Gospodarka

Dominik Piekarz: Bezpieczeństwo Polski w amerykańskie ręce


2 czerwca 2018 o 20:14   /   komentarzy (1)

Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego wypowiedział się 28. maja w wywiadzie dla Polsat News, nie tylko na temat konieczności zwiększenia sił amerykańskich na terenie Polski, ale także o gotowości poniesienia przez nas części kosztów związanych z ich pobytem, które miałyby wynieść od 1,5 do 2 mld USD. Klasycznie już argumentując to zwiększonym zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej.

Za przykład zagrożenia ze Wschodu podaje nam się wojnę domową na Ukrainie. Ale przecież ten konflikt spowodowany został przez obie strony, czyli i Rosje i Zachód. Wyłączając z tego kwestię Krymu, Federacja Rosyjska nie uderzyła na Ukrainę. Twierdzenie takie to mijanie się z prawdą, gdyż zdezelowane wojska ukraińskie nie wytrzymałyby nawet dwóch tygodni w walce z Rosjanami, którzy wedle rankingu Global Fire Power są drugą siłą militarną na świecie. To co tam obserwujemy, to nic innego jak wojna domowa, w której strony walczące są dozbrajane przez dwa różne podmioty, starające się zabezpieczyć własny interes.

Zwolennicy pomysłu zwiększania kontyngentu USA w Polsce, odwołaliby się do ewentualnych korzyści jak np. wymiana doświadczeń i zwiększenie tym samym poziomu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Czy nasza armia, operująca w materii wojsk operacyjnych na pewno tego potrzebuje? Oczywiście nauka zawsze jest i będzie w cenie, ale na dzień dzisiejszy priorytety powinny być inne. Palącym problemem pozostają na pewno niemodernizowane w znacznej części od czasów zimnej wojny czołgi, przestarzałe śmigłowce bojowe czy najprostsze braki w wyposażeniu żołnierzy jako pojedynczych jednostek. Czy naprawdę lepiej ściągać obce nam wojska, niż wydawać nasze pieniądze na choćby oswajanie młodych mężczyzn z bronią? Przecież na dzień dzisiejszy potencjalny poborowy nie ma nawet do końca pojęcia z której strony złapać karabin, podczas gdy świetnie zna się na obsłudze smartphona. W czasie gdy rdzenni obywatele nie mają prawa do posiadania broni, zaprasza się do Polski obce armie, uzbrojone po zęby. Pomysłów na dozbrojenie naszej ojczyzny może być masa i prawie każdy z nich okaże się lepszy od sprowadzania do własnego kraju wojsk najemnych, nad którymi władzę będzie sprawował obcy nam rząd.

W mass mediach przedstawia się nam USA jako sojusznika, który to po drugiej wojnie światowej okupował Europę zachodnią, a ona wcale na tym źle nie wyszła. Mając wtedy faktycznie agresywnego sąsiada, mogła w spokoju się rozwijać. A co jeżeli układ sił już dawno uległ zmianie? W jaki sposób Federacja Rosyjska nam na dzień dzisiejszy zagraża? Karmi się nas propagandą jak za czasów PRL-u, choć jakby się nad tym zastanowić, to być może zagrożenia należy się spodziewać zupełnie z innej strony. W związku z ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi choćby ustawy 447, przegłosowanej w Kongresie USA i podpisanej przez prezydenta Trumpa, należy wręcz poddać pod wątpliwość całe pojęcie sojuszu USA – Polska.

Gdyby zrobić zestawienie Rosji i USA pod względem napaści na inne, suwerenne kraje to w świetle takiego porównania krajem niebezpiecznym i nieobliczalnym jest USA. Kraj, który od zakończenia drugiej wojny światowej zbombardował kilkadziesiąt państw, często bez podania przyczyny, mającej poparcie w faktach, doprowadzając tym samym często do eskalacji konfliktów na jeszcze większą skalę. Amerykanie mówią o wprowadzaniu demokracji i obronie praw człowieka, ale to tylko słowa. Patrząc chociażby na ostatnie lata, to w Iraku przyczynili się do powstania ISIS i wybuchu krwawej wojny. W Syrii działają na rzecz destabilizacji kraju, wspomagając tym samym terrorystów mordujących tam chrześcijan i inne mniejszości. Wszędzie tam gdzie pojawiają się wojska USA, prędzej czy później dochodzi do konfliktu zbrojnego, który za pomocą pięknych słów tłumaczony jest potrzebą obrony niewinnych, a sama armia Stanów Zjednoczonych, ukazywana jest jako rycerz na białym koniu.

