmniej symbolicznie – ze wspólnoty krajów cywilizowanych. Jednakże nie tylko w tym państwie, ale też w wielu innych miejscach świata, hołduje się zasadzie jakości życia, wedle której uznaje się, że pełnia praw, w tym także prawo do życia, przysługuje tylko tym, którzy są zdrowi i silni, a najlepiej również atrakcyjni wizualnie. Przypadek Alfiego Evansa pokazał, że państwa demokracji liberalnej, w których wiele mówi się o wolności i prawach człowieka, są niczym przekonana o swej atrakcyjności młoda kobieta. Podobnie jak owa dziewka, która pragnie oddać się wyłącznie przystojnemu, energicznemu, zaradnemu, przedsiębiorczemu i sprytnemu mężczyźnie, tak i kraje demoliberalne chcą mieć za obywateli tylko ludzi silnych i produktywnych, niewymagających wsparcia ze strony wspólnoty. Nawiasem mówiąc, ta ostatnia w świecie spustoszonym przez nadmiernie rozwinięty indywidualizm nie funkcjonuje właściwie wcale. Tęsknota za prawdziwym braterstwem i autentycznymi międzyludzkimi relacjami, które oparte byłyby na miłości, szacunku i wzajemnej pomocy, pojawia się jednak od czasu do czasu nawet w kolebce liberalizmu, a mianowicie w Wielkiej Brytanii. Widzieliśmy to, chociażby wtedy, gdy pod szpitalem, w którym przetrzymywano Alfiego Evansa, spontanicznie gromadziły się tłumy solidaryzujących się z nim ludzi. Człowiek jest bowiem istotą społeczną, która pragnie udzielać siebie innym. Tylko w ten sposób może on odczuwać prawdziwą radość, a po latach podsumować swe życie jako prawdziwie udane i spełnione.

Na rychłej śmierci Alfiego Evansa zależało orędownikom poglądów, zgodnie z którymi ten świat powinien być miejscem życia wyłącznie ludzi zdrowych, pięknych i użytecznych ekonomicznie. Zaciekła walka, jaką brytyjski wymiar sprawiedliwości stoczył w celu odmówienia dziecku prawa do dalszego leczenia, miała stworzyć głośny precedens, do którego można by odwoływać się w przypadku innych ciężko chorych osób. W demoliberalizmie czyny moralnie złe, w sposób zwodniczy, pokazuje się wszak jako dobre, następnie oswaja się z nimi opinię publiczną, tak aby uznała, że ich popełnianie jest czymś pożądanym, a z czasem za pośrednictwem instytucji państwowych daje się na nie prawne przyzwolenie. Jednakowoż ci, którzy teraz skazują słabych i niewinnych na społeczne wykluczenie, zdają się zapominać, że w przyszłości sami znaleźć się mogą w trudnym położeniu. Wówczas osobiście doświadczą pogardy ze strony innych ludzi. Na razie znajdują się jednak we władaniu pychy, przez co egoistycznie i przy naruszeniu prawa moralnego, pragną dogadzać swym partykularnym zachciankom, błędnie łudząc się, iż jednostka jest bytem niezależnym od kogokolwiek i mogącym być dla siebie prawodawcą.

Czytaj także


Komentarze (4)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 4 maja 2018 o 16:34 Dymitr Ogonowski

    To niewątpliwie było morderstwo ze strony państwa brytyjskiego. Nie tylko przestali udzielać mu pomoc, ale i przemocą blokowali, by ktoś nie zabrał chłopca z miejsca powolnego umierania. Długo żył po odłączeniu aparatów. Pewnie by wyżył. Wiadomo jakim państwem jest Wielka Brytania. Ja to bym nigdy nie chciał tam mieszkać. Ja się nie pchałem na Zachód (komunizmu oczywiście nie popierałem), tylko Zachód (banda NATO) wlizł do Polski. Sprowadzili go tacy, jak: Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński.

    Odpowiedź
  • 6 maja 2018 o 15:14 Renia66

    W tym wszystkim nie rozumiem jednego ..Podroz do Wloch zbyt niebezpieczna…Przeciez i tak go skazali na smierc…Niebezpieczna dla kogo???

    Odpowiedź
  • 6 maja 2018 o 15:15 Renia66

    A rozumiem konentarz mocny

    Odpowiedź
  • 8 maja 2018 o 20:12 pl80

    Śmierć niewinnego dziecka pokazała, do jakiego stopnia zbydlęconym państwem jest Wielka Brytania i jak pozbawiony człowieczeństwa jest demoliberalizm.

    Odpowiedź