Kwota jaką mamy zapłacić za pobyt Amerykanów na naszej ziemi, pozwoliłaby ruszyć z niejednym gruntownym programem modernizacji Wojska Polskiego, ale jak widać nasi politycy widzą lepsze rozwiązanie. Ci sami politycy, którzy bardziej dbają o interes imigrantów ze Wschodu, niż o dobro rdzennego obywatela Polski. Pozwalają na budowę w naszym kraju ośrodków kultury, które obrażają nas jako naród, zakłamując bezczelnie historię i pozostając drwiną z bohaterstwa i poświęcenia naszych przodków. To właśnie ci politycy brakiem jakichkolwiek działań przyczyniają się do procesu, który ma na celu w obrzydliwy sposób poniżać i wyzyskiwać nas, Polaków. Podpisują ustawy, które zezwalają na wydawanie uzbrojenia obcym armiom z naszych magazynów wojskowych. Teraz wmawiać nam będą, że bardziej potrzebne od dozbrajania własnego wojska jest sprowadzanie obcego. Co będzie następne? Może za 10 lat usłyszymy, że już nie potrzebujemy armii, bo przecież żołnierze amerykańscy w razie czego nas obronią? Czego można się spodziewać od polityków, którzy muszą jeździć na drugi koniec świata, aby tłumaczyć się z decyzji podejmowanych w podobno wolnym, suwerennym kraju. Jeżeli by przyjąć, że nasz rząd nie reprezentuje w pierwszej kolejności interesu Polski, czego jasnym przejawem są ostatnie wydarzenia, to czyj interes przyjedzie zabezpieczyć amerykańskie wojsko? Czy aby na pewno żyjemy jeszcze w wolnym kraju?


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 3 czerwca 2018 o 23:31 Dymitr Ogonowski

    Ja powtarzam wciąż to samo. Ale nawet, jak przyjmiemy interpretację, że to Moskwa napadała Rzeczpospolitą, to Moskwie chodziło o tereny obecnej Ukrainy i Białorusi. Nawet najbardziej antypolski car Mikołaj I zgadzał się, że z ziemiami polskimi (rozumiał je bez Kresów, więc inaczej niż my) jest dla Rosji więcej problemów, niż pożytku. Jednak nie przyzna Polsce niepodległości, bo Polska będzie chciała ziem na wschód od Bugu. Ja rozumiem, że w interesie Polski było zachowanie Kresów. Jednak teraz, jak i tak do Polski nie należą, to jest sens narażać w interesach wrogich Polsce banderowców????? Okres komuny, to było co innego. Wówczas Moskwa bolszewików chciała skomunizować cały świat. A teraz Rosja już nie chce rozszerzać komunizmu, tylko realizuje swoje narodowe interesy. Polska nie ma teraz ziem spornych etnicznie z Rosją. Po prostu to wynika z tego, że Ukraińcy i Białorusini uznali się za odrębne narody, zarówno od Polski, jak i od Moskwy. Wbrew temu, co głoszą ukraińscy i białoruscy działacze w okresie dawnych wojen polsko-moskiewskich nie było wykrystalizowanych tych narodów. Carowie Rosji, jak np. Iwan Groźny głosili, że mu się należy cały obszar dawnej Rusi, bo należał do jego przodków z dynastii Rurykowiczów. A Rzeczpospolita uważała, że są to nasze ziemie. W ogóle przedrozbiorowa Rzeczpospolita nie uznawała nazwy Rosja w odniesieniu do Państwa Moskiewskiego, bo „Rosja” to bizantyjska nazwa Rusi. Uważała, że Moskwie się nie należy cała dawna Ruś (Rosja). Dopiero Piotr I, to narzucił Rzeczypospolitej, ale tylko oficjalnie. Jeszcze Mickiewicz pisał o Moskalach a nie o Rosjanach.

    Odpowiedź